logo
FA 1/2025 informacje i komentarze

Józef Dulak

Pasjonat czy niewolnik?

Pasjonat czy niewolnik? 1

Pewien profesor filozofii z KUL – a było to ze 40 lat temu – mawiał, że na uniwersytetach pracują dwa typy wykładowców: naukowcy, którzy żyją z nauki i uczeni, którzy żyją dla nauki. Słyszymy coraz więcej głosów o zachowanie równowagi między pracą i życiem prywatnym. Dochodzą one także z samego środowiska naukowego od jego prominentnych przedstawicieli. W tym kontekście prof. Józef Dulak, biolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek PAU, zwraca uwagę na odmienność pracy uczonego od innych zawodów.

Z różnych stron dobiegają głosy nawołujące do równowagi między pracą a życiem, na wiele sposobów odmieniane jest hasło „work-life balance” (ostatnio np. w jednej z wypowiedzi na stronie Narodowego Centrum Nauki). Poglądy sugerujące jednoznacznie, że problemem naukowców jest rzekome nadmierne przepracowanie, stają się mantrą powtarzaną przez niemal wszystkich naukowców, od doktorantów po profesorów. To jeden z kolejnych elementów szerzącej się „ideologii”, zwracającej uwagę na prawdziwe, ale także wątpliwe nieprawidłowości w nauce, w tym przypadku na „niewolniczy” styl pracy, zmuszający rzekomo naukowców do pracy wieczorami i nocami, w weekendy (w Polsce nieustannie przedłużane) czy trwające tygodniami (jak ostatnia) przerwy świąteczne. Swoisty rodzaj ideologii woke, coraz głośniejszej…

Na początek kilka truizmów. Nie ulega wątpliwości, że dla olbrzymiej większości naukowców liczy się zarówno praca, jak i życie rodzinne. Nie ulega także wątpliwości, że praca naukowa to nie zwykły rodzaj pracy, realizowany od godziny do godziny. Bo to jest pasja, poszukiwanie wiedzy, a jak ktoś jest głodny tejże, to nie jest ważne, kiedy analizuje wyniki i przygotowuje maszynopis czy wykład, czyta artykuł naukowy, kiedy w laboratorium wykonuje doświadczenia. Decyduje potrzeba, a naukowiec taką potrzebę odczuwa praktycznie nieustannie – tak twierdzę. A może to coś nienormalnego, chorego, niebezpiecznego?

Historia z życia: Program szkoły letniej na jednej z greckich wysp był bardzo ciekawy, nazwiska wykładowców mówiły wiele. W prezentacji omawiającej wyjazd jedną z istotnych (?) informacji była ta, że na tej wyspie kiedyś był James Bond (Daniel Craig). W podsumowaniu zwrócono szczególną uwagę, że podczas wykładów podkreślano konieczność znalezienia równowagi – work-life balance. A w ogóle, to zajęć było chyba zbyt dużo. Gdy słyszy się takie wnioski, to pojawia się pytanie, w jakich czasach żyjemy? Starszym profesorom nasuwa się myśl – (nie) czas umierać? Niezorientowanym przypominam, że to tytuł ostatniego z filmów o agencie 007.

Czy problemem nauki w Polsce jest przepracowanie naukowców? Czy za jej efekty odpowiada tylko bardzo niskie – to niewątpliwe – finansowanie badań naukowych? Czy niskie wynagrodzenia? Czy rzeczywiście takie niewystarczające pieniądze z grantów, stypendiów doktorantów, uczestniczących w realizacji projektów badawczych?

Czy mamy szansę na to, by nauka w Polsce poprawiła się, nie wspominając o jej rozwoju, jeżeli dominować będzie przekonanie, że pracujemy za dużo? Co złego jest w tym, że naukowiec wieczorami, w święta czy na urlopie, czyta teksty naukowe, analizuje wyniki, przygotowuje maszynopisy, czy przychodzi w weekend do laboratorium – i to nie dlatego, że musi, bo doświadczenia nie dało się skończyć do piątku, tylko dlatego, że chce?

