logo
FA 11/2021 życie akademickie

Marek Misiak

W domu Innego

W domu Innego 1

Jurty w Parku Narodowym Gorchi-Tereldż. Fot. Marcin Konsek/Wikimedia Commons

Angielski to nie tylko narzędzie komunikacji w ramach międzynarodowej społeczności naukowej. Jeśli chcemy, by język giętki wyraził wszystko, co pomyśli głowa, musimy spróbować wejść do domu Innego.

Podczas nauki języka obcego można wskazać etapy, gdy obca mowa staje się do pewnego stopnia nasza. Pamiętam te momenty, gdy mogłem pierwszy raz po angielsku, a potem po niemiecku obejrzeć film, przeczytać powieść, przeczytać książkę naukową. Potem przychodzi czynne użycie języka, gdy możesz słuchać w nim cudzych zwierzeń, samemu się zwierzać, przyjaźnić się w tym języku. Dla mnie najintymniejszym doświadczeniem kontaktu z językiem obcym jest jednak spowiadanie się w nim, gdy sumienie przyznaje, że nie tylko zgrzeszyłem, ale też I’ve sinned, ich habe gesündigt. Obcy język staje się mój, ale nigdy nie do końca. Mówienie do native speakera w jego/jej ojczystym języku to jak wejście do cudzego domu – nie mogę być pewien, czy w którymś momencie nie naruszę tutejszych zwyczajów albo czyjejś wrażliwości. Z innych języków wrażliwości można się uczyć, a również w języku nauki kategoria wrażliwości ma znaczenie.

Zaskakujące może być dla wielu, że w tekście prezentującym zmierzające do obiektywnego poznania badania naukowe znaleźć się mogą sformułowania obraźliwe i raniące. Nie chodzi tu o język jawnie niemający nic wspólnego z szacunkiem do bliźniego, jak nazywanie osób z niepełnosprawnością „kalekami”, ale o różnicę między „osobą niepełnosprawną” a „osobą z niepełnosprawnością”. W pierwszym przypadku opisywany człowiek jest postrzegany głównie przez pryzmat niepełnosprawności, w drugiej jest ona tylko jedną z jego cech. To właśnie z anglojęzycznego piśmiennictwa naukowego wywodzi się np. sformułowanie „osoba w kryzysie bezdomności”, stosowane zamiast „osoby bezdomnej” dla uniknięcia etykietowania (labelling). W międzynarodowych czasopismach naukowych redaktorzy zwracają na to baczniejszą uwagę, dlatego warto unikać sformułowań takich jak w następujących przykładzie: „The study included 32 asthmatics and 30 diabetics”. Opisywane osoby są postrzegane przez pryzmat swoich przypadłości. Mimo iż takie postrzeganie jest uzasadnione z uwagi na tematykę cytowanego studium, nadal zawęża ona obraz tych pacjentów do ich chorób (trochę jak u niektórych XIX-wiecznych lekarzy, którzy widzieli nie tyle pacjentów, co „przypadki”). Wystarczy skonstruować zdanie tak: „The study included 32 patients with asthma and 30 patients with diabetes”, i widać, że mowa jest o osobach, a nie wyłącznie o chorych. W anglojęzycznej literaturze naukowej unika się też przymiotnika elderly (starszy, starsza, starsi) jako konotującego negatywne stereotypy o osobach w zaawansowanym wieku. Zamiast niego stosowane jest wyrażenie z rzeczownikiem: elderly patients/persons/people. Istotne jest też, aby w miarę możności nie przedstawiać osób dotkniętych różnymi przypadłościami jako ofiar, gdyż ofiara kogoś lub czegoś to ktoś przegrany i pokonany. „Patients suffering from AIDS were treated with potent antiretroviral therapy” – to zdanie jest prawdziwe, bo AIDS to cierpienie, ale z perspektywy samych chorych lepsza jest bardziej neutralna wersja: „Patients with AIDS were treated with potent antiretroviral therapy”.

