logo
FA 6/2025 życie naukowe

Rozmowa z prof. dr. hab. Radosławem Dobrowolskim, geografem, rektorem Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie

Przestrzeń jak tlen

Przestrzeń jak tlen 1

Prof. dr hab. Radosław Dobrowolski (ur. w 1964 r.) jest geografem fizycznym, specjalizującym się w geomorfologii strukturalnej, paleogeografii, geoarcheologii i geoochronie. Opublikował ponad 220 artykułów naukowych. Kieruje Katedrą Geomorfologii i Paleogeografii w Instytucie Nauk o Ziemi i Środowisku Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Na macierzystej uczelni pełnił funkcję zastępcy dyrektora ds. studenckich, a potem dyrektora Instytutu Nauk o Ziemi. Był pierwszym dziekanem Wydziału Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej, a później prorektorem ds. nauki i współpracy międzynarodowej. Od września 2020 r. jest rektorem UMCS.
Jest członkiem Steering Committee of Karst Commission International Geographical Union, Komitetu Nauk Geograficznych PAN, Komitetu Badań Czwartorzędu PAN, Polskiego Towarzystwa Geograficznego, Polskiego Towarzystwa Geologicznego, Stowarzyszenia Geomorfologów Polskich, Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika i Polskiego Komitetu Narodowego Międzynarodowego Stowarzyszenia Torfowego.

Geografia to wiedza o przestrzeni, która skutkuje umiejętnością, a wręcz sztuką zarządzania nią. To nie jest niestety w pełni dostrzegane i wykorzystywane, często przedstawiciele innych dyscyplin rugują geografów z obszaru badań nad przestrzenią, w związku z czym marginalizują tę sferę. To miewa negatywne skutki w praktyce nie tylko naukowej, ale także gospodarczej i społecznej.

W jaki sposób starałby się pan przekonać kogoś do zainteresowania geografią?

Uważam, że geografia to jedna z najbardziej niedocenianych dyscyplin naukowych. Obecny system szkolnictwa wyższego i nauki rozdziela ją na dwie odrębne dyscypliny, na dodatek lokując je w dwóch różnych dziedzinach wiedzy. Z jednej strony to obciążenie dla samej geografii, ale z drugiej to atut, który – dobrze wykorzystany jako narzędzie – dawałby efekt synergicznej współpracy i otwarcia się na inne dyscypliny. Z moich obserwacji wynika, że po podziale formalnym, który dokonał się w legislacji w związku z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce wiele uczelni dokonało zmian strukturalnych – podzieliło istniejące jednostki geograficzne na fizyczne i społeczne, które często znalazły się na zupełnie innych wydziałach.

Moment formalnego podziału zadziałał tak, że każda z tych wyodrębnionych dyscyplin bądź subdyscyplin poszła swoją drogą i funkcjonuje niezależnie od siebie. Ten podział dotyczy często również dydaktyki. A to traktuję jako istotne zagrożenie. Natomiast pozytyw, który widać, to zagospodarowanie zarówno sfery społecznej, jak i przyrodniczej, takie właśnie synergiczne, całościowe, holistyczne potraktowanie przestrzeni. To jest nadzieja i przyszłość dla rozwoju geografii, którą trzeba na nowo zdefiniować, podkreślając wspólny przedmiot badań.

Uczelnie nie wykorzystały możliwości, jaką daje szerokie spojrzenie na przestrzeń. A ona jest dla geografii tlenem. Jest tym, w czym geografowie czują się znakomicie, wszelkie niuanse związane z aktywnością w przestrzeni, zarówno w tej sferze społecznej, jak i przyrodniczej, wykorzystują w swoich badaniach. Geografia w obu wspomnianych aspektach to wiedza o przestrzeni, która skutkuje umiejętnością, a wręcz sztuką zarządzania nią. To nie jest niestety w pełni dostrzegane i wykorzystywane, często przedstawiciele innych dyscyplin rugują geografów z obszaru badań nad przestrzenią, w związku z czym marginalizują tę sferę. To miewa negatywne skutki w praktyce nie tylko naukowej, ale także gospodarczej i społecznej.

