logo
FA 3/2026 z laboratoriów

Radosław Skrycki

Cesarski Geograf

O dawnych mapach, niezwykle popularnym acz zapomnianym kartografie oraz barokowym języku symboli


Cesarski Geograf 1

Portret J.B. Homanna J. Kenckela, rytowany przez J.W. Winthera, po 1716 roku

Piszący te słowa od dłuższego czasu analizując dawne mapy, interesuje się przede wszystkim potencjałem informacyjnym, jaki niosą ze sobą parergi map. Są to przede wszystkim kartusze tytułowe, rzadziej skalowe, ale również rozmaite wtręty ikonograficzne uzupełniające treść geograficzną dzieła.

Cesarski Geograf 2

Orlog – statek wojenny, jako przykład „niekartograficznej” realizacji Homanna

Gdy zastanawiamy się nad pojęciem „baroku” w sztuce europejskiej końca XVII i początków XVIII wieku, na myśl przychodzą nam przede wszystkim dzieła malarskie, czasem architektura czy literatura. Periodyzujemy wydarzenia, określamy cechy charakterystyczne stylu w tym czy innym kraju, tworzymy schematy, w które wpisujemy dokonania mniej i bardziej znanych artystów. Dla historyka, szczególnie akademika, jest to o tyle pomocne, że pozwala ułożyć materiał we w miarę uporządkowany system i w ten sposób przekazać go studentom. Czas na niuansowanie i odstępstwa od przyjętych ram przychodzi później, na wykładach lub ćwiczeniach, gdzie podczas gruntownej analizy udowadniamy, jak bardzo te narzucone przez nas samych ramy nie przystają do rzeczywistości; zawsze znajdą się ludzie, wydarzenia lub procesy do nich niepasujące.

W programie studiów uniwersyteckich, siłą rzeczy skrojonych do percepcji i oczekiwań młodych ludzi, brakuje miejsca na wiele zjawisk z historii kultury i nauki. Już wiele lat temu nieodżałowanej pamięci prof. Stanisław Alexandrowicz zwracał uwagę, że wyrugowanie z programu studiów historycznych geografii historycznej powoduje, że młodzi ludzie nie potrafią czytać map. Ba! Wielu profesjonalnych historyków z tego między innymi powodu jest kartograficznymi analfabetami, myląc często dawną mapę z mapą historyczną i traktując tę pierwszą jako atrakcyjny – i niewiele więcej – dodatek ilustracyjny do swoich monografii. Dawna mapa stała się zatem, volens nolens, tylko obiektem ikonograficznym, dużo rzadziej wykorzystywanym jako źródło historyczne. Grono specjalistów potrafiących ją poddać krytyce, odczytać i zinterpretować jest stosunkowo niewielkie. Z drugiej strony atrakcyjność wizualna map z XVII czy XVIII wieku powoduje, że na rynku książki (także polskim) mamy mnóstwo mało wartościowych publikacji typu „skarby kartografii”. Sama reprodukcja, pozbawiona „archeologicznego” kontekstu, nie jest niczym więcej jak ładnym obrazkiem. Książki takie pozwalają rozbudzić zainteresowanie, niewiele jednak dają rzetelnej wiedzy. Za przykład niech posłuży niedawno wydany przez Bellonę „atlas historyczny” Janusza Bieszka i Wojciecha Zielińskiego Lechia, Sarmacja, Scytia bezrozumnie zbierający dawną kartografię w zespół przypadkowych zabytków kartograficznych, pozbawiony jakiegokolwiek krytycznego namysłu i obarczony wieloma błędami interpretacyjnymi.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Polskie piśmiennictwo dotyczące dawnej kartografii jest mocno konserwatywne. Wciąż dominuje szkoła prof. Karola Buczka, który ujmował historię rozwoju map przez pryzmat kolejnych „kamieni milowych”, wyznaczających nowe kierunki w kartowaniu danego regionu. W takim ujęciu przed laty opracowywano wszystkie współczesne i historyczne ziemie polskie. Ważna była zatem analiza kartometryczna kolejnych zabytków, poprawność ich wykonania, wzajemne filiacje i osadzenie w ówczesnym sposobie geograficznej deskrypcji świata. Brakło miejsca na analizę ikonografii dawnej mapy i potencjału, jaki niesie ze sobą przemyślany, rozbudowany i wykonany z dużym pietyzmem program ikonograficzny. Do dzisiaj na ogólnopolskich konferencjach historyków kartografii (organizowanych co dwa lata przez Zespół Historii Kartografii PAN; najbliższa we wrześniu 2026) dominują opisy bibliograficzne pojedynczych map lub ich zespołów oraz analiza ich poprawności matematycznej.

