logo
FA 8/2026 informacje i komentarze

Artur Błażejewski

Czeka nas zmiana sposobu myślenia

Czeka nas zmiana sposobu myślenia 1

Prof. Artur Błażejewski, prorektor ds. badań naukowych Uniwersytetu Wrocławskiego, wyjaśnia wyniki ewaluacji dyscyplin uprawianych w swojej uczelni i mówi co należy zrobić, żeby poprawić wyniki oceny badań w przyszłości.

Niezależnie od tego, czy się zgadzamy z zasadami ewaluacji, czy nie, jest ona jakimś miernikiem dorobku naukowego uniwersytetu. Sądzę, że na wielu uczelniach sprowokowała refleksje nad tym, jak prowadzimy badania naukowe. Jeśli otrzymane kategorie są niższe od oczekiwanych, powinniśmy się zastanowić nad przyczynami niepowodzenia.

Uniwersytet Wrocławski poddał ewaluacji 28 dyscyplin. W publikacjach, czyli kryterium pierwszym, z małymi wyjątkami, poradziliśmy sobie dobrze lub bardzo dobrze. Nawet słabiej publikujące dyscypliny wypadły zadowalająco. Bardzo dobrze wypadły przede wszystkim te dyscypliny, które świadomie wykorzystały narzędzia, którymi dysponuje Uniwersytet Wrocławski, takie m.in. jak rektorski fundusz wsparcia publikacji w wysokości miliona złotych oraz przywrócone do funkcjonowania jako jednostka uczelni Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego (wcześniej była to zewnętrzna spółka prawa handlowego). Najlepszym przykładem jest chyba Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii, który uzyskał kategorię A+, a w publikacjach uzyskał wszystko, co mógł. Liczyło się zatem świadome działanie dziekanów i przewodniczących rad dyscyplin. Ci, którzy publikowali bezrefleksyjnie, czyli np. w złych wydawnictwach, w czasopismach o niewielkim odbiorze, stracili na tym. Widzimy też, że słabiej wypadły dyscypliny, które zostały wydzielone niedawno, zadziałała bowiem zwykła arytmetyka: trudno było wypełnić tzw. sloty w sensowny sposób.

Chcę podkreślić, że przygotowaliśmy się do ewaluacji sami, bez wsparcia zewnętrznych komercyjnych instytucji. Nie wydaliśmy na to ani złotówki. Szczerze mówiąc, nie uważam, żeby to było celowe, dlatego że bardzo często firmom zewnętrznym trzeba tłumaczyć specyfikę uczelni, zawiłości i uwarunkowania prawne. Natomiast powołaliśmy własny zespół do spraw ewaluacji, w którym obok pracowników Działu Nauki, byli też profesorowie różnych dyscyplin i wydziałów, znający się na ewaluacji. Niektórzy z nich byli ekspertami KEN, a zatem były to osoby, które wiedziały jak publikować, jak wykazywać dorobek we wszystkich trzech kryteriach.

Niektóre dyscypliny nie skorzystały z pomocy zespołu do spraw ewaluacji lub nie posłuchały dawanych im rad, choćby dotyczących kwestii technicznych w zakresie umieszczania danych w systemie. Niekiedy obserwowaliśmy niefrasobliwe wprowadzanie danych. Przykładem może być wprowadzenie do systemu kwoty projektu konsorcjum, zamiast kwoty przynależnej uczelni jako udziałowcowi konsorcjum. Wiadomo, że to mogło spowodować i spowodowało straty. Uczyniono to mimo ostrzeżeń zespołu do spraw ewaluacji. Były też usterki techniczne we wprowadzaniu danych, np. zwykłe ludzkie pomyłki, co się zdarza. Gdy dyscyplina ma duży dorobek, nic się nie dzieje, ale kiedy ten dorobek jest na granicy kategorii, wtedy każdy błąd mocno waży na wyniku.

