logo
FA 7/2026 okolice nauki

Marek Misiak

Ślad śladu

Ślad śladu 1

Na stokach odległej o ok. 40 kilometrów od Wrocławia góry Ślęży, blisko szczytu, a jednocześnie żółtego szlaku prowadzącego na Przełęcz Tąpadła, znajduje się bazaltowy głaz o nietypowym, zbliżonym do trójkąta kształcie i prawie zupełnie płaskiej powierzchni. Nie wiem, czy ukształtował się siłami natury, czy jest elementem otaczających wierzchołek starożytnych wałów kultowych. Skojarzenie z ołtarzem nasuwa się samo i niektórzy turyści żartują, że zapewne tu przedchrześcijańscy Słowianie (plemię Ślężan) składali ofiary swoim bogom. Jednak zazwyczaj takie uwagi padają z przekąsem, jakby wierzenia mieszkańców dzisiejszych terenów Polski zanim zawitało tu chrześcijaństwo były czymś mało poważnym i niezbyt wartym uwagi. Tak niestety Polacy patrzą też często na tych, którzy z takim właśnie ujęciem sacrum się utożsamiają i chcą serio, a nie tylko na zasadzie historycznej rekonstrukcji oddawać cześć bogom zamierzchłych przodków, oczekując jakichś dóbr duchowych, a nie dobrej zabawy.

Piotr Grochowski od lat eksploruje polskie rodzimowierstwo w różnych jego odmianach i jest jednym z nielicznych badaczy wiernych tej tematyce, co skutkuje świadomym posługiwaniem się terminologią i świadomością złożoności zagadnienia. Samo użycie pojęć „rodzimowierstwo/wiara rodzima” zamiast popularnego określenia „neopogaństwo” jest istotne, choćby dlatego, że to drugie może odnosić się także do synkretycznych dróg religijno-duchowych takich jak wywodzące się z Wysp Brytyjskich wicca i Modern Witchcraft, od których polscy, czescy czy ukraińscy rodzimowiercy z reguły się odżegnują. Problematyczne może być już samo „pogaństwo”, które w świadomości społeczeństwa ukształtowanego przez chrześcijaństwo (nawet jeśli równocześnie szybko się laicyzującego) miewa negatywne konotacje. Po polsku nie ma też anglojęzycznego rozróżnienia na paganism i heathenism, pozwalającego odróżnić przedchrześcijańskie kulty z własnego kręgu kulturowego i pogańskie religie w ogólności (dla wielu anglojęzycznych osób heathenism/heathernry brzmi nieco poważniej).

To oczywiste, że Grochowski nie ocenia: mamy tu do czynienia z nauką (etnografią), nie z apologetyką; jak prawdziwy etnograf badający żywe zjawiska, zanurza się w środowisko polskich rodzimowierców, uczestniczy w ich spotkaniach, wypytuje zarówno żerców (przywódców poszczególnych grup), jak i zwykłych uczestników. Poznaje nieoczywiste motywacje do zaangażowania, przysłuchuje się teologicznym dyskusjom świadczącym o głębokiej refleksji i samoświadomości, pokazuje też, jak starożytne, agrarne w dużej mierze wierzenia można łączyć ze współczesnym życiem w dużym mieście. Fascynujące jest zarówno to, jak mądrze i na ogół bez nadmiernego popuszczania wodzy fantazji wielu jego bohaterów stara się i rekonstruować dawne obrzędy, i przystosowywać je do współczesnej wrażliwości, i tworzyć nowe, gdy wiedzy brakuje – a pewnej wiedzy na temat wierzeń dawnych Słowian jest bardzo niewiele; nawet panteon bogów potrafi się wyraźnie różnić nie tylko w poszczególnych nurtach polskiej wiary rodzimej, ale nawet między pojedynczymi grupami.

Książkę cechuje nie tak częsta w etnograficznym opisie sugestywność. Nawet bez zdjęć (mądrze dobranych) można nie tylko zrozumieć sens złożonych nierzadko ceremonii, ale też poczuć ich nastrój, a przede wszystkim uchwycić jeden z najważniejszych elementów nie tylko polskiej duchowości tego typu – głęboką, niesentymentalną więź z przyrodą w jej pięknie, ale i grozie. Obrzęd jesiennych Dziadów, gdy uczestnicy zakładają maski, aby przybywające dusze przodków ich nie rozpoznały, najwyraziściej pokazuje, że wiarę traktuje się tu poważnie. Grochowski zdobył zaufanie tego środowiska i został w niej wprowadzony, a teraz wprowadza w nie także czytelnika.

Marek Misiak

Piotr GROCHOWSKI, Polskie rodzimowierstwo. Dziedzictwo przedchrześcijańskich Słowian w świecie późnej nowoczesności, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2025.

Wróć