logo
FA 1-2/2026 życie naukowe

Włodzimierz Galewicz

Etyka badań z udziałem ludzi

Narodowe Centrum Nauki i etyczna ocena badań naukowych


Etyka badań z udziałem ludzi 1

Rys. Sławomir Makal

Wartość badań naukowych dzieli się na różne odmiany, a najbardziej ogólnie: na wartość naukową (lub merytoryczną) i wartość etyczną. Narodowe Centrum Nauki zamierza przypuszczalnie dbać o jedną i drugą, choć niekoniecznie w równej mierze i w taki sam sposób.

Na jednej z tytułowych stron internetowych Narodowego Centrum Nauki przedstawiających zadania tej instytucji (zob. https://ncn.gov.pl/o-ncn/zadania-ncn) mówi się, że NCN jest „agencją wykonawczą powołaną do wspierania działalności naukowej w zakresie badań podstawowych”, a następnie podaje najistotniejsze zasady jego własnej działalności. Na pierwszym miejscu pośród tych „pryncypiów działania NCN” zostaje wymieniona „identyfikacja i finansowanie najlepszych badań naukowych”. Najlepsze badania można by także określać jako badania o najwyższej wartości. Wartość badań naukowych dzieli się wszakże na różne odmiany, a najbardziej ogólnie: na wartość naukową (lub merytoryczną) i wartość etyczną. Narodowe Centrum Nauki zamierza przypuszczalnie dbać o jedną i drugą, choć niekoniecznie w równej mierze i w taki sam sposób.

Jeżeli zastanawiamy się nad podziałem pracy, jakiego można dokonać w kontroli merytorycznej i etycznej wartości badań naukowych pomiędzy ich publicznym sponsorem i ewentualnym administratorem (np. uczelnią, w której finansowane badania miałyby być prowadzone), wchodzi w rachubę kilka możliwości. W pierwszym toku postępowania publiczny płatnik wymagałby, aby spływające do niego projekty badawcze były już zaopatrzone przez ich ewentualnego administratora w pozytywną ocenę etyczną wydaną przez powołane przez niego (i akceptowane przez płatnika!) gremium opiniodawcze. W drugim wariancie publiczny płatnik powołuje własnych ekspertów, którzy w trakcie oceny projektów badawczych, skupiającej się gównie na ich wartości naukowej, biorą pod uwagę także ich wartość etyczną. W trzecim wreszcie przypadku publiczny płatnik w trakcie rozpatrywania wniosku ocenia jedynie jego wartość naukową, ale zobowiązuje stronę wnioskującą, aby po jego (warunkowym) zaakceptowaniu poddała go również kontroli etycznej.

Narodowe Centrum Nauki przez pewien czas wahało się (o ile mi wiadomo), jak rozwiązać zarysowaną kwestię podzielenia kompetencji, lecz ostatecznie zdecydowało się na rozwiązanie mieszane, w pewien sposób łączące niektóre zalety (ale niestety i wady) wyżej wymienionych. Zgodnie z przyjętym przez nie scenariuszem publiczny płatnik nie wymaga wprawdzie, aby instytucjonalny wnioskodawca z góry poddawał składany wniosek kontrolującej ocenie etycznej, ale zobowiązuje go, aby przeprowadził taką kontrolę po otrzymaniu decyzji o merytorycznej akceptacji planowanych badań (a zatem jeszcze przed ich rozpoczęciem). Ponadto jednak grantowa agencja nakłada określone obowiązki związane z etyczną kontrolą rozpatrywanych projektów, także na potencjalnego indywidualnego grantobiorcę. Mianowicie zobowiązuje go, aby składając swój wniosek wypełnił również zawarty w nim formularz etyczny, odpowiadając na całą listę pytań dotyczących etycznych aspektów jego badawczych zamiarów. Na podstawie udzielonych na nie odpowiedzi sama osoba aplikująca, ale także zespół oceniających jej projekt merytorycznych ekspertów, mają rozstrzygnąć, czy w razie jego (warunkowej) akceptacji będzie on jeszcze wymagał dodatkowej kontroli etycznej. Jeżeli tak, merytorycznie zaakceptowany projekt musi jeszcze przejść taką ocenę, przeprowadzoną przez odpowiednią komisję etyczną.

