Łukasz Sułkowski

Polskie uczelnie mają za sobą dwie dekady uczestnictwa w europejskiej przestrzeni badawczej i kilka lat funkcjonowania programów doskonałościowych, z Inicjatywą Doskonałości na czele. Podobne mechanizmy uruchomiono w tym samym czasie w Czechach, na Węgrzech, w Rumunii i w państwach bałtyckich. Minęło dość czasu, by pierwsze efekty tych inwestycji były widoczne w danych bibliometrycznych i w międzynarodowych ocenach reputacyjnych, i zbyt mało, by uznać trajektorię za przesądzoną. To rzadki układ okoliczności: decyzje strategiczne podejmowane w najbliższych latach realnie przesądzą o tym, gdzie uczelnie tego regionu znajdą się w kolejnej dekadzie.
Równolegle toczy się rozmowa, która zadecyduje o warunkach brzegowych. Negocjacje kolejnej wieloletniej perspektywy finansowej Unii Europejskiej i kształtu następnego programu ramowego w zakresie badań i innowacji wchodzą w fazę rozstrzygającą. Dla uczelni Europy Środkowo-Wschodniej nie jest to kwestia techniczna. Struktura tych instrumentów przesądza, czy region pozostanie beneficjentem mechanizmów wyrównawczych, czy stanie się równoprawnym uczestnikiem konkursów o doskonałość naukową. Różnica między jedną a drugą pozycją jest różnicą ustrojową, nie finansową.
Właśnie dlatego dwunasta edycja konferencji LUMEN, po raz pierwszy w formule międzynarodowej, odbywa się 17 i 18 listopada 2026 roku w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego, i po raz pierwszy adresowana jest nie wyłącznie do polskiego środowiska akademickiego, lecz do całej Europy Środkowo-Wschodniej.
Diagnoza sytuacji uczelni w tej części Europy wymaga rozpoznania kilku procesów, które nakładają się na siebie i wzajemnie wzmacniają.
Pierwszym jest finansowanie i jego architektura. Środki europejskie przez dwie dekady były w regionie istotnym źródłem inwestycji w infrastrukturę badawczą i w kapitał ludzki. Kolejna perspektywa będzie jednak konstruowana w warunkach innych priorytetów politycznych, silniejszego nacisku na konkurencyjność i bezpieczeństwo oraz rosnącej presji na wykazanie efektów. Pytanie, które powinno dziś zajmować kierownictwa uczelni, nie brzmi, ile środków trafi do regionu, lecz w jakim trybie: przez alokację czy przez konkurencję? Odpowiedź wymaga przygotowania, które trzeba rozpocząć zanim programy zostaną ogłoszone.
Drugim napięciem jest demografia. Kurczące się roczniki w większości państw regionu oznaczają, że wzrost liczby studentów nie będzie już pochodził z krajowego rynku. Umiędzynarodowienie rekrutacji przestaje być elementem strategii wizerunkowej i staje się warunkiem utrzymania skali działania. Region ma w tej konkurencji ofertę realnie mocną: wysoką jakość kształcenia przy kosztach studiowania nieporównywalnie niższych niż w Europie Zachodniej, wewnątrz Unii Europejskiej. Komunikuje ją natomiast słabo i niemal wyłącznie w pojedynkę, co przy budżetach promocyjnych systemów konkurencyjnych jest strategią z góry przegraną.
Trzecim jest przejście od objętości dorobku do jego oddziaływania. Krajowe systemy ewaluacji w regionie przez lata premiowały liczbę publikacji. Międzynarodowe środowisko naukowe premiuje wpływ. Zmiana kierunku dokonuje się obecnie w polityce naukowej wielu państw regionu, ale przesądzi o niej nie treść rozporządzeń, lecz tempo, w jakim poszczególne uczelnie przełożą ją na własne kryteria zatrudniania, awansu i podziału środków wewnętrznych.