Piszący te słowa od dłuższego czasu analizując dawne mapy, interesuje się przede wszystkim potencjałem informacyjnym, jaki niosą ze sobą parergi map (z grec. parergon, a więc dzieło będące obok głównego nurtu). Są to przede wszystkim kartusze tytułowe, rzadziej skalowe, ale również rozmaite wtręty ikonograficzne uzupełniające treść geograficzną dzieła. Owe „obrazki” traktowane zazwyczaj jako ciekawostki i uatrakcyjnienia monotonnej matematyki mapy, w kartografii przedpomiarowej były nośnikami wiedzy, wyobrażeń i kreacji kartowanego regionu. Daje nam to wgląd nie tylko w wiedzę geograficzną środowiska, w jakim mapa powstała, ale również w sposoby komunikacji z czytelnikiem, zasobem znaków ikonograficznych łatwych do rozpoznania przez odbiorcę oraz – poprzez uaktualnienia opowieści – w recepcję zmian zachodzących na danym obszarze pod wpływem czynników zewnętrznych, np. wojen.

Autor mapy, dzisiaj umownie nazywany kartografem (pojęcie dopiero XIX-wieczne), musiał być zatem człowiekiem wszechstronnie wykształconym, oczytanym, uzdolnionym artystycznie (a przynajmniej na tyle świadomym i komunikatywnym, aby potrafić przekazać zatrudnionemu artyście swoje intencje), a jeśli sam prowadził dodatkowo wydawnictwo, musiał mieć koncepcję wyróżnienia się na rynku zdominowanym przez oficyny niderlandzkie i francuskie. Im dalej od centrów wiedzy geograficznej w Amsterdamie czy Paryżu, tym trudniejsze było pozyskiwanie nowych materiałów i zdobywanie odbiorców.

Cesarski Geograf 3

Mapa Europy z naniesioną eklipsą (całkowite zaćmienie słońca), 1706

Przedmiotem analizy stały się kartusze

Wobec powyższych uwag oficyna założona w Norymberdze w 1702 roku przez Johanna Baptistę Homanna stanowi fenomen, a z czego taka ocena wynika, za chwilę. Choć miasto nad Pegnitz było w przeszłości (na przełomie XV i XVI stulecia) znaczącym ośrodkiem teorii i praktyki kartograficznej, to u schyłku XVII wieku, gdy swoją pracę zawodową zaczynał Homann, stało ledwie u progu renesansu tej pozycji. A dokonało się to właśnie za sprawą pochodzącego z niedalekiego Oberkammlach uzdolnionego rytownika, na co wpływ miał także swoisty genius loci Norymbergi.

Homann urodził się w 1664 roku, w rodzinie katolickiej, co dla dalszych jego losów będzie miało pewne znaczenie. Pierwszą szkołą było lokalne kolegium jezuickie, następnie trafił do nowicjatu dominikańskiego w Wūrzburgu. Porzucił go, przyjmując luteranizm w niedalekiej Norymberdze, do której dotarł w końcu lat 80. XVII wieku. Dość szybko dał się poznać jako uzdolniony rytownik. Pracował w oficynach Davida Funcka i Jacoba von Sandrarta, twórców potęgi wydawniczo-miedziorytniczej Norymbergi, wykonywał zlecenia z Lipska (gdzie spędził niecałe dwa lata) i Frankfurtu. Pracując dla innych, doskonalił warsztat, zdobywał bezcenne kontakty i „wyrabiał” swoje nazwisko (niemal wszystkie realizacje sygnował, co zwiększało jego rozpoznawalność na rynku). Gdy wreszcie zdobył się na założenie własnej firmy, miał już ugruntowaną pozycję i stosunkowo łatwo przyszło mu zdobyć niemal niezagospodarowany rynek wydawnictw kartograficznych w krajach niemieckich. Wyobraził sobie, że drogie mapy holenderskie lub francuskie zostaną zastąpione przez rodzime – tańsze, lepsze merytorycznie i… ładniejsze. Jak się miało okazać, takie podejście gwarantowało sukces, przynajmniej w pierwszych dziesięcioleciach działalności wydawnictwa.

