logo
FA 2/2025 życie akademickie

Rozmowa z prof. Wojciechem Pukoczem, artystą-malarzem, rektorem Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu

Mandat na drugą kadencję

Mandat na drugą kadencję 1

Fot. B. Radziszewski

Staramy się łączyć dwa światy: innowacje i klasyczne fundamenty sztuki.

W ubiegłym roku rozpoczął pan drugą kadencję jako rektor wrocławskiej ASP. W programach wyborczych podkreślał pan znaczenie troski o ukonstytuowane tradycją wartości, a zarazem o adekwatną odpowiedź na współczesne wyzwania. Jakie wartości związane z kształceniem w dziedzinie sztuki są dziś zagrożone albo wymagają szczególnej uwagi?

Jeśli miałbym wskazać obszary, które mogą być zagrożone, to przede wszystkim wskazałbym szeroko pojętą wolność twórczą. Jest ona fundamentem edukacji artystycznej, a jednocześnie – w pewnych warunkach – może podlegać różnym formom nacisku. Obserwując obecną sytuację, mam poczucie, że klimat sprzyja swobodnej ekspresji artystycznej, co jest dla mnie bardzo pozytywną zmianą po latach napięć i niepewności.

Czy wcześniej dostrzegał Pan konkretne zagrożenia dla wolności twórczej?

Nie powiedziałbym, że mieliśmy do czynienia z cenzurą, ale z pewnością istniała atmosfera, która budziła obawy. Nie spotkaliśmy się z żadnymi bezpośrednimi ograniczeniami ze strony ministerstwa czy władz, nikt nie ingerował w działalność uczelni, nie było nacisków ani kontroli. Mimo to w środowisku artystycznym wyczuwało się napięcie, które wynikało z ogólnej sytuacji społeczno-politycznej. Była to bardziej kwestia odczucia i refleksji nad tym, w jakim kierunku mogą zmierzać pewne procesy, niż realne doświadczenie ograniczeń.

Były to więc raczej subiektywne obawy?

W pewnym sensie tak, choć nie bez podstaw. Artyści są szczególnie wrażliwi na wszelkie sygnały świadczące o możliwych ograniczeniach wolności wypowiedzi. Kiedy na początku mojej pierwszej kadencji wybuchły protesty związane ze Strajkiem Kobiet, zdecydowałem – podobnie jak inni rektorzy wrocławskich uczelni – o ogłoszeniu dnia rektorskiego. Był to gest wsparcia dla wszystkich pracowników i studentów, którzy chcieli wziąć udział w demonstracjach. Wówczas spotkało się to z wieloma pozytywnymi reakcjami, ale nie brakowało też głosów wyrażających wątpliwości, czy uczelnia powinna angażować się w sprawy społeczne. Moje stanowisko było i pozostaje jasne: nie możemy być obojętni wobec tego, co dzieje się wokół nas. Sztuka i edukacja artystyczna zawsze są częścią szerszego kontekstu społecznego, a wolność twórcza wymaga czasem stanowczego opowiedzenia się po stronie fundamentalnych wartości.

Czy głosy dyscyplinujące dobiegały z zewnątrz?

Nie, były to głosy wewnętrzne.

Jak widać, środowisko akademickie jest zróżnicowane w swoich poglądach i opiniach.

Mandat na drugą kadencję 2Tak, i to całkowicie naturalne. W naszym środowisku ścierają się różne perspektywy i światopoglądy, co jest rzeczą normalną w uczelni artystycznej. Ostatecznie nie spotkaliśmy się z żadnymi konsekwencjami, co zresztą byłoby absurdem, ale nie da się zapominać o atmosferze, w której funkcjonowaliśmy.

Wartości, które są dla mnie kluczowe, to przede wszystkim swoboda artystycznej ekspresji i otwartość na różne formy wypowiedzi. Już w tamtym czasie uważałem, że należy głośno mówić o wolności sztuki i jasno deklarować, że w murach naszej uczelni nigdy nie zabraknie dla niej miejsca. Ważnym elementem jest również pielęgnowanie indywidualizmu i subiektywności, aby każdy twórca – niezależnie od tego, czy jest studentem, doktorantem czy nauczycielem akademickim – mógł swobodnie wyrażać swoje idee w granicach etyki i prawa. Zależało mi także na tym, aby uczelnia była miejscem, w którym ludzie czują się bezpiecznie, gdzie mogą rozwijać się w sposób wolny od zbędnych napięć. W tym celu wprowadziliśmy i zaktualizowaliśmy narzędzia prawne, które regulują relacje wewnątrz społeczności akademickiej: Kodeks Etyki, Komisję Etyki, Komisję Antymobbingową oraz Komisje Dyscyplinarne. Dzięki temu udało nam się stworzyć mechanizmy, które nie tylko zabezpieczają wolność artystyczną, ale też zapewniają poczucie bezpieczeństwa i klarowność zasad współpracy. Oczywiście, w środowisku akademickim zawsze pojawiają się konflikty wynikające z różnic ideowych, ale po to właśnie powstały te narzędzia, aby pomagały w rozwiązywaniu sporów bez niepotrzebnej eskalacji.

