Piotr Kieraciński
W pierwszym tysiącu uniwersytetów rankingu szanghajskiego było w 2025 roku tylko 7 polskich uczelni. Nie ma w tym zestawieniu nawet wszystkich laureatek pierwszego konkursu IDUB; niektóre pojawiły się na krótko i szybko wypadły z tego grona, za to są (pojawiają się) polskie uczelnie spoza IDUB.Z końcem ubiegłego roku zakończono realizację pierwszego programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza. Na mocy ustawy Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce z dnia 3 lipca 2018 roku środki finansowe w postaci zwiększenia subwencji o 10 procent będą wypłacane laureatom pierwszego konkursu jeszcze w tym roku. Wspomniana ustawa zakładała bowiem przygotowanie przez uczelnie programu na 6 lat, a wypłatę pieniędzy przez 7 lat. Grafik był taki: konkurs w 2019 roku, realizacja w latach 2020-2025, wypłata środków w latach 2020-2026. Ostatni rok, tj. bieżący, to czas podsumowania i oceny realizacji programów uczelni laureatek oraz przygotowanie i przeprowadzenie kolejnego konkursu.
Historia tego kalendarza też miała swoje zwroty. Najpierw jedna z uczelni, która miała prawo wziąć udział w konkursie – Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie – nie złożyła dokumentów, co wkrótce naprawiła. Okazało się, że uczelnie nie zdążyły złożyć dokumentacji w określonym komunikatem z 26 marca 2019 roku terminie 24 czerwca, a zatem tego właśnie dnia w odrębnym komunikacie wydłużono termin składnia wniosków do 26 czerwca – raptem o 2 dni. Z kolei w komunikacie z 19 grudnia określono, że jeśli uczelnia nie złożyła umowy na czas, to uważa się ją za złożoną w terminie, jeśli zostały złożone stosowne wyjaśnienia. Ciąg tych komunikatów pokazuje, że uczelnie miały problem z przygotowaniem dokumentacji niezbędnej do udziału w konkursie, a władzom resortu nauki bardzo zależało na realizacji programu IDUB i na udziale wszystkich uprawnionych uczelni.
W końcu poszerzenie liczby laureatów i beneficjentów programu to był lep, na który miało się złapać – i złapało ochoczo – środowisko akademickie. Przecież o powołaniu superelitarnych uczelni flagowych, wiodących i tym podobnych mówiono od wielu lat. Nikt nie odważył się wcześniej zrealizować tego postulatu: dać kilku uczelniom ogromne pieniądze, aby weszły do światowej czołówki. Możliwość zdobycia poparcia środowiska naukowego, a zapewne i politycznego, wiązała się z odejściem od jego ściśle elitarnego charakteru, czyli zarzuceniem pomysłu powołania dwóch, trzech, może pięciu uczelni badawczych, które otrzymałyby znaczące środki w zamian za istotną poprawę pozycji w międzynarodowych rankingach, wejście do pierwszej, a choćby tylko drugiej setki rankingu szanghajskiego – o tym wspominał minister nauki Jarosław Gowin, dając na to znacznie więcej czasu niż okres realizacji jednego konkursu, co zrozumiałe.
Ponieważ taki program nie zyskał akceptacji – był politycznie niemożliwy do realizacji – minister Gowin postanowił go „spowszednić”. Laureatek miało być 10, ale pozostałe uczelnie, które uzyskają prawo do udziału w konkursie – jak się okazało, było ich również 10 – też miały dostać zwiększenie subwencji, ale znacznie mniejsze, bo dwuprocentowe i tylko na sześć lat, o ile ich programy zostaną ocenione pozytywnie. Już wtedy wymyślono, że będą dwie grupy uczelni uprawnionych do udziału w programie IDUB, a określały to Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (art. 305 ust. 2): co najmniej połowa jednostek organizacyjnych uczelni posiada kategorię naukową A+ albo A oraz podstawowe jednostki organizacyjne posiadają uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego w co najmniej 4 dziedzinach, lub co najmniej 2/3 jednostek organizacyjnych uczelni posiada kategorię naukową A+ albo A oraz podstawowe jednostki organizacyjne posiadają uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego w 3 dziedzinach określonych (tu chodziło o uczelnie medyczne). Do tego „żadna jednostka organizacyjna (…) nie posiada kategorii naukowej C”, a „żaden kierunek studiów nie posiada negatywnej oceny programowej”.
