logo
FA 02/2020 Bibliotekarz zredukowany

Elżbieta Barbara Zybert.

Jak odrodzić kształcenie bibliotekarzy

Aby poprawić postrzeganie zawodu bibliotekarza, studiów bibliotekoznawczych i tym samym przyczynić się do wzrostu zainteresowania kandydatów studiami w tym zakresie, nie wystarczy jednak modernizacja programów studiów. Potrzebne jest szerokie społeczne wsparcie.

Rys. Sławomir Makal

W swoim tekście prof. Jacek Wojciechowski poruszył bardzo ważny problem obecnej sytuacji w polskim bibliotekarstwie. Przedstawiony w nim stan jest nie tylko prawdziwy, lecz wręcz przerażający, jeśli na poważnie myślimy o przyszłości naszych dzieci, o ich roli w dorosłym życiu.

Przede wszystkim konieczne jest przypomnienie oczywistej, wydawałoby się, sprawy, że biblioteki to nie tylko zbiory, lokal i wyposażenie, ale w głównej mierze ludzie w nich pracujący, od których zależy i wizerunek, i efektywność tych placówek. I zastanawiając się nad sytuacją polskiego bibliotekarstwa, nie wolno nie dostrzegać czy pomijać sprawy związane z bibliotekarzami, ich kwalifikacjami i kompetencjami.

Na początek należy zwrócić uwagę na powody, które doprowadziły do widocznej dziś zapaści polskiego bibliotekarstwa. Dopiero analiza związków przyczynowo-skutkowych pozwoli na rozpoznanie tych zależności, złożoności problemu i będzie podstawą do wyznaczenia dalszych działań, które mogłyby doprowadzić do poprawy tej niedobrej i niebezpiecznej sytuacji oraz przysłuży się do odbudowy kształcenia kadr do bibliotek.

Wydaje się, że podstawową przyczyną złej kondycji bibliotekarstwa w Polsce jest negatywny stosunek społeczeństwa do edukacji, w której ważną rolę odgrywa czytanie i kontakt ze słowem pisanym, upowszechnianie się bylejakości, brak rzetelnej wiedzy, promowanie wzorców obywateli znających się na wszystkim i na niczym, chodzących „na skróty” i robiących karierę bez niezbędnych kwalifikacji i kompetencji. Choć w profesjonalnych kręgach podkreśla się znaczenie czytania w rozwoju człowieka, to w szerszym odbiorze mało kto rozumie i dostrzega, że poziom czytelnictwa przekłada się (jak pokazują to np. badania przeprowadzone w Danii) na wyniki gospodarcze i stan demokracji w państwie. Warto przypomnieć, że w bliskich nam geograficznie krajach skandynawskich wskaźnik czytelnictwa jest najwyższy na świecie. Czytelnictwo rozwijają tam przede wszystkim biblioteki publiczne. Prężnie działające biblioteki innych sieci, np. naukowe czy narodowe, mają inne zadania do spełnienia, choć oczywiście włączają się w różne akcje popularyzujące książkę i inicjują przedsięwzięcia w tym zakresie. Tym samym czytelnictwo, a także kształcenie obywateli i przygotowanie ich do życia, są silnie powiązane z działaniami bibliotek. I nie ma tam potrzeby tłumaczyć mieszkańcom, jaka jest rola bibliotek. Są one bowiem obecne w codziennym życiu, w pełni urzeczywistniają koncepcję amerykańskiego socjologa Raya Oldendurga o bibliotece jako trzecim miejscu, neutralnej przestrzeni, w której mogą się uczyć, zdobywać różnorodne informacje potrzebne do codziennego funkcjonowania, a także rozwijać swoje pasje i służyć rozrywce.

