Anna Supruniuk, Mirosław A. Supruniuk

Pierwsza inauguracja w Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin, 14 stycznia 1945 r. Fot. Wytwórnia Filmowa WP. Źródło: Muzeum UMCS
Dla znacznej części zachodniej Europy rok 1945 i koniec wojny światowej oznaczał początek odbudowywania zrujnowanego życia społeczno-gospodarczego i powrót do odwzorowywanej w przedwojennym kształcie codzienności we wszystkich jej aspektach. Tam, gdzie było to możliwe, przeprowadzano rekonstrukcję instytucji długiego trwania, odzyskując równowagę potrzebną po traumie wojennej. Jednymi z najważniejszych owych instytucji były szkoły, w tym również szkoły wyższe i uniwersytety, z których większość działała w warunkach okupacji niemieckiej, bez uczonych, którzy zmuszeni zostali do emigracji lub zwolnienia, mniej lub więcej respektując ustawy antyżydowskie. Skupiono się na odbudowywaniu tego, co było znane i cenione, i tylko w wyjątkowych sytuacjach tworzono instytucje nowe w miejsce lub obok już istniejących, odbudowując nie tyle strukturę, co skład personalny uczelni. Podobnie było na terenach zajętych przez wojska sowieckie, chociaż tu odbudowa szkół wyższych często była dosłowna. W latach 1945-1946 powstało w całej Europie niewiele nowych wyższych uczelni i – zauważmy – wszystkie w krajach poddanych sowieckiej dyktaturze. Na zachodzie nie zajmowano się w tym czasie tworzeniem nowych szkół wyższych w ogóle. Za żelazną kurtyną utworzono Użhorodzki Uniwersytet Narodowy w mieście, które odebrano Czechosłowacji i przyłączono do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej; poza tym powstał niewielki Brzeski Instytut Nauczycielski na Białorusi, bułgarska Akademia Rolnicza w Płowdiw oraz dwie uczelnie na Słowacji: Słowacki Uniwersytet Rolniczy w Nitrze i Politechnika Zwoleńska. Inaczej rzecz się miała w Polsce, gdzie w latach 1944/1945, obok odtworzonych czterech uniwersytetów przedwojennych, powstało szereg nowych szkół wyższych.

Widok na przestrzeń pod budowę Dzielnicy Uniwersyteckiej, Lublin, 22 października 1949 r. Fot. NN. Źródło: Muzeum UMCS
U progu roku 1945, jeszcze przed zakończeniem drugiej wojny światowej, w wielkim projekcie przebudowy i „unowocześnienia” życia społeczno-gospodarczego Rzeczypospolitej, jednym z najważniejszych zagadnień stojących przed nową władzą stała się rekonstrukcja zniszczonych przez wojnę warsztatów pracy naukowej i dydaktycznej w zmieniającej się, choć wciąż niejasnej, przestrzeni geograficzno-politycznej. Było to z wielu powodów skomplikowane i karkołomne, ale doświadczenie lubelskie roku 1944 i pasja, z jaką tworzono nowy uniwersytet w mieście, które na chwilę stało się stolicą „nowej Polski”, pozwalało mieć nadzieję na sukces. Zrujnowane budynki uczelniane, przede wszystkim w Warszawie, ale nie tylko tam, to zaledwie jeden z aspektów trudności, z którymi należało się zmagać. Największe ubytki nastąpiły w kadrach oraz w wyposażeniu: gromadzonych w okresie dwudziestolecia z wielkim pietyzmem zbiorach naukowych i kolekcjach muzealno-dydaktycznych zniszczonych i rozkradzionych przez najeźdźców. Nie ostała się ani jedna nienaruszona biblioteka naukowa, a spośród z górą sześciuset wyposażonych w aparaturę pracowni naukowych jedynie trzy nie zostały doszczętnie rozkradzione. Z dymem poszło też 2/3 księgozbiorów publicznych i prywatnych, w tym wiele najwartościowszych zabytków polskiego i europejskiego piśmiennictwa. W popiół zamienił się najcenniejszy zasób Biblioteki Narodowej i Archiwum Akt Dawnych, z innych kolekcji wykradziono bezcenne dokumenty, rękopisy naukowe, dzieła sztuki i obiekty kultury materialnej, i wywieziono je do Niemiec lub do Rosji Sowieckiej. I, żeby dopełnić obraz grozy, nieomal wszystko, co znajdowało się na wschód od nowych granic musiało zostać na miejscu; z dawnych polskich uczelni wyższych na Kresach zabroniono wywozu nie tylko instrumentów i urządzeń naukowych, ale też księgozbiorów, dokumentów czy jakichkolwiek przedmiotów kultury mogących służyć nauce. Przemycony przez prof. Edwarda Passendorfera zbiór map geologicznych długo utrzymywany był w tajemnicy z lęku, że zostanie odebrany i zwrócony do Wilna.