Kolejną kluczową wartością jest dialog z tradycją.

Jak Pan go rozumie?

Jako dbałość o historię i świadomość, że w pogoni za nowoczesnością nie można tracić kontaktu z przeszłością i zapominać o tym, co nas ukształtowało. Staramy się więc łączyć te dwa światy: innowacje i klasyczne fundamenty sztuki. To szczególnie ważne w kontekście kształcenia młodych artystów, którzy powinni czerpać zarówno z przeszłości, jak i ze współczesnych narzędzi i metod pracy. Nasza uczelnia ma bogatą historię i ogromny dorobek. Regularnie zbieramy materiały i publikujemy monografie poświęcone wybitnym postaciom związanym z uczelnią, zarówno tym, którzy wciąż są aktywni, jak i tym, którzy kładli fundamenty pod jej rozwój. W tym roku planujemy wydanie monografii poświęconej Jerzemu Boroniowi, znakomitemu, choć nieco zapomnianemu rzeźbiarzowi.

Istotne jest także kontynuowanie i rozwijanie kierunków o ugruntowanej pozycji, takich jak szkło i ceramika, które łączą tradycję z nowoczesnym myśleniem o sztuce i wzornictwie. Kładziemy nacisk na to, aby nasi studenci byli nie tylko dobrze przygotowani do funkcjonowania w świecie sztuki, ale również świadomi swojego miejsca w tradycji artystycznej i akademickiej. Wierzę, że takie podejście pozwoli nam rozwijać się w sposób zrównoważony, czerpiąc zarówno z dziedzictwa, jak i z nowych możliwości, które daje współczesność.

A jaka jest obecnie kondycja wspomnianych kierunków, czyli szkła i ceramiki, z którymi wiążą się tradycje wrocławskiej akademii? Czy po upadku przemysłu szklarskiego straciły charakter użytkowy i wyewoluowały w stronę czysto artystyczną?

Mandat na drugą kadencję 3Ta dwoistość – pomiędzy funkcjonalnością a sztuką – istniała od zawsze. W przyszłym roku nasza uczelnia obchodzi 80-lecie istnienia, a właśnie wydany pierwszy tom monografii ukazuje, jak od samego początku była wpisana w system dywersyfikacji kierunkowej. Przy jej zakładaniu zwrócono szczególną uwagę na bliskość hut szkła, co wpłynęło na decyzję o rozwoju kierunków związanych z tym materiałem. Rozbudowa zaplecza techniczno-technologicznego miała wówczas na celu głównie wsparcie edukacji projektowej w duchu powojennych założeń społeczno-politycznych. Artyści i projektanci pracujący na uczelni dbali o to, by kształcenie łączyło dwie ścieżki: projektowanie i funkcję z jednej strony oraz dbałość o formę i wyraz artystyczny z drugiej. Dziś te aspekty naturalnie się przenikają. Wraz ze zmianami w nomenklaturze powstały kierunki Sztuka i Wzornictwo Szkła oraz Sztuka i Wzornictwo Ceramiki, a obecnie rozważamy dalsze rozwinięcie tej specjalizacji poprzez wyodrębnienie nowych kierunków: Projektowanie Szkła, Projektowanie Ceramiki, Szkła Artystycznego i Ceramiki Artystycznej. Wprawdzie te obszary zawsze będą się przenikać, ale dostrzegamy duży potencjał w ich specjalizacji.