Naszkicowane stanowisko Rady NCN samo w sobie nie przesądza jeszcze, jak rozumieć (czy też „skąd wziąć”) owe odpowiednie komisje etyczne oceniające projektowane badania i w jakim stosunku mają one pozostawać do realizujących te projekty instytucji badawczych. Jest jednak jasne, że Rada była, chcąc nie chcąc, zmuszona „wziąć na warsztat” także ten ostatni regulacyjny i proceduralny problem, i rzeczywiście spróbowała sobie z nim poradzić.

Jakie badania wymagają oceny etycznej?

W 2016 r. ukazał się dokument zatytułowany Zalecenia Rady Narodowego Centrum Nauki dotyczące badań z udziałem ludzi. Na samym jego początku Rada pisze, że przygotowała go „[m]ając na uwadze zapewnienie badaniom naukowym finansowanym ze środków Narodowego Centrum Nauki zgodności z wysokimi standardami etycznymi oraz wsparcie badaczy przy rozstrzyganiu dylematów etycznych związanych z projektowaniem i prowadzeniem badań”. Twórcy zaleceń są przy tym najwyraźniej przekonani o tym, że dla realizacji tego dwoistego celu (zgodność ze standardami i pomoc w rozstrzygani dylematów) przydatne będzie poddawanie projektów badań finansowanych przez NCN uprzedniej ocenie odpowiednich komisji ds. etyki badań naukowych. Ich rekomendacje kierują się przy tym równocześnie do dwóch grup adresatów: z jednej strony „do jednostek naukowych oraz innych podmiotów aplikujących o granty NCN”, którym zaleca się, aby powoływały stosowne komisje, a z drugiej do wnioskodawców planujących badania z udziałem ludzi, którym zaleca się, aby zwracali się do tych komisji o akceptującą ocenę swojego projektu. Zalecenie kierowane do akademickich podmiotów aplikujących o granty jest przy tym uprzejmie nazywane prośbą. Zalecenie kierowane do indywidualnych wnioskodawców jest przypuszczalnie czymś więcej niż prośbą, ale czym dokładnie, to nie jest zbyt jasne (przynajmniej na tym etapie nie mówi się bowiem, jakiego rodzaju sankcji musi się spodziewać niesubordynowany wnioskodawca, który na przekór wszystkiemu nie podda swojego projektu etycznej ocenie stosownej komisji, pomimo jej istnienia w jego instytucji).

Zarówno dla komisji, które mają opiniować projekty badań wymagających oceny etycznej, jak i dla badaczy zwracających się do nich o taką opinię, pierwszorzędną wagę ma przy tym pytanie, jakie to właściwie badania Rada NCN uważa za wymagające oceny etycznej. Omawiany dokument odnosi się do tej kwestii w dwóch miejscach. Najpierw stwierdza, że zawarte w nim zalecenie (dotyczące tworzenia komisji ds. etyki badań z udziałem ludzi) „nie jest ograniczone do konkretnej dziedziny czy dyscypliny naukowej i dotyczy wszystkich badań, w których planuje się oddziaływanie – w jakiejkolwiek formie – na ludzi”. Następnie zaś podaje pewną listę badań, które wymagają pozytywnej oceny komisji etycznych.

