logo
FA 1/2025 rozmowa forum

Rozmowa z dr hab. Patrycją Matusz, prof. UWr, pełnomocniczką ministra nauki ds. europejskich i prezydencji Rzeczypospolitej Polskiej w Radzie Unii Europejskiej, która wyjaśnia najważniejsze zadania naszej prezydencji w obszarze szkolnictwa wyższego

Nie tylko dyplom europejski

Nie tylko dyplom europejski 1

Dr hab. Patrycja Matusz, prof. UWr (ur. w 1977 r.), jest prorektorką ds. umiędzynarodowienia Uniwersytetu Wrocławskiego. W marcu 2024 r. została pełnomocniczką ministra nauki do spraw europejskich i prezydencji Rzeczypospolitej Polskiej w Radzie Unii Europejskiej. Prof. Matusz jest politolożką specjalizującą się w stosunkach międzynarodowych. Szczególnie interesuje się kwestiami migracji międzynarodowej, zarządzania migracjami, integracją imigrantów i edukacją międzykulturową. Kieruje dwoma projektami finansowanymi z programu Horyzont 2020. Dzięki działaniom prof. Matusz Uniwersytet Wrocławski jest członkiem sojuszu Arqus oraz wzmocnił współpracę z partnerami sieci InclusU. Badaczka jest absolwentką germanistyki i niderlandystyki. Przebywała na stażach i stypendiach na: Uniwersytecie w Groningen (NL), Wolnym Uniwersytecie Berlińskim (D), Uniwersytecie Amsterdamskim (NL) i Uniwersytecie Surrey (UK).

Projekt dyplomu europejskiego ma również stanowić wyraźny symbol europejskiej tożsamości i poczucia przynależności do Europy poprzez wzmocnienie wspólnych wartości akademickich. Europejski system zapewniania i uznawania jakości podniesie standardy edukacyjne i zagwarantuje, że kwalifikacje będą przenoszone i respektowane ponad granicami państw.

Co zawiera pakiet dla szkolnictwa wyższego przygotowany przez Komisję Europejską i co z niego interesuje prezydencję polską?

To są propozycje dotyczące prac nad wprowadzeniem nowego rodzaju wspólnych kwalifikacji, zwanych dyplomem europejskim (European Degree), nad europejskim systemem zapewniania jakości i uznawalności wykształcenia w systemie szkolnictwa wyższego oraz atrakcyjnych ścieżek kariery. Pakiet ten ma na celu stworzenie bardziej ujednoliconej, przejrzystej i konkurencyjnej przestrzeni szkolnictwa wyższego w Europie i poza nią. Najważniejszym i obecnie najbardziej rozpoznawalnym komponentem pakietu jest tzw. blueprint for European Degree, czyli projekt nowej wspólnej kwalifikacji europejskiej. Ma on być nową siłą napędową dla wzrostu konkurencyjności Europy poprzez wyposażanie absolwentów w przyszłościowe umiejętności, pozwalające na opanowanie transformacji ekologicznej i cyfrowej. Projekt Europejskiego Dyplomu ma również stanowić wyraźny symbol europejskiej tożsamości i poczucia przynależności do Europy poprzez wzmocnienie wspólnych wartości akademickich. Europejski system zapewniania i uznawania jakości podniesie standardy edukacyjne i zagwarantuje, że kwalifikacje będą przenoszone i respektowane ponad granicami państw. Tymczasem propozycja dotycząca atrakcyjnych i zrównoważonych karier w szkolnictwie wyższym ma na celu sprostanie wyzwaniom stojącym przed pracownikami akademickimi i naukowcami poprzez poprawę warunków pracy, oferowanie możliwości rozwoju kariery i wspieranie integracji środowiska akademickiego. Wszystkie trzy komponenty pakietu stanowią kompleksową strategię, mającą na celu wzmocnienie europejskiego sektora szkolnictwa wyższego i uczynienie go bardziej dostępnym, mobilnym i konkurencyjnym w skali globalnej.