Założona w 1702 roku oficyna przetrwała niemal półtora stulecia. Od śmierci założyciela w 1724 roku do końca XVIII wieku działała jako Oficyna Spadkobierców Homanna, następnie, wraz z przejściem w kolejne ręce – Oficyna Fembo (od nazwiska Georga Christopha Franza Fembo). Dzisiejsze Muzeum Miejskie w Norymberdze mieści się w jednej z jej siedzib, tzw. Fembohaus.

„W piśmiennictwie polskim Homann bardzo rzadko bywał przedmiotem odrębnych studiów. Dużo częściej pochylano się nad dorobkiem oficyny Spadkobierców Homanna, która od połowy XVIII stulecia zatrudniała wielu uznanych matematyków, astronomów i kartografów. Analizując dzieje kartografii poszczególnych regionów historycznych Polski nad mapami norymberczyka przechodzono do porządku dziennego, jedynie o nich wspominając”. Postanowiłem zatem przyjrzeć się dokonaniom kartografa nie przez pryzmat kartometryczności jego dzieł, ale tego, co ją uzupełniało. Przedmiotem analizy stały się zatem kartusze i ich bogate i przemyślnie zaprojektowane programy ikonograficzne. Poszukując dokumentów uzupełniających dzieła kartograficzne, przede wszystkim w bibliotekach, archiwach i muzeach w Niemczech i Polsce, natknąłem się na niezwykle bogatą spuściznę graficzną, która obejmowała portrety rytowane i projektowane przez Homanna, krótkie formy liryczne, których był autorem, ekslibrisy, tablice pełnotekstowe, przekroje statków, fortyfikacji czy projekt zegara astronomicznego (istniejącego do dzisiaj!). Cały ten korpus źródeł pozwolił spojrzeć na norymberskiego kartografa z zupełnie nowej perspektywy.

Z zebranych materiałów wyłoniła się nie tylko postać kartografa i wydawcy czy nawet nieprzeciętnego rytownika, to wszak była wiedza powszechnie znana. Dedykacje, inspiracje, zlecenia i realizacje budują uniwersum kontaktów i współdziałania elit naukowo-artystyczno-politycznych Rzeszy. Wśród najbliższych Homannowi współpracowników znajdziemy wybitnego matematyka i astronoma Johanna Gabriela Doppelmayra, rektora hamburskiego gimnazjum Johannesa Hübnera, historyka Christopha Cellariusa z Lipska czy bibliofila i uczonego Gottfrieda Thomasiusa. Ten mocno niepełny katalog uzupełniają norymberscy patrycjusze, kupcy, żołnierze, wydawcy i drukarze. Zarysował się nam coraz pełniejszy i wyjątkowo bogaty zakres wzajemnych powiązań, często rodzinnych, pomiędzy najważniejszymi twórcami kultury, sztuki i nauki początków XVIII wieku. Obrazu dopełniła sieć kontaktów handlowych, obejmujących także ziemie polskie (bądź Polsce bliskie), z Wrocławiem, Krakowem i Gdańskiem na czele. Natomiast „gdy spróbujemy spojrzeć na ikonograficzne projekty kartuszy poszczególnych map, rysuje nam się opowieść o XVIII-wiecznej Europie: kulturze, polityce, wojnach i jej wyznaniowym obliczu. Można je pogrupować w odrębne bloki tematyczne (…), które nie tylko dadzą nam wgląd w newralgiczne problemy zajmujące uczonego późnego baroku, ale także w jakiś sposób nakreślą uniwersalny język symboli, powszechnie stosowany w ikonografii barokowej”.

Cesarski Geograf 4

Kraina Próżniaków – przykład mapy świata „na opak”