Wojna, ale przede wszystkim Niemcy, w nieludzkim systemie aresztowań, egzekucji, obozów i zsyłek, unicestwiła prawie 80 procent polskiej inteligencji, ponad 30 procent ogółu pracowników naukowych, w tym prawie połowę zatrudnionych przed wojną profesorów i docentów. Zamordowano trzydziestu wybitnych profesorów krakowskich oraz dużą część kadry uniwersytetu w Poznaniu, a w powstaniu warszawskim zginęło wielu pracowników stołecznych uczelni. Kilka dyscyplin naukowych, z matematyką na czele, utraciło większą część kadry. Idący w sukurs barbarzyństwu niemieckiemu sowiecki komunizm pozbawił pracy, aresztował i zesłał w głąb Rosji kilkudziesięciu uczonych szkół lwowskich i wileńskich, z których część zmarła, a część doczekała amnestii i znalazła się na emigracji.
Bodaj najmniejsze straty osobowe poniósł Uniwersytet Stefana Batorego i wileński Instytut Badawczy Europy Wschodniej. Wśród wcale dużej liczby osób uwięzionych, zesłanych do łagrów i zamordowanych w latach 1939-1945 śmierć poniosło „zaledwie” 14 profesorów i docentów. Były to ofiary obu okupantów Wilna: Rosjan i Niemców. Znacznie więcej zginęło młodszych pracowników nauki: asystentów i adiunktów. Jedni polegli w szeregach wojska polskiego lub armii podziemnej, inni zaginęli w transportach i na zesłaniu; zamordowano wielu uczonych narodowości żydowskiej oraz jeńców obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Uniwersytet Lwowski Jana Kazimierza i inne lwowskie szkoły wyższe, podobnie jak Almae Matris Vilnensis, trzykrotnie doznawały uszczuplenia kadry: w latach 1939-1941, w czasie okupacji niemieckiej oraz ponownie, po zajęciu Lwowa przez wojska sowieckie. Zmarło lub zamordowano ponad 45 najwybitniejszych lwowskich uczonych wraz z rodzinami, kilkunastu znalazło się na obczyźnie.

Rektorat Uniwersytetu Łódzkiego, ul. Gabriela Narutowicza 68, Lublin, b.d. Fot. NN. Źródło: Archiwum i Muzeum Uniwersytetu Łódzkiego
W pierwszym okresie owej odbudowy, w kraju zrujnowanym kolejnymi okupacjami, najistotniejszym zadaniem z punktu widzenia władzy komunistycznej była walka o nową ideologię bez liczenia się z kosztami społecznymi. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że „zaprzęgnięto” naukę i ludzi nauki do wojny o nowy światopogląd, wykorzystując doświadczenia sowieckie i niewielką w 1945 roku, ale szybko rosnącą rzeszę uczonych gotowych na daleko idący kompromis z sumieniem i wartościami. Budowanie „nowego kraju” pozbawionego samodzielności politycznej, a także znaczącej części twórczej inteligencji (podobnie, jak nauczyciele akademiccy wymordowanej, więzionej lub zmuszonej do emigracji) i aparatu urzędniczego, opartego na nowym systemie ekonomicznym i ustroju, miało bezwzględny priorytet, któremu należało podporządkować wszystkie sfery życia.
Nie wydaje się, by władza komunistyczna nie zdawała sobie sprawy z otaczającej ją powszechnej niechęci i zupełnego braku wsparcia w społeczeństwie. Niemniej w roku 1945, tkwiąc w permanentnej „wojnie domowej”, z oddziałami ludowego wojska i armii czerwonej na ulicach miast oraz rosnącą w liczbę milicją obywatelską, nie czuła jeszcze potrzeby terroru na uczelniach. Wystarczały szykany, nakazy pracy i inwigilacja. Początkowo komuniści nie posiadali narzędzi umożliwiających pełną kontrolę i tym samym dyskryminację uczonych nieprzejawiających sympatii dla nowego ustroju i światopoglądu stalinowskiego. Nie było zatem szans na rewolucyjne zmiany w dziedzinie kultury i nauki, polegające na przeszczepieniu sprawdzonego modelu sowieckiego. Ów brak kadry kazał, z prostego pragmatyzmu, tolerować poglądy nieprzychylne. Dlatego w 1945 roku znaleźli się na katedrach uczeni jeszcze przed wojną gorliwie potępiający ustrój sowiecki, tacy jak Wincenty Lutosławski czy Władysław Konopczyński. Nowa władza prędko zrezygnowała z projektów, by uszczuplić liczbę uniwersytetów i już w lutym 1945 roku rozważano utworzenie uczelni w Gdańsku, Wrocławiu i Łodzi, a równocześnie wprowadzono zmiany na uniwersytecie w Poznaniu oraz reorganizację szkół wyższych z wyodrębnieniem ze struktury uniwersytetów szkół medycznych, weterynaryjnych, farmaceutycznych i prawnych, które należało kontynuować w formie uczelni typu zawodowego. Przyjęto też, że należy odbudować w miejscu istnienia szkoły przedwojenne, nawet te zrujnowane, jak Uniwersytet Warszawski i Politechnikę, lecz obok nich tworzyć „uniwersytety nowego typu”.