Kontynuujemy tradycje, a najlepszym tego przykładem jest fakt, że jako jedyna uczelnia w Polsce i jedna z nielicznych w Europie posiadamy własną pełnoskalową hutę szkła. To unikatowy atut. Nasi studenci i pracownicy mogą realizować swoje projekty w warunkach zbliżonych do przemysłowych, zdobywając nie tylko doświadczenie artystyczne, ale i techniczne. Infrastruktura kierunków związanych ze szkłem i ceramiką jest znakomicie rozwinięta, a przecież mówimy tylko o jednym z pięciu wydziałów ASP. Tworzenie kierunków wzorniczych było naturalnym elementem rozwoju uczelni plastycznych w Polsce. Szczególnie zasłużoną postacią w tym kontekście jest prof. Władysław Wincze, który odegrał kluczową rolę w budowaniu tej tożsamości.

Pomimo upływu lat i kolejnych kadencji rektorskich, meble zaprojektowane przez prof. Winczego nadal znajdują się w gabinecie rektora wrocławskiej ASP.

Tak, to projekty, które przetrwały próbę czasu. Biurko w moim gabinecie zostało już poddane konserwacji, co pokazuje, że doceniamy nie tylko wartość historyczną, ale i użytkową tych mebli. Jest dość niskie i wąskie – mam miejsce na laptop, ale gdy muszę rozłożyć dokumenty, zazwyczaj korzystam z drugiego stołu. Mimo to nikomu nie przyszłoby na myśl, by wymienić te meble na nowe. To dowód, że dobre wzornictwo jest ponadczasowe. Gabinet wydaje się współczesny, choć jego wyposażenie ma już status zabytkowego.

A jakie wyzwania współczesności uważa Pan za istotne dla edukacji przyszłych artystów?

Mandat na drugą kadencję 4

Nie zagłębiając się w szczegóły, widzę pewne zagrożenie w rosnącej technicyzacji narzędzi. Z jednej strony technologia jest ogromnym wsparciem i otwiera nowe możliwości, z drugiej niesie ryzyko spłycenia procesu twórczego i pójścia na skróty tam, gdzie nie powinno to mieć miejsca. Upraszczając znacznie pewną myśl: ludzie generalnie są leniwi, więc pojawiają się nowe wynalazki, które mają nam życie ułatwić, co przy okazji napędza cywilizację. Jestem przekonany, że w najbliższych latach sztuczna inteligencja nie zastąpi człowieka w procesie twórczym, ponieważ nie posiada świadomości ani zdolności do głębokiej refleksji. Oczywiście naukowcy spekulują, że AI może kiedyś osiągnąć pewien rodzaj samoświadomości, ale mam nadzieję, że to odległa perspektywa i nie stanie się to zagrożeniem dla sztuki.

Rozwój technologii jest nieunikniony i może być inspirujący, ale istotne jest, by nie zastępował kluczowych etapów kształcenia artystycznego. Nie możemy udawać, że nie istnieją narzędzia cyfrowe, sztuczna inteligencja czy algorytmy generujące obrazy, jednak ważne jest to, aby studenci nie tylko potrafili z nich korzystać, ale również mieli świadomość, w jaki sposób mogą je twórczo wykorzystywać i oceniać własne działania. Dlatego kluczowe jest wyposażenie ich w solidne podstawy: ołówek, pędzel, klasyczne techniki i umiejętności warsztatowe, które będą mogli rozwijać i łączyć z nowoczesnymi technologiami. Może to brzmieć archaicznie, ale w szkolnictwie artystycznym nadal funkcjonuje renesansowy model mistrz – uczeń, który niezależnie od kierunku pozostaje skuteczną metodą edukacyjną. Podejmowano próby jego podważenia, jednak rzeczywistość pokazała, że ten model, choć funkcjonuje od ponad 500 lat, nadal dobrze się sprawdza. Oczywiście nie jest już taki sam jak w renesansie, ale w kluczowych aspektach opiera się na tych samych fundamentach.

Jak zmieniło się kształcenie na kierunku malarstwo we wrocławskiej ASP od czasu pana studiów w pracowni prof. Stanisława Kortyki?

Obroniłem dyplom w pracowni profesora w 1997 roku, a już wcześniej byłem jego asystentem. Mija właśnie 30 lat mojej pracy na uczelni. W tym czasie dokonała się ogromna rewolucja technologiczna i cyfrowa. Mimo to kształcenie na kierunku malarstwo przeszło raczej ewolucję niż rewolucję. Podstawy wciąż są te same – w pracowniach stoją sztalugi, studenci pracują z modelem lub nad martwą naturą, rozwijając swoje umiejętności krok po kroku. Trzydzieści czy czterdzieści lat temu studenci malarstwa mogli fakultatywnie korzystać z zajęć w pracowniach graficznych czy rzeźbiarskich, dziś ta możliwość również istnieje.