Wrócę jeszcze do poprzedniego wątku. Dostrzegając tę szansę dla geografii, można ją znakomicie wykorzystać nie tylko dla rozwoju wiedzy, ale również w charakterze lobbystycznym, do promocji tej niedocenianej dyscypliny naukowej (czy nawet grupy nauk), jednocześnie posiadającej narzędzia, zasoby ludzkie, potencjał do tego, aby wypowiadać się, działać, rekomendować rozwiązania w zakresie wszystkich zjawisk zachodzących w przestrzeni. Łącznie z tak kluczowymi problemami globalnymi jak demografia czy zmiany klimatu – w odniesieniu do części społecznej i przyrodniczej, kolejność dowolna, bo nasza wiedza ma kolosalne przełożenie na funkcjonowanie w obu tych sferach. Wszystkie wątki, zarówno te ocierające się o politykę, czyli geopolityka, jak te, które dotyczą zarządzania przestrzenią, myślę tu o geoinformacji czy geoinformatyce, są niezwykle ważne również z komercyjnego punktu widzenia. To właśnie domena geografii, która w tej nowej odsłonie jawi się jako dyscyplina integrująca, wiedza interdyscyplinarna, co z mojego punktu widzenia jest absolutnie kluczowe. Nie przywiązuję się do formalnych podziałów, a raczej do tego, co można robić wspólnie i do otrzymywania za pomocą wiedzy geograficznej nowej jakości w badaniach. Mam doświadczenie we współpracy interdyscyplinarnej sięgające kilku dekad. Współpracowałem z fizykami, chemikami i archeologami. Każdorazowo ich wiedza wzbogacała moje badania i doświadczenia, ale jednocześnie, choćby w przypadku archeologii, spojrzenie geografa w kontekście paleośrodowiskowym dawało narzędzie do rekonstrukcji środowiska w czasach minionych, co pozwalało budować kontekst przyrodniczy dla odkrywanych artefaktów.

Przyszło mi do głowy, że geografia to jedna z najstarszych dziedzin ludzkiej wiedzy, już w starożytności wyodrębniona i w pewnym sensie sformalizowana. Pisano osobne dzieła geograficzne, podczas gdy reszta wiedzy przez setki, a nawet tysiące lat wciąż funkcjonowała jako poddziały filozofii.

Bardzo niewiele nauk może poszczycić się tak starym rodowodem. Zainteresowanie geografią w starożytności miało dwie różne przyczyny. Jedna była czysto praktyczna: ludzie chcieli wiedzieć, gdzie żyją, jak mogą określić granice swojej własności, ziemi, w jakich kierunkach mogą się rozwijać, prowadzić ekspansję i co może stanąć im na przeszkodzie. Ale był też wątek metafizyczny czy teoretyczny, chodziło o zrozumienie, jaki jest świat, który nas otacza, jak funkcjonuje, czy ma granice, a jeśli tak, to jakie i gdzie się one znajdują. Próbowano je określić, a nawet oznaczać. Co ciekawe, my dziś nadal robimy to samo, ale stosujemy zupełnie inne kryteria i narzędzia.

Wspomniał pan o zdefiniowaniu geografii na nowo.

Geografia od zawsze była nauką o przestrzeni. Trzeba jednak pamiętać, że świat, w którym żyjemy, uległ tak znaczącym przemianom, że tradycyjne rozumienie geografii nie nadąża za zachodzącymi zmianami. Uważam, że geografia powinna pozostać nauką relewantną, odpowiadającą na najważniejsze wyzwania naszych czasów, m.in.: zrównoważony rozwój, adaptację do zmian środowiska czy globalną współpracę.