W Polsce obowiązuje ośmiogodzinny czas pracy. Tylko zauważam, że u nas jakimś dziwnym trafem te osiem godzin liczy się powszechnie tak jakoś od 9-ej do 15-ej… A w piątek jeszcze krócej, a długie weekendy czy przerwy świąteczne zaczynają się często co najmniej dzień wcześniej. Nb. ośmiogodzinny dzień pracy w krajach Europy Zachodniej uwzględnia przerwę na lunch, czyli pracuje się do godziny 17-ej. Zorganizowanie zebrania naukowego o godzinie 8.00 rano, czy tym bardziej o godzinie 16.00, jest często praktycznie niemożliwe albo co najmniej trudne. Niechęć do tego nie dotyczy tylko osób, które mają małe dzieci, co oczywiście może być zrozumiałe.

Shinya Yamanaka, japoński uczony, laureat nagrody Nobla za opracowanie sposobu uzyskiwania indukowanych pluripotencjalnych komórek macierzystych, opowiadał kiedyś na jednym z wykładów taką anegdotę: Gdy starał się o pracę jako post-dok w Gladstone Institute w San Francisco, jego przyszły opiekun zapytał go: „Czy pracujesz w weekendy?”. Jak państwo sądzicie, jaka była jego reakcja? A może jednak powinien z oburzeniem odpowiedzieć, że najważniejszy jest work-life balance…

Czy wybitni naukowcy, o których życiu niektórzy lubią czytać, bo stanowi to dla nas inspirację, byli lub są osobami nieszczęśliwymi, dlatego że pracowali lub pracują dużo i nie kierują się tym, że akurat jest godzina 16.00, o przepraszam, oczywiście 15.00, sobota czy jakieś (liczne u nas) święto? Czy wykorzystywali każdą okazję, wydłużając przedłużone weekendy, by oszczędzać urlopy, które i tak w przypadku naukowców w Polsce są wyjątkowo długie (36 dni roboczych w roku!), a zgodnie z przepisami prawa pracy jesteśmy zmuszani do ich wykorzystywania. Czy ci z nas, którzy pracują w trakcie takiego narzucanego urlopu nie popełniają jakiegoś wykroczenia?! Czy laureatki Nagrody Nobla: Maria Skłodowska-Curie, Barbara McClintock, a z żyjących Jennifer Doudna i Emmanuelle Charpentier były/są nieszczęśliwe, bo w pracy nie patrzyły/nie patrzą na zegarek? Czy jest czymś złym, gdy pasjonaci nauki – istotnie, bardzo dziwni to ludzie! – wymieniają między sobą maile wieczorami, dzieląc się opiniami na temat ciekawej publikacji, którą akurat przeczytali, komentują analizowane wyniki i przygotowywane maszynopisy? Czy ich życie rodzinne cierpi, gdy w tym czasie partner, partnerka, żona, mąż, dzieci oddają się innym, ulubionym przez nich zajęciom, a być może – o zgrozo! – także czytają lub słuchają książki?

Nauka to sztuka. Czy wybitne dzieła powstawały i powstają tylko w ustawowych godzinach pracy? Wiele osób, także naukowców, lubi oglądać filmy, przedstawiania teatralne, słuchać koncertów. Czy wybitni artyści osiągnęli/osiągają prezentowany kunszt, pracując tylko osiem godzin dziennie?

Nauka ma w sobie też coś z rywalizacji, bo wszyscy wiemy, że liczy się nie tylko sam wynik, ale też to, kto pierwszy dokonał odkrycia, opublikował przełomową pracę. Czy osiągnięcia sportowe, medale olimpijskie to nie jest właśnie efekt ciężkiej pracy, wyjątkowo długiej i żmudnej? Owszem, mięśnie muszą odpoczywać i regenerować się. Mózg także. Ale z pewnością nie szkodzi mu kilkanaście godzin myślenia dziennie.

Tak, wiem, to, co napisałem, jest niezwykle niepopularne. Zapewne też wywoła głosy oburzenia, protestu. Może odezwą się jakieś związki zawodowe, które przygotują list protestacyjny w obronie rzekomo uciśnionych pracowników?

Chyba jednak czas na rozsądek. A ten rozsądek to nie rzewne, chwytające za serce opowieści o wartościach rodzinnych, życiu poza pracą. Tak, jakby naukowcy ich nie podzielali. Śmiem twierdzić, że jeżeli przekaz płynący do młodych adeptów nie będzie wskazywał na wyjątkowość pracy naukowej, ucząc także odpowiedzialności i poświęcenia, to nie mamy co liczyć na poprawę jakości badań naukowych w Polsce. Nie pomoże wyższe finansowanie, gdy coraz dłuższe będą weekendy… Work-life balance? A czy nauka to nie jest właśnie samo życie?

Wróć