Posługujemy się systemem Omega-PSIR, ułatwiającym katalogowanie osiągnięć naukowych, który ma pewne wady, ale ma też pewne zalety, np. można w nim obserwować postępy gromadzenia publikacji, projektów itd. Nie wszyscy korzystali z rad zespołu, i – przyznam – władze uczelni pozostawiły w tej kwestii decyzyjność dyscyplinom. Oczywiście, odpowiedzialność ponoszą przewodniczący rad dyscyplin, ponieważ oni mają dostęp do systemów jako „redaktorzy”. Dopiero na etapie odwoławczym można to zrobić inaczej. Złożyliśmy bardzo dużo, bo aż 15 odwołań od uzyskanych kategorii, czasami od kategorii B, a czasami także od A, gdy uznaliśmy, że dyscyplina może ubiegać się o A+; w naszym przypadku była to chemia.

Słabo wypadliśmy w projektach, czyli w drugim kryterium. Moim zdaniem, brakuje nam przede wszystkim dużych projektów o charakterze międzynarodowym, konsorcjalnym, które były szczególnie promowane w ewaluacji. Trzeba pamiętać, że konkurujemy nie między sobą wewnątrz uczelni, ale dyscypliny konkurują w całym kraju. I jeśli na innych uczelniach „odrobiono lekcje”, czyli poza grantami NCN postarano się też o inne, zagraniczne projekty, a my tego nie zrobiliśmy, to wypadamy słabiej. Są dyscypliny, instytuty czy wydziały, które radzą sobie dobrze z grantami NCN, co powoduje coś w rodzaju poczucia komfortu, „posiadania ciepłej wody w kranie”. Mamy zapewnione dodatkowe – poza subwencją – pieniądze na badania i pojawia się poczucie spełnienia. A to jest niebezpieczne.

Jeśli chodzi o kryterium trzecie, czyli oddziaływanie na środowisko zewnętrzne, zachodzi chyba podobna sytuacja jak w kryterium drugim. To jest być może cecha generacyjna, pokoleniowa. Mianowicie, część badaczy uważa, że wpływ na świat zewnętrzny nie jest dla nas tak bardzo istotny. Ważne, że prowadzimy badania na wysokim poziomie i znamy ich wartość, nasi koledzy z innych uczelni też wiedzą, że one są wartościowe i nie musimy dbać o to, żeby wiązały się z nimi wdrożenia. A jest to oczywistą nieprawdą. Staram się z tym walczyć, ale to jest bardzo trudne. Podatnik po prostu ma prawo wiedzieć, na co wydajemy jego pieniądze. I tyle. Pieniądze publiczne powinny być uważnie oglądane i wydawane transparentnie.

Podkreślić trzeba jeszcze jedną ważną rzecz: w naszej uczelni projekty nie podlegają prorektorowi do spraw badań naukowych, a prorektorowi do spraw kontaktów z zagranicą. Istnieje zatem dwuwładza nad badaniami naukowymi, czego moim zdaniem negatywne skutki ujawniły się właśnie w ewaluacji. Zabrakło nam systematycznego podejścia do pozyskiwania grantów i opieki nad nimi.

Jestem przekonany, że nasze odwołania są zasadne. W przypadku odwołań ponosimy jedynie niewielkie koszty związane z korzystaniem z pomocy wyspecjalizowanych kancelarii prawnych. Chodzi bowiem o decyzje administracyjne, musimy zatem operować językiem prawniczym, stosować właściwe procedury. Koszty te opłacają zarówno wydziały, jak i władze centralne. To nie są duże pieniądze. Co ważne, odwołania, które były pisane w dyscyplinach, były także analizowane przez zespół do spraw ewaluacji i w tych wnioskach, które uznaliśmy za mniej udane wprowadzone zostały korekty.

Czeka nas zmiana sposobu myślenia na temat własnej pracy. Musimy tworzyć częściej z myślą o możliwie szerokim, międzynarodowym, a nawet globalnym odbiorze wyników naszych badań. Działania na rzecz społeczności lokalnych wbrew pozorom nie stoją z tym w sprzeczności.

Będę namawiał całą naszą społeczność uniwersytecką do tego, żeby wyciągnąć wnioski nie tylko co do tego, w jaki sposób pracujemy i w jaki sposób dbamy o publikacje, a potem ewentualnie o wdrożenia wyników badań. Chodzi także o pracę systemową, czyli m.in. staranie się o granty w sposób systemowy, planowanie publikacji. Niektórzy już to zrobili, co przyniosło naprawdę pozytywne skutki, zatem mamy własne, bardzo pozytywne przykłady i doświadczenia w tym obszarze.

