logo
FA 1/2025 życie akademickie

Rozmowa z dr hab. Agatą Gawlak, prof. PP, dziekanem Wydziału Architektury i Urbanistyki Politechniki Poznańskiej

Architekci do piór?

Architekci do piór? 1

Nasza dyscyplina jest specyficzna – lokuje się na pograniczu sztuki i nauk technicznych, wymaga więc odrębnego podejścia.

Architektura i urbanistyka są przypisane do nauk inżynieryjno-technicznych. Co pani sądzi na temat zasad weryfikacji działalności naukowej w ramach tej dyscypliny?

Uważam, że to oczywiście właściwe miejsce dla naszej dyscypliny, wynikające zarówno z badań, jakie prowadzimy, jak i metod i narzędzi, jakich używamy. Niemniej nasza dyscyplina ma odrębną specyfikę, co wymaga podkreślenia. Dwa lata temu na konferencji KRASP w Łodzi miałam okazję przedstawiać sytuację wydziałów architektury i odniosłam wrażenie, że nie jest ona szerzej znana. Jesteśmy wydziałem, który w kontekście kształcenia politechnicznego jest postrzegany jako jednostka o charakterze artystycznym, natomiast jeśli chodzi o efekty działalności naukowej, jesteśmy oceniani tylko przez pryzmat zasad właściwych dla wszystkich pozostałych nauk inżynieryjno-technicznych, które komponentu artystycznego nie posiadają. W związku z powyższym nasz dorobek twórczy (zarówno artystyczny, jak i projektowy) nie jest wykazywany np. w ocenie naukowej. Jest to dodatkowo niespójne z zapisami ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, zgodnie z którą osiągnięcia projektowe są uznawane za osiągnięcia naukowe i brane pod uwagę w procedurach awansowych na równi z dorobkiem publikacyjnym (czy wręcz alternatywnie wobec niego), o czym wyraźnie mówi art. 219 tej ustawy.

Architekci do piór? 2

I tu jest ogromny problem…

Tak, może on wynikać m.in. z faktu, że głos naszego środowiska nie był zbyt dobrze słyszalny. W czasie ewaluacji, która miała miejsce w 2009 roku i dotyczyła jeszcze wtedy wydziałów, a nie dyscyplin, w załączniku do właściwego rozporządzenia ds. ewaluacji znajdował się katalog osiągnięć, takich jak dzieła architektoniczne, dzieła plastyczne, wystawy itp., za które przyznawano nam punkty. W kolejnej ewaluacji ten aspekt został zredukowany tylko do pewnej grupy projektów, które były podzielone na cztery poziomy zaawansowania, z przyporządkowaną adekwatną punktacją, a w obecnej ewaluacji tak naprawdę możemy wykazać realizacje architektoniczne i urbanistyczne tylko w trzecim kryterium, w dodatkowym opisie wpływu działalności naukowej na społeczeństwo i gospodarkę. Natomiast zważywszy na wagę tego kryterium (15%), nie ma ono przecież kluczowego znaczenia. Jest to bardzo dyskusyjne chociażby z tego powodu, że standardy kształcenia architektów (architektura to jedyny kierunek w grupie przypisanych do nauk inżynieryjno-technicznych, objęty rozporządzeniem) mówią wprost, iż połowa kadry na naszych wydziałach powinna mieć doświadczenie praktyczne. Również dyplomy powinny być prowadzone wyłącznie przez osoby, które posiadają znaczący dorobek i osiągnięcia. Oznacza to w praktyce, że równolegle z działalnością badawczą nasi pracownicy posiadają uprawnienia do projektowania w specjalności architektonicznej i prowadzą także działalność projektową poza uczelnią. A prowadząc tę działalność, muszą jednocześnie wykazywać taki sam wysoki poziom efektów naukowych jak pozostali pracownicy naukowi na uczelniach technicznych.

Co może ich nadmiernie obciążać.

Dokładnie. Jest to dużym obciążeniem dla wydziału, gdyż połowa pracowników występuje w podwójnej roli. Z drugiej strony standardy jednoznacznie określają, że kształcenie architektów jest interdyscyplinarne i zawiera się w trzech obszarach; poza naukami inżynieryjno-technicznymi mamy bardzo istotny komponent sztuki, mamy też komponent nauk społecznych, zwłaszcza w przypadku planowania przestrzennego. Są to obszary odmiennie ewaluowane, natomiast z tego całego konglomeratu możemy wykazywać w ewaluacji tylko wycinek stricte inżynieryjno-techniczny, a to, co wytworzymy w obszarze architektury i sztuki, pozostaje niewidoczne.

Takie przepisy funkcjonują trochę ad absurdum.