Ten projekt to szansa na wyższą formę umiędzynarodowienia nauki oraz na szersze i pełne studiowanie w wielu państwach członkowskich, którego ukoronowaniem będzie właśnie dyplom europejski. Parafrazując tytuł książki Olgi Tokarczuk Podróż ludzi Księgi, to wyższa forma podróży ludzi nauki po Unii Europejskiej.

Najwięcej emocji budzi dyskusja nad wprowadzeniem dyplomu europejskiego.

Chcę podkreślić, że on nie zastąpi istniejących i uznanych przez państwa członkowskie rodzajów kwalifikacji. Dyplom europejski ma być nową formą, która pozwoli uczelniom współpracującym ze sobą, prowadzącym wspólne programy studiów, na wydawanie wspólnego dyplomu. Taka forma uznania kwalifikacji da wiele korzyści studentom, którzy mogliby korzystać z potencjału kilku uczelni, zdobywając wiedzę i kompetencje potrzebne na dynamicznie zmieniającym się rynku pracy. Bez wątpienia takie rozwiązanie interesuje uczelnie, które współpracując przy tworzeniu międzynarodowych programów studiów, muszą zmagać się z różnymi systemami szkolnictwa wyższego, różnymi systemami akredytacji.

Pojawiające się w dokumencie pojęcia, takie jak dyplom europejski, europejski znak jakości dla wspólnych programów, wspólne programy studiów, wymagają doprecyzowania. Rozmawiając z koleżankami i kolegami zarówno w kraju, jak również za granicą, słyszałam, że z jednej strony wszyscy widzą potrzebę pogłębiania współpracy przy tworzeniu programów transnarodowych, a z drugiej strony są liczne wątpliwości dotyczące szczegółowych rozwiązań, planu dochodzenia do dyplomu europejskiego.

Dla polskiej prezydencji ważne są dwa dokumenty: rezolucja Rady UE ws. Planu dla wspólnego dyplomu europejskiego oraz rekomendacja Rady UE w sprawie europejskiego systemu zapewniania jakości i uznawalności wykształcenia w szkolnictwie wyższym. Propozycja Komisji Europejskiej jest bardzo ambitna i powinna być rozpatrywana w długofalowej perspektywie. Oznacza ona przygotowanie planu polegającego na uproszczeniu procedur, usunięciu rozbieżności w przepisach krajowych oraz stworzeniu jasnych ram umożliwiających tworzenie wspólnych programów studiów oraz ich akredytacji. Na tym etapie najważniejsze jest jednak, żeby państwa członkowskie zdecydowały, że warto podjąć pracę nad tym nowym rodzajem kwalifikacji, aby wzmacniać potencjał Europejskiego Obszaru Edukacji.

Czym ma być dyplom europejski? Czy dotyczy tylko uniwersytetów europejskich, czy każdej uczelni w Europie? A zatem czy i UJ, i Wyższa Szkoła Biznesu w Rykach wyda tej samej wartości dyplom?

Dyplom europejski ma być nową formą kwalifikacji, wydawaną studentom, którzy ukończą wspólne studia prowadzone przez kilka uczelni. Tworzenie i prowadzenie wspólnych studiów nie jest ograniczone do sojuszy uczelni europejskich, nie jest również ograniczone geograficznie. Możemy sobie wyobrazić, że uczelnie tworzące konsorcja dla wspólnych programów studiów zapraszają do współpracy uczelnie spoza Europy. Choć w mojej opinii, dyplom europejski powinien wzmacniać potencjał uczelni z UE, wzmacniać naszą konkurencyjność w ujęciu globalnym. Wiele polskich uczelni ma już doświadczenia w prowadzeniu studiów kończących się podwójnym dyplomem (double degree) czy wielostronnych studiów w ramach programów Erasmus Mundus. Współpraca międzynarodowa w obszarze dydaktyki nie jest więc nowym wyzwaniem, choć chyba wszyscy prowadzący takie studia potwierdzą, jak trudno sprostać wszystkim wymaganiom wynikającym z różnic w krajowych systemach legislacji.

