logo
FA 9/2026 informacje i komentarze

Piotr Tryjanowski

Piękno w locie

Piękno w locie 1

Srokosz. Fot. Marek Szczepanek. Źródło: Wikipedia

Gdyby zapytać przechodniów na ulicy, które zwierzęta najbardziej ich zachwycają, ptaki znalazłyby się z pewnością w ścisłej czołówce. Jest w nich coś nieuchwytnego, może zdolność do lotu, może barwy upierzenia, może śpiew o świcie, co od zarania dziejów przyciągało uwagę człowieka. Nie jest to jednak wyłącznie zachwyt estetyczny. Historia relacji człowieka z ptakami jest długa, wielowymiarowa i niepozbawiona okrucieństwa. A jednak, patrząc na nią całościowo, piękno okazuje się jednym z jej najtrwalszych wątków. Ptaki towarzyszą człowiekowi od niepamiętnych czasów: jako źródło pokarmu i surowca (pióra do strzał, poduszek i strojów), zwiastuny pór roku, a niekiedy wrogowie. Łabędzie i gołębie były hodowane z myślą o uczcie, później w ten sposób pomyślano też o kurach i indykach, sokoły – tresowane do polowań, wróble i szpaki – tępione jako szkodniki. Sępy i sowy budziły religijny respekt lub grozę. Jednak obok tych czysto pragmatycznych relacji, rozwijał się od zawsze nurt głębokiego podziwu, trudny do zmierzenia, lecz trwały jak skała.

Muza na gałęzi

Malarstwo naskalne z Lascaux sprzed ponad siedemnastu tysięcy lat zawiera wyraźne wizerunki ptaków, co sugeruje, że fascynacja ich kształtem poprzedza cywilizację w jej pisanym wymiarze. W starożytnym Egipcie ibis był wcieleniem Thota, boga mądrości i pisma; sokół stanowił symbol Horusa. Grecy i Rzymianie podglądali lot ptaków w poszukiwaniu wróżb, dziedzina ta, auspicja, dała zresztą językowi zachodnioeuropejskiemu słowo „auspicje”. Jednak obok tych funkcji symbolicznych i utylitarnych istniały zawsze opisy, które można nazwać jedynie estetycznymi. Nawet Arystoteles w swojej Historia animalium poświęca ptakom znaczną część miejsca, nie ograniczając się do ich użyteczności, opisuje zachowania godowe, śpiew, upierzenie z widoczną przyjemnością obserwatora. Pliniusz Starszy zachwyca się barwami papug przywożonych ze Wschodu. Owidiusz, opowiadając mit o Filomeli przemienionej w słowika, uchwycił coś ważnego: głos ptaka mieści w sobie tęsknotę, której człowiek nie potrafi wyrazić słowami.

Ta intuicja nie zaginęła wraz z antykiem. W średniowieczu ptaki wypełniły iluminowane marginesy manuskryptów z detalem, który nie mógł służyć żadnemu celowi teologicznemu, był po prostu wyrazem zachwytu nad kształtem i barwą skrzydła. Japońska sztuka drzeworytnicza epoki Edo – Hiroshige, Hokusai – postawiła ptaki w centrum kompozycji z niemal naukową precyzją. W Londynie John James Audubon na początku XIX wieku tworzył ilustracje do swojego monumentalnego dzieła Birds of America z precyzją przyrodnika, ale i wrażliwością malarza.

Ptaki zainspirowały też muzykę. Vivaldi w Czterech porach roku wplótł trel kukułki i śpiew słowika, Beethoven w VI Symfonii uczynił je bohaterami sceny nad strumieniem. Messiaen, kompozytor dwudziestowieczny i zarazem oddany ornitolog-amator, transkrybował z natury głosy ponad sześciuset gatunków i włączył je do swoich dzieł, przekonany, że ptasi śpiew jest najdoskonalszą muzyką istniejącą na Ziemi. Czy miał rację? Struktury akustyczne ptasiego głosu, takie jak modulacja, rytm czy kontrapunkt, są rzeczywiście zdumiewająco złożone. Słowik dysponuje repertuarem kilkuset różnych fraz, a część z nich wykazuje cechy, które muzykolodzy opisują jako rozwinięte poczucie formy.

Jeśli śpiew budzi podziw, to taniec ptaków wprawia w osłupienie. Żurawie, powracające wiosną na polskie pola i łąki, odprawiają rytuały godowe, które trudno opisać inaczej niż jako choreografię: wzajemne ukłony, podskoki z rozpostartymi skrzydłami, głęboki, rezonansowy krzyk. Obserwatorzy od wieków odczytywali w tych zachowaniach coś bliskiego tańcowi w ludzkim sensie – rytmowi, ekspresji, partnerskiej relacji.