Wyniki konkursu pokazały, że programy przedstawione przez dziesiątkę laureatek otrzymały wysokie i w miarę równe oceny. Różnica między najwyżej (36,5 pkt.) a najniżej (31,5 pkt.) ocenionym programem wynosiła tylko 5 punktów (na 40 możliwych). Uczelnia laureatka, o której już wiemy, że nie weźmie udziału w drugim konkursie, wcale nie była najsłabsza.
Wkrótce – gdy zaczynała się realizacja programu był rok 2020 i czas pandemii – okazało się, że z wypłatą należności dla laureatów konkursu będą problemy. W tej sytuacji Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uzyskało zgodę, by początkowo owe ustawowe 10 procent subwencji wypłacać laureatkom nie w formie gotówki, ale obligacji skarbu państwa. Przez pierwsze pięć lat (z siedmiu) uczelnie laureatki dostawały obligacje skarbu państwa o wartości 11 procent ich subwencji z 2019 roku, a różnica między pierwotnymi założeniami ustawowymi a rzeczywistością wynikała z troski, by beneficjentki nie straciły w przypadku spieniężenia walorów przed upływem terminu wykupu. Z drugiej strony, zatrzymanie tych papierów do formalnego terminu wykupu dawałoby możliwość zarobienia odsetek. Po roku 2024 postanowiono wrócić do 10 procent w gotówce. Tak więc w latach 2020-2024 laureatki IDUB dostały należność w postaci obligacji, a w latach 2025 i 2026 w gotówce na konto.
Nie wiemy jeszcze, jak zostaną ocenione realizacje programów pierwszego konkursu, bowiem uczelnie laureatki mają czas na złożenie raportów do 30 czerwca, czyli do dnia, gdy upływa termin zgłoszeń do drugiego konkursu, co Ministerstwo Nauki ogłosiło w komunikacie z 13 lutego. Potem jest czas na ocenę sprawozdań z realizacji zadań pierwszego IDUB i aplikacji do drugiego konkursu. To dziwna historia, bowiem nie jest jasne, czy wszystkie laureatki pierwszego konkursu będą mogły wziąć udział w drugim konkursie. W ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce jest mowa o tym, że dwie laureatki nie będą mogły zostać laureatkami kolejnego konkurs. Gdyby w nim uczestniczyły, dostałyby tylko 2 procent zwiększenia subwencji. Jeśli nawet realizacja programów wszystkich uczelni, które wygrały pierwszy konkurs, zostałaby oceniona pozytywnie, to zespół ekspertów będzie musiał sporządzić listę rankingową, w wyniku czego dwie najniżej ocenione uczelnie stracą możliwość udziału w drugim konkursie.

Już od kilku lat (od ogłoszenia wyników poprzedniej ewaluacji okresu 2017-2021) jest jasne, że ta zasada będzie dotyczyła tylko jednej uczelni, bowiem niezależnie od wyniku oceny na pewno w drugim konkursie Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza nie będzie mógł uczestniczyć Gdański Uniwersytet Medyczny, który w ostatniej ewaluacji otrzymał dwie kategorie B+ i jedną A, a zatem nie realizuje ustawowego wymogu posiadania w 2/3 ewaluowanych dyscyplin kategorii A+ i A (to już wymóg z PSWN, o czym za chwilę). Z powodu słabszych wyników ewaluacji w aktualnym konkursie, który został otwarty z początkiem kwietnia, nie będą mogły uczestniczyć również inne uczelnie, które brały udział w pierwszym konkursie. Warunków udziału w programie IDUB nie spełniają bowiem uniwersytety: Gdański, Łódzki, Śląski i Komisji Edukacji Narodowej. Stracą one dwuprocentowe zwiększenie subwencji, które pobierały przez ostatnie sześć lat. Zauważmy, że są to same duże, cenione uniwersytety. Najbardziej zapewne żałuje UŚ, któremu zabrakło tylko jednego A (zamiast B+), żeby pozostać w gronie kandydatów do konkursu IDUB i nadal otrzymywać przynajmniej dwuprocentowe zwiększenie subwencji. Subwencja UŚ w 2025 roku, która będzie stanowiła podstawę naliczenia wysokości dodatku, wyniosła 539,6 mln zł, a zatem jej dwuprocentowe zwiększenie oznaczałoby 10,8 mln zł rocznie przez 5 lat.