Należy podkreślić, że geografia zwyczajowo postrzegana jest jako wiedza przydatna w kontekście znajomości terenu, poruszania się w nim czy też wiedzy o stolicach, państwach, granicach, długości rzek i tak dalej, czyli w wersji bardzo okrojonej, zredukowanej do geografii krzyżówkowej. W teleturniejach, jeżeli pojawia się hasło „geografia”, to zazwyczaj ogranicza się ono do najprostszych wątków typu: „stolica państwa”, „najwyższy szczyt”, „najgłębsze jezioro”, co samo w sobie jest oczywiście interesujące, ale jedynie naskórkowo, na poziomie ciekawostek o świecie. To wiedza przydatna w praktyce, ale nie wyjaśnia ona, czym tak naprawdę jest geografia i czym się zajmuje. Osobiście z takim uproszczonym postrzeganiem geografii walczę i prostuję ten obraz, gdzie tylko mogę. Dla mnie o wiele bardziej istotne jest postrzeganie procesowe, czyli zrozumienie zjawisk i rekonstrukcja ich przeszłości, diagnoza stanu obecnego, a wreszcie predykcja na przyszłość. To daje geografii zdecydowaną przewagę nad innymi naukami w obszarze wiedzy o przestrzeni. Jesteśmy w stanie nie tylko diagnozować stan obecny, ale odnosić go również do czasów minionych i wskazywać kierunki zmian w przyszłości. Geografia nie ogranicza się do stwierdzenia, że jezioro występuje w konkretnym krajobrazie i ma określoną głębokość, ale rekonstruuje, często niezwykle detalicznie, jego historię, zazwyczaj również w szerszym kontekście ewolucji środowiskowej całego regionu. Geografia nie ogranicza się do prostego stwierdzenia, że miasto jest stolicą danego państwa, ale bada również uwarunkowania środowiskowe oraz społeczno-gospodarcze, które przyczyniły się do jego stołecznej pozycji. Oczywiście kluczowe są tu także argumenty historyczne i polityczne, ale warto przy tej okazji zwrócić uwagę na fakt, że w naukach historycznych wiedza geograficzna również jest niezbędna.

Na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej od dłuższego czasu obserwuję bardzo widoczny skutek dobrze wykorzystanej wiedzy geograficznej, przekładający się na efekt rekrutacyjny. W ciągu ponad dekady funkcjonowania samodzielnej jednostki geograficznej – Wydziału Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej, który jest moim macierzystym wydziałem – podwoiliśmy liczbę studentów i to wbrew ogólnym trendom wynikającym z pogłębiających się problemów demograficznych. Myślę, że to atrakcyjność oferty edukacyjnej jest powodem zainteresowania geografią wśród młodzieży. Poszukiwanie nowych technik badawczych, narzędzi i sfer zainteresowań, gdzie geografowie rzeczywiście mają wiele do zaproponowania, napędza tę koniunkturę w kategoriach dydaktycznych czy rekrutacyjnych. To nie wiąże się z faktem, że geografia nagle została przez studentów zauważona, ale z tym, że mamy pewne propozycje, które pod różnymi szyldami odnoszą się do wiedzy geograficznej. Myślę tutaj o geoinformatyce, gospodarce przestrzennej, a w końcu o geografii wojskowej i zarządzaniu kryzysowym, czyli o kierunkach wyjaśniających, w jaki sposób w trudnych czasach, w których żyjemy, wykorzystywać wiedzę z zakresu przewidywania procesów środowiskowych i społecznych. Startowaliśmy z jednym kierunkiem wiodącym, teraz mamy ich sześć na różnych poziomach kształcenia, również w języku angielskim.

Czy absolwenci geografii bez problemu znajdują zatrudnienie zgodne ze swoimi kwalifikacjami?