Nie są to tylko ładnie brzmiące stwierdzenia. Badania Europejskiego Biura Stowarzyszeń Bibliotek i Dokumentacji (EBLIDA) pokazują, że Finowie w przeliczeniu na liczbę mieszkańców należą do najaktywniejszych użytkowników bibliotek. Znaczenia tych placówek dowodzą także wyniki badań PISA (Programme for International Student Assessment), prowadzone przez OECD. Wynika z nich, że poziom alfabetyzacji i czytelnictwa w Finlandii jest jednym z najwyższych na świecie. Władze oświatowe Finlandii skomentowały wprost, że wynik zawdzięczają sprawnie działającym bibliotekom publicznym i profesjonalnym bibliotekarzom rozwijającym czytelnictwo. Warto podkreślić, że biblioteki publiczne uznawane są przez Finów za najbardziej lubiane instytucje kultury, a Szwedzi, tak użytkownicy, jak i organizatorzy bibliotek, uważają je za dobry społecznie biznes. Potwierdzeniem pozytywnego stosunku do bibliotek jest także otwarcie w 2019 r. w Helsinkach, w centrum miasta, nowoczesnej biblioteki Oodi, traktowanej jako prezent dla narodu z okazji uczczenia niepodległości Finlandii. Ma ona symbolizować fińskie ideały cywilizacyjne, ale również podkreśla wyjątkowy stosunek władz i społeczeństwa do bibliotek. To właśnie mieszkańcy zadecydowali, aby środki pochodzące z budżetu partycypacyjnego przeznaczyć na tę bibliotekę. W przeszłości również, kiedy z powodu kryzysu ekonomicznego pojawiały się myśli o likwidacji niektórych z nich, społeczeństwo skutecznie stanęło w ich obronie.

Podobna sytuacja ma miejsce w innych krajach skandynawskich. Mieszkańcy i władze rozumieją, że zaniedbanie czytelnictwa jest groźne dla demokracji, ogranicza kształtowanie się świadomego społeczeństwa obywatelskiego, aktywnie uczestniczącego w życiu publicznym. Dostrzegają, że czytelnictwo korzystnie wpływa na poziom innowacyjności obywateli, poszerza ich horyzonty, ale także łagodzi obyczaje i zwiększa empatię.

W Polsce nie zauważa się korelacji między poziomem czytelnictwa, jakością życia i demokracją a stanem bibliotek. Choć wielokrotnie wypowiadane są stwierdzenia o znaczeniu czytania dla rozwoju człowieka, często w powiązaniu z informacjami o spadku czytelnictwa w naszym kraju (ok. 60% Polaków nie czyta), to niestety bardzo rzadko wiąże się poziom i stan czytelnictwa z bibliotekami, ich sytuacją, efektywnością pracy i zatrudnionymi w nich bibliotekarzami.

Niezbędni ludzie odpowiednio wykształceni

Konieczne jest dostrzeżenie u nas, tak jak w przywoływanych przykładach skandynawskich, znaczenia bibliotek, także cyfrowych, dla wyrównywania poziomu kształcenia i zmniejszania dystansu w dostępie do wiedzy i informacji w małych ośrodkach, środowiskach osób wykluczonych, co pozwoli na ujednolicenie szans dla wszystkich w dostępie do osiągnięć naukowych, myśli technologicznych i zwiększenie szans na rynku pracy także w skali globalnej. Dobrym wzorcem zaczerpniętym z krajów o wysokiej kulturze bibliotecznej może być rozwijanie bibliotek jako lokalnych centrów informacji, odpowiednio wyposażonych, także technologicznie, umożliwiających dostęp do różnorodnych zasobów, zapewniających pomoc w odrabianiu lekcji, realizacji swoich zainteresowań i pasji.

Niezbędni są zatem ludzie odpowiednio wykształceni, bibliotekarze mogący twórczo realizować i organizować narodowe programy rozwoju czytelnictwa (drukowanego i cyfrowego), rozumiejący długofalowe dobroczynne i społeczne skutki czytelnictwa. Potrzebujemy nowocześnie wykształconych kadr, które będą rozumiały i potrafiły wykorzystać synergię połączonego potencjału różnych instytucji kultury, bibliotek, także cyfrowych, bo to także biblioteki. Ktoś musi wiedzieć, jak skutecznie prowadzić dystrybucję „cyfrowych plików”, by miały wagę informacyjną, treściową, zostały zauważone, mogły być wykorzystane. Bibliotekarz-amator i odbiorca-amator to groźna sytuacja. Może warto przypomnieć nadal aktualną, choć rzadko dziś przywoływaną sentencję z czasu pierwszych komputerów „Garbage In – Garbage Out”? Profesjonalnie przygotowani bibliotekarze potrafili oczyścić obszary aktywności użytkowników, czytelników z tych „śmieci”. Nie na darmo mówi się dziś o potopie czy przeciążeniu informacyjnym, którego przyczyną nie jest jedynie masowa produkcja informacji, lecz także, a może przede wszystkim, brak indywidualnych zdolności do selekcjonowania informacji i niewystarczające wsparcie ze strony zbyt małej liczby dobrze przygotowanych do zawodu bibliotekarzy i pracowników informacji.