Zarówno Europejski znak jakości, jak i Europejski Dyplom będą inicjatywami całkowicie dobrowolnymi. To uczelnie uczestniczące w tej inicjatywie będą mogły zadecydować, do jakich programów studiów zastosują to podejście.

Czy dyplom europejski będzie dotyczył także zawodów medycznych i inżynierskich – regulowanych?

Zawody regulowane stanowią szczególne wyzwanie w kontekście europejskich inicjatyw dotyczących uznawania wykształcenia i kwalifikacji. W wielu krajach prawa do wykonywania zawodów, szczególnie w takich dziedzinach jak medycyna, prawo czy architektura, są bardzo restrykcyjnie regulowane, co wynika z konieczności zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, wysokich standardów etycznych czy specjalistycznych umiejętności. Wdrożenie jednolitych zasad uznawania kwalifikacji w takich zawodach może napotkać na liczne trudności. Znalezienie kompromisu, który uwzględni różnorodność przepisów regulujących poszczególne zawody w różnych krajach, może okazać się dużym wyzwaniem, dlatego zawody regulowane nie będą szczególnie mocno obecne w tej inicjatywie, choć nie można wykluczyć, że znajdą się tak zdeterminowani partnerzy, którzy wypracują europejski dyplom lub model studiów spełniających kryteria europejskiego znaku jakości.

Co taki dyplom ma potwierdzać: ukończenie kierunku studiów na określonym poziomie czy zdobycie określonych kompetencji, wiedzy, umiejętności?

Dyplom europejski jest bardziej zaawansowanym rozwiązaniem i będzie odnosił się do formalnej kwalifikacji akademickiej przyznawanej danemu studentowi wspólnie przez kilku, kilkunastu partnerów po pomyślnym ukończeniu wspólnego programu studiów. Postuluje się, aby ta nowa kwalifikacja europejska funkcjonowała na poziomie licencjata, magistra lub doktora. Różnica względem obecnie funkcjonujących modeli studiów wspólnych będzie polegała na tym, że dyplom nie będzie musiał być podpisany przez wszystkie uczelnie, lecz przez jednego reprezentanta danego konsorcjum. Będzie on kwalifikacją nadaną konkretnemu studentowi na poziomie europejskim.

European Degree Label to z kolei certyfikat, znak jakości, który będzie przyznawany konkretnemu programowi studiów. Jest to dowód jego zgodności z europejskimi standardami jakości, przejrzystości i uznawania. Ma on na celu zwiększenie międzynarodowej rozpoznawalności danej oferty edukacyjnej i pokazanie, że program studiów został oceniony i spełnia określone kryteria europejskie.

Polskie instytucje szkolnictwa wyższego były bardzo skuteczne w konkursach na finansowanie sojuszy uniwersytetów europejskich. Aż 32 polskie uczelnie są w sojuszach. Myślę, że w tej grupie jest wielu entuzjastów wprowadzenia dyplomu europejskiego, czy w pierwszym etapie – etykiety europejskiej.

Jaka jest realna perspektywa wprowadzenia takiego dokumentu? Jaki jest nasz pomysł na dyplom europejski?

Na to pytanie trudno w tej chwili odpowiedzieć. Nawet nowa komisarz w czasie przesłuchania przed Parlamentem Europejskim mówiła, że choć jest to jeden z priorytetów dla Europejskiego Obszaru Edukacji, nie jest pewna czy uda się to w tej kadencji. Chciałabym być większą optymistką, choć wszyscy znający szkolnictwo wyższe wiedzą, jak wygląda chociażby proces boloński.

Proszę rozwinąć temat osobowości prawnej uniwersytetów europejskich, czyli obecnie sojuszy niezależnych uniwersytetów z różnych państw z własnymi władzami akademickimi, własnymi źródłami finansowania, własnymi programami studiów i badań. Jaka to będzie forma prawna, czy zakłada ona głębszą (jaką?) integrację członków sojuszów?