Ale mam jeszcze uwagę dotyczącą całości ewaluacji. Brakuje mi refleksji i jasnej deklaracji ze strony rządzących, do czego ewaluacja ma służyć. Tegoroczne wyniki zdają się sugerować, że nie ma słabych punktów na mapie polskiej nauki, a w każdym razie jest ich tak mało, że są pomijalne. Niestety, to nie jest prawdą. Sukces ewaluacyjny mówi tylko o tym, że wszyscy się nauczyli funkcjonować w tym typie ewaluacji i nic poza tym. Nauczyli się, bo to jest normalne prawo biologii, że dostosowujemy się do czegoś, co jest nam narzucone, nie mamy innego wyjścia.

Jeszcze parę słów na temat ewaluacji w skali kraju. Jeśli rządzący nie chcą, żebyśmy publikowali w tzw. czasopismach wydawnictwach drapieżnych, to powinni je usunąć z listy wydawnictw i czasopism punktowanych, bo nie ma na to innej metody. A jeśli tego nie uczynią, to będziemy tam publikowali, bo to się po prostu opłaca. Obecny system ewaluacji nie daje żadnego poglądu na to, jak polska nauka wygląda na tle europejskim i światowym. Co gorsza, jeśli jakaś dyscyplina rozwija się bardzo dobrze w naszym kraju, to średnia uzyskiwanych punktów referencyjnych jest bardzo wysoka. Przyznane kategorie jednak będą przeciętne lub nawet niskie. Dyscyplina jest mocno „wyśrubowana”, a uzyskiwane realne osiągnięcia są bardzo znaczące. Wskutek tego ktoś, kto uzyskał niską kategorię w rzeczywistości może pracować na dość wysokim poziomie. I odwrotnie, w dyscyplinach słabych w skali kraju znajdą się jednostki ocenione nawet na A i A+, bo dobrze wypadają na tle innych. To będzie absolutnie zafałszowana informacja o stanie danej dyscypliny.

Obecna ewaluacja jest też moim zdaniem korzystna dla prywatnych szkół wyższych. Nie są one bowiem obarczone regułami prawnymi, których muszą przestrzegać uczelnie publiczne. Na przykład nie obowiązuje ich prawo zamówień publicznych. Uczelnie publiczne, np. przy zakupach sprzętu badawczego albo zlecaniu druku czegokolwiek na zewnątrz, są zobowiązane do organizowania przetargów. Po pierwsze, wbrew pozorom powoduje to zwyżkę cen zakupu. Po drugie, często nie możemy w wyniku przetargu wybrać sprzętu, który naprawdę chcemy, dlatego że prawo zamówień publicznych na to nie pozwala. Przetargi i odwołania od ich wyników zajmują dużo czasu, co przekłada się na realizację projektów naukowych, ponieważ nie kupujemy aparatury na czas. Natomiast szkół prywatnych to nie obowiązuje, mogą szybko kupić to, co chcą, szybciej niż uczelnie publiczne. To są ramy prawne, których nie przeskoczymy, bo w przypadku wydawania pieniędzy publicznych nikt nie chce się narazić na konsekwencje formalnoprawne. Uczelnie prywatne nie mają tego poważnego ograniczenia. Poza tym mają inny sposób zatrudniania, ponieważ najczęściej są spółkami. Prawo pracy może być u nich inaczej stosowane, po prostu luźniej. Daje im to wolną rękę w realizowaniu projektów. W ich przypadku właściciel (założyciel) decyduje o wszystkim, w tym o zakupach i zatrudnieniach. A my tej swobody nie mamy. To naprawdę wpływa na realizację projektów naukowych, a tym samym na ewaluację.

Trochę też szkoda, że ocena dorobku naukowego uczelni nie dokonuje się w powiązaniu z oceną dydaktyki, bo badania są nierozdzielnie związane z kształceniem.

Notował Piotr Kieraciński

Wróć