Na razie ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce mówi jasno: „Środków finansowych na okres kolejnych 6 lat nie otrzymują co najmniej 2 uczelnie, z którymi minister zawarł umowę” (art. 394. 1.). Z kolei art. 387. 2. PSWN stanowi, że „środki finansowe może otrzymywać nie więcej niż 10 uczelni akademickich”. Połączenie obu tych zapisów sugeruje, że do grona 10 laureatek drugiego konkursu mogą wejść dwie „nowe” uczelnie. Konkurencja jest silna, a mocnych kandydatek jest wiele.
Stawiam na Politechnikę Wrocławską jako jedną z nowych laureatek drugiego konkursu. Ostatnio odnosi ona szereg sukcesów i wyraźnie lokuje się wśród najlepszych uczelni w Polsce. W ewaluacji osiągnęła najlepsze wyniki wśród kandydatek do IDUB: same A+ i A, przy czym 4 kategorie A+ stanowią niemal 31% wszystkich 13 uzyskanych kategorii (pomijam tu uczelnie medyczne z 3 dyscyplinami). PWr pnie się też ostro w górę w zestawieniach beneficjentów grantów Narodowego Centrum Nauki. O ile w 2019 roku była na 9. miejscu pod względem liczby grantów, to w 2024, z 89 grantami, już na 4. Miejscu. Jednakże to wciąż daleko za potentatami, którymi są Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski, które dostały ponad 200 grantów. W latach 2019-25 PWr znalazła się czterokrotnie w rankingu szanghajskim, a w 2025 roku jako jedna z siedmiu polskich uczelni, choć kilka innych polskich uczelni wypad(a)ło z niego w ostatnim roku, a są wśród nich laureatki IDUB. Niektóre nigdy nie weszły do tego zestawienia.
Zakładam, że wszystkie 10 laureatek pierwszego konkursu uzyska pozytywną ocenę realizacji swoich programów. Wnioskuję tak na podstawie ewaluacji śródokresowej, w której wszystkie uczelnie zostały ocenione pozytywnie. I tak, do drugiego konkursu wejdzie tylko 9 z nich; zakładam, że wszystkie złożą wnioski, bowiem z przyczyn formalnych odpada GUMed. Warunkiem generalnym udziału w konkursie IDUB, określonym w PSWN, jest ewaluowanie 6 dyscyplin i uzyskanie co najmniej połowy kategorii A+ i A, a także brak kategorii B i C, prowadzenie szkoły doktorskiej i brak negatywnej oceny programowej (art. 388 PSWN). Warto zauważyć, że w konkursie mogą wziąć udział uczelnie medyczne, a zatem relatywnie nieduże instytucje, które ewaluowały co najmniej 3 dyscypliny, a 2/3 z nich uzyskało kategorię A+ lub A (art. 463 PSWN; pozostałe warunki jak w art. 388 PSWN).
Do drugiego konkursu może przystąpić – oprócz 9 laureatek pierwszego konkursu – 17 uczelni i jedna federacja uczelni, które nie były laureatkami pierwszego konkursu, w tym 6 uczelni, które bez sukcesu uczestniczyły w pierwszym konkursie. W tym gronie jest aż 7 uczelni medycznych, z których 3 uczestniczyły także w pierwszym konkursie. Zakładam, że wszystkie uczelnie, które spełniają formalne kryteria, złożą aplikacje. Mamy zatem 27 kandydatek do drugiego konkursu IDUB.