Idea utworzenia sojuszy uniwersytetów europejskich jest nawet starsza niż propozycja prezydenta Francji Emanuela Macrona, który zaproponował to w wrześniu 2017. Konferencja rektorów uczelni francuskich i niemieckich pracowała nad takim rozwiązaniem już kilka lat wcześniej. Jednak pod koniec 2017 r. Komisja Europejska zaproponowała projekt, którego głównym zadaniem było stworzenie konsorcjów (sieci) uczelni europejskich, które miały wypracować długofalowe rozwiązania instytucjonalne, organizacyjne i prawne, aby prowadzić wspólne działania, głównie dydaktyczne. Program ten jest bowiem finansowany ze środków Erasmus+.

Inicjatywa Uniwersytetów Europejskich jest bardzo atrakcyjna, o czym świadczy liczba uczelni, które startowały w kolejnych konkursach, ale jest również niezwykle wymagająca. Sojusze są bowiem niezwykle zróżnicowane pod względem struktury, systemów prawa krajowego, w ramach których funkcjonują, procesu podejmowania decyzji, wyboru władz itd. To tylko duże wyzwania, a jest również wiele mniejszych, również istotnych, jak kalendarz akademicki czy wielojęzyczność zajęć dydaktycznych. Celem sojuszy jest prowadzenie wspólnych studiów, wydawanie wspólnych dyplomów, kształcenie doktorantów, wspólne użytkowanie infrastruktury badawczej, wspólne aplikowanie o granty naukowe, jak również wiele innych wspólnych aktywności. Do tego wszystkiego potrzebne jest skuteczne zarządzania siecią. Stąd pomysł Komisji Europejskiej, żeby sojusze wypracowały osobowość prawną. Sojusze testują obecnie kilka modeli osobowości prawnej, która ma pozwolić na prostsze podejmowanie decyzji na poziomie transnarodowym i implementowanie ich na poziomie poszczególnych uniwersytetów z zachowaniem ich autonomii.

Obecnie 14 spośród 64 sojuszy uniwersytetów europejskich uzyskało samodzielną osobowość prawną, pozostałe funkcjonują na podstawie umów sojuszniczych, a około 15 pracuje nad własną podmiotowością. Zgodnie z konkluzjami Rady UE z 2022 r. celem prac nad podmiotowością prawną sojuszy jest przyznanie im, na zasadzie dobrowolności, swobody integracyjnej działania, w tym np. wspólnej rekrutacji, łączenia potencjału naukowego, technicznego, wymiany danych o badaniach i innowacjach oraz pozyskiwania dodatkowych źródeł finansowania na działalność naukową i dydaktyczną. Innymi słowy, chodzi o wyższy poziom umiędzynarodowiania akademii i znoszenia granic dla działalności naukowo-dydaktycznej. Bez osobowości prawnej procesy decyzyjne mogą opóźniać wdrażanie wspólnych działań. Brak formalnych ram instytucjonalnych ogranicza możliwość oferowania wspólnych dyplomów, uznawanych przez wszystkie instytucje członkowskie.

Aktualnie Komisja i sojusze uniwersytetów europejskich szukają najlepszych form prawnych służących osiągnięciu tych celów oraz wypracowaniu nowych form integracji. Dostępne dziś formy prawne nie są skrojone na potrzeby działalności akademickiej. Do tej pory sojusze mogą korzystać albo z rozwiązań krajowych, albo z form przewidzianych przez prawo unijne, które nie zostały ustanowione z myślą o potrzebach instytucji naukowo-dydaktycznych. Sojusze mogą zatem zarejestrować w jednym z państw członkowskich fundacje, choć bardziej adekwatne dla ich celów są stowarzyszenia, które cechują się stosunkowo prostym sposobem założenia oraz strukturą umożliwiającą elastyczne procesy decyzje. Takie rozwiązanie ma swoje ograniczenia. Sojusz działający w formie stowarzyszenia krajowego będzie pracować pod rządami prawa jednego państwa członkowskiego, choć będzie działał na całym obszarze funkcjonalnym UE.