Estetyka bywa przewrotna, czego przykładem są australijskie altanniki. Samce budują ze źdźbeł i gałązek misterne altanki, dekorując je kwiatami, muszlami, a nawet odpowiednio dobranymi kolorowymi odpadkami: nakrętkami od butelek, wstążkami, a nawet fragmentami bielizny, tak, by kontrast barw był jak najbardziej uderzający. Całość funkcjonuje jako scenografia dla tańca godowego. Mamy tu więc, zdaniem wielu badaczy, coś zdumiewającego: ptaka, który tworzy obiekt o charakterze estetycznym, nie po to, by w nim zamieszkać, lecz by zachwycić. Pablo Picasso pytał, dlaczego ludzie chcą rozumieć malarstwo, lecz nie śpiew ptaków. Altannik odwraca to pytanie: tworzy coś na kształt instalacji artystycznej, nie dla siebie, lecz by zachwycić innego. Czy to już estetyka? Czy jeszcze biologia?

Ewolucja piękna

Altanniki i rajskie ptaki stały się jednymi z ulubionych przykładów Richarda O. Pruma w jego głośnej książce The Evolution of Beauty (wyd. polskie: Ewolucja piękna, Copernicus Center Press, Kraków 2019). Prum, ornitolog z Uniwersytetu Yale, stawia w niej prowokacyjną tezę: piękno w świecie przyrody nie jest wyłącznie sygnałem sprawności genetycznej, jak sądził Darwin i jak utrzymuje większość współczesnych ewolucjonistów. Jest czymś więcej – autonomiczną siłą napędową ewolucji, kształtowaną przez estetyczne preferencje samych zwierząt, a teza ta ma doniosłe konsekwencje. Jeśli samica kaczki krzyżówki wybiera samca nie dlatego, że jego upierzenie informuje obiektywnie o jego zdrowiu, lecz dlatego, że po prostu go preferuje estetycznie, subiektywnie, to oznacza, że subiektywność estetyczna istnieje w drzewie ewolucyjnym głębiej, niż sądziliśmy. Że piękno, w jakimś sensie, poprzedza człowieka. Krytycy tego podejścia wskazują, że estetyczna preferencja jest trudna do oddzielenia od preferencji adaptacyjnej, że samica woli zdrowego samca, bo jej preferencje zostały ukształtowane przez dobór naturalny, a nie dlatego, że ma niezależny zmysł estetyczny. Niezależnie od tego, jak jest naprawdę, sam spór jest twórczy i skłania do pytań, które współczesna nauka rzadko sobie zadawała: Czym jest piękno? Czy jest obiektywne, czy subiektywne? Czy zależy od kontekstu? Oczywiście już od starożytności filozofowie, znawcy i miłośnicy estetyki, zadawali takie pytania. Jednak dziś wiemy, że biologia ewolucyjna, z silnym wsparciem ornitologii, może być źródłem takich pytań, a żadna ze stron nie powinna sobie rościć praw do wyłączności podnoszenia takich kwestii.

Badania nad percepcją symetrii u ptaków pokazują, jak skomplikowane są te pytania. Symetria twarzy lub ciała, zarówno u ludzi, jak i u ptaków, jest powszechnie uważana za wskaźnik zdrowia i odporności na pasożyty. Samice wielu gatunków preferują samce o bardziej symetrycznym upierzeniu i locie. Dotyczy to m.in. dobrze znanych z naszych wsi jaskółek dymówek, u których dla celów badawczych, eksperymentalne wydłużenie sterówek prowadzi do zwiększonego sukcesu rozrodczego samca. Ale czy to znaczy, że samica widzi symetrię, że ją ocenia, że jej mózg przetwarza informację estetyczną analogicznie do ludzkiego? Odpowiedzi na te pytania pozostają otwarte, co zresztą czyni je fascynującymi.

Elegancja i brzydota: dwie strony tej samej monety

Żaden artykuł o pięknie ptaków nie byłby uczciwy bez przyznania, że piękno ma naturę kontekstową i że to, co zachwyca w jednym otoczeniu, może razić w innym. Że istnieje estetyka stonowania, dyskrecji, niespektakularności, która niesie własną siłę wyrazu.

