logo
FA 4/2025 życie akademickie

Rozmowa z prof. Eugeniuszem Skorwiderem, kierownikiem Pracowni Plakatu II na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu

Myślenie plakatem

Myślenie plakatem 1

Eugeniusz Skorwider. Fot. Anna Skorwider

Szacunek dla inteligencji widza wyklucza oczywistość przekazu.

Wspominając swojego wybitnego promotora, stwierdził pan, że Waldemar Świerzy „uczył nie ucząc”. Jaka więc była jego metoda – nie metoda pracy ze studentami?

„Uczył nie ucząc” to oczywiście pewne uproszczenie, a nie zarzut. Moje stwierdzenie wynikało z podziwu dla fenomenu Waldemara Świerzego, który wyraźnie odstawał od stereotypu belfra. Niewątpliwie miał świadomość, kim jest i jak jest postrzegany. Jego oszczędność w słowach wywoływała wśród osób studiujących zwiększoną ciekawość i uwagę. Nie było to przez niego wykalkulowane. Taką miał naturę oraz temperament. Mówił cicho i niewiele. Trafiał w sedno. Wszystko to podnosiło wartość jego korekt. Jego poczucie humoru uatrakcyjniało je dodatkowo, a krytyczne uwagi były subtelne i nienarzucające.

Czy uważa pan że jego osobowość i sposób prowadzenia zajęć pomogły panu znaleźć własny język plastyczny, odmienny od tego, co Waldemar Świerzy reprezentował?

Bardzo odpowiadał mi ten styl nauczania. Natomiast własny język plastyczny – o ile można to tak ująć – przyszedł w sposób zupełnie naturalny, bez spekulacji i przymiarek. Plakaty Świerzego były piękne, bardzo atrakcyjnie wizualnie. To sprawiało, iż miał wielu naśladowców. Mnie taki etap twórczości ominął i cieszę się z tego.

Studiował pan w ciekawych czasach tzw. karnawału Solidarności, który zakończył się wprowadzeniem stanu wojennego, właśnie w roku obrony dyplomu. Czy rzeczywistość polityczna przełomu lat 70. i 80. rezonowała w tematach prac studentów?

Nie było wówczas tematów, które w sposób wyraźny dotyczyły sytuacji politycznej, aczkolwiek tematy typu: telewizja, idol, wariat dawały szerokie możliwości różnorakich wypowiedzi. Zdarzały się plakaty, które za pomocą aluzji i metafor przemycały treści tzw. niepoprawne. Podobnie jak w ówczesnych kabaretach. Była to dobra szkoła. Dzięki niej unikano dosłowności i trywialności. Szacunek dla inteligencji widza wykluczał oczywistość przekazu, typu „kawa na ławę”.

Mój dyplom był wynikiem moich negatywnych odczuć i rozczarowań PRL-em. Początek lat 80. to apogeum bankructwa komunistycznego reżimu i jego kompromitacja. Zaprojektowałem kilkanaście plakatów antyreklamowych. Była to reakcja na paradoks socjalistycznej reklamy, która zachęcała do kupowania deficytowych dóbr. Wykorzystując ironię i sarkazm, ośmieszałem cały ten rynkowy deficyt.

Myślenie plakatem 2

Berlin rocznica…

Jakich środków pan użył?

Bardzo prostych. Zależało mi na plakatach, które rozśmieszą odbiorcę, wywołując jednoczesną refleksję. Taki śmiech przez łzy. Dyplom został dobrze przyjęty. Znalazł się na wystawie najlepszych prac dyplomowych w kraju. Wystawa miała miejsce w warszawskiej Zachęcie. Moje plakaty wywołały zainteresowanie działaczy Solidarności. Pojawiły się ciekawe perspektywy współpracy. Niestety, po paru miesiącach wprowadzono stan wojenny. Było to przykre – przedwczesne zamknięcie rozdziału, skrzydła już gotowe do lotu i nagle koniec.

Po pewnym czasie ta opresyjna rzeczywistość złagodniała, a jednocześnie weszliśmy w czasy naznaczone komercją. Jak zmieniły się rola, charakter i miejsce plakatu?