Zarówno wewnętrzny sens obu tych eksplikacji, jak ich wzajemny stosunek pozostawia wszakże sporo niejasności. Pomijając punkty bardziej szczegółowe i ograniczając się do spraw zasadniczych, możemy więc najpierw zapytać, czy zawarte w pierwszej z nich określenie badań wymagających oceny komisji etycznej jako „badań, w których planuje się oddziaływanie – w jakiejkolwiek formie – na ludzi” ma się tym samym odnosić do wszelkich badań z udziałem ludzi lub choćby tylko do tych spośród nich, które rodzą jakieś problemy etyczne. Obydwie supozycje wydają się sporne, bo przecież do badań z udziałem ludzi wypada zaliczyć i takie, które nie opierają się na „oddziaływaniu – w jakiejkolwiek formie – na ludzi”, lecz raczej na wykorzystaniu ludzkich danych, przy czym i te ostatnie mogą nie być wolne od wymagających bacznej uwagi problemów etycznych. A podobna wątpliwość odnosi się również do przytoczonej listy typów lub rodzajów badań, które Rada NCN uznaje za wymagające pozytywnej opinii komisji etycznej; również ta enumeracja nie uwzględnia bowiem tak dyskutowanych (szczególnie od ukazania się RODO) badań opartych na wykorzystywaniu czy też „przetwarzaniu” danych określonych osób bez poddawania ich jakiejkolwiek formie bezpośredniego lub nawet pośredniego oddziaływania.

Najbardziej jednak sporna kwestia, związana z interpretacją cytowanych zaleceń, dotyczy samego sensu owej oceny lub też opinii etycznej, której wymagają wyszczególniane w nich rodzaje badań (zwłaszcza jeżeli ich lista ma być zupełna). Nie jest bowiem jasne, czy wymagana ocena ma być za każdym razem pełna i gruntowna, czy też w niektórych przypadkach może ograniczać się do uproszczonego i pobieżnego przeglądu. Możemy to sobie uświadomić, biorąc pod uwagę np. wymieniane na koniec tego zestawienia „badania długotrwałe, męczące, wyczerpujące fizycznie lub psychicznie”. Gdyby podana lista badań wymagających oceny komisji miała na względzie jakąkolwiek (a zatem niekoniecznie pełną i gruntowną) ocenę etyczną, a równocześnie (w intencji jej twórców) obejmowała ogół tego typu badań, musielibyśmy np. powiedzieć, że badania psychologiczne, które nie są „długotrwałe, męczące, wyczerpujące fizycznie lub psychicznie”, tym samym nie muszą być poddawane ocenie komisji (i co najwyżej ocenione jako takie przez samych badaczy). Nie jest jednak pewne, czy stanowisko autorów zaleceń jest pod tym względem aż tak liberalne, czy też raczej chcą oni (i może nie całkiem potrafią) powiedzieć, że psychologiczne badania, które nie są długotrwałe ani męczące, ani też z innych powodów wymagające uważniejszej kontroli etycznej, mogą być poddane kontroli bardziej pobieżnej i na jej podstawie zwolnione z pełniejszej oceny.

Te niejasności i niedopowiedzenia w dokumencie NCN z 2016 r. jesteśmy wszakże skłonni traktować z pewną wyrozumiałością. Rozumiemy bowiem, że pierwsze kroki są trudne i z tym większą nadzieją czekamy na dalsze.

Czym są badania z udziałem ludzi

Tych dalszych regulacyjnych aktów NCN, formułujących zasady etycznej oceny projektów badawczych, nie ma zbyt wiele. W pewien sposób o tę tematykę zahacza Kodeks Narodowego Centrum Nauki dotyczący rzetelności badań naukowych i starania o fundusze na badania. Jednak zawarte w nim „standardy praktyk naukowych dotyczące planowania i przeprowadzania badań; dokumentowania wyników badań; publikowania i udostępniania wyników badań; autorstwa; współpracy naukowej; konfliktu interesów” brzmią wprawdzie dostojnie, ale nie ułatwiają rozwiązywania dylematów etycznych, jakie nierzadko nasuwają projekty badawcze.