Właściwie tak, ale jest wiele obszarów, gdzie oni także powinni być, a jednak nie zawsze są obecni. W ostatniej dekadzie znacząco zwiększyła się częstość zjawisk ekstremalnych, natomiast brak jest kierunków studiów, które przygotowywałyby ludzi do zarządzania kryzysem. Gdy jest powódź, działamy na zasadzie impulsu, pewnych kontaktów, przyzwyczajeń, ale nie ma systemu, który by zabezpieczał ludzi i ich majątek przed skutkami ekstremalnych zdarzeń pogodowych. Jeżeli spojrzymy na strukturę zatrudnienia w gminach i powiatach, to nie znajdziemy tam specjalistów, którzy mają przygotowanie zawodowe do zarządzania kryzysem. Okazuje się, że na poziomie gminnym do reakcji na powódź zostają oddelegowane osoby po studiach filologicznych albo humanistycznych, czyli tak naprawdę nie do końca przygotowane merytorycznie. To tylko jeden z przykładów obszaru do zagospodarowania przez naszych absolwentów. Tutaj absolutnie konieczny jest system i ludzie wyposażeni w gruntowną wiedzę i w narzędzia geoinformatyczne, związane z tworzeniem map np. zagrożeń powodziowych, zarządzaniem różnymi aspektami przestrzeni, również tymi społecznymi. Taką wiedzą i kompetencjami z pewnością dysponują absolwenci geografii.

Geografia jest dosyć popularną dyscypliną i rozpoznawalnym kierunkiem. Ten podział geografii, o którym wcześniej mówiłem, ma swoje skutki. Część geografów (reprezentujących oba jej główne nurty) zachłysnęła się tą quasi-samodzielnością, możliwością decydowania o sobie, a dotychczasową współpracę traktuje jako walkę o punkty i splendory z tego tytułu wynikające. W moim odczuciu, którego nie podzielają wszyscy geografowie, właśnie dydaktyka jest elementem łączącym oba nurty geograficzne.

Jak wygląda lubelska geografia na tle polskiej i światowej?

Myślę, że całkiem nieźle. W tym roku lubelska geografia obchodzi 80-lecie swojego istnienia instytucjonalnego. To nie znaczy, że wcześniej geografów nie było w środowisku, ale dokładnie 80 lat temu powołana została Katedra Geografii Ogólnej przy Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Siłą rzeczy był to początek rozwoju geografii traktowanej łącznie jako jedna dyscyplina, co zostało podkreślone również w nazwie samej katedry. Trzon jej kadry stanowili profesorowie z ośrodka lwowskiego, a zatem tradycje lwowskie zostały przeniesione i zaszczepione na gruncie lubelskim. Wśród tych, którzy tworzyli lubelską geografię, byli: Adam Malicki, pierwszy kierownik katedry, Alfred Jahn, wybitny naukowiec, znany polarnik, późniejszy rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, Aniela Chałubińska uczennica Eugeniusza Romera, która do dzisiaj jest niezaprzeczalnym wzorcem dla kształcenia dydaktyków geografii, Henryk Maruszczak, mój mistrz naukowy, niekwestionowany specjalista od stratygrafii lessów i od geomorfologii strukturalnej. Ale także Tadeusz Wilgat, twórca lubelskiej szkoły badań hydrograficznych, Włodzimierz Zinkiewicz, organizator Obserwatorium Meteorologicznego oraz Zakładu Meteorologii i Klimatologii i wreszcie Franciszek Uhorczak, jeden z czołowych polskich kartografów. Tutaj stawiali swoje pierwsze kroki, tworzyli kadrę i kształcili kolejne pokolenia geografów.

Na UMCS funkcjonuje teraz Wydział Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej, odpowiedzialny głównie za koordynację dydaktyki. W jego strukturze są dwa instytuty: Instytut Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej oraz Instytut Nauk o Ziemi i Środowisku. Kiedyś część fizyczna geografii dominowała nad tą społeczną, ale od czasu wyodrębnienia dwóch dyscyplin geograficznych ta społeczna wyrównała się z fizyczną pod względem kadrowym, potencjału i w tej chwili mamy pełną symetrię. Geografia fizyczna ma kategorię A, co oznacza, że jest jedną z najlepszych w Polsce w sensie naukowo-badawczym, a także możliwości rozwoju i zasobów ludzkich. Geografia społeczna ma zaś zdecydowanie młodszą kadrę, co jest jej atutem i dobrze wróży na przyszłość. Ma kategorię B+, ale z dużymi aspiracjami na poprawę tego stanu rzeczy w kolejnej ewaluacji.