Czwartym jest jakość dydaktyki prowadzonej zdalnie i hybrydowo. Doświadczenie pandemii pozostawiło w wielu uczelniach przekonanie, że kształcenie na odległość jest wariantem gorszym, dopuszczalnym w sytuacji wyjątkowej. Jest to wniosek wyciągnięty z improwizacji, a nie z dobrze zaprojektowanego procesu. Kształcenie zdalne przygotowane świadomie, z materiałem zbudowanym pod ten format, z realną interaktywnością i z sensownie rozłożoną pracą własną studenta, nie jest namiastką zajęć w sali, tylko odrębnym narzędziem o innych mocnych stronach. Jest również warunkiem dostępności: dla studenta pracującego, dla osoby spoza dużego ośrodka, dla uczestnika studiów podyplomowych i dla kandydata zagranicznego, który rozważa uczelnię w tym regionie i najpierw chce ją poznać. W tym miejscu należy umieścić sztuczną inteligencję, ponieważ jej użyteczność dla uczelni jest dziś największa właśnie w dydaktyce: w indywidualizacji ścieżki kształcenia, w informacji zwrotnej udzielanej studentowi częściej, niż pozwala na to obciążenie kadry, we wczesnym rozpoznawaniu ryzyka rezygnacji ze studiów. Wymaga to jednocześnie przemyślenia sposobów weryfikacji efektów uczenia się, bo tradycyjna praca zaliczeniowa przestała być wiarygodnym dowodem samodzielności. Atrakcyjność oferty dydaktycznej przestaje być kwestią wizerunku i staje się kwestią konkurencyjności, a w warunkach kurczącej się demografii kwestią przetrwania niektórych kierunków.
Piątym jest cyfryzacja procesów wewnętrznych, czyli obszar najmniej efektowny i o największym przełożeniu na codzienne funkcjonowanie instytucji. Uczelnie regionu obrosły przez lata warstwami procedur wynikających z kolejnych wymogów sprawozdawczych, ewaluacyjnych i projektowych, z których każdy z osobna był uzasadniony, a które łącznie utworzyły aparat pochłaniający czas kadry naukowej i administracyjnej w skali trudnej do obrony. Obieg dokumentów prowadzony częściowo elektronicznie, a częściowo papierowo, dane wprowadzane wielokrotnie do systemów, które się ze sobą nie komunikują, sprawozdawczość budowana ręcznie z arkuszy: to nie jest problem informatyczny, tylko organizacyjny i rozstrzyga o tym, ile energii instytucji zostaje na badania i kształcenie. Cyfryzacja procesów ma ponadto wymiar, który bywa pomijany. Przejrzystość postępowań, czytelność kryteriów podziału środków i przewidywalność procedur wewnętrznych są warunkiem zaufania do instytucji, zarówno ze strony jej własnej społeczności, jak i ze strony otoczenia. Pozycja nauki jako instytucji zaufania publicznego słabnie dziś w całej Europie, a sprawnie i przejrzyście zarządzana uczelnia broni się przed tym skuteczniej niż jakakolwiek kampania informacyjna.
Doskonałość naukowa jest zjawiskiem skali. Wymaga infrastruktury badawczej, której koszt utrzymania przekracza możliwości pojedynczej instytucji, konsorcjów zdolnych ubiegać się o największe granty, mobilności kadry i wspólnych szkół doktorskich o masie krytycznej pozwalającej na specjalizację. Żadna uczelnia Europy Środkowo-Wschodniej, także najlepsza, nie osiąga tych parametrów samodzielnie. Potencjał całego regionu, liczony łącznie, jest natomiast porównywalny z dużymi systemami Europy Zachodniej.
Do tego dochodzi obserwacja, która zmienia sposób myślenia o konkurencji wewnątrz regionu. Zróżnicowanie między uczelniami wewnątrz Europy Środkowo-Wschodniej jest większe niż dystans między średnią regionu a średnią Europy Zachodniej. Oznacza to, że najbardziej pouczającym punktem odniesienia dla uczelni z tego regionu nie jest odległy globalny lider, działający w zupełnie innych warunkach finansowych i językowych, lecz instytucja z sąsiedniego kraju, funkcjonująca przy porównywalnym finansowaniu, porównywalnej relacji liczby studentów do kadry i porównywalnych ograniczeniach regulacyjnych. Dopiero takie porównanie pozwala oddzielić skutki warunków strukturalnych od skutków decyzji instytucjonalnych, a więc od tego, na co uczelnia rzeczywiście ma wpływ.
Z tego wynika wniosek, który dla części środowiska pozostaje kontrintuicyjny: zrzeszenie nie osłabia pozycji konkurencyjnej pojedynczej instytucji, tylko ją buduje. Widoczność regionu jako całości przekłada się na widoczność jego uczelni, konsorcja regionalne zwiększają szanse w konkursach, w których pojedyncze zgłoszenie nie ma wagi, a wspólnie wypracowane standardy podnoszą poziom odniesienia dla wszystkich uczestników.
Doświadczenie Polski po 2004 roku jest najlepszym dostępnym dowodem, że taki mechanizm działa. Obawy formułowane przed akcesją do unii Europejskiej dotyczyły utraty pozycji: że otwarcie na konkurencję wypchnie krajowe instytucje na margines, że mobilność oznaczać będzie wyłącznie odpływ najlepszych, że wspólne standardy będą standardami narzuconymi.
