logo
FA 12/2024 informacje i komentarze

Izabela Pastuszko

Nasze DNA jest na uczelni

Nasze DNA jest na uczelni 1

Fot. Agnieszka Dudek

Izabela Pastuszko, dyrektor Akademickiego Centrum Kultury i Mediów Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, inicjatorka Forum Kultury Studenckiej opowiada o tym, czym jest dzisiaj kultura studencka i dlaczego nie ma tak potrzebnych na jej rozwój środków.

Pięć lat temu zaczęliśmy analizować i badać, czy kultura studencka w Polsce funkcjonuje i w jakich formułach jest tworzona. Okazało się, że na kilkunastu uczelniach wciąż działają jednostki podobne do naszej Chatki Żaka. Formalnie natomiast Forum Kultury Studenckiej działa od trzech lat, gdy podczas spotkania przedstawicieli tych instytucji w Lublinie podpisaliśmy dokument o deklaracji współpracy. On nie pozostał martwy. Bardzo wiele się w tym czasie wydarzyło: dużo sieciowania, wymiany dobrych praktyk, dyskusji o tym, jak budować ofertę kulturalną dla studentów, no i wymiany spektakli, koncertów, wystaw pomiędzy zrzeszonymi w tej inicjatywie instytucjami z różnych miast. Teraz po trzech latach spotkaliśmy się w Lublinie po raz drugi, tym razem z udziałem ministra nauki, który zadeklarował przeznaczenie 10 milionów złotych na wsparcie kultury studenckiej. Mamy wziąć udział w przygotowaniu tego programu, którego środki będą dostępne w trybie konkursowym.

Dlaczego mamy problem z kulturą studencką? Ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej z 1991 roku wprowadziła system funkcjonowania kultury w Polsce. Zaczęły powstawać samorządowe instytucje kultury, a duża część działań artystycznych, kulturalnych tworzonych na uczelniach odpłynęła do nich. Pojawiły się też prywatne kluby, które w miastach akademickich przejmowały funkcje i kadrę dawnych ośrodków studenckich. Kultura studencka się w tym rozmyła. Przestała być konkretna, przestała się wyróżniać. Nastąpiła też zmiana sposobu finansowania kultury. Nie było tam miejsca dla uczelni, które swoje placówki musiały finansować ze środków własnych, gdyż ministerstwo nie przekazywało żadnych dedykowanych na ten cel pieniędzy. Okazało się, że kultura studencka nigdzie formalnie nie istnieje. Żeby tworzyć lub organizować kulturę i mieć dostęp do dedykowanych środków finansowych trzeba być instytucją kultury samorządową, państwową albo trzeba być NGO-sem. Uniwersytet nie jest formalnie wytwórcą kultury, przestrzenią, w której powstaje kultura. Kultury nie można tworzyć, ona sama się tworzy, ale trzeba dać jej do tego przestrzeń, narzędzia i środki finansowe.

Często w naszym życiu pojawiają się przypadki. Ja za takim przypadkiem poszłam. Byłam wychowana w kulcie Chatki Żaka, ale nie skorzystałam z niej, gdyż w czasie moich studiów nie miała już tak dużo propozycji. Było tu kilka bardziej niszowych aktywności. Było tu kilka naprawdę niszowych aktywności. Z punktu widzenia menedżera kultury dla mnie wyzwaniem było dowiedzieć się, co zrobić, żeby studenci dzisiaj mogli korzystać z tej tradycji i zaplecza, jakie daje własny obiekt. Jak wrócić do tej wielkiej tradycji kultury studenckiej, czy w ogóle da się wrócić? Dlatego zaczęłam od badań wspólnie z Narodowym Centrum Kultury. Poszłam do dyrektora Centrum Rafała Wiśniewskiego i powiedziałam mu, że jest taki obszar kultury, którego nie ma. Tymczasem mamy w Polsce milion dwieście tysięcy studentów. To są ludzie w najbardziej twórczym, aktywnym wieku, są głodni kultury i jako twórcy, i jako odbiorcy. Czy wiemy, w jaki sposób kształtują swoje gusta? Jak podchodzą do rozumienia kultury i udziału w niej? Nie. Postanowiliśmy to zbadać. Nasze badania, wykonane we współpracy z NCK, pokazały, że studenci są bardzo zainteresowani udziałem w kulturze. Ponad 48% ankietowanych było zainteresowanych i bardzo zainteresowanych działaniami w kulturze, czyli aktywnym uczestnictwem. Podobne były wyniki dotyczące biernego odbioru kultury. Studenci mają różnorodne potrzeby w tym obszarze. Kultura jako rozrywka jest formą podstawową, ale oni widzą też kulturę jako miejsce rozwoju osobistego, miejsce spotkań z niebanalnymi ludźmi. A zatem kultura ma zaspokajać bardzo różne potrzeby studentów.