Taki profil wykształcenia zapewniały tylko studia bibliotekoznawcze, szczególnie dobrze przyjmowane i oceniane przez studentów – czynnych zawodowo bibliotekarzy. Zawisła nad nami groźba wygaszenia tych studiów w całym kraju, podczas gdy w innych krajach bibliotekarstwo i bibliotekoznawstwo przeżywa renesans powodowany i technologiami informacyjnymi, i rozwojem społeczeństw obywatelskich, i potrzebą stymulowania innowacyjności.

Szkodliwe dla zawodu, samych bibliotek i akademickiego kształcenia bibliotekarzy jest publiczne ośmieszanie zawodu, także prezentowanie wypaczonego wizerunku bibliotekarzy/ bibliotekarek (siwa, zaniedbana, zazwyczaj starsza pani w okularach i przydeptanych kapciach), podczas gdy np. w fabularnych filmach amerykańskich biblioteka jest często obecna w życiu różnych społeczności (też zakładów karnych), podkreślana jest ich przydatność do rozwoju osobowości, ale także jako forma spędzania wolnego czasu, jako miejsce w którym bywanie nie jest wstydliwie ukrywane, lecz uważane za sprawę zupełnie naturalną.

Program odbudowy społecznego wizerunku

Pozycji i prestiżowi zawodu bibliotekarza nie sprzyja także bardzo niskie uposażenie bibliotekarzy, kształtujące się często poniżej średniej krajowej. W zawodzie pozostają wielcy pasjonaci lub ci, którzy nie mają możliwości znalezienia innej pracy z różnych powodów, czy też mają bogatych współmałżonków, tolerujących zawodowe „fanaberie” partnera.

Dziś należałoby stworzyć program odbudowy społecznego wizerunku i prestiżu bibliotek i bibliotekarzy, zaczynając od bibliotekarstwa publicznego, jego udziału w budowaniu kapitału społecznego wokół bibliotek, partnerstwa lokalnego itp. To jest zadanie i wyzwanie na przykład dla Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.

W Polsce na biblioteki zbyt często patrzy się stereotypowo i przez pryzmat pewnej, niewielkiej liczby przykładów negatywnych. I trzeba walczyć z tym stereotypem. W warunkach polskich, w wyniku deregulacji zawodu, do pracy w bibliotekach trafiają w zasadzie wszyscy, którzy chcą tam podjąć pracę – bez znaczenia, czy mają kompetencje, czy też nie, bo panuje przekonanie, że do wykonywania obowiązków bibliotekarskich mogą się przyuczyć szybko i przyswoić to, co się składa na kompetencje bibliotekarza, uprawniające go do zajmowania określonego stanowiska.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że praca w bibliotekach, zwłaszcza w dużych, czy to naukowych, czy publicznych, stała się często synekurą dla osób niemających przygotowania bibliotekarskiego, możliwością znalezienia pracy „cichej, miłej i przyjemnej, w dodatku w pobliżu domu”. I w wielu bibliotekach panuje wśród dyrekcji przekonanie, że każdy do wykonywania tej pracy będzie się nadawał, jeśli nawet nie na początku, to nauczy się tego szybko.

I tu znów należy powtórzyć, że w bibliotekach od zawsze istniały stanowiska, które wymagały innego niż bibliotekarskie przygotowania zawodowego. I jest to prawidłowość, której nikt poważnie myślący o bibliotekach, o ich organizacyjnej sprawności, nie zamierza kwestionować. Wykorzystanie specjalistycznych kwalifikacji odpowiadających specyfice danej biblioteki, danego działu (np. przy opracowaniu zbiorów), realizacji specjalnych zadań będzie tylko poprawiało jakość i efektywność pracy danej biblioteki. Jednak na stanowiskach bibliotekarskich powinny pracować osoby mające kwalifikacje bibliotekarskie. A specjaliści z innymi niż bibliotekarskie (akademickie) kwalifikacjami w bibliotekach nie powinni stanowić dominującej większości, funkcjonującej obok tych właśnie profesjonalnych bibliotekarzy. I taka sytuacja ma miejsce na świecie, a szczególnie to widać w krajach, które są w czołówce światowego bibliotekarstwa, jak kraje skandynawskie, Holandia czy kraje Ameryki Północnej. Także wypowiedzi i prezentacje na dorocznych kongresach IFLA pokazują, że nawet w krajach azjatyckich, np. w Malezji, aby zostać zatrudnionym na stanowisku bibliotekarza, trzeba mieć właściwe do tego przygotowanie, czyli ukończone studia bibliotekoznawcze. Także przy ubieganiu się o stanowisko kierownika/dyrektora biblioteki wymagane jest wykształcenie kierunkowe lub – w przypadku innego niż bibliotekoznawcze – konieczne jest uzupełnienie go o stosowne studia podyplomowe czy kursy z tego zakresu o przepisowej liczbie godzin.