Bardziej konkretne (a przez to też bardziej kontrowersyjne) są zalecenia czy też polecenia skierowane do badaczy wnioskujących o grant NCN pojawiające się w dokumencie Wytyczne dla wnioskodawców do uzupełnienia formularza dotyczącego kwestii etycznych w projekcie badawczym. W etycznym formularzu, który musi wypełnić każda osoba wnioskująca o grant NCN, zawarte jest między innymi pytanie „Czy planowane badania odbywają się z udziałem ludzi?”. Aby udzielić na nie odpowiedzi, należałoby oczywiście wiedzieć, czym są badania z udziałem ludzi. Tej wiedzy wnioskodawcom, a zapewne też recenzentom ich wniosków, ma dostarczać definicja podawana na początku 2. sekcji wytycznych, odnoszącej się właśnie do badań z udziałem ludzi. Kłopot w tym, że ta wyjściowa informacja, pojawiająca się w różnych edycjach Wytycznych i w dokumentacjach do różnych konkursów, nie jest w nich za każdym razem taka sama, lecz przybiera co najmniej dwie formy: węższą i szerszą. A ponieważ żadna z tych wersji nie została formalnie odwołana ani też uznana za nieaktualną, wypada tutaj wziąć pod uwagę i jedną, i drugą, zwłaszcza że obie w pewien sposób nawiązują do regulacji uznawanych w innych krajach.

Zgodnie z węższą definicją przez badania z udziałem ludzi należy rozumieć: pozyskiwanie próbek biologicznych lub informacji poprzez interwencję medyczną lub interakcję z osobą badaną; wszelkie wykorzystanie, badanie, analizowanie i tworzenie informacji lub próbek biologicznych pozwalające na zidentyfikowanie osoby badanej.

Przytoczona definicja badań z udziałem ludzi zauważalnie nawiązuje do ich amerykańskiej charakterystyki, zawartej w Kodeksie przepisów federalnych (zob. U.S. Department of Health and Human Services. (2018), § 46.102).

Aby zdefiniować pojęcie naukowych badań z udziałem ludzi, trzeba najpierw wyjaśnić, jakie czynności poznawcze mają charakter badań naukowych. W amerykańskim Kodeksie tego kroku dokonuje się w ustępie § 46.102 (l), który po polsku oddałbym tak oto: „Badaniem naukowym nazywa się systematyczne postępowanie poznawcze, włącznie z pozyskiwaniem, sprawdzaniem i oceną danych badawczych, zaprojektowane w celu rozwinięcia lub przyczynienia się do rozwoju wiedzy ogólnej”.

Zgodnie z przytoczonym ustępem badanie naukowe (research) jest szczególną formą działania w obrębie szerzej rozumianego postępowania poznawczego, w oryginale określanego jako „investigation”. Tym, co znamionuje tę swoistą aktywność, odróżniając ją od innych czynności poznawczych wykonywanych nieraz także w obrębie nauki, lecz niemających statusu badań naukowych, jest połączenie dwóch niezależnych cech: niewyjaśnianej tu bliżej systematyczności oraz charakterystycznej intencji, utożsamianej z nastawieniem na wiedzę ogólną. Badaniem naukowym w znaczeniu przytoczonej definicji nie będzie więc ani postępowanie poznawcze, które jest wprawdzie prowadzone w sposób systematyczny, lecz nie ma wnosić istotnego wkładu ani nawet zalążkowego przyczynku do wiedzy ogólnej (jak np. projekt poprawy jakości usług medycznych, które realizuje się w jakimś szpitalu, nie zakładając, że jego wyniki będą przydatne i w innych placówkach), ani też działanie, które co prawda podejmuje się w celu wzbogacenia wiedzy ogólnej, lecz realizuje bez metodycznego porządku lub planu (jak np. seria nieustrukturowanych obserwacji, których wyniki zamierza się przedstawić na naukowej konferencji jako wstępnie potwierdzające pewną hipotezę). Konstytutywna dla badań naukowych ogólna intencja ma być przy tym niejako wpisana w ich projekt: badaniem naukowym jest jedynie postępowanie poznawcze zaprojektowane (designed) w celu rozwinięcia lub przyczynienia się do rozwoju wiedzy ogólnej; nie jest nim zatem działanie, które jedynie faktycznie, lecz akcydentalnie przyczynia się – choćby nawet znacząco – do uzyskania ważnych wyników poznawczych, jeżeli było zaprojektowane w jakimś innym celu.