Język neutralny płciowo

Elementem poprawnego stylu w anglojęzycznych tekstach naukowych jest także tzw. język neutralny płciowo/genderowo (gender-neutral language, gender-inclusive language). Może się on kojarzyć z gorącymi sporami światopoglądowymi, ale niezależnie od prywatnych zapatrywań (jak najbardziej uprawnionych) warto mieć świadomość, że w anglojęzycznym piśmiennictwie naukowym stał się on już powszechnie przyjętym standardem. Język angielski umożliwia unikanie wskazywania na czyjąś płeć lepiej niż polski, gdyż wiele rzeczowników oznaczających role lub funkcje (patient, criminal, prisoner etc.) może zmieniać rodzaj gramatyczny bez zmiany formy, a czasowniki i przymiotniki w ogóle nie odmieniają się przez osoby. Jeśli rzeczownik złożony zawiera słowo man lub woman, zamienia się je na person (spokesperson zamiast spokesman, chairperson zamiast chairman) albo modyfikuje całe określenie w inny sposób (police officer zamiast policeman/policewoman, flight attendant zamiast steward/stewardess etc.). Sztucznie natomiast mogą wyglądać konstrukcje mające na celu uniknięcie użycia zaimka osobowego w liczbie pojedynczej. Stosowana jest wówczas liczba mnoga, nawet gdy chodzi o jedną osobę – jest to tzw. singular they („Somebody left their umbrella in the office. Could you please let them know where they can get it?”). Wbrew pozorom nie jest to nowy pomysł, ale konstrukcja stosowana w angielszczyźnie od XIV do XVIII wieku i ponownie przywrócona do łask, tyle że w specyficznej funkcji. Dla niektórych czytelników może to jednak wyglądać jak błąd, dlatego warto próbować zastępować zaimki osobowe rzeczownikami dwurodzajowymi. „Each patient revealed that s/he had been engaging in rigorous exercise immediately before experiencing heart palpitations”, zamiast hybrydowego zaimka z ukośnikiem zdanie można przeformułować tak: „The patients revealed that they had been engaging in rigorous exercise immediately before experiencing heart palpitations”.

Język fachowy i język nauki

Na pograniczu błędów stylistycznych i leksykalnych (niewłaściwego użycia słownictwa) sytuuje się stosowanie szeroko rozumianego żargonu. Szeroko rozumianego, gdyż jest to rozmyte pojęcie i na obszarze tym dochodzi do częstych sporów na linii autor–redaktor. Często pojawia się tu nieśmiertelny argument, że „to zdanie jest zrozumiałe dla histologa/chirurga/patologa/astronoma” itp. To prawda, że w specjalistycznych odmianach języka pojawia się nie tylko specyficzne użycie konkretnych słów, ale także specyficzne konstrukcje gramatyczne (np. w niemieckim języku prawniczym). Jednak granica między specyficznym użyciem a deformacją gramatyki czy znaczenia słów jest płynna, żargon zaś może oznaczać sformułowania bardzo potoczne, niepasujące do rejestru naukowego. Żargonowy charakter mogą mieć dyskusje w kuluarach na konferencjach, nie zaś fachowe publikacje – tu obowiązuje w pełni poprawna angielszczyzna.

Tendencja do skrótowości, naturalna w każdym żywym języku, nie może zatem oznaczać stosowania w publikacjach naukowych skróconych form wyrazów charakterystycznych dla mniej formalnej komunikacji: „The baseline examination (a nie exam) took place in a mobile laboratory (a nie lab) equipped with ophthalmologic devices”. Błąd taki jeszcze lepiej widoczny jest w tym zdaniu: „A 78-year-old woman with a congenital heart and a history of high blood pressure and heart attack was admitted to the hospital and prepped for surgery”. Niektóre słowniki notują nawet czasownik to prep jako występujący w medycznej odmianie US English i oznaczający w niej wyłącznie przygotowanie pacjenta do operacji (a nie po prostu przygotowanie kogoś do czegoś lub na coś). Widać tu wyraźnie, że język fachowy i język nauki to nie zawsze to samo, wymogi stylistyczne w tym drugim są surowsze. Sformułowanie poprawne w wewnętrznym dokumencie szpitala może nie nadawać się do artykułu naukowego opisującego tę samą procedurę.