Jest jednak pewien problem. Priorytety. Otóż w pierwszym konkursie priorytety badawcze określały same uczelnie na podstawie własnych osiągnięć i zasobów, a ograniczeniem tego był jedynie wymóg, aby była wśród nich jedna z nauk humanistycznych, społecznych lub teologicznych, jeśli uczelnia posiadała w takich dziedzinach uprawnienia akademickie. W komunikacie ministra nauki z 13 lutego uczelnia także określa priorytety samodzielnie, ale musi wśród nich znaleźć się jeden z sześciu wskazanych przez ministerstwo, czyli: geopolityka i bezpieczeństwo; cyfryzacja i rozwój sztucznej inteligencji; technologie kosmiczne; transformacja energetyczna; zmiany demograficzne i ich wpływ na społeczeństwo; gospodarka obiegu zamkniętego i surowce krytyczne. To obszary badawcze, które mogą być trudne do zaplanowania dla uczelni medycznych, a tych jest aż 7, czyli 26 procent. Duże uniwersytety i uczelnie techniczne oraz przyrodnicze na pewno coś dla siebie znajdą. W gronie kandydatów jest 9 uczelni technicznych, 7 uczelni medycznych, 6 publicznych uniwersytetów klasycznych (to, że tylko tyle, jest sporym zaskoczeniem!), 3 uniwersytety przyrodnicze, 1 niepubliczny uniwersytet klasyczny i 1 niepubliczna federacja uczelni.

Udział w konkursie IDUB, a zwłaszcza znalezienie się w gronie 10 laureatek, daje wymierne korzyści finansowe. Laureatki dostają dziesięcioprocentowe zwiększenie subwencji, a pozostałe kandydatki – dwuprocentowe. W przypadku pierwszego konkursu 10 procent wypłacane jest przez 7 lat: od roku 2020 do 2026 włącznie. W ciągu pięciu lat ów dodatek przekazywany był laureatkom w postaci obligacji skarbu państwa o wartości 11 procent subwencji z roku 2019. W ten sposób przekazano uczelniom prawie 2,5 mld zł. W latach 2025 i 2026 dostają one dziesięcioprocentowe dodatki – w sumie 903 mln zł w gotówce na konta. Łącznie zatem laureatki pierwszego konkursu IDUB zebrały 3 mld 387 mln zł. Koszty dwuprocentowych zwiększeń subwencji pozostałych 10 uczestników IDUB – wypłacane w gotówce na konto – wyniosły dotąd 294,5 mln zł. Koszty pierwszej realizacji programu IDUB wyniosły około 3,7 mld zł (trzeba tu dodać „koszty operacyjne”, czyli działania zespołu ekspertów, konferencji IDUB-owych, administracji programem po stronie MNiSW). Nie wliczam w to środków wypłaconych uczelniom, które w wyniku kolejnej ewaluacji uzyskały prawo do udziału w konkursie IDUB, gdyż raczej należy je zaliczyć do kosztów drugiego konkursu, MNiSW bowiem w komunikacie o przyznaniu zwiększenia nawiązuje do tego konkursu, pisząc: „spełniają kryteria przystąpienia w 2026 r. do konkursu w ramach programu «Inicjatywa doskonałości – uczelnia badawcza»”, a wynika to z PSWN.