Prawo UE przewiduje dwie formy, które mogą posłużyć upodmiotowieniu sojuszy, tj. Europejskie ugrupowanie współpracy terytorialnej (European Grouping of Territorial Cooperation – EGTC) i Europejskie zgrupowanie interesów gospodarczych (European Economic Interest Grouping – EEIG). To pierwsze, czyli EGTC, oferuje ramy prawne w celu ułatwienia współpracy transgranicznej między podmiotami publicznymi w różnych państwach członkowskich. Umożliwia ujednolicone podejmowanie decyzji i silne ramy zarządzania wspólnymi projektami. Jednakże proces zakładania EGTC jest skomplikowany i rozciągnięty w czasie. Przede wszystkim wymaga zgody poszczególnych ministrów w każdym państwie członkowskim założyciela. Jego członkami mogą być tylko podmioty publiczne, co wyklucza z jego struktur uczelnie niepubliczne oraz interesariuszy zewnętrznych. EEIG mają zaś na celu ułatwienie współpracy gospodarczej między podmiotami z różnych państw członkowskich. Zaletą EEIG jest łatwość założenia, jednakże jest to forma, która koncentruje się na działalności gospodarczej, pozostawiając poza jej ramami choćby potrzeby integracji akademickiej w zakresie wspólnych stopni naukowych i dyplomów.

Wobec niedostatku dostępnych form prawnych sojusze, projekt pilotażowy Erasmus+, ale też raport Komisji z 19 grudnia 2024 r. postulują utworzenie nowego zinstytucjonalizowanego instrumentu współpracy dla sojuszy uniwersytetów europejskich, aby ułatwić współpracę transgraniczną, stabilność i pewność prawną działania sojuszy oraz uzupełnienia regulacji krajowych.

Finansowanie uniwersytetów europejskich i zmiana znaczenia sojuszy z dotychczasowych edukacyjnych na naukowe. Czy to oznacza, że edukacyjne się nie sprawdziły? Czy członkowie sojuszy otrzymają dodatkowe wsparcie i z jakiego źródła, w jakiej formie?

Sojusze są finansowane ze środków Erasmus+, co narzuca koncentrację na zadaniach dydaktycznych. Jednak jako prorektor ds. umiędzynarodowienia doskonale zdaję sobie sprawę, że uczelnia to połączenie badań i dydaktyki. Myśląc o umiędzynarodowieniu, nie da się rozdzielać tych obszarów. Dlatego najbliższe miesiące to czas ważnych dyskusji o przyszłości sojuszy i ich finasowaniu.

Z badań prof. Dominika Antonowicza z UMK w Toruniu wynika, że polskie uczelnie z entuzjazmem i zaangażowaniem podeszły do współpracy w ramach sojuszy, badani wskazywali na wiele korzyści płynących z wdrażania projektu. Jednak wyzwania prawne związane z prowadzeniem np. wspólnych studiów okazały się większe niż sądziliśmy. Dlatego tak ważne jest rozwijanie koncepcji dyplomu europejskiego i praca nad elastycznymi rozwiązaniami dla wspólnych studiów.

Budżety, które sojusze uzyskały w konkursie Komisji Europejskiej, nie są duże, wystarczają na pewne działania pilotażowe, dlatego uczelnie starają się pozyskiwać dodatkowe finansowanie, np. NAWA oferuje konkursy na tworzenie wspólnych studiów.

Jestem przekonana, że współpraca w ramach sojuszy daje wiele korzyści zarówno w obszarze dydaktyki, jak i badań. Komisarz Roxana Minzatu, prezentując swoje priorytety na najbliższą kadencję, dużo mówiła o sojuszach, dlatego mam nadzieję, że wysiłek, który został włożonych w ich budowanie, zostanie wzmocniony planem na dalsze finansowanie. Zresztą wśród priorytetów pani komisarz, poza wzmacnianiem sojuszy uniwersytetów europejskich, są dalsze prace nad dyplomem europejskim czy uznawaniem kwalifikacji w ramach Skills Portability Initiatives.