Te przepisy są nieco ślepe na stan faktyczny, bo biorąc pod uwagę akredytacje kształcenia, którym podlegamy, i standardy, do których dążymy, sprawą wiodącą jest to, żeby odzwierciedlać naukę w dydaktyce, żeby to były komponenty, które się przenikają, żeby działalność badawcza wynikała także z doświadczenia praktycznego i ze współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Tymczasem okazuje się, że wkładamy bardzo dużo wysiłku w kształcenie architektów, natomiast w ewaluacji wykazujemy tylko pewien margines.

Architekci do piór? 3

Pracownicy prowadzący na wydziałach architektury przedmioty artystyczne, jak rysunek, malarstwo czy rzeźba, którzy nierzadko są profesorami z imponującym dorobkiem artystycznym, także nie mogą wprost odwoływać się do swojej twórczości. Zamiast rysować, malować czy rzeźbić, lepiej żeby pisali artykuły naukowe…

W środowisku są pewne obawy, czy sobie poradzimy z dobrym katalogowaniem, ewidencjonowaniem, wykazaniem wpływu i wagi dzieł projektowych i twórczych, natomiast – co wynika z moich obserwacji – naukowcy reprezentujący bliską nam dyscyplinę sztuki plastyczne i konserwacja dzieł sztuki doskonale sobie z tym radzą. Każde dzieło własne, nawet bardzo efemeryczne, jak performance w przestrzeni publicznej, zostaje przez nich odpowiednio udokumentowane. Nasi profesorowie – artyści, którzy zajmują się działalnością związaną wyłącznie ze sztuką, co wynika z dydaktyki prowadzonej na wydziale, również starają się publikować i jest to dla nich równie trudne jak dla pracowników bardzo aktywnych projektowo. A przecież prowadzenie chociaż przez część zespołu działalności praktycznej – projektowej czy artystycznej – jest ogromnym walorem i czymś, co nasi studenci bardzo doceniają i weryfikują, więc nie możemy i absolutnie nie chcemy z tego rezygnować. Zależy nam na utrzymaniu obu tych komponentów, praktycznego i naukowego, w ogólnoakademickim kształceniu architektów.

Czy ma pani konkretne propozycje dotyczące zmian w ewaluacji?

Nam, jako środowisku, zależałoby na powrocie do poprzednich zasad, które oczywiście wymagają pewnej korekty, unowocześnienia, natomiast dobrze byłoby powrócić do katalogu osiągnięć, w którym będą zarówno projekty architektoniczne (tutaj możemy np. założyć, że tylko takie, które uzyskały pozwolenie na budowę, wygrały prestiżowe konkursy lub zostały zrealizowane i nie są czystymi koncepcjami, żeby nie otwierać pola do nadużyć czy różnych interpretacji), jak i dzieła artystyczne zrealizowane, zaprezentowane na prestiżowych wystawach itp. Natomiast z drugiej strony uważam, że zmiana zasad ewaluacji w 2019 roku, która spowodowała mobilizację naszego środowiska naukowego do publikowania, miała też swoje plusy, bo nasz dorobek stał się widoczny na zewnątrz, także za granicą. Postrzegam te wymogi jako szansę, którą bardzo dobrze wykorzystaliśmy. Nabraliśmy odwagi, a potem już pewności, że możemy publikować artykuły naukowe w najbardziej prestiżowych czasopismach międzynarodowych, że jesteśmy cytowani. I to jest, mimo wielu negatywnych konsekwencji, pozytywny skutek, może uboczny, może celowy, ale istotny.

Bierze pani udział w spotkaniach i dyskusjach w ramach Forum Dziekanów Architektury. Na jakie zjawiska związane z kształceniem przyszłych architektów chciałaby pani zwrócić szczególną uwagę?

Zasadnicze aspekty związane z funkcjonowaniem wydziałów architektury i wynikające z nich kwestie problematyczne – zagrożenia i szanse – są postrzegane przez nasze środowisko dosyć spójnie. Poprzez to, że tworzymy od kilku lat nieformalną organizację, która zrzesza osoby zarządzające kierunkiem kształcenia architektura, czyli dziekanów oraz dyrektorów instytutów, mamy szansę na wymianę poglądów i rozmowę o trudnościach, ale też korzyściach wynikających z naszego profilu kształcenia. Mamy wypracowane nie tylko spójne poglądy, ale także koncepcje zmian i to na poziomie legislacyjnym, co jest bardzo budujące. Dyskutujemy intensywnie i podejmujemy działania w związku ze współczynnikami kosztochłonności, standardami kształcenia lub poszerzeniem naszych możliwości w pozyskiwaniu środków na badania w NCN, kierujemy stosowne pisma do właściwych organów.