Największa różnica polega na tym, że obecnie mamy pełną świadomość, iż młodego artystę trzeba wyposażyć także w umiejętność korzystania z narzędzi cyfrowych. Obsługa programów do edycji obrazu czy montażu filmowego to kompetencje, które stają się naturalnym uzupełnieniem klasycznego warsztatu. Dlatego wprowadziliśmy regularne zajęcia w pracowniach multimedialnych i intermedialnych, aby studenci nie tylko poznawali nowe technologie, ale potrafili świadomie je wykorzystywać w swojej pracy.

Ciągle wracam do pojęcia świadomości, ponieważ uważam, że to fundament współczesnej edukacji artystycznej. Sama znajomość narzędzi nie wystarczy, kluczowe jest, by młody twórca wiedział, jak je stosować, jakie znaczenie mają w jego pracy i w jakim kierunku może je rozwijać.

Niegdyś definiowanie malarstwa wydawało się proste, wystarczyło wspomnieć o posługiwaniu się plamą barwną albo linią umieszczanymi na odpowiednim podłożu. Obecnie ta definicja nie wydaje się tak oczywista. Jak odniesie się pan np. do kwestii granic medium malarstwa?

To niezwykle interesujący temat, który od lat wywołuje żywe dyskusje. Pamiętam rozmowy na radach wydziału, kiedy próbowaliśmy określić, gdzie leżą granice malarstwa; szczególnie w kontekście tego, że współczesny malarz ma do dyspozycji znacznie więcej środków niż tradycyjne płótno, farba i pędzel. Pojawiało się pytanie: kiedy obraz stworzony przy pomocy narzędzi cyfrowych nadal jest malarstwem, a kiedy przestaje nim być? Oczywiście były głosy, które kategorycznie odrzucały taką możliwość, niektórzy uważali, że używanie terminu „malarstwo” w odniesieniu do obrazu stworzonego cyfrowo to nadużycie.

Dyskusje na radach wydziału musiały więc być dynamiczne.

Mandat na drugą kadencję 5

Tak, i to bardzo. Wciąż mówi się o zmierzchu autorytetów, ale ja nadal w nie wierzę. Dla mnie jednym z nich jest David Hockney, dziś już niemal dziewięćdziesięcioletni, wybitny malarz, który przez lata tworzył klasyczne obrazy figuratywne. W pewnym momencie zaczął jednak eksperymentować, sięgnął po aparat fotograficzny, kamerę, a nawet tablet, rezygnując z tradycyjnych narzędzi malarskich. I on powiedział coś, co uważam za kluczowe: obraz to obraz. Albo artysta ma świadomość, że tworzy malarstwo, albo jej nie ma.

Dawniej definicja malarstwa wydawała się prosta: forma, kolor, plama barwna na płótnie. Hockney poszedł dalej, pokazując, że istotą malarstwa jest sposób myślenia, a nie fizyczne podłoże czy narzędzie. Możemy robić to samo, tylko zamiast pędzla i farby używać narzędzi cyfrowych. Właśnie to przesunęło granicę malarstwa, nie jego cechy formalne, ale sposób, w jaki postrzegamy obraz i jego relację z medium.

Dzisiaj, jeśli student przedstawi na dyplomie realizację wideo, nie wywoła to już skandalu. Oczywiście nadal pojawią się pytania, czy to, co widzimy, ma cechy malarskie, czy rzeczywiście możemy mówić o obrazie malarskim. Sama natura medium nie budzi jednak kontrowersji, a jeszcze kilkanaście lat temu byłoby inaczej.

Czas nieuchronnie zmienia perspektywę, następuje wymiana pokoleniowa. Wspomnę tu mojego mistrza, profesora Stanisława Kortykę, który zawsze wykazywał się ogromną otwartością i tolerancją wobec nowych form wyrazu. Na ścianie mojego gabinetu wisi jedna z moich dyplomowych prac – metalowa rama, w której wykorzystałem fotografie i żywicę. W tamtym czasie materiały te nie kojarzyły się z klasycznym warsztatem malarskim, co wywołało dość burzliwą dyskusję. Ostatecznie obroniłem się, ale pokazuje to, jak bardzo zmieniają się granice percepcji malarstwa na przestrzeni lat.

„Obraz to za mało” to tytuł Pana katalogu wydanego w 2014 roku. Proszę o komentarz w kontekście wcześniejszej wypowiedzi.