Przestrzeń jak tlen 2

Wąwóz lessowy na Roztoczu. Fot. Piotr Kieraciński

Czym zajmują się lubelscy geografowie?

Zainteresowania naukowe lubelskich geografów są bardzo różnorodne. Z racji położenia miasta ważnym przedmiotem zainteresowań badawczych są lessy. Lubelska szkoła lessów jest rozpoznawalna nie tylko w kraju, ale i w skali globalnej. Zajmuje się osadami pylastymi peryglacjalnymi, stratygrafią lessów, rzeźbą, procesami dynamicznymi, a w związku z tym ekstremalnymi, dotyczącymi przekształceń rzeźby lessowej. Na pewno warto wspomnieć o kartografii lubelskiej. Redaktorem głównym pięciotomowej Geografii powszechnej był wspomniany Franciszek Uhorczak. Ważną rolę pełni tam część ilustracyjno-kartograficzna. W tworzeniu map wykorzystano wówczas nowatorskie podejście wizualizujące złożone problemy przestrzenne. Kartografia w nowej odsłonie nie tylko nawiązuje do tradycji starej lubelskiej szkoły kartograficznej, ale wchodzi również w zagadnienia geomatyczne (GIS). Dalej wśród zainteresowań badawczych mamy stratygrafię, rekonstrukcje paleośrodowiskowe i geomorfologię. Jest też oczywiście lubelska szkoła hydrologiczna wspomnianego już Tadeusza Wilgata, która łączy w sobie limnologię i zainteresowanie jeziorami, zwłaszcza tymi na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim, z badaniami rzek (potamologia) i źródeł (kreologia). Wśród zainteresowań lubelskich geografów mamy też meteorologię, klimatologię i ochronę środowiska. Pracownicy geografii inicjowali i współtworzyli oba parki narodowe na terenie województwa lubelskiego: Roztoczański i Poleski. To, o czym mówiłem, to geografia fizyczna.

Natomiast geografia społeczno-ekonomicznaa, historycznie rzecz biorąc, istniała w Lublinie m.in. dzięki takim postaciom jak Jan Ernst, który trafił do nas ze Lwowa i tutaj budował geografię rolnictwa, przemysłu, osadnictwa. W ostatnich latach w ośrodku lubelskim pojawiają się i zyskują na znaczeniu nowe nurty badawcze związane z geopolityką, np. z geografią polityczną obszarów arktycznych. Mamy też geografię medyczną, są u nas badacze problemów demograficznych czy zagadnień związanych z turystyką.

Turystyka to pierwsze, z czym kojarzy mi się geografia: jak pójść, żeby się nie zgubić, jak orientować się w terenie, jak dojść do celu.

To z pewnością bardzo ważna praktyczna wiedza, ale musimy mieć świadomość, że to tylko „naskórek” geografii, bardzo użyteczny i praktyczny. Natomiast geografia w gruncie rzeczy jest niezwykle złożoną, wielowątkową i wieloobszarową wiedzą, o czym już wcześniej mówiłem. To nauka, która nie tylko opisuje pozycję przestrzenną różnych miejsc, ale przede wszystkim analizuje złożone sieci: łańcuchy dostaw, migrujące populacje, przestrzenie ekonomiczne itd.

Lubelski oddział Polskiego Towarzystwa Geograficznego organizuje regularne spotkania na UMCS, dotyczące m.in. dalekich podróży, ale także regionu.