Drugim głównym krokiem, który należy wykonać w celu określenia „badań z udziałem ludzi”, jest wyjaśnienie, jakiego rodzaju czynności poznawcze, a w szczególności badania naukowe odbywają się „z udziałem ludzi”. Na to pytanie w omawianych przepisach odpowiada § 46.102 (e1): „Ludzki uczestnik [badania] oznacza żyjącą osobę, na temat której podmiot przeprowadzający badanie:

(i) pozyskuje informacje lub próbki biologiczne poprzez interwencję lub interakcję z daną osobą oraz wykorzystuje, bada lub analizuje pozyskane informacje lub próbki biologiczne; lub

(ii) pozyskuje, wykorzystuje, bada, analizuje lub wytwarza identyfikowalne prywatne informacje lub próbki biologiczne”.

Wąska definicja badań z udziałem ludzi zamieszczona w wytycznych NCN wykorzystuje, jak nietrudno dostrzec, to wyżej przytoczone ogniwo z łańcucha regulacji w amerykańskim Kodeksie. Nie uwzględnia jednak ani pozycji wcześniejszych, ani też – do czego jeszcze powrócę – normatywnych konsekwencji, które po nim następują.

Szeroka definicja badań z udziałem ludzi z innych edycji Wytycznych NCN głosi: „Przez badania z udziałem ludzi należy rozumieć wszelkie badania, w których uczestniczą ludzie. Badania takie mogą obejmować wywiady, obserwacje, użycie danych osobowych, pozyskiwanie próbek biologicznych, interwencje medyczne i psychologiczne, wykorzystanie wcześniej zebranych informacji, itd.”.

Przytoczony ustęp ma tłumaczyć sens badań z udziałem ludzi i w pierwszym zdaniu oznajmia, że należy przez nie rozumieć „wszelkie badania, w których uczestniczą ludzie”. Ażeby to oświadczenie nie było pustą tautologią, należałoby przyjąć, że „badanie z uczestnictwem ludzi” znaczy co innego niż „badanie z udziałem ludzi” oraz wyjaśnić, co ono oznacza. Przy życzliwej interpretacji takim wyjaśnieniem ma być podane w drugim zdaniu wyliczenie różnych typów badań podpadających pod formułowaną definicję. Z tej raczej przykładowej niż kompletnej listy najbardziej godna uwagi jest jej ostatnia pozycja, w której do badań z udziałem ludzi zalicza się również „wykorzystanie wcześniej zebranych informacji”. Oczywiście zakłada się przy tym milcząco, że mają to być informacje o ludziach, ale nie zastrzega, że tylko o ludziach prywatnych czy też dających się zidentyfikować. Tym samym przytoczona szersza definicja nie wyklucza z zakresu badań z udziałem ludzi również takich badań, jak wykluczane przez węższą definicję badania oparte na danych publicznie dostępnych czy też skutecznie zanonimizowanych. Ponadto zaś na koniec tej enumeracji autorzy Wytycznych dodają jeszcze skrót ‘itd.’. W ten sposób sugerują, że w poszerzaniu zakresu badań z udziałem ludzi można posunąć się jeszcze dalej, chociaż nie dają poznać, jak daleko.

