logo
FA 01/2020 INFORMACJE I KOMENTARZE

Wojciech Maksymowicz

Mamy wystarczająco dużo uczelni kształcących lekarzy

Podczas posiedzenia Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich w Białowieży prof. dr hab. n. med. Wojciech Maksymowicz, sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, mówił o problemach kształcenia lekarzy w Polsce. Poprosiliśmy go o szerszą wypowiedź na ten temat.

Liczba instytucji prowadzących studia lekarskie wzrosła w ostatnich kilku latach. Do niedawna prowadziły je tylko uniwersytety medyczne i Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego oraz Collegium Medicum UJ i zbliżone kolegium UMK. Ponad dziesięć lat temu do tej grupy dołączył Uniwersytet Warmińsko-Mazurski.

Weryfikacja absolwentów kierunku lekarskiego na UWM w postaci znakomitych wyników Lekarskiego Egzaminu Końcowego spowodowała, że kolejne uczelnie wystąpiły o prawo do jego prowadzenia. Uzyskało je kilka uniwersytetów ogólnych, a także trzy uczelnie niepubliczne i jeden uniwersytet przymiotnikowy. W sumie mamy już ponad dwadzieścia podmiotów, które kształcą lekarzy.

Wiem, ile trzeba pracy, samozaparcia i środków finansowych, żeby takie zadanie dobrze zrealizować, dlatego z obawą patrzyłem na przyznawanie kolejnych uprawnień w tym zakresie. Oczywiście, dla wielu uczelni prawo do prowadzenia kształcenia lekarzy oznacza prestiż. Na tym uczelniom zależy najbardziej, bo kształcenie medyków nie wiąże się z zyskiem finansowym dla uczelni, chyba, że mówimy o kształceniu w j. angielskim.

Obecnie, po uzyskaniu uprawnień przez wiele podmiotów, jesteśmy na etapie weryfikacji nowych kierunków lekarskich. Widzimy bowiem, że prestiż może zamienić się w poczucie klęski czy wręcz blamaż. Trzeba działać w taki sposób, żeby do tego nie dopuścić.

Niedawna negatywna ocena PKA dla kierunku lekarskiego na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym w Radomiu jest bardzo poważną przesłanką, żeby podjąć stosowne działania prawne. Osobiście wizytowałem tę uczelnię. Na razie nasza decyzja jest jednoznaczna, ale wstrzymam się od wartościowania do momentu weryfikacji pewnych danych. Chcemy sprawdzić dokumentację procesu akredytacji, wkrótce będziemy wiedzieć więcej. W tej chwili studenci są na drugim roku, a jeśli nie spełniono warunków stawianych dla kierunku lekarskiego, to uczelnia musi im zapewnić możliwość kontynuacji kształcenia na innej uczelni. Tak drastycznej sytuacji jak w Radomiu nie stwierdzono w żadnej innej uczelni, która rozpoczęła kształcenie lekarzy.

Obecnie w systemie szkolnictwa wyższego kształci się o 50% lekarzy więcej niż kilka lat temu. Na studia lekarskie przyjmowanych jest ponad 6 tys. osób rocznie, a jeszcze do niedawna było ich 4 tys. Za ten wzrost odpowiadają w znacznym stopniu nowe kierunki lekarskie. Taka zmiana oznacza również zobowiązanie, nie tylko formalnoprawne, by pilnować jakości kształcenia, ale także zobowiązanie wobec społeczeństwa, pacjentów. Nie można pominąć również kwestii tzw. akredytacji amerykańskiej dla polskiego systemu kształcenia lekarzy, którą w przyszłym roku musimy odnowić. Gdyby ministerstwo nie wyciągało wniosków z negatywnych ocen jakości kształcenia lekarzy, byłoby to bardzo niekorzystne, a może nawet rujnujące dla polskich uczelni, które prowadzą je prawidłowo.