Skoro wiemy z grubsza, ile kosztowała pierwsza odsłona programu IDUB, spróbujmy policzyć, ile będzie kosztowała kolejna. To będzie tylko zgrubny i częściowy szacunek, ale chyba bliski prawdy. Biorę pod uwagę 9 obecnych laureatek i Politechnikę Wrocławską. Subwencje tych uczelni w roku 2025 (a ten będzie stanowił podstawę naliczania zwiększeń IDUB-owych) wyniosły łącznie 8 766 364 900 zł, co znaczy, że dziesięcioprocentowe zwiększenie będzie rocznie kosztowało budżet nauki 876,6 mln zł. To o 425,1 mln zł więcej niż wyniosły dotychczasowe zwiększenia IDUB-owe. Stanowi to wzrost o 94 procent w stosunku do kosztów z pierwszego konkursu. W ciągu sześciu lat na 10 laureatek, jeśli tyle ich będzie (tj. zespół oceni pozytywnie co najmniej 10 wniosków), wydamy z budżetu nauki ponad 5,26 mld zł. Zapewne każda z uczelni, która ma taką możliwość, weźmie udział w drugim konkursie. Zapewne wszystkie starannie opracują swej programy, które dzięki temu zostaną pozytywnie ocenione przez zespół ekspertów – to warunek otrzymania owych dwuprocentowych zwiększeń subwencji. A zatem nie dość, że uczelni jest na starcie znacznie więcej (27, czyli o 7 więcej) niż za pierwszym razem, to ich subwencje były w 2025 roku znacznie wyższe niż w roku 2019. W najlepszym przypadku dla uczelni biorących udział w konkursie, tzn. gdy wszystkie programy uczestniczek zostaną ocenione pozytywnie, a minister zdecyduje o finansowaniu ich wszystkich, jak za pierwszym razem, nakłady na uczestniczki spoza grona laureatek wzrosną z obecnych 49 mln zł do 95,5 mln zł rocznie, tj. o 94 %. W ciągu pięciu lat da to 570 mln zł, a cały koszt drugiego IDUBu może wynieść nawet ponad 6 mld zł, mimo skróconego o rok czasu finansowania.
Kolejnym po kosztach w relacji do spodziewanych, na podstawie dotychczasowej obserwacji, korzyści dla systemu nauki w Polsce, problemem drugiego IDUB jest udział uczelni medycznych. Nie ma wyraźnych powodów, aby traktować je odrębnie od pozostałych uczelni i dawać inne warunki udziału w IDUB. Jeśli program IDUB ma dać coś więcej, niż tylko stworzenie w polskim systemie nauki kolejnej relatywnie dużej wyodrębnionej grupy uczelni, ale zapewnić kilku uczelniom – sądzę, że na więcej niż 3-5 nie ma szans – znaczący awans w światowej rywalizacji uniwersytetów, zasady trzeciego konkursu muszą być inne. Trzeba zmienić ustawę PSWN w tym zakresie. O ile także politycy zdecydują, że taki ambitny cel jest jeszcze ważny i aktualny. I zdobędą się na odwagę, bo z protestem uczelni spotkają się z całą pewnością.
Zwiększenie subwencji dla uczelni niepublicznych, w tym wypadku Uniwersytetu SWPS, naliczane będzie od ich subwencji na utrzymanie i rozwój potencjału badawczego. Co prawda wspomniany uniwersytet jest pod względem wysokości subwencji krajowym liderem w gronie uczelni niepublicznych, jednak mimo to kwota wyjściowa do naliczenia zwiększenia będzie bardzo niska. Uniwersytet SWPS otrzymał w 2025 roku subwencję o wartości 6,2 mln zł. Oznaczałoby to, że 10 proc. to ok. 620 tys. zł, a 2 procent – 120 tys. zł. Uczelnia otrzymuje w ostatnich latach dodatkowe 56 tys. zł w formie zwiększenia w celu przygotowania do IDUB. Nie jest oczywiste, od jakiej podstawy miałby być naliczany dodatek dla Federacji Naukowej WSB Merito. Federacja nie otrzymuje subwencji, ale w 2025 roku tworzące ją uniwersytety, otrzymały łącznie nieco ponad 1,2 mln zł. Łatwo obliczyć, jak symboliczne byłoby jej zwiększenie nawet w przypadku wejścia do zwycięskiej dziesiątki. Mówiąc krótko, dla uczelni niepublicznych udział w konkursie IDUB może wiązać się z poniesieniem nakładów, których w żaden sposób nie zrekompensuje zwiększenie subwencji nawet o 10 procent. Niejasna sytuacja prawna federacji jeszcze komplikuje sprawę.