Jeszcze mamy od kogo się uczyć

Należy się także zastanowić nad interesem społecznym związanym z przyuczaniem do zawodu osób bez kwalifikacji, czy nie marnujemy czasu i naszych społecznych pieniędzy na przygotowanie nowych adeptów do zawodu. Dziś w bibliotekach jeszcze mamy od kogo się uczyć: od tych starszych stażem bibliotekarzy, których już za chwilę nie będzie, gdy odejdą na emeryturę. Jeśli zależy nam, nie tylko w sferze werbalnej, na jakości życia społeczeństwa i przyszłości naszych dzieci, to wykształconych bibliotekarzy nie może zabraknąć. I trudno zgodzić się z głosem, że „wykształcony bibliotekarz to oksymoron”, bo może być nim każdy, kto ma wykształcenie co najmniej średnie i przeciętny poziom inteligencji.

Myślę, że warto zadać sobie, nam, retoryczne pytanie: jak w bliższej lub dalszej przyszłości biblioteki polskie będą współpracować z bibliotekami innych krajów UE i państw spoza niej, jeśli nie będziemy potrafili z powodu braku profesjonalistów włączyć się w międzynarodowy dialog, nie będziemy znali i zachowywali norm i standardów, jeśli nasi bibliotekarze z powodu braku fachowej wiedzy nie będą rozumieli płynącego do nich przekazu itd. To jeszcze jeden obszar, w którym jako państwo spychamy się na obrzeża życia wspólnotowego. Czy w którymkolwiek państwie UE, poza Polską, zawód bibliotekarza jest „uwolniony”? Nie każdy, kto pracuje w bibliotece, jest bibliotekarzem, ale każdy, kto jest bibliotekarzem, musi legitymować się wiedzą, umiejętnościami i kompetencjami typowymi dla tego zawodu. Studia bibliotekoznawcze (z całą świadomością ułomności studiów w ogóle) były formą nabywania i weryfikacji wiedzy i umiejętności profesjonalnych. Egzaminy państwowe także. Obecnie zmierzamy w kierunku modelu, w którym nie ma sformalizowanych sposobów nabywania wiedzy ani weryfikacji wiedzy nabytej w innych warunkach. Wsobne uznawanie kwalifikacji jest nietransparentne i nieporównywalne.

Szukając przyczyn zapaści w polskim bibliotekarstwie, należy się także zastanowić nad tym, czy my, środowisko bibliotekarzy, nauczycieli akademickich, organizacji pozarządowych o charakterze zawodowym czy naukowym, robimy wszystko, aby promować ten zawód, pokazywać jego społeczną misję i użyteczność dla rozwoju naszego społeczeństwa, budowy dobrobytu, podnoszenia naszych szans na rynkach pracy czy dla zachowania naszego kulturowego dziedzictwa. Czy sami nie deprecjonujemy tego kierunku studiów, czy walczymy o niego, lobbujemy w celu uzyskania wsparcia władz uczelni, wydziału, samorządu, państwa, czy z dużą łatwością na bazie dotychczasowych zasobów kadrowych w dawnych instytutach (katedrach) kształcących bibliotekarzy nie tworzymy nowych kierunków dających iluzoryczne wrażenie, że przygotowują kandydatów do zawodu bibliotekarza, choć nie ma w nich treści przydatnych do pracy bibliotekarza, raczej dla specjalisty-niebibliotekarza, jak to wynika np. z opisu sylwetki absolwenta. A rozmowy z dyrektorami bibliotek pokazują, iż coraz częściej dostrzegają oni potrzebę zatrudniania bibliotekoznawców, a nie jakichkolwiek absolwentów studiów magisterskich czy licencjackich na stanowiska bibliotekarskie.

