logo
FA 01/2020 Okolice nauki

Bez punktów zbieżnych

Gdy biorę do ręki książkę z obszaru współczesnej humanistyki, odczuwam coś, co nazwałbym „lękiem Sokala”. Alan Sokal znany jest z książki Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów (pierwsze wydanie polskie w 2004 r.), w której poddał krytyce ezoteryczny język używany w fachowych publikacjach humanistycznych. Sokalowi chodziło głównie o wymienione w tytule nadużywanie terminologii, której autorzy nie rozumieją. Ja lękam się po prostu, że będę czytał coś, co będzie mi się wydawać niezwykle mądre, wręcz hermetyczne, a w rzeczywistości okażę się za słabo przygotowany, by rozpoznać, że naprawdę to przelewanie z pustego w próżne. Nie ja pierwszy chcę pochwalić książkę Moniki Grzelki za to, że powraca do tradycji eseju humanistycznego reprezentowanej przez np. Tadeusza Kotarbińskiego czy Władysława Tatarkiewicza; toutes proportions gardées: prowadzi wywód złożony, a jednocześnie zrozumiały.

Ważne jest jednak przecież nie tylko, jak się mówi, ale także o czym. Publikacje z zakresu humanistyki uchodzą często za niszowe nawet wśród naukowców, gdyż dotykają ich zdaniem niszowych (oględnie mówiąc) problemów. Ale nie w tym przypadku. Samo istnienie i ewentualna rola grupy społecznej określanej mianem „inteligencji” jest istotną kwestią tożsamościową dla wielu wykształconych osób w Polsce. Debata na temat zmierzchu lub końca inteligentów jako grupy powracała w polskiej przestrzeni medialnej co najmniej dwa razy. Grzelka pokazuje różnice w roli intelektualistów w PRL, w okresie transformacji i współcześnie, a jednocześnie potrafi przekonująco uargumentować tezę, że rola tej grupy znacząco się zmienia, ale nie kończy. Rozróżnienie między public intellectuals a specjalistami z wyższym wykształceniem przeprowadza bez dezawuowania tej ostatniej grupy. Tym właśnie naukowy esej różni się od przebranej za ten gatunek publicystyki (a takich publikacji na polskim rynku nie brakuje). Bardzo cenne jest ujęcie przez autorkę problemu elitaryzmu intelektualistów: w jaki sposób zamknięte i wąskie grono miałoby jednocześnie zarówno wpływać na kształt państwa i społeczeństwa, jak i cieszyć się autorytetem w tym ostatnim? W debatach z lat 90. często pojawiały się zarzuty wyalienowania „inteligentów”. Postulaty, aby „inteligencja” zaczerpnęła mądrości od „zwykłych ludzi”, pojawiały się już od czasów romantyzmu, zarówno ze stuprocentową powagą (przykładem może być akcja „pójścia w lud” zorganizowana przez rosyjskich narodników podczas tzw. szalonego lata w 1874 r.), jak i w satyrycznej otoczce (usiłujący „bratać się z ludem” bohaterowie Ferdydurke). Grzelka pokazuje, jak rozumienie roli tej grupy społecznej ewoluowało i że nie jest ona wcale produktem realnego socjalizmu, skazanym na zniknięcie wraz z nim.

Cechy współczesnej debaty publicznej także są przez autorkę opisywane w sposób pogłębiony, bez łatwych diagnoz o „dwóch plemionach”. Dla Grzelki to jedynie punkt wyjścia – wskazywane są głębsze mechanizmy utrudniające porozumienie. Szczególnie istotne wydaje się połączenie refleksji o regułach funkcjonowania nowoczesnej przestrzeni medialnej jako głównej agory dyskursu (z jej dramatyzacją, czyli premiowaniem uwagą wyrazistej różnicy stanowisk) ze wskazaniem na merytoryczne przyczyny niemożności osiągnięcia kompromisu. Problemem nie jest jedynie to, że adwersarze są wobec siebie agresywni (język) i koncentrują się wyłącznie na przedstawieniu własnego stanowiska, nie próbując nawet niczego uzgadniać, ale także fakt, że dyskurs konserwatywny i liberalny nie są w wielu punktach w żadnym sensie zbieżne (gdyż np. w zupełnie inny sposób interpretują te same mity założycielskie).

Wreszcie analizowane jest samo pojęcie dyskursu, który przestaje być kolejnym modnym słowem i odzyskuje znaczenie dzięki powiązaniu go ze zwrotem lingwistycznym w humanistyce. Za tym idzie zaś próba wskazania na najlepiej zdaniem autorki sformułowane definicje (a w każdym razie przybliżenia pojęć) tekstu i stylu. „Lęk Sokala” mija, gdy się okazuje, że w tej publikacji nie są stosowane ani pojęcia-wytrychy (które mając wyjaśniać wszystko, nie wyjaśniają niczego), ani pojęcia-worki (których znaczenie – rzekomo intuicyjnie rozumiane – jest tak szerokie, że nie znaczą już nic). Być może nastąpił już zmierzch wielkich narracji, ale narracja Moniki Grzelki jest zrozumiała i umożliwia rozumienie innych narracji.

Marek Misiak
Monika GRZELKA, Dyskurs intelektualny. Ponad i pomiędzy, Wydawnictwo
Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 2019.

Wróć