Zbigniew Bukowski
Majowe komunikaty ministra nauki zamknęły dyskusję o wzroście finansowania uczelni w bieżącym roku. Decyzja zapadła pomimo bezprecedensowego protestu środowiska naukowego i pomimo deklaracji, że kondycja polskiej nauki jest powodem do poważnego niepokoju.
Każdego roku, ostatnio zazwyczaj w maju lub czerwcu, minister nauki publikuje w Biuletynie Informacji Publicznej komunikaty o wysokości subwencji dla uczelni i instytutów naukowych. To moment, w którym rektorzy, kwestorzy i dyrektorzy finansowi uczelni poznają ostateczne kwoty, na których opierać się będzie planowanie budżetowe na cały rok akademicki. W roku 2026 komunikaty te miały szczególną wymowę, i to nie dlatego, że przyniosły wyjątkowo korzystne informacje.
21 maja 2026 r. minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek podpisał komunikaty o wysokości subwencji dla uczelni akademickich i zawodowych na rok bieżący. Ministerstwo wydało w tym dniu pięć odrębnych komunikatów, obejmujących kolejno: publiczne uczelnie akademickie i uczelnie akademickie prowadzone przez kościoły i inne związki wyznaniowe, publiczne uczelnie zawodowe, niepubliczne uczelnie akademickie, instytuty Polskiej Akademii Nauk i Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej oraz instytuty badawcze i Polską Akademię Umiejętności. Wysokość środków dla poszczególnych podmiotów została ustalona na podstawie algorytmów określonych w rozporządzeniu ministra nauki i szkolnictwa wyższego z dnia 9 września 2019 r. Według tego komunikatu zasadniczo uczelnie uzyskiwały środki w dolnej granicy tunelu, o którym szerzej poniżej.
Tego samego dnia opublikowane zostały – jako uzupełnienie – komunikaty o zwiększeniach wysokości subwencji przyznanej na 2026 r. Ten drugi pakiet dokumentów dotyczył środków dodatkowych, wynikających ze zwiększeń na mocy art. 368 ust. 9 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Po uwzględnieniu tych zwiększeń subwencja dla uczelni wyniosła tyle samo, co w roku 2025.
Wcześniej, bo 13 maja 2026 r., ukazał się jeszcze jeden komunikat ministra o zwiększeniach subwencji przyznanych podmiotom prowadzącym szkoły doktorskie, uwzględniający jednocześnie skutki finansowe wejścia w życie rozporządzenia z 14 kwietnia 2026 r. zmieniającego wysokość minimalnego miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego dla profesora w uczelni publicznej z 9370 zł do 9650 zł. Komunikaty majowe domykały zatem całość obrazu finansowania uczelni na rok 2026.
Mechanizm podziału subwencji oparty jest na wieloskładnikowym algorytmie uwzględniającym m.in. liczbę i strukturę studentów, kadrę akademicką, umiędzynarodowienie i nakłady na badania i rozwój. Istotnym elementem systemu jest tzw. tunel finansowy, czyli ograniczenie określające maksymalny możliwy spadek i wzrost subwencji w stosunku do roku poprzedniego. Dla publicznych uczelni akademickich uczestniczących w programie Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza dolna granica tunelu wynosi 100%, co oznacza, że nie mogą one otrzymać mniej niż w roku poprzednim. Dla pozostałych uczelni akademickich i zawodowych granica ta wynosiła 98%, co dawało im ochronę przed gwałtownym spadkiem.
W roku 2026 realny wzrost subwencji algorytmicznej dla większości uczelni wyniósł zero. Tak więc w skali systemu finansowania szkolnictwa wyższego w Polsce nie przybyło nic.
Warto tu przypomnieć, że pojęcie „zamrożenia subwencji” nie jest w Polsce nowe. W roku 2023, w obliczu nieprzewidywalnej sytuacji gospodarczej i presji inflacyjnej, ówczesne Ministerstwo Edukacji i Nauki zdecydowało się na interwencję regulacyjną: nowelizacja rozporządzenia algorytmicznego ustanowiła na ten jeden rok dolną granicę tunelu dla wszystkich podmiotów na poziomie 101%, a górną na 105%. Było to rozwiązanie paradoksalne w opisie – „tunel gwarantujący wzrost” – ale jednoznaczne w skutkach: każda uczelnia otrzymała co najmniej o 1% więcej niż rok wcześniej. Był to efekt świadomej interwencji politycznej, poprzedzonej zmianą rozporządzenia, transparentnej i uzasadnionej publicznie.
Rok 2026 jest inny. Żadna taka interwencja nie nastąpiła. Komunikat algorytmiczny z 21 maja 2026 r. opierał się na standardowych parametrach rozporządzenia z 2019 r., bez żadnej korekty nadzwyczajnej. Formalnie mechanizm zadziałał poprawnie. Faktycznie jednak uczelnie stanęły przed perspektywą kolejnego roku bez realnego wzrostu bazy finansowej, w warunkach rosnących kosztów, w tym kosztów wynagrodzeń.