Nie mogąc w pełni kontrolować uczonych, podjęto starania, by u podstaw nadzorować studentów, zwłaszcza że to oni jako pierwsi oprotestowali zmiany. Zaraz po wojnie odebrano, bez odszkodowania, właścicielom ziemskim ich gospodarstwa w atmosferze terroru i upokorzenia, a równocześnie odmówiono dzieciom tych „kułaków” dostania się do lepszych szkół i na studia, a w konsekwencji także lepszej pracy odpowiadającej wykształceniu. We wszystkich komisjach rekrutacyjnych komuniści wprowadzili tzw. czynnik społeczny, z reguły członków partii lub członków komunistycznych organizacji młodzieżowych, którzy dbali o interes nowej władzy, tworząc m.in. listy osób polecanych i, mając wgląd w akta studenckie, mogli w każdej chwili domagać się zwolnienia osoby ze studiów. I choć w 1945 roku wypadki takie były wyjątkowe i dotyczyły głównie zaangażowania w działalność polityczną, niebawem już stały się normą. Pochodzenie, jak garb, którego nie da się ukryć, stygmatyzowało członków społeczności akademickiej.

Absolwenci Wydziału Prawno-Ekonomicznego z profesorami, Łódź, listopad 1948 r. Fot. S. Bąkiewicz. Źródło: Archiwum i Muzeum Uniwersytetu Łódzkiego
Po likwidacji ziemiaństwa i bogatszego chłopstwa, nowe władze skupiły się na likwidacji niepodległościowego podziemia, bez oporów porywając studentów – członków WiN i organizacji podziemnych – z domów akademickich i z ulic. W księgach immatrykulacji odnotowywano jedynie, że student przestał studiować, a akta znikały. Tego rodzaju kontrola, chociaż dalece niedoskonała, bo uczelnie dopiero obsadzano tajnymi współpracownikami służby bezpieczeństwa, miała na celu wzbudzenie strachu przed wszechmocą nowej władzy.
Bezpartyjnych uczonych należało „zagonić” do pracy, „kupić” lub/i kontrolować, selektywnie tworząc samodzielne stanowiska badawcze, przydzielając środki na funkcjonowanie zakładów, udzielając stypendiów lub obdarowując samodzielnym mieszkaniem. Najskuteczniejszym, jak się zdawało, sposobem kontroli nad warstwą intelektualistów wychowanych i wykształconych przed wojną miały być głodowe stawki wynagrodzenia dla pracowników naukowych, nauczycieli, bibliotekarzy, muzealników, ale też lekarzy, inżynierów i urzędników. Paradoksalnie, zgodnie z doktryną marksistowską, mówiącą, że byt kształtuje świadomość, głodowe pensje jeszcze bardziej wzmocniły postawy antykomunistyczne. Jednocześnie uruchomiono działalność różnych kursów dokształcających, które miały „wyprodukować” klasę „zastępców” w niemal każdej dziedzinie. Jedną z form tych kursów było Dwuletnie Studium Przygotowawcze. W pierwszym rzędzie dotyczyło to nauczycieli szkolnych, jako że indoktrynacja polityczna miała się rozpoczynać w szkołach, znacznie bardziej inwigilowanych niż wyższe uczelnie. Przy tablicach ustawiono „nowych” nauczycieli, najczęściej członków partii komunistycznej bez świadectwa maturalnego. Specjalnie dla nich stworzono roczne kursy nauczycielskie oraz egzaminy uproszczone, które sprawdzały jedynie znajomość obowiązujących nowych podręczników i dawały prawo do nauczania. Powołano też Wyższe Szkoły Pedagogiczne, które w szybkim trybie kształciły kardę dla szkół. Na brak kadr technicznych wymyślono przyspieszone kursy i pseudostudia. Np. w Katowicach powołano w 1946 roku Wyższe Studium Górniczo-Hutnicze z prawami wyższej szkoły technicznej, która wydawała osobom bez matury dyplomy inżynierskie po 1,5-rocznym kursie.
