logo
FA 7-8/2025 okolice nauki

Marek Misiak

Kręgi obcości

Kręgi obcości 1

Szczególnie po wprowadzeniu stanu wojennego komunistyczne władze starały się pomniejszać znaczenie „Solidarności”. Propaganda utrzymywała, że była to zaledwie „garstka ekstremistów”, która jedynie przejściowo zdołała przekonać do swych wątpliwych racji większą grupę ludzi, ale nie żadne szerokie rzesze. Charakterystyczny był tu dualizm my–oni, jakby jedyną formą opozycyjności w PRL było członkostwo w NSZZ „Solidarność” (a to z kolei oznaczałoby, że przed sierpniem 1980 roku w Polsce nikt nie sprzeciwiał się komunizmowi). Tymczasem przed 1976 rokiem osoby sceptyczne wobec reżimu, a po powstaniu KOR i zainicjowaniu drugiego obiegu ludzie zaangażowani w zorganizowane formy opozycji tworzyli zróżnicowane kręgi przynależności, ale także wyspy, miejsca osobne czy – nawiązując do tytułu jednego z bohaterów omawianej książki, Michała Głowińskiego – kręgi obcości.

Dla literaturoznawcy fascynujące jest spojrzenie historyka z IPN na Instytut Badań Literackich (IBL) i funkcjonowanie drugiego obiegu wydawniczego oraz poświęconą w dużej części temu drugiemu przełomową konferencję Literatura źle obecna (Warszawa, 27–30 października 1981 roku). Potwierdza się, że wyprawy historyków na „teren” literaturoznawców znacznie częściej przynoszą istotne rezultaty niż ruch w drugą stronę. Autor doskonale orientuje się w specyfice badań prowadzonych przez Głowińskiego i Romana Zimanda, a także w misji (i jej przemianach w czasie) samego IBL. Co najważniejsze, sam wprowadza zagadnienie, które jeszcze od czasów zaborów jest problemem w patrzeniu na rolę literatury przez historyków: Czy ma ona pełnić rolę przede wszystkim utylitarną, czy też dla narodu znaczenie ma także twórczość nikogo nierozliczająca, niedająca świadectwa o niczym poza światem wewnętrznym autora. Olaszek wskazuje na tę kwestię nieprzypadkowo, zarówno w piśmiennictwie drugoobiegowym, jak i emigracyjnym, szczególnie w stanie wojennym i „powojennym”, zauważalne było unikanie krytyki dzieł artystycznie miałkich, ale atakujących reżim. Autor patrzy na literaturę i badania nad nią okiem historyka, ale nie traktuje tych obszarów wyłącznie jako części większej całości (tj. historii).

Olaszek przedstawia IBL nie tyle jako kuźnię kadr demokratycznej opozycji, co jako miejsce, gdzie badacze pozostający bardziej w kręgach obcości niż przynależności mogli angażować się w pojedyncze akty sprzeciwu i długofalowe działania na własnych warunkach, w takim stopniu i na takie sposoby, na jakie byli gotowi. Wykazuje dużą wrażliwość na kwestie osobiste (w przypadku Zimanda, który opiekował się mieszkającą we Francji córką) czy charakterologiczne (w odniesieniu do Głowińskiego), wyrażającą się także w tym, że nie wmawia żadnemu z nich motywacji, z których za życia nikomu się nie zwierzali (a przynajmniej nikogo nie upoważnili do upubliczniania takich wyznań). Rekonstruuje za to złożone strategie działań, które dziś nazwano by zapewne „optymalizacją ryzyka”, daje ludziom żyjącym w opresyjnym systemie prawo do tego, by nie chcieli ściągać na siebie (a czasem i bliskich czy współpracowników) poważnych (i nieprzewidywalnych) konsekwencji zaangażowania w opozycję. Szczególnie widać to w logice współpracy Zimanda z emigracyjnymi czasopismami – niektóre teksty publikował pod nazwiskiem, ale inne pod pseudonimami, i to takimi, które nie były tajemnicą poliszynela i cenzorzy czy funkcjonariusze SB głowili się nad ich rozszyfrowaniem (na szczęście bezskutecznie). Niekiedy jego działania przywodziły na myśl raczej powieści Johna Le Carré (gdyby jego bohaterami byli pisarze, a nie szpiedzy), z myleniem tropów na temat biografii autora, zmienianiem jego płci czy modyfikowaniem stylu przez upoważnione osoby trzecie. Olaszek widzi i całość, i najdrobniejsze szczegóły, jak różnicę między samizdatem i tamizdatem.

Marek Misiak

Jan OLASZEK, Opozycyjność naukowców. Studia z dziejów Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w PRL, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2024, seria: Dziennikarze. Twórcy. Naukowcy.

Wróć