Stało się inaczej. Dostęp do programów ramowych włączył polskie zespoły badawcze w międzynarodowy obieg nauki, mobilność okazała się procesem dwukierunkowym, a konkurencja wymusiła podniesienie jakości szybciej niż zrobiłby to jakikolwiek instrument krajowy. Integracja nie rozmyła pozycji Polski, tylko ją zbudowała. Zrzeszenie było mechanizmem konkurencyjności, a nie jej kosztem.
To samo rozumowanie stosuje się dziś o poziom niżej, do uczelni. Argument, że wspólna regionalna perspektywa rozmywa indywidualne osiągnięcia instytucji, jest tym samym argumentem, który dwadzieścia lat temu przewidywał marginalizację Polski w Unii Europejskiej. Był wtedy nietrafny z tych samych powodów, dla których jest nietrafny teraz.
Konferencja LUMEN powstała jako polskie wydarzenie poświęcone zarządzaniu uczelnią. Rozszerzenie jej formuły na cały region wynika z rozpoznania, które opisano powyżej: problemy, przed którymi stoją uczelnie w Polsce, są tożsame z problemami uczelni w Czechach, na Słowacji, na Węgrzech, w Rumunii i w państwach bałtyckich, a rozwiązania wypracowywane osobno w każdym z tych systemów powielają ten sam wysiłek.
Program tegorocznej edycji ma dwie osie. Pierwszy dzień, zatytułowany Climbing with Purpose, poświęcony jest rankingom, polityce publicznej i strategii regionalnej. Drugi – Building Tomorrow – dotyczy infrastruktury badawczej, otwartej nauki, transformacji cyfrowej i doświadczenia studenta. Obie osie odpowiadają wprost na napięcia opisane wcześniej, a nie na porządek tematyczny wygodny dla organizatora.
Osobnego podkreślenia wymaga panel poświęcony środkom europejskim i przyszłości finansowania badań w regionie, z udziałem przedstawiciela Komisji Europejskiej. Jego znaczenie wykracza poza program konferencji. To, że rozmowa o kształcie kolejnej perspektywy finansowej i o miejscu Europy Środkowo-Wschodniej w europejskiej polityce badawczej odbywa się w Krakowie, z udziałem strony unijnej i w obecności przedstawicieli uczelni z całego regionu, jest informacją samą w sobie. Oznacza, że polska scena akademicka jest dziś traktowana jako miejsce, z którego formułuje się stanowisko całego regionu, a nie wyłącznie stanowisko krajowe. Takiej pozycji nie otrzymuje się deklaratywnie. Buduje się ją zdolnością zgromadzenia przy jednym stole partnerów, których rozmowa dotyczy.
Warto przy tym zauważyć, że pozycja ta nie wynika z wielkości polskiego systemu szkolnictwa wyższego, choć jest on w regionie największy. Wynika z gotowości do wystąpienia w roli gospodarza rozmowy, która dotyczy nie tylko własnego podwórka. Regionalne przywództwo w nauce polega dziś w znacznie większym stopniu na organizowaniu wspólnego stanowiska niż na wyprzedzaniu sąsiadów w zestawieniach, a rola ta pozostaje w Europie Środkowo-Wschodniej w dużej mierze nieobsadzona.
Dla uczestników oznacza to możliwość zadania pytań o warunki finansowania bezpośrednio tej stronie, która o nich przesądza, zanim rozstrzygnięcia zapadną. Dla regionu oznacza obecność przy stole, przy którym dotąd bywał reprezentowany pośrednio.
Wymiar międzynarodowy konferencji budują także partnerzy programowi: Times Higher Education, Fundacja Rektorów Polskich, Ośrodek Przetwarzania Informacji jako patron, a także organizacje międzynarodowe działające w obszarze otwartej nauki i infrastruktury badawczej. Osobne miejsce w programie zajmuje panel poświęcony szkolnictwu wyższemu Ukrainy w warunkach wojny, przygotowany we współpracy z Fundacją Rektorów Polskich. Jest to temat, wobec którego region nie może zajmować pozycji obserwatora, a doświadczenie utrzymywania ciągłości kształcenia i badań w warunkach skrajnych ma znaczenie wykraczające daleko poza jeden kraj.
Podczas gali konferencji ogłoszone zostaną wyniki inauguracyjnej edycji Times Higher Education World University Ranking CEE Spotlight Edition, przygotowanej przez Times Higher Education perspektywy rankingowej poświęconej uczelniom Europy Środkowo-Wschodniej.