Bardzo się zmieniły. W pewnym okresie mówiono o zmierzchu, czy wręcz śmierci plakatu. Nieco później okazało się, że niesłusznie. Plakat przeszedł skok rozwojowy. Być może w innej formie, w innych odsłonach, ale przetrwał i okrzepł, zachowując swoje najbardziej istotne cechy. Plakat nie jest już tak bardzo obecny na ulicy (szkoda). Został trochę wyparty przez środki reklamy. Jednak w myśl hasła: „w przyrodzie nic nie ginie”, plakat świetnie odnalazł się w internecie.

Kiedyś autora cieszył wysoki nakład – kilka tysięcy egzemplarzy, to duża liczba widzów. Dzisiaj nakład w sieci to tak zwane zasięgi. Praca publikowana w internecie dociera do widza natychmiast i to jest dużą zaletą tego medium. Plakatowym purystom trudno jest pogodzić się z taką przemianą. Jednakowoż nadal możemy pielęgnować coś, co jest plakatem w jego tradycyjnym rozumieniu. Temu służą liczne konkursy i przeglądy organizowane na całym świecie. Imprez tych jest w tej chwili bardzo dużo i ciągle przybywają nowe. Można mówić o ogólnoświatowym trendzie, który znacznie zwiększa zainteresowanie tym medium.

Myślenie plakatem 3

USA

Zamiast śmierci plakatu mamy więc wyraźną koniunkturę?

Tak. Oczywiście gdy mówimy o ilości, to nie wszystko przekłada się na jakość, jednak ogólnie ta tendencja jest zdecydowanie pozytywna. Kiedyś ludzkość miała posługiwać się językiem esperanto, udało się to tylko w pewnym stopniu. Plakat nieco inaczej, ale w kategorii komunikacji radzi sobie dobrze. Plakaty pozbawione tekstu potrafią przekazać komunikaty i treści, nie wymagając znajomości języka.

A jaką mamy sytuację w rodzimej rzeczywistości, od czasu gdy sukcesy Polskiej Szkoły Plakatu przeszły już do historii?

Skończyła się pewna epoka i zaczęło się coś nowego, co niekoniecznie jest dobre. Przykładem może być zmiana, jaka zaszła w plakacie filmowym, który dawał w świecie wiele powodów do dumy.

Niestety, wraz ze zmianą ustroju zmieniły się plakaty filmowe. Z polskich, wartościowych artystycznie na plakaty komercyjne, najczęściej amerykańskie, oparte na pewnych fotograficznych schematach…

…w których jak na talerzu, podaje się dosłowną informację o danym filmie.

Myślę, że dużo na tym straciliśmy. Pojawiło się sporo takiego gatunku okołoplakatowego: wygląda jak plakat, ma określony format, może być kompozycją graficzną albo fotograficzną, może też być malarską, ale brakuje mu czegoś, co dla mnie jest najważniejsze – pomysłu.

Epoka lat 90. była nieciekawa. Cieszyło nas to, co efekciarskie i błyszczy. Była to naturalna tęsknota, którą skutecznie stworzyła żelazna kurtyna. Chcieliśmy mieć tak, jak na Zachodzie: kolorowo i błyszcząco. Pamiętam właśnie takie okładki książek z tego okresu. Dodatkowo pojawiały się też elementy złote oraz srebrne, niektóre z nich dla zwiększenia efektu były jeszcze tłoczone. Na tym tle pojawiła się u nas grupa profesorów i studentów z Holandii, którzy wykupili w papierniczych sklepach wszystkie szare papiery pakowe, na które patrzyliśmy wtedy z pogardą. Oni byli zachwyceni. Na szczęście różnice musiały się wcześniej czy później zniwelować i w tej chwili nie ma już takich sytuacji.

Polska Szkoła

Myślenie plakatem 4

Mowa nienawiści

Plakatu wyrosła w oparciu o dosyć siermiężne materiały.

Poligrafia była wówczas kulawa. Wszystko było najgorszej jakości: farby, papier, maszyny, czasami i „wczorajszy” drukarz. Jednak mistrzowie plakatu bywali w dobrych relacjach z drukarzami i dzięki temu dokładali oni wszelkich starań, aby uzyskać (wyczarować) jak najlepsze efekty w druku. Te przypadki mocno odbiegały od większości drukowanych plakatów, które były często dalekie od projektów.