Wiarygodną hipotezę w tej ostatniej kwestii możemy sformułować, gdy zauważymy, że przytoczona szeroka definicja badań z udziałem ludzi, jaką znajdujemy w Wytycznych, jest (przypadkowo lub nieprzypadkowo) bardzo zbliżona do ich innej charakterystyki, która pojawia się w światowej literaturze, a przy tym występuje w nieco bardziej iluminującym kontekście. Tym poprzednikiem, a może też pierwowzorem szerszej definicji z Wytycznych jest mianowicie opis, który badania odbywające się z udziałem ludzi, a w każdym razie odnoszące się do ludzi, uzyskują w australijskim dokumencie National Health and Medical Research Council, Australian Research Council & Universities Australia (2023) National Statement on Ethical Conduct in Human Research. W jego sekcji zatytułowanej „czym są badania odnoszące się do ludzi” (What is human research?) czytamy mianowicie: „Badania odnoszące się do ludzi to badania prowadzone z ludźmi lub dotyczące tych ludzi, ich danych albo tkanek (Human research is conducted with or about people, or their data or tissue)”.

Po tej wstępnej formule wymienia się zaś kilka sposobów tak szeroko rozumianego udziału ludzi w badaniach, a na koniec tej listy: „dostęp do ich informacji (w formie umożliwiającej identyfikację, z możliwością ponownej identyfikacji lub w formie nieumożliwiającej identyfikacji) jako część istniejącego, opublikowanego lub nieopublikowanego źródła albo bazy danych” (tamże, s. 7; podkr. moje, W.G.).

Wymóg dobrowolności

Czy przyjmując tak obszerną definicję badań odnoszących się do ludzi, można jeszcze podtrzymywać rygorystyczne normy etyczne, które mają się stosować do tak określanej kategorii badań, a w szczególności bezwzględną regułę wymagającą poddawania ich ocenie komisji etycznych? Otóż wydaje się, że jest to możliwe, ale jedynie przy bardzo elastycznym rozumieniu wymaganej oceny komisji etycznej. Konieczność uelastycznienia tego wymogu, jako warunku możliwości jego rozciągnięcia także na badania oparte na danych nieidentyfikowalnych, dobrze uświadamiają sobie autorzy australijskiego Oświadczenia. Zastrzegają oni bowiem, że chociaż wszelkie badania dotyczące ludzi należy poddać etycznej ocenie, to jednak typ i poziom rygoryzmu tej oceny powinien być dostosowany do stopnia towarzyszącego im ryzyka. Badania o wyższym stopniu ryzyka muszą przejść (pełną) ocenę formalnej czy też ustawowej komisji etycznej. Dla badań o niższym stopniu ryzyka odpowiedzialna za nie instytucja musi natomiast wybrać jedną z kilku możliwych odmian oceny niższego poziomu. Co więcej, niektóre badania dotyczące ludzi mogą zostać zwolnione (exempt) z formalnej oceny etycznej. Taką możliwość uznaje już węższa koncepcja badań z udziałem ludzi formułowana w amerykańskim Kodeksie, tym bardziej więc nie może jej odrzucić szersza koncepcja z australijskiego Oświadczenia. Badaniem kwalifikującym się do zwolnienia z formalnej oceny etycznej jest w jej ujęciu badawcze przedsięwzięcie, które łączy się z ryzykiem niższego stopnia i należy do którejś z klas badań ze względu na swoją metodę niestwarzających zazwyczaj problemów etycznych (np. do badań, które „wykorzystują wyłącznie informacje publicznie dostępne w trybie określonym przez ustawodawstwo lub przepisy wykonawcze i chronione prawem”).

O możliwości zwolnienia badań z udziałem ludzi z wymogu oceny komisji etycznej, ani nawet zróżnicowania tej wymaganej oceny na jej odmianę bardziej lub mniej rygorystyczną nie wspomina się natomiast w polskich Wytycznych, i to ani w ich edycji definiującej badania z udziałem ludzi w węższy sposób amerykański, ani w przyjmującej ich szerszą definicję typu australijskiego. Brak takiej wzmianki, nie mówiąc już o głębszej analizie, jest szczególnie uderzający w tym drugim przypadku. Po bardzo szerokiej definicji badań z udziałem ludzi (poszerzanej jeszcze potencjalnie przez zwrot „itd.”) autorzy tej wersji Wytycznych zamieszczają akapit: „Udział uczestników badania musi być całkowicie dobrowolny i badacz musi pozyskać świadomą zgodę uczestników lub przedstawiciela ustawowego na udział w badaniach oraz zgodę odpowiedniej komisji przed rozpoczęciem prac. W przypadku badań, w których uzyskanie zgody uczestników nie jest uzasadnione ze względów metodologicznych, badacz powinien przedstawić powody odstąpienia od procedury pozyskiwania zgody oraz opisać jakie starania podjął, aby badania przeprowadzone zostały w sposób etyczny”.

