logo
FA 01/2020 Felietony

Leszek Szaruga

Kopalnia w Maisons-Laffitte

Źródło: archiwaprzelomu.pl

W Maisons-Laffitte pod Paryżem mieści się siedziba paryskiej „Kultury”, w tej chwili miejsce pielgrzymek badaczy zajmujących się powojenną historią Polski i znajdujących w archiwach tu zgromadzonych nieocenione skarby – przede wszystkim w obszernej korespondencji prowadzonej przez Jerzego Giedroycia, o której tylko powierzchowne wyobrażenie dają tomy dotąd opublikowane. To istna kopalnia wiedzy wszelakiej, interesująca nie tylko dla historyków i politologów, ale także pisarzy politycznych, dla których – to jeden z przykładów – inspirująca w próbie opisu kondycji współczesnego świata może wydać się uwaga Czesława Miłosza, który w roku 1974, a zatem niemal przed półwieczem, pisał do Redaktora: „Ani Sołżenicyn (ani Mieroszewski) nie zdają się rozumieć głębi rozkładu, w jakiej pogrąża się kapitalistyczny Zachód, zatracając wolę życia i wykazując, że demokracja była tylko pewną fazą odpowiadającą pewnemu stadium kapitalizmu. Jestem raczej przerażony, obserwując rozpacz i dezintegrację młodych Amerykanów (…). Dziwny bardzo fenomen – Ameryka, która uzyskała hegemonię światową i absolutnie nie wiedziała, co z tym zrobić, no i skutki”. Jeśli wówczas ten osąd nie należał do powszechnych, to już dziś można go uznać za swego rodzaju profetyzm. Szczególnie słowa mówiące o tym, że „demokracja była tylko pewną fazą”, zyskują z dzisiejszej perspektywy jeśli nie potwierdzenie, to w każdym razie walor trafnego rozpoznania kryzysu, z którym Zachód się obecnie boryka. O tym, czy kryzys ów oznacza zapaść, czy przesilenie, dowiemy się zapewne w najbliższej przyszłości.

Archiwum „Kultury” tym bardziej jest interesujące, że w zgromadzonej tu korespondencji (a miał Giedroyć w zwyczaju zachowywać kopie własnych listów, co czyni zbiory źródłem wysoce treściwym) pojawiają się rozpoznania i sądy, które – w szczególności gdy chodzi o charakterystyki przywoływanych tu, często znaczących w życiu publicznym postaci, ale też i o oceny dzieł literackich – nie mogły być wówczas, ze względu na możliwość ich politycznego zmanipulowania, ogłaszane poza sferą prywatną. W jakiejś mierze komunistyczna cenzura blokowała swobodę wypowiedzi także w literackim i publicystycznym obiegu emigracyjnym, w którym publiczne ujawnianie ocen i niektórych zjawisk nie było możliwe ze względu na niebezpieczeństwo wykorzystania ich przez propagandę reżimową, siłą więc rzeczy znajdowały one wyraz w prywatnej korespondencji.

Dobrym przykładem pożytku, jaki przynosi wejście w przestrzeń „Kultury”, jest rozprawa Pawła Kowala Testament Prometeusza, opatrzona podtytułem

Źródła polityki wschodniej III Rzeczypospolitej. Liczące 767 stron studium wskazuje znaczenie wypracowanych przez krąg pisma – przede wszystkim Giedroycia i Mieroszewskiego – i weryfikowanych w obliczu zmieniających się układów sił na arenie międzynarodowej zasad zmierzających do realizacji działań, których celem jest dążenie do osłabienia imperialnej polityki sowieckiej, później zaś rosyjskiej, jako warunku odrodzenia suwerenności Polski. Postawa ta, nawiązująca do prometeizmu Józefa Piłsudskiego, stała się dziedzictwem III Rzeczypospolitej właśnie za sprawą odwołującego się do niej Giedroycia. Podkreśla przy tym Kowal: „Doktryna Giedroycia nie została proklamowana w uroczysty sposób, nie powstała także na podstawie praktyki politycznej instytucji państwowych (…) Do 1989 roku linia polityczna Giedroycia i redagowanej przezeń „Kultury” była przede wszystkim konceptem intelektualnym, schematem myślenia elitarnego kręgu czytelników i twórców pisma”.

Czy rzeczywiście? Zapewne można się zastanawiać nad tym, jaki realny wpływ na politykę Zachodu wobec Sowietów miały pozornie peryferyjne działania ośrodków emigracji wschodnioeuropejskiej, niemniej nie ulega wątpliwości, że wśród nich „Kultura” – wzorowana zresztą, o czym Redaktor mówił wprost, na piśmie Hercena „Kołokoł” – zajmuje pozycję centralną. Nawiązywane przez Giedroycia kontakty zarówno z ośrodkami opozycyjnymi w kraju, od roku 1956 coraz mocniejsze, jak i pośrednie lub bezpośrednie kontakty z takimi politykami jak Zbigniew Brzeziński, mogły mieć wpływ na decyzje, jakie w stosunku do krajów bloku sowieckiego podejmowane były, choćby tylko w wybranych dziedzinach – by wspomnieć o załatwianiu stypendiów dla wyjeżdżających na Zachód przeciwników systemu – przez decydentów politycznych. Także po roku 1989 podejmował Giedroyć antyimperialne działania wobec Kremla, przykładem choćby wychodzący przez niecałe dwadzieścia lat adresowany do inteligencji rosyjskiej miesięcznik „Nowaja Polsza”, powstały z inspiracji Giedroycia, a kierowany przez jego wieloletniego współpracownika i tłumacza wydanego w bibliotece „Kultury” Archipelagu Gułag Sołżenicyna, Jerzego Pomianowskiego. Jedno nie ulega wątpliwości: prometeizm Giedroycia zakładał aktywne, choć często dyskretne relacje z Rosją, niekoniecznie reprezentowane przez polityków i, zwłaszcza po roku 1989, zdolność wykorzystywania tych narzędzi wpływu, które przez politologów określane są jako soft power.

Wróć