logo
FA 01/2020 ROZMOWA FORUM

- z prof. Stanisławem Kistrynem, prorektorem UJ, przewodniczącym UKN, rozmawia Piotr Kieraciński

Najpierw prestiż, potem miliony

Program jest nastawiony bardziej na edukację niż na badania naukowe. Nie zapominamy o nich, ale nie są obecnie na pierwszym planie. Finansowanie ma być przeznaczone ewentualnie na powiązanie badań naukowych z edukacją.

Rozmowa z prof. Stanisławem Kistrynem, prorektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. nauki, przewodniczącym Uniwersyteckiej Komisji Nauki

Uniwersytet Jagielloński został członkiem konsorcjum, tzw. uniwersytetu europejskiego. Całe konsorcjum dostaje 5 milionów euro, a do UJ trafi jedynie drobna część tej kwoty przy najpewniej znacznie wyższym wkładzie własnym.

Niedawno uczestniczyłem w spotkaniu The Guild of European Research-Intensive Universities. Pierwsze pytanie w panelu dotyczyło tego, jaka jest wartość dodana dla UJ z udziału w związku – bo to związek, a nie konsorcjum – uniwersytetów, który ma status uniwersytetu europejskiego czy też zalążka uniwersytetu europejskiego. Projekt związku to na razie znacząca część działalności grupy uniwersytetów, już ośmiu, a nie sześciu, jak było na początku. Jeśli podzielimy pięć milionów euro przez osiem uczelni i przez lata projektu, to faktycznie wychodzi niewielka kwota, nawet jak na budżet UJ. Na dodatek nie podzielimy tych środków po równo, ale w zależności od udziału każdego uniwersytetu w poszczególnych zadaniach. Poza tym, to na pewno nie są wszystkie środki, które ten związek uczelni zdecydował się przeznaczyć na swoje działania. Na pewno nie odpowiem dziś, ile UJ włoży w ten projekt, gdyż jeszcze nie wiemy, w jakie działania i w jakim stopniu będziemy zaangażowani. Może za rok-dwa taka odpowiedź będzie łatwiejsza. Mogę tylko przypuszczać, że będzie to z pięć razy więcej niż dostajemy z Komisji Europejskiej.

Czy Ministerstwo Nauki dołoży się do tego przedsięwzięcia?
Na razie ministerstwo zdecydowało, że pokryje wkład własny polskich uczelni, wpisowe, roczną składkę do tego projektu, czyli ok. 75 tys. euro.

Co nowego będzie robił taki uniwersytet europejski?
W gruncie rzeczy to, co robimy teraz na UJ. Natomiast będzie to miało zupełnie inny wymiar. Prowadzimy wymiany studenckie. Powiedzmy, że chcemy nadawać dyplomy czy doktoraty wspólnie z jakimś uniwersytetem zagranicznym. Teraz dzieje się to z dość dużym trudem, trzeba do każdego doktoratu zawierać osobną umowę i nie jest ona prosta prawnie. Mamy nadzieję, że międzynarodowy charakter tego zrzeszenia i wsparcie komisji ułatwią takie przedsięwzięcia. To jest kwestia impulsu, zagrania na ambicjach, że uniwersytety chcą dzięki temu „kopniakowi” zrobić więcej niż obecnie robią. To był ruch inicjujący, kierunkujący energię w dobrych uniwersytetach w stronę bardziej zaawansowanej współpracy międzynarodowej. Pierwsza rzecz ważna to prestiż, a nie pięć milionów. Te konsorcja mają specjalny status. Nie jest ważne, żeby Komisja Europejska dodała kolejne 2 miliony do tych pięciu – bo mówi się o zwiększeniu finansowania tych związków – bo to nadal nie są środki, które wiele zmienią w uniwersytetach. Ważne jest, że KE demonstruje w ten sposób wsparcie dla projektu i naszych działań ponadnarodowych.