Mamy programy operacyjne kierowane do edukacji kulturalnej, ale pomijają one studentów. Jest bardzo wiele instytucji i programów wsparcia kultury skierowanych do szerokiego odbiorcy: domy kultury dla młodzieży, centra kultury dla dorosłych, programy kulturalnej aktywizacji seniorów. Ale nie ma niczego specyficznego dla studentów. Nie ma publicznego programu dotowania akademickich centrów kultury po to, żeby studenci mogli rozwijać się twórczo, artystycznie, bez znacznego nakładu własnych środków, których nie mają w nadmiarze. Także uczelnie nie mają celowanych środków na kulturę i dopóki to się nie zmieni, właściwie nie mają podstawy do tego, żeby finansować studenckie działania artystyczne. UMCS pielęgnuje wielką tradycję kultury studenckiej w postaci Chatki Żaka, czegoś stabilnego, trwałego, namacalnego, unikalnego. To historia, która umożliwia władzom uniwersytetu podjęcie decyzji o finansowaniu tego miejsca i działalności w nim prowadzonej. A chodzi o dwa typy aktywności: czynny udział w kulturze, czyli działalność artystyczną na możliwie wielu polach oraz odbiór kultury – trzeba kształtować gusty artystyczne studentów. Moim zdaniem, nie stać nas na to, żeby nie inwestować w rozwój kulturalny studentów. Marnujemy bowiem moment, w którym buduje się świadomy odbiorca kultury polskiej.

Klarowny cel drugiego spotkania FKS był taki, żeby studenci i studentki mogli rozwijać się w kulturze w miejscach, które są do tego przeznaczone. Żeby tworzyć kulturę czy ją odbierać, muszą mieć miejsce, w którym czują się bezpiecznie, które jest ich, w którym mogą twórczo eksperymentować. Kultura dzisiaj rozwija się wtedy, gdy działa projektowo. Robienie projektu wymaga dotacji. To nie tylko szkolenia, próby, sale, ale także promocja. Żeby kultura studencka dała efekt, musi być wypromowana, a to znów wymaga środków finansowych. Aby zbudować świetny scenariusz przedstawienia studenckiego, a potem samo przedstawienie, trzeba współpracować ze specjalistami, gdyż dzisiaj ono musi być jak najbardziej profesjonalne. I na to wszystko potrzebujemy środków. Staramy się od trzech lat zwrócić na to uwagę Ministerstwa Nauki, bo to jest nasz dom, bo jesteśmy częścią uczelni, częścią środowiska akademickiego. Nasz dom to nie Ministerstwo Kultury, ale Ministerstwo Nauki. Nasze DNA jest na uczelni. Chodzi o to, żeby nasze ministerstwo powróciło do jakiejś formy finansowania tego obszaru działalności uczelni, jak to było wcześniej. Teraz nie ma tego w ogóle. Na razie rozmawiamy o programach operacyjnych. To by już w jakiś sposób aktywizowało nasze jednostki do tworzenia przeglądów, festiwali, czyli większych płaszczyzn konfrontacji różnych form kultury stworzonych przez studentów. Działamy też przez fundacje z nami powiązane. Mamy trzy NGO-sowe podmioty zewnętrzne, przez które zdobywamy środki na nasze projekty. Innej opcji nie ma. Natomiast w instytucjach, z którymi rozmawiam, rzadko kiedy mają tak mocno rozbudowany system formalnego komunikowania się z kulturą.

Kultura dzisiaj zaczyna być narzędziem procesu wsparcia społecznego, gdyż mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy są często w stanach lękowych, depresyjnych, i przepracowują je poprzez działalność w kulturze. Projekty, które proponują, bardzo często poszukują odpowiedzi na pytania, co jest ważne w życiu. Takie stawianie spraw to także obciążenie dla organizatorów kultury studenckiej. Rozmawialiśmy też o tym, jak uczyć studentów komercjalizacji ich działań. Jak z działalności w kulturze przejść dalej, czyli o tym, że są startupy, o tym, że można działania artystyczne próbować przełożyć na fundacje i w jakiś sposób zdobyć środki finansowe, z których będą żyli.