Czy mikrodoświadczenia staną się czymś standardowym i obowiązkowym? Jaką będą miały formę? Czy zastąpią obecne formy poświadczeń wiedzy (np. zaliczeń w indeksach), czy będą osobnymi dokumentami? Czy dowolna wiedza zdobyta nieformalnie poza uniwersytetem zastąpi część zajęć uniwersyteckich, np. na podstawie przyznania jej odpowiedniej liczby punktów ECTS, czy też będzie to musiała być wiedza ściśle związana z kierunkiem kształcenia i przedmiotem/ami na danym kierunku?

Mikoropoświadczenia są na pewno nową i atrakcyjną formą potwierdzania umiejętności zarówno uzyskanych podczas edukacji formalnej, jak i poza nią. Wiedzę można przecież zdobywać w czasie kursów, szkoleń, aktywności w kołach naukowych, ale również pracując na rzecz np. organizacji pozarządowej. Istotne jest, w jaki sposób takie efekty uczenia się są weryfikowane. Instytucje edukacyjne powinny to robić na podstawie jasnych kryteriów. Tu wciąż jest wiele do zrobienia. Jednak takie krótkie formy kształcenia wpisują się w zmieniające się sposoby kształcenia i potrzeby rynku pracy.

Biorąc pod uwagę coraz większy odpływ studentów z uczelni, będący wynikiem wielu procesów, ale również zbyt małej elastyczności uniwersytetów, nienadążaniem za potrzebami, jakie mają studenci na rynku pracy, oferta mikropoświadczeń, jako potwierdzenia uzupełnienia wiedzy na różnych etapach kształcenia, może być przełomowa. Wiem, że zwolennicy tradycyjnych metod są sceptyczni wobec pomysłu budowania np. studiów magisterskich w oparciu o mikropoświadczenia, ale wydaje mi się to pomysł możliwy do realizacji.

Mikropoświadczenia to ciekawy przykład inicjatywy europejskiej, która, co nie zawsze jest dostrzegane, ma silny związek zarówno z Europejskim Dyplomem, jak i Procesem Bolońskim. Trzy lata temu cała Europa ekscytowała się rekomendacją dotyczącą mikropoświadczeń. Wiele uczelni wprowadziło rozwiązania w tym zakresie, oferując swoim studentom elastyczne modele kształcenia, które różnicują profil kompetencyjny absolwentów poszczególnych kierunków. To kolejne narzędzie mające na celu zwiększenie konkurencyjności i atrakcyjności systemów szkolnictwa wyższego w Europie. Chodzi o to, aby student nie tylko zdobywał kompetencje w danym kierunku, ale również rozwijał je w zależności od potrzeb otoczenia. Proces boloński podkreślał znaczenie kształcenia naszych studentów w zakresie umiejętności uczenia się przez całe życie, jako kluczowej kompetencji, która zapewni absolwentom zatrudnialność. Mikropoświadczenia stanowią narzędzie, które pomaga przede wszystkim oswoić studentów z krótkimi doświadczeniami edukacyjnymi, prowadzącymi do uzyskania wartościowych kompetencji oraz wzmacniających procesy upskillingu i reskillingu. Wbrew pozorom inicjatywa ta, zawarta w pakiecie dla szkolnictwa wyższego, który pojawił się w ubiegłym roku, jest kolejnym krokiem w realizacji tego samego celu. Z drugiej strony musimy być świadomi, że uniwersytety nie są już jedynym miejscem, w którym społeczeństwo może się uczyć. Obecnie mamy dobrze rozwinięty rynek usług pozaformalnych, który cieszy się dużym zainteresowaniem. Nie ma sensu zwalczać tego rodzaju inicjatyw. Uczelnia może stać się miejscem, które nie tylko kształci, ale również uznaje kompetencje nabyte poza nią. Dzięki temu może stworzyć interesującą ofertę edukacyjną, elastyczną i dostosowaną do dynamicznie zmieniających się potrzeb uczestników procesu edukacji.

Mikropoświadczenia dają uczelnią również nowe możliwości współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Na koniec warto podkreślić wymiar międzynarodowy. Sojusze uczelni europejskich powinny być naturalnym laboratorium dla testowania mikropoświadczeń.