Co będziecie razem robić?
Zdefiniowaliśmy cztery obszary tematyczne. Jednym z nich jest dziedzictwo kulturowe, kolejne to: zrównoważony rozwój, studia europejskie oraz nauka o danych, czyli big data, i sztuczna inteligencja. Planujemy dołożyć do tego piąty obszar – problematykę zdrowia. W ich ramach mamy wypracować innowacyjne narzędzia służące nowoczesnemu kształceniu i mobilności. Ambitnym celem jest, aby w roku 2025 co najmniej połowa studentów była objęta mobilnością międzynarodową. Chcę też podkreślić, że projekt uniwersytetów europejskich ma służyć głównie zmianie jakości kształcenia.

Czyli w 2025 r. 20 tysięcy studentów UJ wyjedzie na studia za granicę?
Tak, ale nie chodzi o zastąpienie Erasmusa czy jego uzupełnienie, lecz o wspólne programy kształcenia, a przynajmniej ich fragmenty, które studenci będą mogli odbyć poza swoim uniwersytetem, w jednym ze stowarzyszonych uniwersytetów zagranicznych. W grupach angażujących przynajmniej po cztery stowarzyszone uniwersytety chcemy stworzyć wspólne programy studiów, aby studenci przynajmniej przez semestr kształcili się w zagranicznym uniwersytecie. Najpierw musimy znaleźć kierunki studiów, które możemy uwspólnić. Nie mówię, że wszystkie programy studiów zostaną w tym pilotażowym programie uwzględnione. Równolegle ze studentami mają podróżować – i wykładać za granicą – nasi pracownicy. Program jest nastawiony bardziej na edukację niż na badania naukowe. Nie zapominamy o nich, ale nie są obecnie na pierwszym planie. Finansowanie ma być przeznaczone ewentualnie na powiazanie badań naukowych z edukacją. To się pewnie – i na szczęście – pomiesza z naszą inicjatywą doskonałości. W każdym obszarze będzie komitet sterujący, który oceni wpływające pomysły i zadecyduje o ich wdrożeniu. Na razie mamy pudełko, które musimy zapełnić treścią.

Perspektywa jest jednak bardzo krótka. Rok 2025 blisko.
Będziemy się starać zrealizować pewne działania w tym okresie. Wiemy, że to nie będzie łatwe. Mamy pilotaż.

Co to znaczy?
Na pewno nie powstanie w tej chwili instytucja pod nazwą uniwersytet europejski. To będzie inny rodzaj związku, na pewno nie sieć. Wymyślono na ten typ współpracy właśnie nazwę Alliance, czyli związek, zrzeszenie. Mamy stworzyć głębokie, stabilne więzi. Jeśli taka współpraca się sprawdzi, program będzie kontynuowany. Jest na przykład kwestia dyplomu europejskiego. Takie związki mają być podstawą przyszłego kształcenia wyższego w Europie.

To brzmi trochę fantastycznie…
Tak, także z mojego punktu widzenia. Czasu jest mało. Musimy jednak się starać. W momencie gdy zawiązaliśmy zrzeszenie, gdy dostaliśmy grant, np. w Bolonii studenci zaczęli rektora pytać, kiedy będą się mogli zarejestrować na takie wielouniwersyteckie studia. Młodzi są gotowi, żeby brać udział w takich wymianach. Do nas, do władz uczelni, wydziałów, należy przygotowanie odpowiednich programów. Dopiero startujemy. Projekt uniwersytetu europejskiego rozpoczął się 1 grudnia 2019 roku. Musimy się teraz zastanowić, jaki będzie najlepszy system wymiany informacji o osiągnięciach studentów. Przecież oni powinni móc zdawać egzamin w każdym z uniwersytetów. Program musi być odpowiedni także dla tych, którzy nie wezmą udziału w wymianie, bo przecież oni też będą go realizować. Wzajemnie się dopingujemy. Nikt nie chce powiedzieć, że jest gorszy czy ma gorsze pomysły.