W 1945 roku rozpoczęto także działalność szkół dla pracujących, przy czym jednym z głównych miejsc w tego rodzaju edukacji zajmowała praca społeczna, podnosząca poziom świadomości komunistycznej. Równocześnie komuniści rozwijali różne formy szkolnictwa partyjnego. Już w 1944 roku powołano w Lublinie Centralną Szkołę Partyjną PPR, którą w II połowie 1945 przeniesiono do Łodzi. Była to placówka krzewiąca zasady ideologii marksistowskiej i propagandy bolszewickiej. Brak oddanej kadry prawniczej i absolutny brak zaufania do resztek przedwojennych sędziów i prokuratorów, zmusił komunistów do powołania już w 1946 roku Szkoły Prawniczej Ministerstwa Sprawiedliwości w Łodzi, z filią we Wrocławiu, która po rocznym kursie wypuszczała gotowych do „działania” prawników. Dla sędziów i prokuratorów wojskowych dwa lata później założono Oficerską Szkołę Prawniczą w Warszawie i Jeleniej Górze. Wraz z powołaniem szkoły zmieniono prawo, które pozwalało obsadzać stanowiska sędziowskie i prokuratorskie osobom bez wyższego wykształcenia. W 1948 roku powstała niezwykle szkodliwa Szkoła Prawnicza im. Teodora Duracza. Próbowano ją założyć przy UMK w Toruniu, ale odmowa, z jaką spotkało się ministerstwo, miała i ten skutek, że w niecały rok później rozpoczęto likwidację wydziału prawnego na toruńskiej uczelni.

Pierwszy wykład inaugurujący działalność wrocławskich uczelni – Politechnika Wrocławska, budynek A-5, sala 305. Wrocław, 15 listopada 1945 r. (Źródło: K. Jasińska, W ogniu i w gruzach: Uniwersytet Wrocławski w latach 1945-1946: inne spojrzenie, Wrocław 2022).
Na uniwersytetach „starych” (w 1945 były to UJ, UW i UP, traktowane jako ośrodki „burżuazyjnej” nauki akademickiej) pozwolono, by odbudowa przyjęła przedwojenne rozwiązania organizacyjne, ale też idee akademickie, ocalałą kadrę, którą zamierzano wzmocnić i zasady funkcjonowania w życiu codziennym. Nie widziano szans na reedukację, choćby ze względu na wiek większości uczonych, których przeciętna sięgała 60 lat. Te same reguły, z racji niemal kompletnie przeniesionych wzorców administracyjno-organizacyjnych, przeszczepiły się i utrwaliły we Wrocławiu i Toruniu. I były na tyle silne, że kiedy w 1957 r. bawiła w Polsce grupa profesorów angielskich, która chciała zapoznać się z metodami tworzenia nowych uczelni, w Toruniu spotkał ich, jak się zdaje, zawód. Wzorce wileńskie i lwowskie widoczne były w każdym elemencie organizacji uczelni. Wileński aparat administracyjny, od kwestora po woźnych, „pełnych życzliwej ufności w te wielkie walory, jakie wnosi uniwersytet, przekonanych o wadze własnego ich udziału w tworzeniu go, ofiarnych i oddanych” – jak wspominał Karol Górski. Owa pewność trwałej formy universitas, jaką zaszczepiono w Toruniu, stała się gwarancją rozwoju.
Tym samym, „nowe” znalazło miejsce do realizacji od podstaw jedynie w Lublinie, na państwowym i laickim UMCS, którego dewizą stało się hasło: „Służba niezłomna dla nowej ludowej Polski”, oraz w Łodzi, gdzie przymuszona finansami kadra dawnej Wszechnicy Polskiej zrezygnowała z odbudowy przedwojennej uczelni na rzecz państwowego uniwersytetu.
To, co wydawało się niemożliwe w roku 1945, tj. wymiana kadry akademickiej w krótkim okresie, stało się realne trzy lata później, gdy utworzono stanowisko profesora kontraktowego, obok zwyczajnego i nadzwyczajnego, i powoływano na nie magistrów, nadając im władzę wyższą niż posiadali docenci. Wykorzystano również przedwojenną jeszcze instytucję zastępcy asystenta, która dawała możliwość zatrudniania zindoktrynowanych studentów wytypowanych przez organizacje partyjne. Rosnąca na uczelniach liczba pewnych i gotowych do działań politycznych młodych marksistów sprawiała, że na zajęciach młodzi członkowie organizacji partyjnych wprowadzali terror, rozpowszechniając ortodoksję marksistowską metodami sowieckimi i czyniąc wszelki dyskurs niemożliwym. Powszechne było przerywanie wykładów i zajęć uczonych, których poglądy dalekie były od obowiązujących. W ramach procesu rozwoju uczelni socjalistycznych marksizm stawał się jedynym obowiązującym zbiorem prawd naukowych w każdej dziedzinie.