Coraz częściej mówi się o różnorodnych formach kształcenia – co to dokładnie oznacza? Czy zamierzamy do edukacji wyższej wprowadzić formy, których dotychczas nie było? I jakie to formy? Jak będą one współgrać z tymi, które już funkcjonują?

O jednej z takich form, czyli wiedzy zdobytej pozaformalnie i potwierdzonej mikropoświadczeniem, właśnie mówiliśmy. Jestem przekonana, że szkolnictwo wyższe stoi przed wieloma wyzwaniami w obszarze dydaktyki. Jeszcze kilka lat temu maturzyści bezpośrednio po skończeniu szkoły średniej zaczynali studia. Studia magisterskie były naturalną konsekwencją studiów licencjackich. Teraz coraz więcej młodych ludzi robi przerwy w edukacji, zaczynają studia i ich nie kończą, zmieniają kierunki, chcą podróżować po państwach członkowskich. Duża część studentów łączy studiowanie z pracą zawodową. Dlatego programy studiów muszą dawać pewną elastyczność, dostosowywać się do zmian i oczekiwań tak studentów, jak rynku, otoczenia. Po pandemii uczelnie włączyły hybrydowe formy kształcenia jako stałe rozwiązanie.

Europejskie uczelnie powinny szukać najlepszych dróg, aby wspierać uczenie się studentów. Mam wrażenie, że jesteśmy bardzo mocno skupieni na identyfikowaniu i sztywnym podziale zajęć na wykłady, ćwiczenia i laboratoria. Tymczasem powinniśmy koncentrować się na tym, aby znaleźć najlepszą drogę, dzięki której student będzie mógł zdobywać określone kompetencje. Zajęcia nie powinny być jedynie oparte na przekazywaniu informacji, ponieważ współczesna technologia zapewnia studentom szybki dostęp do wszelkich źródeł wiedzy. Czas spędzany na uczelni powinien być czasem niezwykle aktywnego rozwoju, w którym student otrzymuje od nauczyciela wsparcie, zwłaszcza w obszarach, w których nie jest w stanie poradzić sobie samodzielnie. Już wkrótce może się okazać, że tradycyjne wykłady, ćwiczenia i laboratoria nie wystarczają, aby je zapewnić. Stąd potrzeba poszukiwania nowych sposobów wspierania uczenia się różnych grup uczących się. Znajdujemy tu bardzo mocne punkty styku z inicjatywą europejskiego dyplomu, który promować będzie ideę łączenia potencjałów we wspólnie realizowanych programach, najlepszych praktyk oraz zasobów edukacyjnych partnerskich uczelni. Dzięki temu możliwe będzie wskazanie nowoczesnych, najbardziej efektywnych metod i form wspierania studentów w procesie studiowania i zdobywania kompetencji.

Umiędzynarodowienie przybiera obecnie różne formy. Współpraca międzynarodowa uczelni powoduje, że studenci mogą korzystać z wirtualnej mobilności, jako uzupełnienia tradycyjnych stypendiów Erasmusa. Zajęcia oferowane studentom w ramach sojuszy europejskich dają możliwości uczestniczenia w zajęciach międzynarodowych online i uzupełnienie ich np. uczestniczeniem w programie BIP (Blended Intense Programm) czy udziałem w szkole letniej lub zimowej w jakimś obszarze. To tylko kilka przykładów, jestem pewna, że najbliższe lata przyniosą nowe rozwiązania, inaczej uczelnie nie nadążą za rewolucją cyfrową, która się toczy. A gdyby tak mogli podróżować i podejmować prace w różnych państwach członkowskich w ramach jednej transnarodowej formy współpracy uczelni europejskich i uzyskać wspólny dyplom? To jest cel.

Europejski systemem zapewniania jakości i uznawalności wykształcenia w szkolnictwie wyższym – to brzmi tajemniczo i ryzykownie, biorąc pod uwagę choćby doświadczenia z habilitacjami poza Polską, wcześniej słowackimi, a ostatnio bułgarskimi.