Zaledwie kilka dni po podpisaniu majowych komunikatów ministerialnych, 27 maja 2026 r., pod gmachem Sejmu zebrały się setki naukowców z całej Polski. Protest pod hasłem „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski” był – według relacji organizatorów i mediów – największą manifestacją środowiska akademickiego od 1989 roku. Petycję towarzyszącą akcji podpisało ponad 25 tysięcy osób, a inicjatywa zyskała szerokie poparcie instytucjonalne. Wyraziły je: Prezydium Polskiej Akademii Nauk, Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, a także Rada Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP i inne organizacje.
Postulaty protestujących były precyzyjne. Żądano systemowego, corocznego zwiększania nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe aż do osiągnięcia poziomu 3% PKB. Domagano się powiązania wynagrodzeń pracowników nauki ze średnią płacą w sektorze przedsiębiorstw, wzrostu stypendium doktoranckiego do poziomu płacy minimalnej i zwiększenia finansowania Narodowego Centrum Nauki.
Dane przytaczane przez organizatorów są alarmujące. W 2005 roku Polska przeznaczała na naukę i szkolnictwo wyższe 1,27% PKB. W roku 2025 wskaźnik ten wynosił około 1,08%, a budżet na rok 2026 obniża go dalej, do szacowanego poziomu 1,06–1,07% PKB. Dla porównania, unijna średnia dla wydatków na badania i rozwój wynosi 2,24% PKB, a w krajach najbardziej zaawansowanych badawczo przekracza 3,5%.
Rząd i ministerstwo nauki nie zignorowały protestu, ale odpowiedź, która padła z trybuny sejmowej i w komunikatach prasowych, była ostrożna. Minister zapowiedział, że celem jest osiągnięcie 2% PKB na naukę w perspektywie pięciu lat, deklarując systematyczne zwiększanie finansowania i walkę o większy udział Polski w europejskich programach badawczych. W poprzedzającym protest tygodniu doszło do spotkania ministra nauki z ministrem finansów. Rozmawiano o stopniowym zwiększaniu finansowania nauki, podniesieniu kwot bazowych i wzroście wynagrodzeń w sektorze szkolnictwa wyższego w przyszłorocznym budżecie.
Deklaracje te dotyczą jednak przyszłości. W roku 2026 środki dla uczelni zostały ustalone na podstawie standardowego mechanizmu algorytmicznego, bez zwiększenia ogólnej puli subwencji i bez nadzwyczajnej interwencji regulacyjnej porównywalnej z tą z roku 2023. Jedyne realnie nowe środki, jakie pojawiły się w roku bieżącym w systemie, to skromna – bo wynosząca 3% w stosunku do wykonania wynagrodzeń w roku 2024 – podwyżka płac, ogłoszona komunikatem z 5 lutego 2026 r. i finansowana z odrębnej puli zwiększeń, nie zaś ze wzrostu subwencji algorytmicznej.
Co ta sytuacja oznacza w praktyce dla poszczególnych uczelni? Przede wszystkim rosnące nożyce między kosztami a przychodami. Płaca minimalna w Polsce systematycznie rośnie, co oznacza automatyczny wzrost kosztów zatrudnienia pracowników administracyjnych i technicznych. Koszty energii, usług i materiałów także systematycznie rosną. Tymczasem subwencja, podstawowy strumień finansowania uczelni publicznych, realnie stoi w miejscu, a przy uwzględnieniu inflacji faktycznie maleje.
Sytuacja może zmusić wiele uczelni do trudnych decyzji kadrowych i organizacyjnych: ograniczania liczby etatów, rezygnacji z inwestycji infrastrukturalnych czy zakupów bieżących, a w skrajnych przypadkach likwidacji mniej rentownych kierunków studiów. To z kolei odbija się na jakości kształcenia i na możliwościach prowadzenia badań naukowych, a więc na tym, co powinno być rdzeniem misji każdej uczelni.
Historia finansowania polskich uczelni publicznych po 2019 roku, kiedy wprowadzono obecny model subwencyjny, pokazuje wyraźnie, że realna wartość tej subwencji w stosunku do inflacji i wzrostu kosztów jest na trajektorii spadkowej. Symboliczne komunikaty ministra o „zwiększeniach” subwencji – nierzadko dotyczące kwot przeznaczonych wyłącznie na ściśle określone cele, takie jak podwyżki płac minimalnych – nie zmieniają tej trajektorii.
Rok 2026 jest w tym kontekście szczególny: środowisko naukowe wyraziło swoje stanowisko głośniej niż kiedykolwiek, a odpowiedź systemu finansowania była boleśnie standardowa. Majowe komunikaty ministra, rzetelnie wyliczone algorytmem z 2019 r., potwierdziły to, czego środowisko obawiało się od miesięcy: nie będzie dodatkowych środków, a wzrost subwencji w większości przypadków nie nadejdzie.
Historia uczy, że problemy finansowania nauki rozwiązywane są w Polsce reaktywnie, nie proaktywnie. Pytanie, czy protest z 27 maja stanie się impulsem do zmiany tej logiki, pozostaje otwarte. Komunikaty z 21 maja 2026 r. sugerują, że na odpowiedź przyjdzie jeszcze poczekać.
Dr hab. Zbigniew Bukowski, prof. UKW, przewodniczący Uniwersyteckiej Komisji Finansów