Laboratorium Wydziału Medycyny Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław, styczeń 1947 r. Fot. NN. Źródło: NAC, sygn. 3/3/0/34/769/47421
Ograniczanie wolności Uniwersytetów maskowano manifestowaniem przywiązania do tradycji akademickiej i katolickiej. W Warszawie prezydent Bolesław Bierut brał udział w procesji Bożego Ciała, nosząc baldachim nad prymasem Polski kardynałem Augustem Hlondem. W latach 1945/1946 pozwalano na uroczyste inauguracje z udziałem księży, na obchody świąt kościelnych, święcenie budynków i obecność duchownych na uczelniach wyższych, a także na udział studentów w organizacjach religijnych. Tolerowano krzyże w salach wykładowych, wiszące obok portretów nowych „wodzów narodu i socjalizmu”.
Radykalne zmiany zaczęły się już w 1946 roku, a głębiej u progu zjednoczenia PPS i PPR. Można przyjąć założenie, że wydarzenia na wszystkich uniwersytetach przebiegały podobnie, a różne były jedynie liczby i zakres represji. Poprzedziły je strajki studenckie. 3 Maja 1946 r. odbyły się protesty w związku z zakazem pochodów rocznicy uchwalenia konstytucji, w trakcie których aresztowano studentów. Największe w Krakowie na UJ, ale też w Poznaniu, Warszawie czy Toruniu. Nazbyt gorliwych rektorów, przywiązanych do ideałów wolności nauki i broniących wyrzucanych z uczelni studentów, zmuszano do ustąpienia groźbami lub podsycaniem atmosfery „studenckiego buntu”, co objawiało się demonstracyjnymi okrzykami na wykładach. Dotknęło to np. Tytusa Dąbrowskiego w Poznaniu, Tadeusza Kotarbińskiego w Łodzi, Ludwika Kolankowskiego w Toruniu czy Henryka Raabego w Lublinie. Uczonych, którzy zbyt gorliwie domagali się swobody wykładania, inwigilowano, odsuwano od dydaktyki, a gdy to nie dawało gwarancji, pozbawiano katedr lub wysyłano na emerytury. Czasem aresztowano, choć dotyczyło to głównie nauczycieli szkół średnich i młodych pracowników nauki, zwłaszcza tych z przeszłością w oddziałach AK. Szczególny nacisk położono na zerwanie więzi powstałych w latach przedwojennych na uczelniach kresowych. Nie pozwolono, by Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, zakładany przez ekspatriantów z Wilna, stał się swego rodzaju „USB na wygnaniu”, a zakaz dotyczył nie tylko utworzenia wydziałów teologicznego, lekarskiego czy rolniczego, ale obsadzania katedr wyłącznie wilnianami i zmuszał uczonych byłego USB do opuszczenia Torunia i zatrudnienia na uniwersytetach we Wrocławiu, Łodzi, Lublinie czy Warszawie. Podobnie było z kadrą UJK, której wielu członków znalazło się po wojnie w Toruniu czy Łodzi, nie zawsze z własnej woli.
Wspomniany wyżej dramatyczny brak kadr dla nowych uniwersytetów wydawał się nie do pokonania. „Źródłem uczonych” były szkoły kresowe z Wilna i Lwowa, ale też Wolna Wszechnica Polska – prywatna uczelnia utworzona w 1916 roku w Warszawie, z filią w Łodzi, której statut zatwierdził w 1935 minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego Wacław Jędrzejewicz. W 1937 roku potwierdzono prawo uczelni do nadawania stopni magisterskich. Wszechnica specjalizowała się głównie w naukach społecznych i wyróżniała m.in. dużą liczbą studentek oraz tym, że około 1/3 ogółu słuchaczy stanowili Żydzi. Uczelnia miała opinię lewicowej. Wyróżniała się także znaczną fluktuacją uczonych. W latach wojny skupiła swoje wysiłki na dokształcaniu słuchaczach dojeżdżających do Warszawy i rekrutujących się w dużej mierze z młodzieży chłopskiej, a pracownicy, podobnie jak uczeni innych szkół, podlegali represjom wojennym. W zrujnowanej Warszawie nie było warunków dla wznowienia działalności, dlatego dawni wykładowcy, na czele z prof. Teodorem Viewegerem oraz znaczną częścią dawnych słuchaczy, przystąpili do odtworzenia szkoły w Łodzi, pod nową nazwą: Państwowy Uniwersytet w Łodzi – Wolna Wszechnica Polska. Po śmierci rektora Viewegera w wypadku samochodowym w maju 1945 roku przekształcono szkołę w państwowy uniwersytet. Uniwersytet Łódzki zasilili m.in.: Józef Chałasiński, Natalia Gąsiorowska, Józef Litwin, Marian Grotowski, Helena Radlińska, Benedykt Leon Bornstein, Andrzej Boleski, Ludwik Domański, Albert Józef Dryjski, Stanisława Wiktoria Dembowska, Jan Bohdan Dembowski, Antoni Dmochowski, Jan Dylik, Włodzimierz Andrzej Franciszek Ksawery Dzwonkowski, Janusz Kazimierz Jamontt, Juliusz Jurczyński, Marcin Kacprzak, Borys Łapicki, Maria Lipska-Librachowa, Józef Obrębski, Leszek Pawłowski, Emil Stanisław Rappaport, Edward Rosset, Alicja Simon, Stefania Skwarczyńska, Wiktor Wąsik, Feliks Wiśniewski, Tadeusz Wolski i Artur Żabicki. Nieliczni uczeni Wszechnicy znaleźli zatrudnienie poza Łodzią, np. Ludwik Hirszfeld, który był od 1944 roku pierwszym rektorem UMCS, czy Władysław Namysłowski, który trafił do UMK.