Rekomendacja Rady dotycząca Europejskiego Systemu Zapewniania Jakości i Uznawania w Szkolnictwie Wyższym toruje drogę do bardziej elastycznego i ukierunkowanego na przyszłość systemu akredytacji i zapewniania jakości, który będzie zgodny z narzędziami Procesu Bolońskiego, wspierającymi państwa członkowskie UE w realizacji ich zobowiązań w ramach Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego. Propozycja ta zachęca państwa członkowskie do zapewnienia, że decyzje dotyczące akredytacji i rejestracji instytucji oraz programów szkolnictwa wyższego podejmowane są w sposób przejrzysty i obiektywny, z aktywnym udziałem studentów i pracowników w kształtowaniu kultury jakości. Rekomendacja sugeruje również konieczną aktualizację standardów i wskazówek dotyczących zapewniania jakości w Europejskim Obszarze Szkolnictwa Wyższego – Standards and Guidelines for Quality Assurance in the European Higher Education Area (ESG). Bardzo ważnym elementem nowej rekomendacji jest propozycja rozwoju DEQAR, Bazy Danych Wyników Zewnętrznego Zapewniania Jakości, w celu poprawy transnarodowej przejrzystości w szkolnictwie wyższym. Przy aktywnym wsparciu obecnych instytucji i narzędzi EQAR (European Quality Assurance Register), możliwe mogłoby być również publikowanie raportów zewnętrznego zapewniania jakości w DEQAR, co bez wątpienia pomogłoby w poprawie automatycznego uznawania kwalifikacji ponad granicami.

Bardzo ważnym dokumentem, którego potencjał nie do końca jest wykorzystywany, jest European Approach for Quality Assurance of Joint Programmes – Europejskie Podejście do Zapewniania Jakości Programów Wspólnych, które zostało zatwierdzone w 2015 roku. Jest ono zgodne z ESG i wspiera różnorodność systemów szkolnictwa wyższego. To spójna metodologia, która zapewnia, że programy wspólne są oceniane pod kątem jakości jednakowo w całej Europie. Dysponujemy zatem w UE bardzo dobrą bazą narzędzi i procedur, które mogą być silnym filarem zarówno dla dyplomu europejskiego, jak i samego Znaku Jakości. Szersze stosowanie tych narzędzi w programach studiów i wewnętrznych systemach zapewnienia jakości na uczelniach wzmocniłoby globalną jakość kształcenia na poziomie wyższym w Europie. Szkoda, że tak słabo z tego korzystamy.

Nowa rekomendacja RE dotycząca Europejskiego Systemu Zapewniania Jakości i Uznawania bez wątpienia pozwoli na rozwój przejrzystego, inkluzywnego i przyszłościowego systemu w Unii. Wysiłki na rzecz poprawy uznawania kwalifikacji oraz jakości programów wspólnych stanowią kluczowe kroki w kierunku budowania bardziej zintegrowanego i innowacyjnego Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego.

Kiedy poznamy te dwa strategiczne dokumenty: Rezolucję Rady UE w sprawie Planu dla wspólnego dyplomu europejskiego i Rekomendację Rady UE dotyczącą europejskiego systemu zapewniania jakości i uznawalności wykształcenia w szkolnictwie wyższym?

Negocjacje dotyczące rezolucji rady UE w sprawie wspólnego dyplomu europejskiego będą bardzo trudne. Nie wszystkie kraje są pozytywnie nastawione do tego pomysłu. Wciąż jest wiele wątpliwości dotyczących systemu akredytacji, formy wspólnego dyplomu, czy również w pojęciach dyplom europejski, etykieta europejska itd. Choć wprowadzenie dyplomu europejskiego jest dobrowolne i to uczelnie będą decydowały, czy prowadząc wspólne studia, będą chciały wydawać taki dokument, są państwa członkowskie, które nie są przekonane do takiego rozwiązania. Rząd przyjął stanowisko wobec planu dla wspólnego dyplomu europejskiego, odnosząc się do tego pomysłu pozytywnie, ale wskazał miejsca, które wymagają uszczegółowienia. Wydaje mi się, że sukcesem naszej prezydencji byłby kompromis państw członkowskich co do konieczności dalszych prac nad dyplomem.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Wróć