Jakie są perspektywy zawodowe absolwentów pana pracowni? Czy da się żyć z projektowania plakatów?

Życie z projektowania plakatu jest czymś wyjątkowym i jest dane tylko nielicznym. Uważam, że nie ma recept dotyczących kariery zawodowej. Do prowadzonej przeze mnie pracowni trafiają ludzie, którzy chcą zgłębić plakat, aby poznać specyficzny sposób myślenia, który jest przydatny i ważny także na innych obszarach projektowania.

Jak postrzega pan relację pomiędzy naturalnymi predyspozycjami studenta, a tym czego może się nauczyć w pracowni plakatu? Kogo szczególnie zaprasza pan do swojej pracowni?

Trudno jest nauczyć projektowania plakatu. Próbujemy zaszczepić „plakatowy sposób myślenia”, rozbudzić zainteresowanie plakatem, odkrywać jego piękno i specyfikę. Jeżeli chodzi o drugą część pytania, to nie ma czegoś takiego jak zapraszanie. Osoby studiujące po prostu zapisują się do pracowni. Gdy im się spodoba, zostają na dłużej, nawet decydują się na dyplom z plakatu.

Obecnie studenci wybierając pracownie, mają bardziej pragmatyczne nastawienie niż przed laty.

Często są to racjonalne wybory. Studenci, studentki chcą uzyskać pewną wiedzę na temat projektowania plakatu. Wiedza ta i umiejętności są wykorzystywane w dalszej pracy zawodowej. Nieliczni wybierają tę pracownię jako dyplomową.

A co pan sądzi o możliwości wykształcenia u studentów umiejętności myślenia skrótem, dokonywania celnych syntez, operowania ironią, aluzją, elementami prowokacji? Technik rysunkowych czy malarskich można się po prostu nauczyć, a jak to jest w przypadku plakatu?

Wszystkie elementy, które pani wymieniła, są mocno związane z plakatem i często stanowią jego tworzywo. Staram się, by studenci mieli świadomość istnienia tego tworzywa. Dodałbym jeszcze poczucie humoru, absurdu i paradoksu. Dla mnie skrót i synteza są kluczowe. Niezmiernie ważny w plakacie jest również dowcip. Nie mam na myśli dowcipu, który wywołuje rechot. Chodzi mi bardziej o pewien intelektualny mechanizm polegający na wyrafinowanej niespodziance i zaskoczeniu widza. Poza myśleniem (skrót, synteza, skojarzenia), które doprowadza do pomysłu, niemniej ważne jest drugie stadium projektowania, czyli realizacja pomysłu. Dotyczy ona tworzenia warstwy wizualnej plakatu. Polega na odpowiednim użyciu takich środków artystycznych jak: kompozycja (forma), kolor, typografia (litery). Należy też uszanować indywidualne skłonności oraz upodobania (rysunek, malarstwo, kompozycja wektorowa, fotografia itp).

Niegdyś pracownie gromadziły studentów w czasie zajęć, a jak to jest teraz? Czy spotykają się i wspólnie uczestniczą w konsultacjach?

Bardzo bym chciał, aby tak było. Miałem okazję obserwować w innych uczelniach, na przykład w Holandii w latach 90., swoiste spektakle, gdzie studentki i studenci żywo komentowali prace swoich koleżanek i kolegów. Ich krytyka była często bezpardonowa. U nas częściej panuje cisza, jak w gabinecie dentystycznym. Skądinąd trudno zmuszać kogokolwiek do dyskusji. Ważny jest jednak bierny udział w zajęciach, chociażby przysłuchiwanie się korektom. W pracowni jest skromny zbiór książek o tematyce plakatowej w pełni dostępnych dla każdego. W tej chwili wszystko jest w zasięgu, nie trzeba zabiegać o potrzebne materiały. To jest sytuacja dość komfortowa.

Myślenie plakatem 5

Świat bez przemocy

A czy ta klęska urodzaju nie zagraża kreatywności?

Klęska urodzaju może zagrażać kreatywności. Jest to jednak w dużej mierze kwestia indywidualna. Niektórych komfort rozleniwia, innym pomaga w pracy twórczej.

Wspominał pan, że impulsem w projektowaniu jest przeważnie irytacja i prowokacja. A jak pan widzi afirmację w plakacie?

