Marek Misiak

Ideologiczne debaty wokół teorii ewolucji przysłaniają czasem inny, równie istotny problem: Czy naprawdę rozumiemy, na czym polega ten proces i jakie reguły nim rządzą. Największą zaletą książki Jerzego Bańbury jest precyzyjne (a jednocześnie zrozumiałe dla laika) wyjaśnienie, na czym polega dobór naturalny i przetrwanie najlepiej przystosowanych. Klarowność jego wywodu w znacznej mierze wynika z umiejętnego osadzania procesu ewolucji w długiej perspektywie czasowej – nie polega ona na „walce o przetrwanie najlepszych”, walce wszystkich ze wszystkimi tu i teraz, ale zachodzi stopniowo przez tysiące pokoleń, wikłając się w liczne ślepe i boczne odnogi. Ewolucja nie ma celu rozumianego jako zamiar, który ktoś lub coś chce zrealizować, nie oznacza to jednak, że nie może być złożona i nieoczywista, jak wiele innych bezosobowych praw rządzących wszechświatem.
Jednocześnie książka przystępnie wyjaśnia kilka problemów, które nierzadko pojawiają się jako argumenty za innym niż ewolucja mechanizmem wytworzenia różnorodności życia na Ziemi. Dobrym przykładem jest kwestia tzw. nieredukowalnej złożoności: W jaki sposób w drodze ewolucji powstały skomplikowane organy (najczęściej przywoływanym przykładem jest chyba oko), które – zdaniem zwolenników tej koncepcji – nie mogły powstać przez stopniową adaptację organizmów w procesie ewolucji? Bańbura wskazuje, że oko nie tylko może być produktem ewolucji, ale też że narząd wzroku u różnych grup organizmów mógł wyewoluować kilkoma odmiennymi ścieżkami, niezależnie od siebie, już po tym, gdy dane linie ewolucji ostatecznie się rozdzieliły.
Brak celu ewolucji i długa perspektywa czasowa oznaczają też, że człowiek nie jest ostatecznym rezultatem tego procesu, ale nie ma powodu, dla którego miałby to w jakikolwiek sposób „odczuwać” tu i teraz, w swoim indywidualnym życiu. Jest moment podczas lektury tej książki, gdy czytelnik może odczuć autentyczny, nie tylko intelektualny dreszcz grozy: gdy przeczyta, że żaden gatunek nie jest wieczny i w pewnym momencie zacznie ustępować miejsca innym. Wciąż jest niezerowa szansa, że rasa ludzka nie usunie sama siebie z powierzchni planety w ciągu najbliższych kilku tysięcy lat. Ale gdy spojrzymy w perspektywie milionów lat? Kim będą wówczas ludzie, jak będą wyglądać i czy nadal będą dominującym na Ziemi gatunkiem? Być może to właśnie jest powód, dla którego teoria ewolucji, choć stoją za nią mocne dowody, może być dla wielu ludzi tak trudna do zaakceptowania? Osobom ją krytykującym lub wobec niej (a przynajmniej wobec niektórych jej aspektów) sceptycznym przypisuje się czasem fanatyzm czy niezdolność do myślenia naukowego (choć są wśród nich utytułowani badacze). Może jednak chodzić o spojrzenie na człowieka w sensie innym niż biologiczny; o niezgodę na przyjęcie perspektywy, że wyjątkowość Homo sapiens miałaby ostatecznie być wynikiem wyłącznie przystosowania i losowości, i zniknąć kiedyś stopniowo jak ląd pochłaniany przez chaotyczny i pozbawiony celu ocean.
Takie ujęcie tematu ewolucji wydaje się jednak w świetle omawianej książki zbyt pesymistyczne. Teoria ewolucji nie jest teorią wszystkiego czy dowodem na to, że jedynym uprawnionym światopoglądem jest scjentyzm. Może natomiast pozwolić zrozumieć szczegółowe zjawiska dotyczące również ludzi, przede wszystkim dlatego, że podstawą współczesnego ewolucjonizmu jest genetyka. Autor w zrozumiały dla niefachowców sposób objaśnia, jak przenoszony jest i dlaczego się zmienia kod genetyczny, ale to człowiek, który ten kod w sobie nosi i który go (do pewnego stopnia) determinuje, stara się zrozumieć rządzące tym wszystkim mechanizmy. Być może z czasem zyska dzięki temu wpływ na zjawiska także o takiej skali, jak własna ewolucja.
Marek Misiak
Jerzy BAŃBURA, Ewolucja, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2024, seria: Krótkie Wprowadzenie.
Wróć