logo
FA 5/2026 informacje i komentarze

Tomasz Blicharski

Uniwersytet przestał wychowywać. Zaczął przygotowywać

Uniwersytet przestał wychowywać. Zaczął przygotowywać 1

Fot. Krzysztof Kuzko

Prof. Tomasz Blicharski z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie dostrzega istotną zmianę, jaka zaszła w ostatnich latach w uniwersytecie, a nie zawsze jest zauważana i odpowiednio reflektowana tak przez samych naukowców, jak i przez otoczenie społeczne uczelni.

Jeszcze nie tak dawno uniwersytet był miejscem szczególnym. Nie dlatego, że uczono tam więcej niż gdzie indziej. Był szczególny dlatego, że miał ambicję zmieniać człowieka. Student przychodził po wiedzę. Wychodził z innym sposobem myślenia. Uniwersytet nie tylko przygotowywał do zawodu, ale uczył rozumienia świata, odpowiedzialności i zadawania pytań. Dziś coraz częściej mam wrażenie, że coś się zmieniło. Uniwersytet nadal uczy, prowadzi badania, rozwija kompetencje. Ale coraz rzadziej stawia sobie pytanie, kim człowiek ma się stać. Znacznie częściej pyta, co będzie umiał zrobić. To nie jest zarzut wobec studentów. To również nie jest krytyka nowoczesności.

Świat rzeczywiście się zmienił. Stał się bardziej konkurencyjny, szybszy i mniej przewidywalny. Rynek pracy oczekuje konkretnych umiejętności. Pracodawcy chcą kompetencji. Uczelnie odpowiadają na te potrzeby. Pojawił się język efektywności. Mówimy o zatrudnialności absolwentów, o kompetencjach przyszłości, o praktycznym wymiarze kształcenia. Wszystko to jest potrzebne. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy staje się to jedyną definicją uniwersytetu. Bo uniwersytet nigdy nie powstał wyłącznie po to, aby produkować specjalistów. Powstał po to, aby kształtować ludzi zdolnych rozumieć skutki własnych działań.

Przez wieki relacja profesora i studenta była czymś więcej niż przekazaniem informacji. Była próbą formowania człowieka. Dziś coraz częściej student staje się klientem, kierunek studiów produktem, dyplom inwestycją, a wiedza narzędziem. To nie musi być złe. Niepokój budzi coś innego. Tracimy obszar, którego nie da się wpisać do tabel, parametryzacji ani rankingów. Coraz rzadziej pytamy, jakiego człowieka chcemy kształtować. Znacznie częściej pytamy, jakiego specjalistę chcemy wyprodukować. To nie są te same pytania. Można opuścić uniwersytet świetnie przygotowanym do wykonywania zadań. I jednocześnie nie być przygotowanym do rozumienia świata, który samemu się współtworzy. Nie wszystko, co ważne, daje natychmiastowy efekt ekonomiczny. Nie każda rozmowa kończy się wdrożeniem. Nie każda idea prowadzi do produktu. Nie każda refleksja daje się wycenić. A jednak właśnie z takich przestrzeni rodziły się największe zmiany.

Dzisiejszy uniwersytet stoi przed trudnym wyborem. Nie między tradycją a nowoczesnością. Nie między humanistyką, a technologią. Nie między rynkiem pracy, a nauką. Prawdziwy wybór wygląda inaczej. Czy chcemy uczelni, które wyłącznie przygotowują, czy nadal chcemy uniwersytetów, które potrafią zmieniać człowieka? Społeczeństwo potrzebuje specjalistów. Ale jeszcze bardziej potrzebuje ludzi zdolnych rozumieć konsekwencje własnych decyzji. Lekarzy rozumiejących człowieka, nie tylko chorobę. Inżynierów rozumiejących odpowiedzialność. Naukowców rozumiejących skutki postępu. Liderów rozumiejących, że wiedza bez refleksji może stać się narzędziem pozbawionym kierunku.

Kiedyś student opuszczał uniwersytet jako ktoś ukształtowany. Dziś coraz częściej opuszcza go jako ktoś przygotowany. To nie jest to samo. I być może od odpowiedzi na pytanie, czy uda się odzyskać równowagę między tymi dwoma wymiarami, zależy nie tylko przyszłość uczelni. Być może zależy od tego przyszłość społeczeństwa.

Wróć