Maskonur jest przykładem urody uderzającej wprost w oczy: trójkolorowy dziób: pomarańczowy, niebieskoszary i żółty, kontrastuje z czarno-białym upierzeniem z precyzją dobrego krawca. Maskonur wygląda jak ptak, który ubrał się na galę. Trudno przejść obok niego obojętnie. Z drugiej strony stoi marabut afrykański, krewniak naszych bocianów, uchodzący powszechnie za jeden z najbrzydszych gatunków świata. Łysa, różowawa głowa, obwisłe wole, niezgrabna sylwetka. A jednak, i to jest sedno, marabut nie jest brzydki w próżni. Jest piękny w swoim kontekście: jako wielki padlinożerca, ptak o wyjątkowej ekologicznej roli, którego nieestetyczna głowa jest doskonałym przystosowaniem do grzebania we wnętrznościach padliny bez zatykania się piór. W tym świetle łysina marabuta staje się elegancką odpowiedzią na konkretny problem ewolucyjny. Spojrzenie na niego, dostojnego, nieco pochmurnego ptaka, wywołuje u uważnego obserwatora nie odrazę, lecz coś w rodzaju szacunku. Gdzieś pośrodku lokuje się mój ulubiony srokosz utrzymany w szarościach, czerni i bieli. Żadnych ekstrawagancji. A jednak jego sylwetka na szczycie samotnego krzewu, długi ogon balansujący w zimowym powietrzu, spokojny, przenikliwy wzrok, to wszystko tworzy obraz o niezaprzeczalnej sile. Srokosz nie zaśpiewa z wirtuozerią słowika, nie zatańczy jak żuraw. Nie trzeba mu tego. Wystarczy, że jest, spokojnie siedzi i czeka.

Liczy się również wnętrze

Fascynacja ptakami rzadko ogranicza się do warstwy wizualnej. Badacze zachowań ptaków, etolodzy i ekolodzy behawioralni, wiedzą od dawna, że wygląd jest tylko jednym z wymiarów ich złożoności. Upierzenie, kondycja fizyczna, sprawność lokomotoryczna czy odporność na pasożyty tworzą integralną całość. Kolorowe pióra mogą być zarazem estetycznym sygnałem i wskaźnikiem zdrowotnym: karotenoidowe pigmenty odpowiedzialne za żółć i czerwień u wielu gatunków są pozyskiwane z pokarmu i zdradzają jakość diety oraz brak zakażeń. Pasożyty krwi osłabiają natomiast ekspresję barw upierzenia w sposób, który samice potrafią wykryć. W ten sposób piękno ptaków okazuje się wielowymiarową informacją, komunikatem zakodowanym w piórach, w głosie, w ruchu. Patrząc na pięknie upierzonego szczygła w pełni sezonu lęgowego, widzimy nie tylko harmonię barw czerwieni, żółci i czerni, lecz odczytujemy, nie zawsze świadomie, kondycję konkretnego osobnika, jego historię żywieniową, zdrowie, sprawność.

Piękne zadanie

W hierarchii prestiżu akademickiego ornitologia ustępuje fizyce cząstek elementarnych, genomice czy neuronauce. A jednak trudno wyobrazić sobie dziedzinę, która łączyłaby tak wiele: ewolucję, ekologię, etologię, neuronaukę zmysłów, fizykę aerodynamiki, chemię pigmentów, muzykologię i – tak, odważmy się to powiedzieć – estetykę. Ptaki są układem modelowym, który opiera się redukcjonizmowi. Nie można ich opisać patrząc przez jeden pryzmat.

Finansowanie badań ornitologicznych nie zawsze dorównuje ambicjom badaczy. Granty są skromne, sprzęt kosztowny, a sezony lęgowe krótkie. Niemniej ci, którzy poświęcili życie badaniu ptaków, rzadko narzekają. Może dlatego, że praca w terenie, o świcie, gdy powietrze jest jeszcze chłodne i głuche, a pierwsze głosy zaczynają sączyć się z koron drzew, jest sama w sobie formą wynagrodzenia, której nie da się przeliczyć na granty. Arystoteles twierdził, że ptak unosi się ponad ziemią i patrzy z wysoka. My, obserwując ptaki, robimy coś odwrotnego: przyglądamy się im z dołu, z zachwytem człowieka, który rozumie, że nie wszystko co piękne, musi być wytłumaczone, by pozostać piękne. I że wyjaśnienie piękna, takie jak lubię, czyli ewolucyjne, neuronaukowe, ekologiczne, nie odbiera mu nic, lecz dodaje kolejną warstwę zdumienia. I może właśnie o to chodzi.

Piotr Tryjanowski, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu

Wróć