Opracowanie programu studiów bibliotekoznawczych

W efekcie przedstawionych przyczyn obserwujemy wśród potencjalnych kandydatów spadek zainteresowania podejmowaniem studiów na kierunku bibliotekoznawstwo. Zdajemy sobie sprawę z potrzeby modyfikacji programów nauczania, tak by odpowiadały potrzebom i oczekiwaniom bibliotek, ale również, aby były atrakcyjne dla kandydatów, a zawód oferowany po ich ukończeniu cieszył się prestiżem. Czasem pojawiają się głosy, że uczelnie wyposażają absolwentów w mało przydatną wiedzę teoretyczną, ale tu właśnie potrzebne jest sprzężenie zwrotne, doskonalenie praktyk zawodowych dla studentów, organizowanych przez biblioteki i pokazujących arkana pracy bibliotecznej, aby mogli teorię łączyć z praktyką. Choć w 2013 pojawiła się próba wypracowania pożądanych od bibliotekarzy kwalifikacji i kompetencji, to z różnych przyczyn nie przyniosła ona spodziewanych rezultatów. Tym samym w niewielkim stopniu przyczyniła się do modernizacji kształcenia, zwłaszcza że w wielu uczelniach kierunki informacji naukowej i bibliotekoznawstwa po prostu przestały istnieć. Konieczna jest jednak intensywniejsza współpraca z władzami bibliotek i środowiskiem, by artykułowały swoje potrzeby, a uczelnie przygotowały spełniające je programy. To może sprawić, że społeczeństwo będzie lepiej postrzegało zawód i studia w tym zakresie.

Jest to także moment, by państwo polskie zechciało choćby w jednej uczelni, na przykład na Uniwersytecie Warszawskim, „zamówić” opracowanie programu studiów bibliotekoznawczych na europejskim poziomie, może we współpracy z jakimś ośrodkiem akademickim w UE? Mamy cotutelle (doktorat międzynarodowy, pisany na dwóch uniwersytetach) na poziomie studiów trzeciego stopnia, dlaczego w dobie wzajemnego uznawania kwalifikacji nie pomyśleć o czymś na wzór cotutelle na poziomie studiów pierwszego czy drugiego stopnia?

Aby poprawić postrzeganie zawodu, studiów bibliotekoznawczych i tym samym przyczynić się do wzrostu zainteresowania kandydatów studiami w tym zakresie, nie wystarczy jedynie modernizacja programów studiów. Potrzebne jest szerokie społeczne wsparcie. Samych bibliotekarzy bowiem nikt nie posłucha i nie ujmie się za zawodem, kondycją i stanem bibliotek. Nikogo nie wzruszy, i tym samym nie przyniesie żadnego efektu, np. protest czy strajk bibliotekarzy, zwłaszcza że w naszym kraju nie jest to dobry czas dla bibliotek, a podaż kandydatów (z kwalifikacjami czy bez) chętnych do pracy jest większa niż popyt. Myślę, że również powrót do regulacji zawodu, a także poprawienie sytuacji ekonomicznej bibliotekarzy przyczyniłyby się w istotny sposób do przyciągnięcia na studia kandydatów do zawodu bibliotekarza.

W tej krótkiej wypowiedzi na temat sytuacji w zakresie bibliotekarstwa i kształcenia bibliotekoznawczego starałam się ukazać różne istotne związki zachodzące między rozmaitymi przyczynami, by pokazać źródło obecnej sytuacji a także złożoność problemu. Ich rozwiązanie, przy aktywizacji środowiska, ale koniecznie przy społecznym zrozumieniu społeczeństwa i władz, może przynieść efekt w postaci rozkwitu polskiego bibliotekarstwa, podniesienia poziomu edukacji i dostępu do kultury, wzrostu czytelnictwa i wszystkich tych osiągnięć, o których była mowa w kontekście skandynawskim. Wówczas także będzie duża szansa na odrodzenie akademickiego kształcenia bibliotekarzy.

Prof. dr hab. Elżbieta Barbara Zybert, bibliolog. Przez dwie kadencje dziekan Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie kierownik Katedry Badań nad Bibliotekami i Innymi Instytucjami Kultury Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW

Wróć