Czy nie obawia się pan, że koniec końców włożycie w ten program więcej niż z niego wyciągniecie?
A co mamy z tego, że ministerstwo co roku „daje” UJ 780 mln złotych? Czy realizując swoje zadania i usprawniając ich realizację, zmieniając trochę nasze praktyki w kierunku większego umiędzynarodowienia, tracimy jako społeczeństwo? Na pewno nie. Gdy wchodziły KRK, wpisaliśmy stare dane w nowe ramki, zrobiliśmy tak, żeby w gruncie rzeczy niczego nie zmienić. A przecież mogliśmy przemyśleć program uczelni i zmienić go. Niestety, funkcjonowało wtedy pensum, które blokowało innowacyjność edukacyjną – bo przecież musimy zapewnić zajęcia naszym kolegom. Nie chcemy w tym programie popełnić tego błędu.

I to jest dobrze, że nie ma pensum?
To jest świetna rzecz, o ile zechcemy i potrafimy ją wykorzystać. Przecież, mimo zniesienia pensum, można je faktycznie zachować. To zależy, czy zechcemy być elastyczni, czy nie. Wracając do poprzedniego pytania: czy za dużo włożymy w stosunku do efektów? Nie wiem, czy mamy liczyć na osiągniecia materialne. Raczej liczymy na niematerialne, intelektualne korzyści. Może także kulturowe.

Na przyjazd dziesięciu tysięcy studentów zagranicznych na UJ?
Zaczniemy może od stu, po stu w czterech różnych obszarach. Gdyby to się udało zrobić w przyszłym roku akademickim, byłoby dobrze.

Już teraz są problemy z wyjazdami zagranicznymi studentów.
Jest pytanie, po co są te wyjazdy? Nie chodzi nam o podstawy historii sztuki, ale raczej o pewne szczegóły, o inną kulturę akademicką, inne sposoby zdobywania i egzekwowania wiedzy.

Jednak wciąż te 50% studentów UJ za granicą i, jak rozumiem, tyluż obcokrajowców na UJ, brzmi fantastycznie.
Na pewno nie będzie to łatwe. Połowa studentów UJ nie wyjedzie nagle za granicę, a do Krakowa nie przyjedzie 20 tysięcy obcokrajowców. To się będzie dokonywało stopniowo. Co więcej, nasze, a przynajmniej Komisji Europejskiej, ambicje są takie, żeby międzynarodowa mobilność dotyczyła w dalszej przyszłości wszystkich studentów. To nie tylko pilotażowy program uniwersytetów europejskich, ale i pilotaż pewnego nowego sposobu kształcenia w Europie w znacznie dłuższej perspektywie czasowej. To jest nowość, którą mamy wygenerować, zachęcić do niej zarówno studentów, jak i nauczycieli akademickich. Pani komisarz Gabriel zapytała mnie niedawno, jakie widzę największe wyzwanie tego projektu w najbliższym czasie. Największym wyzwaniem jest zaangażowanie w projekt jak największej części kadry i studentów. Podobnie komisja konkursowa w programie uczelni badawczych pytała o wyzwania projektu uniwersytetu badawczego. Odpowiedziałem, że to, aby 75% nauczycieli akademickich podchodziło z entuzjazmem do swoich zajęć. Pilotaż jest za krótki. KE też zdaje sobie z tego sprawę. W ciągu trzech lat zdołamy sprawdzić tylko pojedyncze narzędzia. Mówi się, że w 2021 r. będzie prawdziwy konkurs na uniwersytety europejskie. Uważam, że ten drugi konkurs w tak krótkim czasie po pierwszym, pilotażowym, nie ma sensu, bo na razie jeszcze niczego się nie nauczyliśmy i do 2021 roku się nie nauczymy. Poczekajmy przynajmniej do roku 2022, do skończenia pilotaży, aby czegoś się nauczyć, dowiedzieć i wykorzystać tę wiedzę w organizacji drugiego konkursu. Stoi przed nami pewne wyzwanie. Znamy już jako tako metody oceny działalności naukowej, ale nie wiemy, jak oceniać jakość dydaktyki. Na osiem stron formularza oceny pracy nauczyciela akademickiego w UJ dwie strony to formalności, jedna poświęcona jest dydaktyce i aż pięć nauce. Nacisk na badania to nie tylko polska specjalność. Dopóki nie dopracujemy się systemu ewaluacji działalności dydaktycznej, analogicznego do oceny nauki, ewaluacji, która będzie przeprowadzona jednocześnie we wszystkich jednostkach, to waga tego obszaru będzie zależała od dobrej woli władz poszczególnych uczelni. Także w algorytmie nie ma żadnego elementu oceny dydaktyki.