Czy wspomniane koncepcje zmian na poziomie legislacyjnym były przedstawiane na szerszym forum?

Architekci do piór? 4

Nabywamy odwagi, aby formułować i składać w ministerstwie propozycje, jak powinno wyglądać kształcenie architektów, bo nie ukrywam, że czasami mamy wrażenie, że pewne inicjatywy legislacyjne podejmowane są z pominięciem dyskusji na poziomie wydziałów architektury. Ciągle dużą rolę odgrywa środowisko architektów – Izba Architektów i SARP, natomiast nasz głos nie jest tak bardzo słyszalny i staramy się to zmienić.

Jakie kwestie są tutaj szczególnie istotne?

Jest kilka fundamentalnych kwestii, o których dyskutujemy. Pierwsza to wspomniana już ewaluacja. Kolejna kwestia, bardzo dla nas ważna, dotyczy współczynników kosztochłonności, czyli wskaźników finansowania jednostek, dekretowanych na poziomie ministerialnym. Współczynnik kosztochłonności przypisany do kształcenia na kierunku architektura jest zupełnie nieadekwatny i rażąco niski – wynosi 1,75. Przystaje do czasów, gdy używaliśmy tylko kalek i ołówków. Zupełnie nie odzwierciedla realnych kosztów kształcenia i skutkuje niedofinansowaniem studiów architektonicznych, podczas gdy kształcenie architektów we współczesnym świecie wymaga nowoczesnych pracowni komputerowych, specjalistycznego i rozbudowanego oprogramowania, laboratoriów cyfrowych, laboratoriów prototypowania i fabrykacji, nowoczesnych modelarni itp. Ponadto, zgodnie ze standardem, wszystkie zajęcia projektowe realizujemy w grupach 15-osobowych, często w formie warsztatów pozwalających na indywidualne konsultacje i relację mistrz – uczeń. To dodatkowo sprawia, że nasze programy są o wiele bardziej kosztochłonne. Z drugiej strony obserwujemy, że kierunki pokrewne z obszaru nauk inżynieryjno-technicznych (np. budownictwo, geodezja i kartografia, transport, inżynieria środowiska) posiadają wyższy współczynnik, podczas gdy kształcenie architektów jest znacząco droższe. Dla wszystkich wydziałów architektury bardzo ważny jest rozwój infrastruktury badawczej, żeby publikowanie artykułów naukowych nie było celem samym w sobie, tylko efektem badań naukowych prowadzonych na wysokim poziomie, żebyśmy byli też ciekawym partnerem dla instytucji zagranicznych. Mogę tu wspomnieć o naszych sukcesach: udało się nam, jako jedynej dużej uczelni technicznej, uzyskać z Ministerstwa Rozwoju i Technologii grant z KPO, który towarzyszy wdrażaniu reformy planowania przestrzennego i ten projekt właśnie realizujemy. Mamy także dwa duże projekty międzynarodowe, na które środki pozyskaliśmy w zeszłym roku. Widzimy, że uczelnie zagraniczne chętnie podejmują z nami współpracę. Chcielibyśmy sprostać tym wyzwaniom, chociażby infrastrukturalnie, więc środki finansowe na rozwój, laboratoria, na specjalistyczny sprzęt są wydziałom architektury bardzo potrzebne. Co więcej, nasza dyscyplina jest kluczowa w kontekście globalnych wyzwań, jak starzenie się społeczeństw, jakość życia w miastach czy adaptacje do zmian klimatycznych.

A jak pani ocenia aktualne standardy kształcenia architektów?