Patriotyzm kartografa

Aby scharakteryzować precyzyjność i zaangażowanie Homanna w aktualizacje własnych map, trzeba wspomnieć o metodzie publikacji atlasów, którą Homann przyjął. Repertuar wydawniczy oficyny był bardzo szeroki: oprócz najbardziej charakterystycznych form atlasowych, opatrzonych obszernym wstępem Hübnera, liczących od kilkudziesięciu do dwustu map (w tym atlasy szkolne), publikował mapy luźne (w tym wieloarkuszowe), globusy (w tym kieszonkowe), portrety (np. wielkoformatowy, całopostaciowy konterfekt cesarza Karola VI), współpracował z Zachariasem Landteckiem przy konstrukcji zegara astronomicznego pokazującego porę dnia i godzinę w wybranym miejscu kuli ziemskiej, a także opracowywał mapy dla innych wydawców (np. dla Christophera Weigla, także z Norymbergi). Mapy do atlasów były rytowane i drukowane w trybie ciągłym, na bieżąco uzupełniane, przerytowywane i zastępowane nowymi. Powoduje to, że w atlasach tego samego typu mogą się znajdować mapy z różnego okresu; po sprzedaży jednego nakładu danej mapy, braki były uzupełniane przez nową, czasami różną od pierwotnej. Dodatkowy problem w identyfikacji wydań powoduje aktywność wspomnianego wyżej Hübnera. Tenże uczony w Hamburgu zorganizował swoje Museum Geographicum, w którym składał własne atlasy w oparciu o materiał kupowany od różnych wydawców. Jest to bardzo ciekawe zagadnienie badawcze, które nie doczekało się jeszcze opracowania, tym bardziej istotne, że Hübner stworzył własną metodę kolorowania map.

Dynamikę uaktualniania dzieł Homanna pokazują mapy związane z toczonymi w jego czasach wojnami. Były to wojna o hiszpańską sukcesję oraz III wojna północna. „Ponieważ mapy musiały nadążać za najnowszymi ustaleniami i trendami, nic tak nie potwierdzało ich aktualności, jak zamieszczony na nich komentarz bieżących wydarzeń polityczno-militarnych. Dostrzeżemy tu także (…) homannowski patriotyzm i przywiązanie do cesarza i Rzeszy. Z tego założenia wynikało także różne przedstawienie obu wojen (cesarz Karol VI uczestniczył tylko w jednej – hiszpańskiej), w których skupiano się bądź na działaniach militarnych i udziale w nich monarchy, bądź na konkretnych bitwach. Repertuar środków ikonograficznych do ich deskrypcji jest bogaty, daje zatem wiele miejsca do interpretacji”. Ów wspomniany wyżej patriotyzm wiązał się z otrzymaniem w 1716 roku przywileju i tytułu Cesarskiego Geografa. Informacja o tym fakcie została natychmiast odnotowana przez samego zainteresowanego – płyty miedziorytnicze już istniejących map zostały zaktualizowane o tekst przywileju. Nie jest to jedyny zaszczyt, który Homann otrzymał. Rok wcześniej został przyjęty do Berlińskiej Akademii Nauk (o czym też nie omieszkał informować w kartuszach swoich map), a dwa lata przed swoją śmiercią, która nastąpiła w 1724 roku, otrzymał tytuł „agenta moskiewskiego”. Trudno teraz doprecyzować, co to miało znaczyć, jest jednak bardzo prawdopodobne, że było to zaproszenie do tworzonej wówczas analogicznej do berlińskiej akademii w Petersburgu. Niestety, powołano ją oficjalnie w 1724 roku, zatem Homann nie mógł już zostać jej rzeczywistym członkiem. Hipoteza jest tym bardziej prawdopodobna, że norymberczyk wykonał i zadedykował carowi Piotrowi I znakomity plan Sankt Petersburga.

Kraina Próżniaków

Wśród prawie dwustu map, których autorem był Homann (nie licząc kolejnych stanów, wynikających z nanoszonych na bieżąco poprawek), wybija się jedna, której należy poświęcić osobne miejsce, i która także stanowi wyzwanie i postulat badawczy na przyszłość. Jest to mapa Krainy Próżniaków (niem. Schlaraffenland), która w repertuarze wydawniczym oficyny stanowi ewenement, a jednocześnie jest dowodem na środowiskową, humanistyczną dyskusję nad stanem ówczesnego społeczeństwa. Nawiązuje do map Utopii zamieszczanych w pierwszych wydaniach dzieła Thomasa Morusa oraz późniejszej „dyskusji” kartograficznej wokół problemu budowania koncepcji eudemonii. Jednak pomysł na takie pokazanie świata na opak nie jest autorską koncepcją Homanna, skopiował ją z dzieła amsterdamczyka, Pietera Schenka. Miała być graficznym i „naukowym” komentarzem do książki Andreasa Schnebelina o „nowoodkrytej Krainie Próżniaków”. Temat podjęty w tej utopijno-dystopijnej publikacji (piętnowanie i wyszydzanie ludzkich przywar), „daje nam wgląd w poglądy ludzi budzącego się w Niemczech oświecenia, a jednocześnie w wady późnobarokowego społeczeństwa; być może jest to postawa charakterystyczna dla większej grupy ludzi niemieckiej kultury. Okres przejściowy między dwiema epokami został opisany z dużą dozą dosadnego humoru, tak typowego dla charakteru żołnierza, którym przecież był Schnebelin”.