Bo nie próbowaliśmy się z tym zmierzyć?
Minister nie powinien mieć żadnego problemu z tym, żeby zlecić jakiemuś zespołowi zadanie wypracowania kryteriów oceny działalności dydaktycznej. Może się okazać, że nie potrafimy tego zrobić, ale dopóki nie spróbujemy – nie wiemy. Opracowanie kryteriów oceny dydaktyki to jedno z ważnych, pilnych zadań środowiska i państwa.

Czy UJ jest już uniwersytetem badawczym?
Chyba raczej chce być. A może inaczej: jest w niektórych obszarach, jak fizyka, biotechnologia, archeologia, część medycyny, nauki kognitywne. Trzeba próbować osiągnąć przyzwoity poziom wyników badań naukowych w każdej dyscyplinie.

Chodzi o 20% publikacji w TOP 10 czy TOP 1?
Nawet w TOP 10 byłoby znakomicie. Bez wątpienia na skalę polską jesteśmy uniwersytetem badawczym. Pojawiły się wreszcie granty europejskie i to w naukach humanistycznych i społecznych. Będą następne. Fakt, że zagraniczne uczelnie zapraszają nas do wspólnych przedsięwzięć międzynarodowych, świadczy o tym, że jesteśmy nie tylko zauważani, ale i cenieni. Z pewnością udało się nam zwiększenie sformalizowanej współpracy międzynarodowej. Byliśmy w Grupie Coimbra i Utrecht Network. Zaproszono nas do tworzenia The Guild of European Research-Intensive Universities. Czy możemy się przymierzyć do LERU? Jeszcze nie, ale może wkrótce. Wybrano mnie nawet do zarządu The Guild. I mam wrażenie, że nie tyle chodziło o politykę geograficznego zrównoważenia, co o nasze zaangażowanie w tworzenie organizacji i pomysły, jak ma działać. Gdy zaczęło się mówić o uniwersytetach europejskich, to uczelnie zachodnie zwróciły się do nas z propozycją, byśmy do nich dołączyli. Mam w zarządzie związku funkcję skarbnika – to zapewne jest konsekwencją tego, że wcześniej byłem nim w Guildzie. Wskutek tego, że w zrzeszeniu jesteśmy wraz z KU Leuven, ten uniwersytet zaproponował nam, abyśmy dołączyli do CELSA (Central Europe Leuven Strategic Alliance). KU Leuven jako bogaty uniwersytet założył partnerstwo z uniwersytetami w Polsce, Czechach, Estonii i na Węgrzech – robimy wspólne projekty do przygotowania wniosków o granty europejskie. Z kolei Uniwersytet w Lublanie, który świętuje stulecie, zaproponował nam współpracę w innym charakterze. Zapraszamy wspólnie do konstruowania partnerstw uniwersytety zrzeszone w Forum Uniwersytetów Bałkańskich. Zatem ta forma współpracy przechodzi dalej na wschód, a my pełnimy w niej inną rolę niż w partnerstwie z Leuven. To jest rodzaj realizacji idei sharing excellence – wciągania do współpracy coraz większej liczby uniwersytetów z Europy.