Oczywiście. Myślę że to jeden z aktywniejszych oddziałów Polskiego Towarzystwa Geograficznego. Regularnie, bo co tydzień, organizowane są wykłady, prelekcje, a także wycieczki i sesje terenowe. I rzeczywiście poza samymi pracownikami, studentami i doktorantami zjawia się na nich liczne grono osób zainteresowanych tego rodzaju wiedzą: turystów, regionalistów, podróżników. To realizacja naszej misji popularyzatorskiej.

Dlaczego to lubelscy geografowie organizują Kongres Geografii Polskiej?

Kongresy geograficzne, odbywające się co dwa lata, to relatywnie młoda, bo dziesięcioletnia inicjatywa, mająca na celu popularyzację wiedzy geograficznej, wymianę doświadczeń, ale i integrację całego środowiska polskich geografów, zarówno w wymiarze personalnym, jak i instytucjonalnym. Wcześniej poszczególne organizacje geograficzne, m.in. Komitet Nauk Geograficznych PAN i Polskie Towarzystwo Geograficzne, organizowały odrębne, często konkurencyjne wydarzenia o podobnym charakterze, np. Zjazdy PTG i Forum Geografów Polskich. Tegoroczny Kongres zostanie zorganizowany po raz czwarty, ponownie w Lublinie. Jest to z jednej strony dostrzeżenie potencjału i pozycji naukowej lubelskiego ośrodka geograficznego przez instytucje współorganizujące to wydarzenie, z drugiej zaś swoiste uhonorowanie jubileuszu 80-lecia geografii lubelskiej.

Jaki wymiar ma ta impreza: naukowy, profesjonalny czy popularyzatorski?

Kongres Geografii Polskiej jest niewątpliwie wydarzeniem naukowym, ale również popularyzującym wiedzę geograficzną. W ciągu pięciu dni znajdą coś dla siebie zarówno profesjonaliści wykorzystujący zawodowo wiedzę geograficzną, amatorzy interesujący się geografią w różnych jej odcieniach, jak również – co oczywiste, biorąc pod uwagę rolę Polskiego Towarzystwa Geograficznego w tym wydarzeniu – sami naukowcy. Pierwszy dzień to Forum Młodej Geografii, skupiające studentów, doktorantów i młodych pracowników nauki. Cieszę się, że na zaproszenie odpowiedziała pozytywnie ponad setka młodych ludzi z Polski i zagranicy. Odbędą się warsztaty, szkolenia, pierwsze wprawki prezentacyjne, spotkania z osobami o uznanym dorobku naukowo-badawczym. Dzień drugi jest kluczowy i w istocie inaugurujący formalnie Kongres. Spodziewamy się około tysiąca uczestników, którzy wypełnią salę operową Centrum Spotkania Kultur. Przed nami liczne panele dyskusyjne, skoncentrowane wokół istotnych zagadnień dotyczących przyszłości nauk geograficznych. To będzie czas poświęcony geografii jako takiej. Porozmawiamy m.in. o komercjalizacji wiedzy geograficznej, losach absolwentów, a są one bardzo interesujące, oraz o kształceniu geograficznym. Z tym ostatnim jest największy problem, ponieważ konieczność i waga kształcenia geograficznego na poziomie podstawowym i średnim niekoniecznie jest zauważana, doceniana i dowartościowywana przez decydentów. Będzie również gala geografii polskiej i gala geografii lubelskiej, dwa odrębne wydarzenia, ale połączone nagrodzeniem osób szczególnie zasłużonych dla geografii. W części ściśle naukowej zaplanowaliśmy kilkanaście bloków i kilkadziesiąt sesji tematycznych. Kongresowi po raz pierwszy towarzyszyć będzie wydarzenie absolutnie wyjątkowe i spektakularne – GeoArt Lublin Festival, czyli przegląd sztuki inspirowanej przez przyrodę w jej wymiarze abiotycznym. Serdecznie zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w Kongresie Geografii Polskiej, który odbędzie się w dniach 10–14 września w Lublinie. Czeka nas niezapomniana uczta naukowa i kulturalna.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Wróć