Rozmach wydawniczy Homanna, a potem jego Spadkobierców, to ewenement na skalę nie tylko Niemiec, ale i Europy. Johannes Dörflinger z Uniwersytetu w Wiedniu podjął próbę oszacowania skali produkcji i wyodrębnienia wszystkich map, które wyszły spod pras samego Homanna i jego sukcesorów. Uwzględnił w tej liczbie kolejne warianty (najpopularniejszą spośród wszystkich mapę Rzeszy odbijano łącznie z 21 różnych płyt, a jej nakład mógł sięgnąć nawet 170 000 egzemplarzy!) oraz stany map (zmieniane intencjonalnie oryginalne matryce, np. uzupełniane o tekst przywileju). Z ponad 17 000 przeanalizowanych przez jego zespół map (luźnych i atlasowych) udało się wyodrębnić około 4500 wariantów i stanów, co stanowi całość niemal 150-letniej produkcji oficyny. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jedna z owych 4500 map mogła być drukowana w nakładzie między 3000 a 8000 egzemplarzy (tyle szacunkowo wytrzymywała płyta miedziorytnicza), daje to nam niewyobrażalną wręcz liczbę.

Na koniec należy postawić pytanie, które z pozoru może wydawać się retorycznym: Czy taka postać, wyjątkowo zasłużona dla budowania sławy Norymbergi w XVIII wieku, zasługuje na upamiętnienie? Dodajmy: jego spuścizna jest licznie reprezentowana w bibliotekach, niezwykle popularna wśród kolekcjonerów i na rynku antykwarycznym. Odpowiedź wydaje się oczywista, jednak praktyka pokazuje, że niekoniecznie. Pierwszym – i ostatnim – upamiętnieniem Homanna w przestrzeni publicznej jest tablica wmurowana na miejscu jego urodzenia w Oberkammlach z okazji 100-lecia śmierci. Ale po kolejnych stu latach „Nürnberger Zeitung” z 28 lutego 1924, zapowiadając wykład dr. Wilhelma Eberlego poświęcony 200-leciu śmierci kartografa, pisał już o „zapomnianym Norymberczyku”. Dzisiaj na domu przy Josephplatz 2 w Norymberdze, w którym Homann mieszkał i prowadził swoją działalność, nie ma najmniejszej wzmianki o tym; w muzeum zlokalizowanym w Fembohaus (a więc siedzibie oficyny Spadkobierców Homanna) znajdziemy bardziej niż skromną wystawę mu poświęconą, zaś na cmentarzu św. Rocha, na którym jest pochowany, grób nie jest opatrzony żadną inskrypcją i jest to jeden z nielicznych, anonimowych pochówków na tej nekropolii.

„Język symboli był językiem uniwersalnym; dzisiaj zdolność odczytywania kodów kulturowych, zapisanych obrazem i tak ważnych dla europejskiej cywilizacji zanika. System znaków wizualnych, scen rodzajowych, postaci w określonych okolicznościach i z określonymi atrybutami, pozwalały czytelnikowi dość dobrze zorientować się w intencjach autora. Mogły być zatem alternatywą dla zwyczajowych nośników informacji, takich jak prasa czy druki ulotne. I choć zasięg odbioru mógł być ograniczony ceną mapy i potrzebą wyższych kompetencji odbiorcy, to ilość sprzedanych map z oficyny Homanna, popyt na nie i ciągły proces produkcyjny wskazują, że niekoniecznie była to przeszkoda”.

Wszystkie ilustracje pochodzą ze zbiorów autora. Cytaty pochodzą z: R. Skrycki, Światy Homanna. Kartograf epoki baroku, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego, Szczecin 2025.

Dr hab. Radosław Skrycki, prof. USz, historyk, ekspert od kartografii Pomorza, dyrektor Biblioteki Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego

Wróć