logo
FA 01/2020 INFORMACJE I KOMENTARZE

Andrzej Tretyn

Inicjatywa nieracjonalna i szkodliwa

Prof. Andrzej Tretyn, rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, przedstawia argumenty za odrzuceniem ustawy zawierającej propozycję utworzenia w Bydgoszczy samodzielnego uniwersytetu medycznego na bazie Collegium Medicum UMK.

Fot. Andrzej Romański

Pomysł utworzenia Uniwersytetu Medycznego w Bydgoszczy poprzez wyodrębnienie Collegium Medicum ze struktury UMK pojawił się przeszło cztery lata temu przed wyborami parlamentarnymi i jak bumerang powraca przy okazji kolejnych wyborów (samorządowych w 2018 i parlamentarnych w 2019). Jego ideową podstawą jest wykorzystanie (i eskalowanie) – do celów ściśle politycznych – wzajemnej, w tej chwili bardziej mitycznej niż realnej, niechęci mieszkańców Bydgoszczy i Torunia (z głównym motywem narracji: „musimy odebrać to, co zostało przez Toruń zabrane”). Inicjatywa nie ma podstaw prawnych ani merytorycznych, których efektem mogłoby być na przykład podniesienie jakości badań i kształcenia w Collegium Medicum, zwiększenie prestiżu Bydgoszczy jako miasta akademickiego czy polepszenie jakości usług zdrowotnych w regionie. Odwrotnie. Podział UMK, który od stycznia 2020 roku ma status uczelni badawczej, byłby bolesną stratą dla toruńskiej części uczelni i katastrofą dla wydziałów reprezentujących nauki medyczne.

Inicjatywa bydgoskich polityków w roku 2015 wydawała się po prostu nieracjonalna, wynikająca z niewiedzy o uwarunkowaniach i potrzebach polskiego szkolnictwa wyższego i polskiej nauki. Wskazywaliśmy wówczas m.in. na komplikacje płynące z ewentualnego podziału majątku, niezgodności procedury podziału z zapisami kodeksu pracy i – przede wszystkim – na nieuchronne obniżenie prestiżu obu części naszej uczelni.

Podstawowym mankamentem inicjatywy był jednak brak jej umocowania w porządku prawnym. Obowiązująca wówczas ustawa o szkolnictwie wyższym nie przewidywała w żadnej sytuacji podziału uczelni. I chociaż prawo się zmieniło, w tym m.in. uprawnienia senatów, to wbrew temu, co mówią bydgoscy politycy, nowa ustawa także podziału uczelni nie przewiduje. Ponadto wbrew temu, co mówią bydgoscy politycy, w nowym porządku prawnym nie ma możliwości utworzenia w tej chwili w Bydgoszczy uczelni o profilu medycznym, która miałaby status uniwersytetu. Określenie „uniwersytet” jest bowiem zarezerwowane dla uczelni akademickiej posiadającej kategorie naukowe A+, A bądź B+ w co najmniej 6 dyscyplinach naukowych zawierających się w co najmniej 3 dziedzinach nauki, a nauki medyczne i nauki o zdrowiu stanowią jedną dziedzinę nauki. Collegium Medicum – posiadające wydziały reprezentujące 3 dyscypliny zawierające się w jednej dziedzinie – tych wymogów nie spełnia, a zatem nie może stać się samodzielnie uniwersytetem. Przy założeniu, że dziedzina nauki medyczne i nauki o zdrowiu uzyska w najbliższej parametryzacji co najmniej ocenę B+, samodzielne Collegium Medicum może liczyć wyłącznie na status uczelni akademickiej, jeśli zaś uzyska ocenę niższą, stanie się uczelnią zawodową, tracąc uprawnienia do nadawania stopnia doktora i doktora habilitowanego. Bezzasadny jest także przytaczany wcześniej argument, że istnieją uniwersytety posiadające mniejszą niż wymagana obecnie liczbę dyscyplin, bowiem aktualne prawo sankcjonujące istnienie takich, wcześniej powstałych uczelni, jednocześnie wyklucza powstawanie nowych, niespełniających wymogów uniwersytetów.

Sytuacja UMK w ostatnich miesiącach zasadniczo się zmieniła. Inicjatywę podziału należy ocenić w tej chwili nie tylko jako nieracjonalną, ale także skrajnie szkodliwą dla bydgoskiej części UMK. Status uczelni badawczej to nie tylko prestiżowa etykieta. To sześcioletni, rozbudowany projekt, wypracowany przez naukowców i administrację obu części Uniwersytetu (prorektor Jacek Kubica z Collegium Medicum kierował pracami zespołu). Spotkał się on z uznaniem niezależnych ekspertów i został zatwierdzony do realizacji w takiej, a nie innej formie przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Odłączenie Collegium Medicum od uniwersytetu oznaczałoby nie tylko konieczność rezygnacji z zaszczytnego statusu uczelni badawczej. Podział naszego uniwersytetu wiązałby się z zaprzepaszczeniem historycznej szansy rozwoju oraz z rezygnacją z dodatkowych środków finansowych, które w perspektywie 6 lat wyniosą niemal 220 mln zł.

Oczekiwanie polityków, że dla spełnienia ich personalnych ambicji uznamy za nieistotne nasze wieloletnie przygotowania do osiągnięcia statusu uczelni badawczej, uznamy ten historyczny sukces za nieważny i zrezygnujemy z projektu, który jest najważniejszym elementem naszej strategii rozwoju, jest dla mnie, rektora jednej z 10 w Polsce uczelni badawczych, nie do pojęcia.

Wróć