Oprócz nauczycieli akademickich związanych przed wojną z uniwersytetami, zatrudnienie na nowych uczelniach znaleźli pracownicy archiwów państwowych, bibliotek naukowych, zakładów badawczych pozauczelnianych, a nawet praktykujący prawnicy czy lekarze bez stopni naukowych. Zdarzało się, że „awansowano” także oficerów i komunistycznych frontowych propagandystów.

Widok na Pomorski Urząd Wojewódzki (ob. Collegium Maius UMK) od strony ul. Wały, Toruń, 15 marca 1945 r. Źródło: E. Przybył, Toruń – pierwszy rok w nowej Polsce luty 1945 – styczeń 1946 w dzienniku malarza i bibliofila, oprac. J. Tondel i R. Tondel, Toruń 2021, fot. 4.
Pierwszym z nowych uniwersytetów był Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, powołany do życia 23 października 1944 roku w Lublinie jako uczelnia państwowa i laicka alternatywa wobec odradzającego się Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który oficjalnie wznowił swą działalność już 21 sierpnia 1944 r., jako pierwszy uniwersytet w Polsce po okupacji niemieckiej, przyjmując do pracy uczonych z Wilna i Lwowa. W momencie uroczystej inauguracji pierwszego roku akademickiego, która miała miejsce 14 stycznia 1945 roku, UMCS tworzyło pięć wydziałów: Lekarski, Przyrodniczy, Rolny, Weterynaryjny i Farmaceutyczny. Kadrę naukową UMCS stanowili profesorowie zlikwidowanych uczelni lwowskich i wileńskich, a także nieliczni nauczyciele akademiccy w innych ośrodków i wojska. Organizatorem i pierwszym rektorem Uniwersytetu był zoolog prof. Henryk Raabe. Uczelnia miała wyraźny profil zawodowy, bez wydziału humanistycznego, a jej zadaniem miało być kształcenie specjalistów w dziedzinach związanych z medycyną i rolnictwem. Mimo prowizorium lokalowego i toczącej się wojny, studia rozpoczęło w końcu 1944 roku prawie 1000 studentów. Bez tradycji wyniesionej skądinąd uniwersytet powstawał jako projekt pierwszego rektora, którego pomysły tworzyły nieznane przed wojną formy współuczestniczenia społeczności akademickiej w zarządzaniu uczelnią. Jednym z tych pomysłów była senacka Komisja Współpracy ze Społeczeństwem, innym: Komisja Planowania Naukowego.