Tytuł ten odnosił się także do mojej wystawy w Galerii Awangarda i w pewnym sensie był przewrotną deklaracją mojego podejścia do sztuki. W swojej pracy posługuję się bardzo szerokim spektrum środków wyrazu. Maluję w sposób tradycyjny, używając płótna, farb olejnych i akrylowych, ale sięgam też po rysunek, fotografię, narzędzia cyfrowe. Tworzę animacje, filmy, wideo nie dlatego, że odrzucam malarstwo, ale dlatego, że czasem obraz w klasycznym rozumieniu to dla mnie za mało, by w pełni wyrazić to, co chcę powiedzieć.

Zawsze fascynowało mnie, jak różne mogą być postawy twórcze. Są artyści, którzy przez całe życie zajmują się – w pewnym sensie – malowaniem jednego obrazu, co może być interpretowane jako konsekwentna, godna podziwu postawa artystyczna. Ja jednak odczuwam w sobie pewną niecierpliwość, chęć eksplorowania innych rozwiązań, testowania różnych materiałów, przekraczania granic medium.

I właśnie w tym kontekście – w otwartości na różne sposoby budowania obrazu – uważam, że malarstwo nie musi, a nawet nie powinno być definiowane wyłącznie przez konkretne narzędzia, ale przez sposób myślenia o obrazie jako takim.

Kandydując na stanowisko rektora w 2020 roku, wspominał pan o potrzebie poszerzenia oferty edukacyjnej. Co w tej dziedzinie udało się przeprowadzić?

Dla mnie rozwój uczelni nie polega na zwiększaniu limitów przyjęć, lecz na tworzeniu nowych kierunków, które realnie wzbogacają ofertę edukacyjną. I to właśnie udało nam się zrealizować. Po intensywnych pracach nad programem kształcenia uruchomiliśmy kierunek rysunek. Obecnie mamy studentów na trzecim roku, a ponieważ są to studia jednolite, pierwszych absolwentów spodziewamy się za dwa lata. Można by pomyśleć, że rysunek to podstawowa i oczywista dziedzina kształcenia artystycznego, jednak gdy przeprowadziliśmy analizę programów na innych uczelniach, okazało się, że nikt wcześniej nie wyodrębnił go jako osobnego kierunku. Jesteśmy więc jedyną uczelnią w Polsce, która oferuje taki program. To było dla nas duże zaskoczenie, a jednocześnie źródło ogromnej satysfakcji.

Czy rysunek cieszy się dużym zainteresowaniem kandydatów na studia?

Mandat na drugą kadencję 6

Tak, zainteresowanie jest duże, w tym roku mieliśmy więcej kandydatów na ten kierunek niż na malarstwo. Oczywiście limity przyjęć są inne: na rysunek przyjmujemy 12 studentów, na malarstwo 22. Popularność tego kierunku wynika m.in. z jego praktycznego charakteru – oprócz czysto artystycznych umiejętności studenci zdobywają także kompetencje przydatne w pracy zawodowej. Mają możliwość nauki storyboardingu, rysunku narracyjnego, komiksu, co daje im szerokie perspektywy w sektorze kreatywnym i pozwala odnaleźć się na rynku pracy, np. jako freelancerzy realizujący zlecenia komercyjne.

Drugim kierunkiem, który już utworzyliśmy, jest animacja kultury, choć planujemy zmianę jego nazwy na menadżer kultury. To kierunek o charakterze praktycznym, skierowany do osób, które chcą zarządzać instytucjami kultury, prowadzić galerie, organizować wydarzenia artystyczne i promować sztukę. Rzeczywistość pokazuje, że takich specjalistów, potrafiących łączyć środowisko artystyczne z przestrzenią instytucjonalną, bardzo brakuje.

Czy kształcenie na tym kierunku obejmie także praktyczne zapoznanie się z warsztatem?

Oczywiście. Chcemy, aby nasi absolwenci mieli realne doświadczenie pracy z artystami, rozumieli, jak wygląda proces twórczy i jakie są potrzeby twórców. Praktyczna znajomość warsztatu artysty pozwoli im skuteczniej działać w obszarze organizacji kultury i promocji sztuki.

Równolegle pracujemy nad dalszym poszerzeniem oferty edukacyjnej poprzez wyodrębnienie nowych specjalizacji z istniejących kierunków. Rozważamy utworzenie osobnych programów dla projektowania mebla i projektowania środków transportu w ramach wzornictwa. Podobnie w konserwacji i restauracji dzieł sztuki – planujemy rozszerzenie zakresu kształcenia o konserwację biżuterii, drewna, mebli oraz instrumentów muzycznych, ponieważ widzimy w tym duży potencjał zarówno artystyczny, jak i komercyjny.