Co będzie z pozycją UJ w rankingu szanghajskim, gdy prof. Dudek wypadł z grupy HCR?
Spadniemy o sto miejsc. Ten ranking trzeba rozumieć. Waldemar Siwiński wystąpił z inicjatywą poprawy widoczności naszych uczelni badawczych. Wciąż nie jestem przekonany, że wszystkie dane, które przekazujemy czy też są zasysane z różnych miejsc do rankingów, są właściwe. Natomiast ten ranking, niezależnie od metodologii i mojej oceny, przyjął się, jest miarą międzynarodowego prestiżu.

Jest fetyszyzowany?
Trochę, ale ja też chciałbym go ufetyszyzować. Jest on dla pewnych obszarów świata miarodajną informacją na temat wyboru celu przyjazdu, współpracy akademickiej.

Warto w niego inwestować?
Przy całych zastrzeżeniach – warto. Jednak nie jest to cel, ale to powinno się zdarzać, być wynikiem pewnych działań. Można go też traktować jako drogowskaz, co należy robić, aby poprawić międzynarodową pozycję uniwersytetu. Tu jest podobnie jak z habilitacją, która powinna być wynikiem pracy naukowej, a nie jakimś dodatkowym obciążeniem. Na wydziałach medycznych posługują się z lubością sumarycznym IF. A ja bym chciał wiedzieć, jaka jest suma czterech najlepszych publikacji. Jeśli sumaryczny IF wynosi 100, a suma tych najlepszych publikacji 5, to znaczy, że ktoś naprodukował dużo słabych prac.

UJ odniósł pewien spektakularny sukces: jako jedyna duża uczelnia uzyskaliście w ostatniej kategoryzacji same A i A+.
We wcześniejszej kategoryzacji mieliśmy dwa wydziały kategorii B i wierzyliśmy głęboko, że jeden uda się wyprowadzić do kategorii A w przyszłości. Co do drugiego mieliśmy wątpliwości. A jednak dziekan i pracownicy się zmobilizowali. Starali się, żeby nie było osób bez dorobku, tzw. N0. Udało się. Jeszcze mój poprzednik wprowadził coroczne ankiety sprawozdawcze z działalności naukowej. Teraz będą one w dyscyplinach, a nie na wydziałach. Zwykle taki przegląd działalności badawczej pokazuje, ile osób jest bardzo wysoko (zwykle bardzo mało), ile w środku (najwięcej), a kto został z tyłu. O tych ostatnich mówi się, że 20 albo 30% nic nie robi. To oczywiście przesada, że 30% i że nic, ale jednak zawsze są słabsi. Niezbyt duża liczba nie najlepszych publikacji wciąż dotyczy ok. 20% pracowników. Takich co nic nie mają, nie ma nawet 10%. Jeśli chcemy być uniwersytetem badawczym, to każdy pracownik, do którego obowiązków należy prowadzenie badań naukowych, powinien opublikować rocznie przynajmniej jedną przyzwoitą pracę. Musimy się też wyleczyć z takiego spojrzenia, że słaby badacz to dydaktyk. Dydaktyka jest ważna. Jeśli ktoś potrafi bardzo dobrze uczyć, nawet bez prowadzenia bardzo dobrych badań naukowych, trzeba go cenić. Ja wykładam podstawy matematyki – tu się już wiele nie zmieni, zatem mogę to wykładać, nie prowadząc badań w tej dyscyplinie. Natomiast muszę się doskonalić w dydaktyce matematyki i dydaktyce w ogóle.

