Bogdan Bernat

Książka Marcina Piątkowskiego zapoczątkowana została w 2013 r. słynnym referatem, w którym ekonomista wygłosił tezę, jakoby Polskę czekał nowy złoty wiek w sferze gospodarczej. Efektem tego stwierdzenia jest publikacja będąca wnikliwą analizą, uwiarygodnieniem wypowiedzi sprzed ponad dziesięciu lat, ale także prognostykiem na gospodarczą przyszłość naszego kraju. Zasadniczo, mimo odniesień do głębszej przeszłości, autor zestawił dane okresu transformacji ustrojowej. Opisał przyczyny i sposób zbudowania przez Polaków konkurencyjnej, inkluzywnej gospodarki rynkowej. Wznowił przy okazji debatę nad klasycznymi zagadnieniami: czy udany rozwój gospodarczy zależny jest od korzystnego położenia geograficznego, dobrych, transparentnych, o wysokim kapitale zaufania publicznego instytucji, od właściwej polityki, czy może od wszystkich trzech czynników wziętych razem.
W zakresie rozwoju gospodarczego Polska od reszty Europy Zachodniej najmniej zróżnicowana była w mitycznym złotym wieku. Autor, analizując dochody Polski w relacji do dochodów Europy Zachodniej w latach 1400-2017, zauważa, że cztery okresy były sprzyjające pod tym względem. Dochód ów przekroczył przynajmniej 50% w latach 1500, 1600, 1910 i 2017. W tym ostatnim roku wyniósł 57%. Najgorzej sytuacja przedstawiała się w 1990 roku. Było to 31%, o sześć punktów procentowych mniej niż nawet w czasach Rzeczypospolitej po wojnach z Rosją, Turcją i potopie szwedzkim.
Gdy upadał komunizm w Europie, eksperci prognozowali, iż z transformacją najlepiej poradzą sobie Węgry, które jeszcze przez 1989 r. zaczęły przystosowywać się do nowych wymogów gospodarki. Również Czechosłowacja i NRD, dysponujące rozwiniętym przemysłem i stabilne makroekonomicznie, w miarę dobrze rokowały. Doceniano Słowenię. Polsce nikt sukcesu nie wieszczył. To Polska jednak po 25 latach od transformacji stała się światowym czempionem wzrostu. Gospodarka polska urosła bardziej niż w jakimkolwiek kraju Europy. Polski PKB urósł dwuipółkrotnie, bijąc na głowę wszystkie inne kraje postkomunistyczne, ale i strefę euro. W globalnym ujęciu przeciętny wzrost PKB per capita licząc od 1995 roku, kiedy postkomunistyczne urzędy statystyczne, wdrażając międzynarodowe standardy statystyki zaczęły uwzględniać w kalkulacjach wzrost sektora prywatnego, Polska wykazała w latach 1995-2015 wskaźnik 4,2, ustępując jedynie krajom bałtyckim, a wyprzedzając Słowację, Koreę Południową, Malezję, Irlandię.
W trwałości wzrostu gospodarczego Polska w latach 1992-2019 już pobiła historyczne rekordy nieprzerwanego wzrostu takich krajów jak: Korea Południowa, Japonia, Singapur czy Holandia (ciesząca się w latach 1983-2008 nieprzerwanym rekordem wzrostu). Wzrost jednak miał swoją cenę. W 2000 r. statystyczny Polak przepracował prawie 2 tysiące godzin, czyli około 300 godzin więcej niż wynosiła średnia Europy Zachodniej, co oznacza także, że 600 godzin dłużej niż w tym samym czasie Niemcy. I chociaż w 2015 r. czas pracy przeciętnego Polaka skrócił się do 1963 godzin, to i tak pracujemy najwięcej. Jeszcze jeden wskaźnik jest istotny: udział Polski w globalnym eksporcie. Potroił się on z poziomu 0,4% w 1990 roku do 1,2% w 2016. Sukces Polski jest bezdyskusyjny.
Pewne braki jednak książka wykazuje. Nie uwzględnił autor zniszczeń II wojny światowej dla powojennej gospodarki Polski. Wobec zestawień z innymi krajami komunistycznymi, gdzie były one zdecydowanie mniejsze, można byłoby choć wspomnieć o nierównym starcie nawet sławetnego centralnego planowania.
Bogdan Bernat
Marcin PIĄTKOWSKI, Złoty wiek. Jak Polska została europejskim liderem wzrostu i jaka czeka ją przyszłość?, Wydawnictwo Prześwity, Warszawa 2023.
Wróć