Ważną kwestią, jeśli chodzi o interes społeczny, byłoby zrewidowanie rozporządzenia dotyczącego tych standardów. Nasz zawód jest zawodem regulowanym, bo prowadzi do uzyskania uprawnień. Rozporządzenie, które pojawiło się w 2019 roku, niestety mocno doprecyzowało programy studiów pod kątem rodzaju zajęć, które mamy realizować, liczby godzin i punktów ECTS. To spowodowało zacieranie się tożsamości i specyfiki różnych wydziałów wynikającej np. z lokalizacji, prowadzonych badań etc. Są wydziały zlokalizowane w dużych miastach z niesamowitym rynkiem inwestycyjnym, są takie, które skupiają się bardziej np. na ochronie dziedzictwa, konserwacji zabytków i ta specyfika w ich programach była uwidaczniana i doceniana. W tej chwili, biorąc pod uwagę mocno doprecyzowane, sztywne ramy programowe, musieliśmy przebudować programy studiów w taki sposób, że bardzo się ujednoliciły, co może niekiedy wydawać się korzystne, ale generalnie przynosi pewną stratę, bo ogranicza dziekanów w podejmowaniu niezależnych decyzji. Z drugiej strony chcę podkreślić, że jak najbardziej jesteśmy za utrzymaniem standardów kształcenia, ponieważ one zapewniają wysoki poziom kształcenia, co ma związek z odpowiedzialnością zawodową architektów. Natomiast większy komponent swobody powinien dotyczyć transferu godzin czy transferu punktów pomiędzy zajęciami, żeby pewną indywidualność wydziałów jednak przywrócić. Chcielibyśmy także, aby standardy kształcenia podążały za tym, co się dzieje w projektowaniu w kontekście sformułowanych efektów uczenia się. Mamy w tej chwili szybki rozwój technologiczny w zakresie narzędzi projektowych czy sztucznej inteligencji. Istotne jest więc, aby standardy były bardziej elastyczne i pozwoliły nam trochę wyjść naprzód, bo może się okazać, że za chwilę nie będą przystawać do współczesności. Nasze standardy dodatkowo mówią o tym, że tylko 10% zajęć może być realizowanych z wykorzystaniem technik zdalnych, tymczasem chcielibyśmy to nieco poszerzyć, gdyż bardzo cenimy sobie współpracę z zagranicą i korzystamy z możliwości tego kanału do zaproszenia gości z innych krajów. Możemy wówczas zdalnie uczestniczyć w wykładach star-architektów, bez konieczności pokrywania kosztów pobytu.

Co jest istotne w przypadku wspomnianego niedofinansowania wydziału.

Tak, dlatego jest to także jeden z naszych postulatów. Kolejny postulat dotyczy praktyk. To samo rozporządzenie wprowadziło dodatkowe półroczne praktyki dla studentów studiów I stopnia. Okazuje się jednak, że nie ma wystarczającej liczby biur, które mogą przyjąć studentów na praktyki w dowolnie wybranym przez nich mieście. W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, funkcjonuje wiele biur jednoosobowych, czasem z działalnością zarejestrowaną w domu architekta. W związku z powyższym chcielibyśmy trochę zmienić warunki odbywania praktyk, żeby mogły odbywać się również w urzędach, w wydziałach architektury i urbanistyki czy w biurach konstrukcyjnych. Istotne jest, aby wachlarz ofert dla studentów był szerszy, żeby w poszukiwaniu praktyk nie musieli zmieniać miejsca zamieszkania albo tymczasowego pobytu. Kolejna sprawa: w obszarze nauk inżynieryjno-technicznych, w którym się znajdujemy, dużą wagę mają efekty finansowe (35%), które powstają w wyniku uzyskania grantów oraz przy współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Jak się okazuje, wydziały architektury mają mniejsze możliwości pozyskiwania środków zewnętrznych niż inne wydziały na politechnikach. Dlatego też jako Forum Dziekanów w ubiegłym roku wystąpiliśmy do ministra z prośbą o utworzenie osobnego panelu w NCN, gdyż ma to wpływ na dobór kryteriów oceny oraz ekspertów. Obecnie naukowcy reprezentujący dyscyplinę architektura i urbanistyka, nie mając swojego panelu, starają się wpisać w „podpanele” z zakresu Nauk Humanistycznych, Społecznych i o Sztuce oraz Nauk Ścisłych i Technicznych, które odzwierciedlają jedynie wąskie wycinki problematyki badawczej, a wiadomo, że wnioski są oceniane przez ekspertów pod kątem zastosowanych metod i narzędzi badawczych właściwych dla danej dziedziny. Wracając do ewaluacji i kryterium II: siłą rzeczy to kryterium finansowe nie do końca odzwierciedla poziom naukowy naszych jednostek, szczególnie że w naszej dyscyplinie efektem współpracy, która może przynosić dochód, są przede wszystkim projekty architektoniczne, ekspertyzy czy koncepcje. Jeżeli mamy uczelnie zlokalizowane w dużych miastach, z dużym polem inwestycyjnym, to w stosunku do nich uczelnie położone w mniej dynamicznie rozwijających się ośrodkach, gdzie mniej się buduje, mają znacznie mniejsze szanse na pozyskanie zleceń. Tu pojawia się pytanie, czy w naszej dyscyplinie efekty finansowe rzeczywiście są miarodajnym kryterium w ocenie naukowej. Zdajemy sobie sprawę, że naukowcy, którzy reprezentują każdą z dyscyplin, mają poczucie silnej tożsamości, a zarazem odrębności i to jest właściwe. Natomiast obiektywnie rzecz biorąc, nasza dyscyplina jest specyficzna – lokuje się na pograniczu sztuki i nauk technicznych, wymaga więc odrębnego podejścia.

Rozmawiała Krystyna Matuszewska

Wróć