Jeśli mają przyjechać tysiące zagranicznych gości, to większość kursów będzie musiała odbywać się w języku angielskim. Ile dziś prowadzicie takich zajęć, w jakim stopniu UJ jest do tego przygotowany?
Tu mamy szereg trudności: prawnych, językowych. Na razie liczba programów po angielsku jest niewielka, ale trochę tego jest i uczestniczą w nich studenci zagraniczni. Na medycynie mamy całą ścieżkę kształcenia w języku angielskim. Obowiązującym językiem w zrzeszeniu jest angielski. O ile w Edynburgu czy Helsinkach nie będzie z tym problemu, to już w Bolonii – tak. Także dla UJ jest to wyzwanie. Trzeba będzie w to włożyć trochę pieniędzy. Wykładowcy muszą się do tego przygotować, przecież oprócz wykładów jest jeszcze interakcja ze studentami. Zatem oprócz specjalistycznego języka danej specjalności trzeba znać język potoczny. Poza tym, gdy przyjadą studenci z Madrytu, to nie możemy się spodziewać, że będą znali język określonej dyscypliny wiedzy, raczej potoczny i niekoniecznie w stopniu wysokim. To też będzie pewna bariera, trudność we wdrażaniu kształcenia po angielsku. Jesteśmy zdeterminowani, aby zrealizować ten program pilotażowy, a z czasem te doświadczenia przenieść dalej na inne dziedziny.

Nowy kampus UJ położony jest na obrzeżach miasta i po zajęciach jest pustawy.
Kampus położony jest w sąsiedztwie wielkiego osiedla i będzie otwarty dla całej społeczności Krakowa. Będzie tam park, obiekty sportowe, pewnie związane z tym zaplecze kulinarne. Nie możemy tego jednak zrobić jednocześnie z zaspokojeniem podstawowych potrzeb uniwersytetu, a wciąż mamy wydziały, jak choćby filozofia, które egzystują w bardzo trudnych warunkach lokalowych. Najpierw musimy zadbać o sprawy podstawowe dla nauki i kształcenia. Teraz remontujemy dawną fizykę, mamy budynki po dawnej chemii – oba w tzw. drugim kampusie w okolicach Alei Trzech Wieszczów.

UJ zachował się dość zachowawczo w kwestii struktury uczelni.
Tak. Wytknięto nam to nawet w ocenie wniosków IDUB. Przedstawione w statucie zmiany struktury uniwersytetu zostały uznane za nie tak ambitne, jak cała reszta projektu. Skąd jednak taka decyzja władz uczelni? Uznaliśmy, że zbyt wielu zmian na raz nie będziemy w stanie skutecznie i z poparciem całej społeczności akademickiej wdrożyć. Musieliśmy wprowadzić wiele nowości: szkoły doktorskie, nowe dyscypliny wraz z całym otoczeniem. Zmiana całej struktury wydziałowej mogłaby w tym kontekście spotkać się z protestami. To, że pozostały wydziały, nie znaczy, że wciąż są tym samym. Jednak one mogą znacznie mniej niż dotychczas, rola dziekana jest inna. Idea jest taka, żeby iść w kierunku kolegiów dziedzinowych, a dydaktyka była jak najbardziej zintegrowana z dyscyplinami. Przyjmowanie studentów do uniwersytetu, a nie na wydziały, to jeszcze przyszłość, ale do kolegium to zapewne kwestia przyszłej kadencji rektorskiej

Jak sobie pan wyobraża ocenę dyscyplin, a nie jednostek?
Może być trudniej. Na UJ będzie ewaluowane 26 dyscyplin, czyli o 70% więcej niż wydziałów. Musimy zadbać, aby w żadnej nie było pracowników bez publikacji, czyli N0. Musimy się przyjrzeć, jaki jest stan rzeczywisty. Nie znając do końca reguł ewaluacji, trudno powiedzieć, jak się do niej przygotować. Wiadomo, że gdy jest dużo dobrych osiągnięć, to nie będzie problemu. Byłoby bardzo niedobrze, gdyby któraś z naszych dyscyplin była poniżej B+. I nie utrata uprawnień jest najważniejsza, ale zagrożenie dla projektu uniwersytetu badawczego. Na razie staramy się zbadać, wyliczyć, co mamy. Za jakieś dwa-trzy miesiące musimy znać wyniki, żeby jeszcze cokolwiek móc zmienić. Teraz wydaje się, że punktacja będzie jednolita. Uważam, że niejednorodna punktacja, tj. inna w pierwszej połowie okresu oceny, a inna w drugiej połowie, spowodowałaby niemal 100% odwołań. Kontrowersje wokół ewaluacji będą zawsze, jednak musimy ją przeprowadzić.