Wspomniany wyżej Uniwersytet Łódzki, tworzony głównie przez kadrę Wolnej Wszechnicy Polskiej, znalazł się w wyjątkowej sytuacji. Od początku 1945 roku, po wejściu do Łodzi wojsk sowieckich, do miasta ściągali uczeni warszawscy, a następnie, w ramach ekspatriacji, wygnańcy z Wilna. Latem 1945 roku znaczna część uczonych z Uniwersytetu Stefana Batorego przeniosła się do Torunia, gdzie powstawał UMK, a w Łodzi zostali nieliczni, przede wszystkim prawnicy i lekarze. Był wśród nich prof. Bolesław Wilanowski, były dziekan Wydziału Prawa i Nauk Społecznych USB, który z upoważnienia Ministerstwa Oświaty miał zająć się organizacją wyższego szkolnictwa w Łodzi. Koncepcja prof. Wilanowskiego polegała na utworzeniu jednej uczelni obejmującej nauki uniwersyteckie i politechniczne, lekarskie, rolnicze, ekonomiczne i artystyczne. Rozwijał w tej idei koncepcję uniwersytetu wileńskiego. Uniwersytet i politechnika w jednym organizmie miały przejąć wszystkie pomysły uczelniane i kadry, uniemożliwiając odrodzenie Wolnej Wszechnicy. Ostatecznie powołano dwie uczelnie państwowe, a Uniwersytet z rektorem prof. Tadeuszem Kotarbińskim miał mieć charakter szkoły z wydziałami humanistycznymi, matematyczno-przyrodniczymi i społecznymi. Początkowo UŁ miał Wydział Lekarski, stąd obecność w Łodzi lekarzy z Wilna: Stefana Bagińskiego, Emila Bronisława Leyko, Wacława Lewińskiego czy Władysława Karaffy-Korbuta, który od 1923 roku kierował na USB Katedrą Chemii Farmaceutycznej. „Nowoczesność” łódzkiej Almae Matris objawiała się w rezygnacji z części tradycji akademickich. Profesorowie UŁ nie ubierali się w tradycyjne togi podczas uroczystości, a rektor deklarował, że uniwersytet chce być dostępny „głównie dla dzieci rodzin ze sfer pracujących, chce być szczerze postępowy (a to, że jest nowy, ułatwia mu uniezależnienie się od średniowiecznego balastu pokutującego w tradycji starych wszechnic), chce być zdecydowanie laicki, chce mieć wolną rękę wobec wszelkich sztywnych systemów ideologicznych, światopoglądowych, historiozoficznych i innych”. Od początku na katedrach pojawili się wykładowcy reprezentujący poglądy marksistowskie, z Adamem Schaffem i Stanisławem Ehrlichem na czele. W końcu października 1945 roku studiowało na UŁ ponad 2200 studentów, lecz liczba ich szybko rosła. W 1947 roku powołano na uniwersytecie Studium Nauki o Polsce i Świecie Współczesnym, którego zadaniem była ideologizacja studentów kończących studia.

Pierwsza inauguracja roku akademickiego 1945/1946 w Collegium Maius, Toruń, 5 stycznia 1946 r. Fot. Alojzy Czarnecki.
Zgodnie z treścią dekretu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej z 24 sierpnia 1945 roku przez pierwsze sześć lat Uniwersytet Wrocławski funkcjonował w ścisłym instytucjonalnym i personalnym związku z Politechniką Wrocławską. Dekret określał, że w ich skład wchodzi sześć wydziałów uniwersyteckich (prawno-administracyjny, humanistyczny, matematyczno-przyrodniczy, lekarski z oddziałem farmaceutycznym, rolnictwa z oddziałem ogrodniczym) i cztery politechniczne (chemiczny, mechaniczno-elektrotechniczny, budownictwa, hutniczo-górniczy). Zabezpieczono gmachy i majątek dawnych uniwersytetu i politechniki, w dużej części zrujnowane i wymagające remontu. Do Wrocławia skierowano kadrę i przede wszystkim pracowników administracji UJK i politechniki ze Lwowa, nadając nowej uczelni głęboki rys kresowy. Wykład inauguracyjny odbył się 15 listopada 1945 roku, a działalność dydaktyczną rozpoczęto bez oficjalnej inauguracji. Rektorem połączonych uczelni został profesor UJK, działacz przedwojennego Stronnictwa Demokratycznego, Stanisław Kulczyński, bezdyskusyjnie oddany nowej władzy, poseł na kolejne sejmy PRL. We Wrocławiu odrzucono całkowicie tradycję działających w tym mieście uczelni niemieckich, chociaż w mowie inauguracyjnej kolejnego roku akademickiego, 9 czerwca 1946 roku, rektor miał powiedzieć, że uczeni czują się „materialnymi spadkobiercami ruin niemieckiego Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu”. Proces „demokratyzacji nauki” rozpoczął się natychmiast i oznaczał likwidację tożsamości uniwersytetu oraz skupienie się na wykształceniu „odpowiedniej ilości kadr nauczycielskich, lekarskich, inżynierskich, które przyczyniłyby się do dzieła odbudowy i zagospodarowania Śląska”. Uniwersytet współtworzył nową polską społeczność ziem zachodnich, stanowiąc swoistą mieszankę ludności napływowej z kresów oraz wszystkich ziem polskich. Nie był przez to organizmem wrogim i „narzuconym”, jak było to w Toruniu. Żył jednak życiem swoistym, odrębnym rytmem, o wyraźnych cechach wspólnoty.