W pierwszym zdaniu przytoczonego ustępu wymienia się dwa rodzaje zgody, jakie musi pozyskać badacz przed przystąpieniem do realizacji swojego projektu: „świadomą zgodę uczestników lub przedstawiciela ustawowego na udział w badaniach” oraz „zgodę odpowiedniej komisji”, która – jak przynajmniej można się domyślać – ma być przyzwoleniem na przeprowadzenie planowanych badań opartym na uznaniu ich etycznej akceptowalności. W kolejnym zdaniu mówi się o sytuacji, w której badaczowi – po spełnieniu określonych warunków – wolno jest odstąpić od procedury pozyskiwania zgody. To warunkowe zezwolenie odnosi się jednak tylko do zgody uczestników badań, a nie do zgody – czy też aprobującej opinii – komisji etycznej. Stąd wynikałoby, że obowiązek uzyskania zgody komisji etycznej na jakiekolwiek badania z udziałem ludzi jest w Wytycznych traktowany jako obowiązek bezwarunkowy, a w każdym razie nieograniczany przez żadne explicite podane warunki.

Życzliwa pogróżka

Jest rzeczą ciekawą, jak w opisanej sytuacji ma zachować się polski wnioskodawca planujący badania z udziałem ludzi, które zarówno w świetle regulacji amerykańskich, jak australijskich kwalifikowałyby się do zwolnienia z wymogu formalnej oceny etycznej – jak ma on odpowiedzieć na stawiane mu w formularzu pytanie, czy w jego wniosku planowane są badania odbywające się z udziałem ludzi?

To pytanie w obecnym stanie naszych regulacji sprawia kłopot nie tylko aplikującym o grant. Jest ono kłopotliwe, a w każdym razie powinno być takie, również dla recenzentów oceniających ich wnioski. Częścią oceny wniosku o grant jest wszak ocena jego akceptowalności na podstawie informacji podanych w formularzu etycznym. Przystępującym do wypełniania tego kwestionariusza aplikantom nie szczędzi się paternalistycznej przestrogi: „Podane informacje zostaną wykorzystane przez ekspertów do oceny projektu pod kątem etyki oraz dobrych praktyk wypracowanych dla poszczególnych dyscyplin. Nieprawidłowe lub niepełne wypełnienie formularza etycznego może być potraktowane przez zespół ekspertów jako przesłanka do niefinansowania wniosku”.

Tę na pewno życzliwą pogróżkę powinni wziąć sobie do serca także członkowie zespołu ekspertów. Z formułowanych przez NCN zasad dowiadujemy się przecież, że ekspert uczestniczący w pracach Zespołu oceniającego ma „zadawać zwięzłe pytania, a jego uwagi powinny być jednoznaczne i konstruktywne”, podobnie jak podczas przygotowania oceny powinien „[u]żywać jasnych, analitycznych i jednoznacznych sformułowań”. Są to niewątpliwie bardzo cenne wskazówki i rady, ale trochę szkoda, że twórcy dokumentów NCN nie zastosowali ich również do siebie.

Pierwsze kroki są zawsze trudne, ale dalsze mogą być jeszcze trudniejsze.

Prof. dr hab. Włodzimierz Galewicz, filozof, eseista, tłumacz, Zakład Badań nad Etyką Zawodową w Instytucie Filozofii, Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk

Wróć