Nie potrafię odpowiedzieć, czy 3,7 mld zł w pierwszej odsłonie programu IDUB wydano sensownie. Zapewne oceny będą różne. Wyniki ewaluacji śródokresowej, w której wszystkie laureatki otrzymały pozytywną ocenę, wskazywałyby na to, że tak. Każda z tych uczelni coś uzyskała i coś za te pieniądze zrobiła. I zapewne każda ma się czym pochwalić. Dla poszczególnych uczelni udział w konkursie IDUB to wielka szansa na podjęcie rozmaitych działań, które bez dodatkowych środków nie miałyby szans na realizację. Czy jednak jako kraj osiągnęliśmy to, czego oczekiwaliśmy po tym programie: zbudowania silnej lub kilku silnych, międzynarodowo rozpoznawalnych uczelni badawczych? A może przynajmniej zbliżyliśmy się do tej perspektywy? Czy nasze najlepsze uniwersytety znalazły się w pierwszej setce międzynarodowych rankingów (takie byłby marzenia decydentów i nie tylko ich)? Nie, z wyjątkiem zestawień „by subject”, gdzie w różnych rankingach coś tam drgnęło. To są jednak tylko wąskie tematy, dyscypliny, specjalizacje. A przecież „wyspy doskonałości” miały być stworzone przez uczelnie, biorące udział w programie Regionalna Inicjatywa Doskonałości. I takie trafiły do zestawień tematycznych w rankingach międzynarodowych, obok tych IDUBowych. Tymczasem IDUB miał poprawiać międzynarodową pozycję naszych uczelni. Laureatki już bywają tytułowane mianem uczelni badawczych, a i same chętnie tak się tytułują. To nie znajduje odzwierciedlenia w międzynarodowych rankingach.
W pierwszym tysiącu uniwersytetów rankingu szanghajskiego było w 2025 roku tylko 7 polskich uczelni. Nie ma w tym zestawieniu nawet wszystkich laureatek pierwszego konkursu IDUB. Co więcej, liczba polskich uczelni w tym zestawieniu spadła z 11 w roku 2022. W ostatnich 6 latach (2020-2025) zawsze w pierwszym tysiącu najlepszych uczelni świata obecnych było 5 laureatek IDUB: Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Jagielloński, Akademia Górniczo-Hutnicza, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza i Politechnika Warszawska. Politechnika Gdańska była w pięciu zestawieniach (2020-2024), a Uniwersytet Mikołaja Kopernika w czterech (2022-2025). Nie znalazły się w nim Gdański Uniwersytet Medyczny, który już nie ma możliwości udziału w drugim konkursie, Politechnika Śląska i Uniwersytet Wrocławski. W rankingu ARWU przez 6 lat pojawiła się tylko jedna uczelnia z drugiej dziesiątki pierwszego konkursu – to Politechnika Wrocławska, która wystąpiła w nim trzykrotnie, w latach 2021, 2022 i 2025. Są też czterokrotnie Warszawski Uniwersytet Medyczny (lata 2020-2023) i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (lata 2021-2024), które mogą przystąpić do aktualnego konkursu. Pojawiły się też uczelnie, które na IDUB nie miały i nie mają obecnie szansy. To Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego (2021 i 2022) i Śląski Uniwersytet Medyczny (2020).

W Światowym Rankingu Uniwersytetów QS z roku 2026 mamy 20 polskich uczelni (w latach 2020-2026 ich liczba wahała się między 16 a 22, przy czym wzrost ich liczby wiąże się ze wzrostem liczby uniwersytetów w rankingu z tysiąca do 1,5 tysiąca), w tym wszystkie 9 laureatek pierwszego konkursu (za wyjątkiem GUMed), z tym że UMK i PŚ są poza pierwszym tysiącem (w grupie 1001-1500). W zestawieniu (w drugim tysiącu, a dokładniej w trzeciej pięćsetce) mamy też uczelnie z drugiej dziesiątki pierwszego konkursu: Uniwersytet Gdański, Politechnikę Wrocławską, Uniwersytet Łódzki, Politechnikę Łódzką i Uniwersytet Śląski. I w tym samym miejscu 4 uczelnie, które spełniają kryteria udziału w drugim konkursie: Politechnika Krakowska, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, Politechnika Poznańska i Politechnika Lubelska. Są w tej grupie także uczelnie spoza IDUB: Uniwersytet Warmińsko-Mazurski i Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Warto zwrócić uwagę, że w pierwszym tysiącu uwzględnianych w rankingu QS uniwersytetów jest 10 uczelni z Polski, co czyni sytuację bardziej zbliżoną do tej w ARWU. W zestawieniu QS nie ma też polskich uczelni medycznych, za to wyraźnie silniejsza jest pozycja przyrodniczych. Jak się wydaje, międzynarodowe rankingi uniwersytetów pokazują brak wpływu programu IDUB na istotne wzmocnienie międzynarodowej pozycji laureatek pierwszego konkursu.