Jedyny tworzony bez nakazu zewnętrznego nowy polski uniwersytet powstawał w Toruniu. Z „łaski bożej” i ambicji działaczy partyjnych w mieście urodzin Mikołaja Kopernika, ale przede wszystkim z pewnego „podstępu” grupy uczonych z Wilna pragnących zachować własną tożsamość. Starania o przeniesienie do Torunia wileńskiej uczelni w całości rozpoczęły się wiosną 1945 roku. Udało się to jedynie częściowo. UMK miał początkowo tylko dwa wydziały wileńskie: Humanistyczny oraz Matematyczno-Przyrodniczy. Prawników wileńskich rozesłano po różnych odbudowywanych uczelniach, a pracowników Wydziału Lekarskiego USB przeniesiono in corpore (z wyjątkiem nielicznych, którzy zostali w Łodzi) do Gdańska, gdzie pilnie, już 8 października, powołano Akademię Lekarską. Nie wydano również zgody na utworzenie na UMK wydziałów rolniczego i teologicznego ani nawet weterynaryjnego, który miał składać się z pozostałych w Toruniu lekarzy i agronomów. Władze ministerialne starały się zapanować nad „rozgrzanymi” głowami uczonych z Wilna, mianując p.o. rektora w osobie prof. Jana Wilczyńskiego, który miał przed wojną wątpliwą opinię wśród pracowników USB (z racji procesów o defraudacje finansowe), a kiedy okazało się, że jest nieudolny, przekonano Ludwika Kolankowskiego do działań organizacyjnych. Dekret o UMK opublikowano w „Dzienniku Ustaw” dopiero 19 września 1945 roku. W kolejnych rozporządzeniach utworzono dwa nowe Wydziały UMK: Prawno-Ekonomiczny, który stworzono głównie z uczonych lwowskich, oraz Sztuk Pięknych, który bezpośrednio nawiązywał do jedynego przed wojną uniwersyteckiego wydziału USB. Cała tradycja i dostojeństwo akademickie przeniesione zostały z Wilna. Dotyczyło to nie tylko struktury, nazewnictwa, wszelkich druków, ale też np. przysięgi studenckiej czy zachowania łaciny w formułach dyplomów i w indeksach. Pierwsza inauguracja odbyła się, podobnie jak w Wilnie, z udziałem władz państwowych oraz z nabożeństwem w znajdującym się tuż przy Collegium Maius UMK kościele Najświętszej Marii Panny, który na dwa lata stał się kościołem akademickim. Z 1605 studentów, których doliczono się w dniu inauguracji, zaledwie 221 miało jakieś związki z Wilnem.
W podsumowaniu warto może dodać, że oprócz uniwersytetów w roku 1945 i na początku 1946 roku powstały także szkoły resortowe oraz specjalistyczne, w tym np. wspomniana Akademia Lekarska w Gdańsku, Wyższa Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego w Łodzi (istniejąca w latach 1945–1950 szkoła zawodowa bez praw akademickich), Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Gdańsku (1946–1970, jako uczelnia państwowa, powstała na bazie działającego od września 1945 Państwowego Pedagogium) czy Wyższa Szkoła Administracyjno-Handlowa w Częstochowie (1945-1950).
Tradycję przedwojennych uniwersytetów i związaną z nią wolność nauki zaczęto blokować już w 1946 roku, zastępując ją „demokratyzacją”. W październiku 1947 roku władze komunistyczne dekretem zniosły przedwojenną ustawę o szkołach akademickich, pozbawiając uniwersytety jakiejkolwiek autonomii organizacyjnej. Wprowadzono wzorcowe statuty, rozbudowano administrację i uniformizację ideologiczną, promując nowe pokolenie „pracowników nauki” oddanych więcej nowej idei niż tradycji akademickiej. Prof. Hugo Steinhaus zanotował: „Wyszedł dekret kasujący autonomię szkół wyższych; dziekani będą mianowani, a senaty będą się składać z dziekanów i prodziekanów, więc z samych nominatów. […] Wiceminister Krassowska wydała ordynarny i sprzeczny z ustawą okólnik, który każe profesorom opuszczającym wykłady zwracać część uposażenia, przy czym choroba nie jest usprawiedliwieniem. Proponowane w okólniku «zwracanie godzin» nie jest możliwe we Wrocławiu, bo nie ma sal wolnych. Pan Hilary Minc na zebraniu międzypartyjnym powiedział: «wolność nauki owszem, ale w zaciszu domowym»”.
W opinii komunistycznych ideologów, drogą do stworzenia nowego człowieka miała być nauka, której nadano priorytet wśród wielkich inwestycji 1945 roku. I stosując retorykę ówczesnej władzy: w roku 1945 budowano fabrykę, którą na przełomie 1947/1948 przestawiono na nowe, właściwe tory produkcji.
Można by przyjąć w wielkim skrócie, że tak jak Rosja carska na podbitych terenach stawiała cerkwie podkreślające nowe władztwo w symbolicznym i metafizycznym zakresie, tak komunizm oznaczał nowe tereny szkołami wyższymi, nadając nauce cechy „świeckiej religii”.
Dr hab. Anna Supruniuk, specjalistka w dziedzinie historii, archiwistyki, bibliografii, dyrektorka Archiwum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
Dr hab. Mirosław A. Supruniuk, historyk kultury, nauki i sztuki, archiwista, kierownik Muzeum Uniwersyteckiego w Toruniu