Nieustannie analizujemy potrzeby rynku i dostosowujemy ofertę edukacyjną do współczesnych wyzwań, aby nasza uczelnia nie tylko kształciła artystów, ale także przygotowywała ich do świadomego funkcjonowania w świecie sztuki i kultury.

„Zasadniczą kwestią działania jest dla mnie element współpracy” – to cytat z pańskiego programu wyborczego. Czy ma pan jakiś „wytrych” przydatny w tworzeniu dobrej atmosfery pomiędzy pracownikami uczelni?

Od początku stawiałem na współpracę, to była jedna z kluczowych wartości mojego programu wyborczego. Oczywiście fakt, że nie miałem kontrkandydata, dawał mi pewien komfort, ale jednocześnie traktowałem swoje obietnice bardzo poważnie. Chciałem, aby uczelnia była miejscem, w którym wszyscy czują się współodpowiedzialni za jej funkcjonowanie. To może brzmieć górnolotnie, ale sprowadza się do uważnego słuchania pracowników i studentów. Moim celem jest, aby każdy miał poczucie sprawczości, świadomość, że rozmowy i inicjatywy mogą prowadzić do realnych zmian. Poprzednia kadencja pokazała, że ta strategia działa, dlatego dostałem mandat na kolejne cztery lata.

Jednym z najtrudniejszych, ale też najbardziej satysfakcjonujących wyzwań było wypracowanie regulaminu zarządzania prawami autorskimi. Był to dokument, który budził ogromne kontrowersje i wymagał długich negocjacji. Ostatecznie udało nam się wypracować rozwiązanie zaakceptowane przez Senat niemal jednogłośnie, tylko z jednym głosem wstrzymującym się. Regulamin ten reguluje relacje między uczelnią a pracownikami w kontekście własności intelektualnej, co jest niezwykle delikatną kwestią, bo dotyczy twórczości artystycznej i projektowej.

Nie mam zwyczaju wyznaczania oficjalnych dyżurów, moje drzwi są zawsze otwarte. Jeśli akurat nie jestem na spotkaniu, każdy może przyjść i porozmawiać. Uważam, że dostępność i otwartość to fundament dobrej atmosfery na uczelni.

Co jest dla pana jako rektora wrocławskiej ASP największą troską w 2025 roku, a z czego czerpie pan satysfakcję?

Największym wyzwaniem, nie tylko dla naszej uczelni, ale dla całego szkolnictwa wyższego, jest finansowanie. Pomimo wielu działań sytuacja finansowa nie jest idealna. Chciałbym, aby wynagrodzenia, szczególnie na stanowiskach asystenckich, były wyższe. Obecnie młodzi wykładowcy zarabiają niewiele ponad płacę minimalną, co nie jest sytuacją, którą można zaakceptować.

Równocześnie staram się pozyskiwać środki na rozwój infrastruktury. Na moim parapecie stoi makieta nowego budynku, mamy już pozwolenie na budowę i szukamy finansowania. Obiekt ten, zlokalizowany przy Traugutta, stanie się częścią przyszłego kampusu i będzie dedykowany wzornictwu. Chcemy, aby proces edukacyjny obejmował nie tylko projektowanie, ale także etap wdrożenia, oczywiście we współpracy z firmami i zewnętrznymi partnerami.

Cieszę się również, że udało nam się kupić budynek przy ul. Niemcewicza 2, w bardzo dobrym stanie i w pobliżu akademika. Zostanie on przeznaczony m.in. na potrzeby scenografii, która obecnie boryka się z ograniczoną przestrzenią. Dzięki wsparciu ministerstwa i miasta kupiliśmy ten obiekt z 80-procentową bonifikatą, co było ogromnym sukcesem.

Największą satysfakcję czerpię jednak z tego, że ASP to nie tylko uczelnia, ale także istotny ośrodek kulturotwórczy. Prowadzimy kilkanaście galerii, w których odbywają się liczne wystawy i wydarzenia artystyczne. Nasza rola nie ogranicza się do edukacji, aktywnie uczestniczymy w życiu kulturalnym Wrocławia, co jest dla mnie niezwykle istotne i daje mi ogromną radość.

Rozmawiała Krystyna Matuszewska

Wróć