Już słyszę krzyki, że było za mało czasu. A ile go potrzeba? I ile jeszcze pieniędzy? I czy program w obecnym kształcie, gdzie grube pieniądze dzielimy pomiędzy kilkadziesiąt uczelni, jest na pewno odpowiedni do tego, aby zbudować jedną lub kilka międzynarodowo rozpoznawalnych uczelni badawczych? Ktoś potrafi sensownie to przewidzieć i podjąć działania, które by do tego doprowadziły? Nie widzę takiej opcji.
Bardzo ciekawe są wyniki pierwszego konkursu IDUB w kontekście ewaluacji jakości badań naukowych. Oba zestawienia się nie pokryły. Kilka uczelni z drugiej dziesiątki i jedna laureatka IDUB straciły możliwość uczestnictwa w drugim konkursie. Mamy słabo sprecyzowane oczekiwania, dotyczące uczelni, a tworzone w naszym systemie ich rozmaite porównania nie są ze sobą kompatybilne.
Prof. Lauritz Holm-Nielsen, przewodniczący; botanik i fitogeograf; były rektor Uniwersytetu w Aarhus, były wiceprzewodniczący Europejskiego Stowarzyszenia Uniwersytetów. Współautor raportu o polskim systemie nauki i szkolnictwa wyższego 2017 Peer Review Report on Poland’s Higher Education and Science System przygotowanego przez ekspertów Komisji Europejskiej w ramach Horizon 2020 Policy Support Facility.
Prof. Enric Banda, geofizyk; były sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki Królestwa Hiszpanii i dyrektor Katalońskiej Fundacji Badań i Innowacji (2004‒2007), przewodniczącym stowarzyszenia EuroScience (2006‒2012).
Dr Jo Bury, nauki farmaceutyczne i medyczne, dyrektor zarządzający Flamandzkiego Instytutu Biotechnologii, członek Rady Konsultacyjnej Europejskiej Rady ds. Innowacji (EIC).
Mariana Chioncel, starszy wykładowca na Uniwersytecie w Bukareszcie (fizyka) oraz ekspert ds. polityki publicznej dla Rumuńskiej Agencji Wykonawczej ds. Finansowania Szkolnictwa Wyższego, Badań, Rozwoju i Innowacji (UEFISCDI).
Caroline Fennell, profesor prawa w School of Law University College Cork, ekspert w zakresie wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych i prawa dowodowego.
Prof. Simon Gaskell, chemik, przewodniczący Rady Dyrektorów Agencji ds. Jakości Kształcenia Zjednoczonego Królestwa.
Prof. Éva Kondorosi, biolog z Węgierskiej Akademii Nauk; była wiceprzewodnicząca Rady Naukowej Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych. Założycielka Instytutu Nauk Roślinnych CNRS.
Prof. Peter Maassen, ekspert w zakresie badań nad sektorem badań i szkolnictwa wyższego. Przewodniczący Higher Education Development Association (Hedda) – europejskiego stowarzyszenia instytucji badających szkolnictwo wyższe. Profesor Uniwersytetu w Oslo.
Dr Sijbolt Noorda, prezydent Magna Charta Observatory. Były prezydent Uniwersytetu w Amsterdamie oraz Stowarzyszenia Holenderskich Uniwersytetów Badawczych. Prowadzi badania nad historią kultury i religii w Europie.
Wróć