Często jest tak, zwłaszcza w dziedzinie plakatów społecznych i politycznych, że pozytywne przesłanie bywa propagandą. Propaganda z kolei nie cieszy się podziwem i szacunkiem. To trochę tak, jak z nachalną reklamą, za którą też nie przepadamy.

Afirmacja jest politycznie podejrzana?

Zależy czego dotyczy. Afirmację widzę dla plakatów, które wspierają pozytywne idee w zakresie humanitaryzmu, moralności i etyki. Jeżeli popieram coś, co jest politycznie pozytywne, to ta afirmacja nie będzie dla mnie podejrzana. Wszystko zależy od naszej uczciwości i poglądów. Czy afirmacja Ukrainy w Rosji będzie politycznie podejrzana? I dla kogo?

Plakat – cytuję: „może dopomagać w wyborach moralnych, współtworzyć nasze poglądy”. Czy w Pracowni Plakatu II o profilu społeczno-politycznym jest miejsce dla studentów niepodzielających pańskich poglądów? Lubi pan prowokacje, załóżmy więc, że do pracowni przychodzi studentka z propozycją tematu „Pro-life” albo student, który chce projektować cykl plakatów pt. „Kościół jako sakrament zbawienia?”. Jak się pan zapatruje na ewentualną współpracę?

Myślę, że rozpocząłbym od rozmowy, od dyskusji. W przypadku Kościoła, który jest piewcą wielu pozytywnych wartości, kontrowersje wynikają z tego, że pewne wartości się przemieszały, a pewne sprawy uległy przewartościowaniu. To delikatna kwestia wymagająca wyczucia. Nie lubię nikogo torpedować, wypraszać, nie jest to w moim stylu. Rozmowa jest najczęściej możliwa, chyba że w grę wchodzą takie sprawy, jak propagowanie faszyzmu albo kary śmierci. Współpraca jest więc możliwa, choć nie w każdym przypadku (na przykład studentki pokroju Kai Godek).

Wróćmy jeszcze do miejsca plakatu we współczesnej rzeczywistości.

Posłużę się przykładem, który mówi o szerokim obszarze, na jakim plakat może się poruszać. Otóż od piętnastu lat jako Pracownia Plakatu II współpracujemy z Uniwersytetem Ekonomicznym. Współpraca polega na realizowaniu w ramach konkursu na plakat tematu przygotowanego przez prof. Piotra Banaszyka z tej uczelni.

Tematy mają zabarwienie ekonomiczne i są pewnym wyzwaniem dla naszych studentek i studentów. To bardzo interesujące i przyjemne doświadczenie. Każda edycja konkursu jest zakończona wernisażem wystawy i uroczystym wręczeniem nagród. Na podobnych zasadach współpracujemy z Kancelarią Prawną PragmatIQ (mec. Rafał Szymkowiak). W tym przypadku tematy konkursowe dotyczą zagadnień z zakresu prawa. Powyższe dwa przykłady świadczą o zasięgach tematycznych i świetnych relacjach interdyscyplinarnych. Obydwie strony nabierają nowych doświadczeń. Studentki i studenci poznają i oswajają zagadnienia z zakresu ekonomii i prawa, natomiast druga strona zaznajamia się z możliwościami komunikowania swoich treści za pomocą plakatu.

Wracając do pani pytania o miejsce plakatu we współczesnej rzeczywistości, jest mi trudno obiektywnie określić i ocenić jego miejsce. Dla mnie plakat jest nie do przecenienia. Darzę go wielką miłością, którą chcę się dzielić i jednocześnie zarażać. Dlatego trudno o obiektywizm. Na pewno mówiąc o jego miejscu, nie można pominąć polskiego aspektu. Otóż jako kraj, od lat jesteśmy wielkim zagłębiem plakatowym, z bogatą historią i Polską Szkołą Plakatu, jednym z nielicznych krajów, gdzie na wyższych uczelniach artystycznych są pracownie plakatu. Mamy najstarsze Biennale Plakatu Polskiego w Katowicach, Międzynarodowe Biennale Plakatu w Warszawie i Muzeum Plakatu w Wilanowie.

Rozmawiała: Krystyna Matuszewska

Wróć