Oprócz kilku funkcji międzynarodowych jest pan też przewodniczącym Uniwersyteckiej Komisji Nauki. Co to jest i po co?
Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich zrzesza uczelnie o podobnym charakterze, ale bardzo rożnym statusie, zarówno pod względem wielkości, finansów, zaawansowania naukowego, ale także o odmiennych czasami interesach. Zatem naturalne wydaje się powołanie komisji, które analizowałyby sytuację uniwersytetów w obszarach: nauki, kształcenia i finansów. Tworzą je prorektorzy o odpowiednich kompetencjach w uczelniach. Spotkania komisji, w tym Uniwersyteckiej Komisji Nauki, której pracami kieruję, mają bardzo duże znaczenie nie tylko merytoryczne, lecz także organizacyjne. Wymiana stanowisk, punktów widzenia – bezpośrednio, a nie przez telefon i mail – pozwala się zorientować, kto ma jakie opinie i skąd się biorą różnice, spojrzeć szerzej na pewne problemy, a czasami nawet uwspólnić stanowiska uniwersytetów. UKN wypracowuje wtedy wspólne stanowisko w sprawach nauki dla KRUP. Dzięki UKN mamy też okazję spotkać się w gronie rektorów ds. badań z osobami decyzyjnymi w ministerstwie, agencjach grantowych, Urzędzie Patentowym. To zapewne wygodne także dla tych instytucji: zamiast tłumaczyć pewne sprawy każdemu prorektorowi z osobna, mogą je przedstawić raz wszystkim prorektorom uniwersytetów.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Prof. dr hab. Stanisław Kistryn (ur. w 1960 r.) jest fizykiem. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1984 r., był przez pięć lat asystentem na ETH w Zurichu. Od 1990 r. pracuje na UJ. Pełnił m.in. funkcje pełnomocnika dziekana ds. Międzywydziałowych Studiów Matematyczno- Przyrodniczych UJ oraz zastępcy dyrektora Instytutu Fizyki UJ ds. Naukowo-Badawczych. Od 2012 r. jest prorektorem UJ ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych. W kadencji 2016-20 przewodniczy Uniwersyteckiej Komisji Nauki. Jest członkiem zarządów międzynarodowych organizacji uniwersyteckich, do których należy UJ, m.in. The Guild. Należał do grona twórców nowoczesnej ewaluacji nauki w Polsce.

Prowadzi badania dynamiki oddziaływania w układach kilkunukleonowych w precyzyjnych eksperymentach z wykorzystaniem spolaryzowanych wiązek i tarcz; testowanie fundamentalnych symetrii oddziaływań elementarnych; badanie mechanizmów reakcji jądrowych; zastosowania metod i technik fizyki jądrowej w różnych dziedzinach badań (archeologia, medycyna, biologia, geologia); układy modularnej elektroniki pomiarowej oraz logiki programowalnej we współczesnych eksperymentach fizyki jądrowej. Jest współautorem 112 prac w czasopismach z tzw. listy filadelfijskiej; współautorem ponad 150 komunikatów w materiałach konferencyjnych oraz ponad 220 przyczynków w raportach rocznych różnych instytucji. Przedstawił ponad 50 referatów zaproszonych na międzynarodowych konferencjach fizyki jądrowej. Współrealizator 17 projektów badawczych krajowych i międzynarodowych. Koordynator międzynarodowej grupy eksperymentalnej fizyki kilku nukleonów, obejmującej badaczy z Polski (4 ośrodki), Holandii, Niemiec, Włoch, Portugalii, Japonii, Indii, USA.

Wróć