Czy potrzebujemy w Polsce więcej lekarzy? Gdybyśmy za pewnik wzięli liczby pojawiające się w niektórych mediach, sprawa wyglądałaby na katastrofalną. Czasami media podają, że pod względem liczby lekarzy w stosunku do liczby ludności jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie. To nieprawda. Wg spisów lekarzy praktykujących, które ogłaszają izby lekarskie, mamy w kraju ponad 140 tys. lekarzy (i ponad 37 tys. lekarzy dentystów – red.). Daje to ok. 3,7 lekarza na tysiąc mieszkańców. Po odjęciu z tej grupy lekarzy, którzy są w wieku powyżej 65 lat, nadal uzyskujemy wynik ponad 3 lekarzy na tysiąc mieszkańców. Może nie jest to liczba rewelacyjna, ale nie oznacza ona, że zajmujemy odległe miejsce w Europie.

Co więcej, liczba lekarzy w Polsce systematycznie rośnie. Gdybyśmy nie zwiększyli rekrutacji na kierunek lekarski, moglibyśmy wkrótce mieć kłopot. Tym bardziej, że rosną wymagania i oczekiwania społeczne dotyczące opieki zdrowotnej. Wynika to m.in. z faktu, że opieka zdrowotna jest coraz lepsza, korzysta z niej więcej osób i korzysta częściej, ponieważ poprawiła się długość życia.

Moim zdaniem, obecny poziom rekrutacji na kierunek lekarski i liczba studentów tego kierunku, a co za tym idzie – absolwentów medycyny, są wystarczające, by w nieodległej perspektywie odpowiednio zwiększyć liczbę personelu lekarskiego w kraju. Znacznie gorszą sytuację mamy, jeśli chodzi o pielęgniarki. Będę robił wszystko, aby poprawić możliwości kształcenia na tym kierunku.

Mamy też nową sytuację w zakresie organizacji kształcenia lekarzy. O ile do niedawna wszystkie uczelnie, które się tym zajmowały, podlegały ministrowi zdrowia, to obecnie już ponad połowa z nich podlega ministrowi nauki. To wszystkie uniwersytety ogólne i uczelnie niepubliczne, które od niedawna prowadzą studia lekarskie.

Kiedyś byłem zwolennikiem rozwiązania, by całe szkolnictwo medyczne podlegało ministrowi zdrowia, bo to on wypłaca subwencję uczelniom stricte medycznym. Inaczej jest w przypadku uniwersytetów ogólnych, gdzie subwencja przydzielana przez resort szkolnictwa wyższego dotyczy także innych – poza lekarskim – kierunków. Może lepiej byłoby, gdyby to minister zdrowia zarządzał dotacją przeznaczoną na kształcenie lekarzy? Na razie w Ministerstwie Zdrowia doszło do ograniczenia struktur odpowiadających za kształcenie. Nie wiem, czy to dobrze. Jest pewien problem, bo kształcenie lekarzy uzależnione jest od dwóch resortów. Niezależnie jednak od tego, który resort będzie nadzorował kształcenie lekarzy, musi to robić odpowiedzialnie. Zbyt wiele od tego zależy.

Uczelnie kształcące lekarzy
Kształceniem lekarzy zajmuje się w Polsce 21 uczelni, w tym 18 publicznych i 3 niepubliczne.
Wśród uczelni publicznych są uniwersytety medyczne w Białymstoku, Gdańsku, Katowicach, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie, Warszawie i Wrocławiu oraz kolegia medyczne na uniwersytetach: Jagiellońskim w Krakowie, Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy (to dawne akademie medyczne) i Uniwersytecie Warmińsko- Mazurskim w Olsztynie. Ponadto na kierunku lekarskim kształcą uniwersytety ogólne: Jana Kochanowskiego w Kielcach, Opolski, Rzeszowski, Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Zielonogórski, a także Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny w Radomiu.
Uczelnie niepubliczne kształcące lekarzy to: Krakowska Akademia im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, Uczelnia Łazarskiego w Warszawie i Wyższa Szkoła Techniczna w Katowicach. W roku 2019/20 minister zdrowia ustalił limit przyjęć na kierunek lekarski na studia stacjonarne w j. polskim na poziomie 4965 osób, studia stacjonarne w j. polskim dla cudzoziemców – 77 osób, studia niestacjonarne w j. polskim – 1224 osoby i studia w j. angielskim – 1892 osoby. Uczelnie przyjęły więc na studia lekarskie w j. polskim ponad 6,2 tys. osób.

Notował Piotr Kieraciński

Wróć