Jej sens wymaga precyzyjnego określenia, ponieważ w regionie rankingi bywały narzędziem presji, a nie diagnozy. Nie jest to odrębny ranking o własnej metodologii ani tabela pocieszenia dla instytucji nieobecnych w czołówce zestawień globalnych. Jest to spojrzenie na dane, które uczelnie już przekazują, w skali, w której różnice między instytucjami stają się czytelne, a uczelnia może rozpoznać, kto jest jej rzeczywistym punktem odniesienia. Globalne zestawienia, obejmujące dwa tysiące instytucji, mają dla środkowej części stawki rozdzielczość zbyt niską, by wynikała z nich jakakolwiek wskazówka operacyjna.
Nie jest to również werdykt. Wartość takiego zestawienia polega na tym, czego uczy o sobie samym: na których wskaźnikach uczelnia wyprzedza swoje otoczenie regionalne, a na których od niego odstaje. Pierwsza informacja jest satysfakcjonująca, druga jest użyteczna. Należy przy tym powiedzieć wprost, że zestawienia rankingowe są złym narzędziem zarządzania wewnętrznego. Z chwilą gdy pozycja w tabeli staje się podstawą podziału środków między wydziały, przestaje być opisem, a zaczyna być celem i traci wartość poznawczą.
Z dostępnych danych o regionie wyłaniają się cztery obszary, w których odległość między pozycją obecną a możliwą do osiągnięcia wydaje się największa.
Pierwszym jest rozpoznawalność międzynarodowa. Luka między dorobkiem uczelni regionu a wiedzą o tym dorobku w międzynarodowym środowisku naukowym jest znaczna i jest to jednocześnie obszar najbardziej podatny na działanie instytucjonalne. Wymaga trwałej obecności w sieciach i konsorcjach zamiast uczestnictwa okazjonalnego, komunikowania w języku angielskim badań omawianych dziś wyłącznie w obiegu krajowym oraz widocznej obecności kadry w komitetach, radach redakcyjnych i programach konferencji. Reputacja narasta przez lata powtarzalnej obecności i nie powstaje z działań promocyjnych.
Drugim jest wspomniane przejście od liczby do wpływu, przeniesione z poziomu polityki państwa na poziom regulaminów wewnętrznych uczelni. Instytucje, które dokonają tego w ciągu jednego cyklu planowania strategicznego, oddzielą się od pozostałych.
Trzecim jest współpraca międzynarodowa prowadzona celowo. Współautorstwo międzynarodowe silnie koreluje z oddziaływaniem publikacji i należy do nielicznych dźwigni pozostających w bezpośredniej dyspozycji uczelni. Istotna jest koncentracja: ogólne deklaracje umiędzynarodowienia nie przynoszą efektów mierzalnych, trwałe partnerstwo w trzech lub czterech dyscyplinach, w których instytucja jest już mocna, przynosi je w perspektywie kilku lat.
Czwartym jest misja obywatelska uczelni, czyli obszar realnej przewagi regionu, traktowany w nim jako obowiązek, a nie jako wyróżnik. Uczelnie Europy Środkowo-Wschodniej licznie uczestniczą w zestawieniach mierzących wkład instytucji w realizację celów zrównoważonego rozwoju i osiągają w nich dobre wyniki, szczególnie w obszarach jakości kształcenia, ograniczania nierówności oraz partnerstwa na rzecz rozwoju. Zarazem niemal nie komunikują tego poza granicami kraju. W warunkach, w których kontrakt społeczny między nauką a społeczeństwem podlega w całej Europie rewizji, jest to zaniechanie kosztowne.
Żaden z tych obszarów nie jest zaleceniem. Kierownictwa uczelni znają własne ograniczenia lepiej niż jakikolwiek obserwator zewnętrzny, a rozstrzygnięcia strategiczne należą do nich. Można natomiast wskazać, gdzie dystans między stanem obecnym a stanem osiągalnym wydaje się największy i stworzyć miejsce, w którym rozmowa o tym odbędzie się z udziałem wszystkich stron, które na te warunki wpływają.
Taki jest zamysł tegorocznej edycji LUMEN. Zapraszamy do Krakowa 17 i 18 listopada, do rozmowy nie o miejscach w tabeli, lecz o tym, co uczelnie tego regionu zrobią z tym, co z niej wynika. Zapraszamy również dlatego, że odpowiedź na pytanie o pozycję Europy Środkowo-Wschodniej w europejskiej nauce nie powstanie w żadnej pojedynczej instytucji ani w żadnej pojedynczej stolicy. Powstanie tam, gdzie region usiądzie razem.
Prof. dr hab. Łukasz Sułkowski, przewodniczący konferencji LUMEN
Pod patronatem medialnym „Forum Akademickiego”