Nie należy bez potrzeby skracać pojęć: „Human T-lymphotropic virus 1–associated myelopathy can occur in individuals predisposed to pneumonia and urinary infections”. O jakie infekcje chodzi – układu moczowego, wskutek kontaktu z moczem, jeszcze inne? Wystarczy przywrócić pominięty przez autorów wyraz: „Human T-lymphotropic virus 1–associated myelopathy can occur in individuals predisposed to pneumonia and urinary tract infections” i zdanie staje się jednoznaczne. Innym przykładem nieprecyzyjności wskutek użycia żargonu jest następujące zdanie: „Laboratory findings were within the normal range”. Rzecz jasna przymiotnik „normalny” jest często stosowany w różnych gałęziach wiedzy, ale w różnych kontekstach ma odmienne znaczenia, zależnie od normy, do której się odnosi. W tym przypadku wystarczy zamienić normal na reference i wątpliwości znikają. Żargon może też oznaczać, że wyraz pospolity jest stosowany zamiast terminu, gdyż dla fachowca faktycznie i tak będzie to znaczyć to samo: „The patient’s blood sugar (zamiast glucose) level was 37 mg/dL and her protein level was 25.0 g/dL”. Warto być świadomym, że fachowej terminologii można też nadużywać i jest to błędem nie mniej poważnym niż żargon lub nadmierna potoczność. Nie chodzi tu o skrajności w rodzaju Sokalowskiego mądrze brzmiącego tekstu o niczym, ale o obawę, że tekst wyda się odbiorcy zbyt „prosty”. Zrozumiałość jest jednak ważniejsza niż ogólne wrażenie.

Jednostajność utrudnia skupienie

Szlachetna prostota stylu nie może oznaczać monotonii, zwłaszcza składniowej. W tekstach z obszaru nauk ścisłych, przyrodniczych, medycznych itp. zdarza się, że – zwłaszcza referując stan badań – autorzy zaczynają każde kolejne zdanie lub każdy kolejny akapit tak samo („Smith et al. showed that […]. Jones et al. reported that […]. Evans et al. found that […].), a nawet tworzą całe ciągi zdań o identycznej strukturze. Jednostajność takiego wywodu nie jest wyłącznie usterką estetyczną, utrudnia ona skupienie i męczy. Jeśli ktoś obawia się w takiej sytuacji popadnięcia w kwiecistość lub innego typu nadkreatywność, warto po prostu poprosić o pomoc native speakera lub doświadczonego anglistę. Nawet dość sztywna składnia języków germańskich ani formalizacja języka naukowego nie wymuszają monotonii. Sposobem na ożywienie tekstu nie jest natomiast dzielenie go na bardzo krótkie akapity. Akapit powinien stanowić logiczną całość (np. omawiać jeden konkretny aspekt zagadnienia). Jeśli każde zdanie porusza inną kwestię, warto połączyć kilka zdań w jedną, ogólniejszą całość. Wielu edytorów publikacji anglojęzycznych przyjmuje, że optymalna długość akapitu to od pięciu do dziesięciu zdań (przy założeniu, że jedno zdanie nie jest dłuższe niż trzy wiersze). Zbyt długie akapity sprawiają, że czytelnik może zgubić się w wywodzie, a ponadto źle wyglądają w składzie i utrudniają go (np. wstawianie tabel i ilustracji – lepiej, by następowały one między akapitami niż rozcinały akapit).

Metaforę bycia w domu Innego z pierwszego akapitu zawdzięczam znajomemu, który – choć od lat mieszka w Wielkiej Brytanii i zna angielski naprawdę biegle – nigdy nie pozbył się obcego akcentu. Miał z tego powodu bolesny kompleks do momentu, gdy jego przyszła żona, Angielka, powiedziała mu kiedyś, że on poprzez to, co mówi (po angielsku), pozwala jej się naprawdę zrozumieć. Niejeden rodak pozostaje dla niej zatrzaśnięty jak kamień z wiersza Szymborskiej, choć przecież mówi w ojczystym języku. Biegła znajomość języka naprawdę pozwoliła mu znaleźć się w domu Innego. Angielski to nie tylko narzędzie komunikacji w ramach międzynarodowej społeczności naukowej. Jeśli chcemy, by język giętki wyraził wszystko, co pomyśli głowa, musimy spróbować wejść do domu Innego.

Wróć