Wartość kultury studenckiej w ubiegłym wieku polegała na odmienności od kultury oficjalnej, państwowej. Ta studencka była twórcza, świeża, niezależna i buntownicza. Miała wielką wartość, nawet jeśli warsztatowo bywała nieporadna i amatorska. Nie wracamy do tego, nie odtwarzamy przeszłości, lecz szukamy nowego sposobu uczestnictwa w kulturze, dopasowanego do dzisiejszych studentów. Oni przede wszystkim szukają możliwości wyrażenia siebie oraz wspólnotowości. Wtedy było tak samo, ale był jeszcze bunt. Dziś buntu jakby mniej, ważne jest to, żeby się rozwinąć, przeżyć coś nowego, spotkać nowych ludzi. Bardzo mi zależało, żeby Chatka Żaka była miejscem typowo studenckim. Postawiliśmy na studentów i studentki jako uczestników, twórców i odbiorców naszych działań. Nie było wcale takie proste, żeby Chatkę rozwijać w tym kierunku, bo w międzyczasie trochę się skomercjalizowała, poszła w kierunku projektów dojrzałych dla osób dorosłych, choć związanych ze światem akademickim. Świetnym przykładem są Bakcynalia. Gdy tutaj przyszłam, była to impreza dla stałych bywalców, dorosłych widzów, pamiętających dawne czasy piosenki studenckiej. Po kilku latach naszej pracy widać zmianę – to jest festiwal piosenki autorskiej, studenckiej, próba połączenia historii z teraźniejszością. Walczymy o to, żeby także te projekty historyczne miały coś do zaoferowania dzisiejszym studentom. To jest ważne, a nie zawsze łatwe. Mamy Mikołajki Folkowe, bardzo ważny festiwal na krajowej i międzynarodowej scenie. Ta impreza znacznie lepiej odnalazła się we współczesnym środowisku studenckim. Jest też działający od lat Dyskusyjny Klub Filmowy prowadzony przez Piotra Kotowskiego. Stawiamy na studentów i studentki, bo na uczelni mamy ich kilkanaście tysięcy i tylko kilka tysięcy pracowników. Choćby dlatego więcej wydarzeń jest skierowanych do głównego kontrahenta uniwersytetu.

Jesteśmy nie tylko dla naszego uniwersytetu, ale dla całego środowiska akademickiego Lublina. Tak naprawdę wystarczy jedna instytucja kultury studenckiej na cały ośrodek akademicki, przynajmniej tej wielkości co Lublin. Nie chodzi o to, że nie mają działać zespoły studenckie na poszczególnych uczelniach, jak najbardziej. Natomiast miejsce, które by aktywizowało, robiło projekty, dawało przestrzenie, organizowało przeglądy i konkursy, wystarczy jedno na miasto akademickie. Czy w Chatce można teraz stworzyć nowy teatr? W każdej chwili. Jest jeden warunek: 75% osób biorących w nim udział musi być studentami. Wprowadziliśmy zasady działania zespołów studenckich. Każdy ma szansę dwa razy w roku wystąpić ze swoim projektem w jednej z naszych sal. W zależności od spodziewanej grupy zainteresowanych dobieramy miejsce: albo małą salę na około sto osób, albo główną salę widowiskową dla 320 widzów. Ten wybór zależy też od dojrzałości projektu czy zespołu. Jeśli widzimy postępy grupy i rosnące zainteresowanie publiczności, szansa na występ w głównej sali widowiskowej wzrasta.

Od pięciu lat zajmuję się znalezieniem nowego sposobu na budowanie przestrzeni, w których może się tworzyć kultura studencka. Ale jest jeszcze jeden ważny temat: kadra kultury studenckiej. Kadra, czyli animatorzy. Kadra kultury w Polsce to ludzie, którzy pracują w instytucjach kultury zgodnie z ustawą. My nie jesteśmy kadrą kultury w myśl ustawy, zatem państwo nie ma możliwości finansować naszej pracy. Uniwersytet też nie ma podstaw prawnych. Robi to, opierając się na tradycji i poczuciu misji. O ile kadra kultury rozwija się stabilnie, ponieważ ma dostęp do szkoleń, jest społeczną grupą zawodową, która o siebie walczy, tak my – czyli kadra kultury studenckiej – nie jesteśmy grupą kultury. Jesteśmy ludźmi z administracji uczelni. I to z jednej strony dobrze, bo rozumiemy pewne procedury administracyjne, natomiast z drugiej strony nie daje to nam narzędzi dostępnych w kulturze. Domy kultury w Polsce świetnie się rozwijają od kilku lat w wyniku projektu Dom Kultury na Plus. My nie mamy takiego projektu. Forum Kultury Studenckiej chciałoby go dopiero stworzyć.

Pracowałam w instytucjach kultury, budowałam takie instytucje. Wielu moich kolegów to ludzie, którzy pojawili się w instytucjach kultury studenckiej z administracji uczelni. W związku z tym nie przeszli drogi zawodowej, którą ja mam ze sobą. I ta droga dała mi szansę na to, żeby relacje wcześniej zbudowane w kulturze, w tym z NCK, wykorzystać do budowy instytucjonalnych i, mam nadzieję, także finansowych zrębów kultury studenckiej. Dopóki kadra kultury studenckiej nie będzie się szkoliła, nie będzie mogła odpowiadać w stu procentach na potrzeby studentów, trudno będzie zbudować trwałe struktury kultury akademickiej.

W procesach zmian ustrojowych kultura się przekształcała, a po drodze zgubiła nam się kultura studencka. I teraz jako Chatka Żaka, czyli miejsce z sześćdziesięcioletnią tradycją budowania procesów kulturotwórczych, możemy powalczyć o zmiany na poziomie ogólnopolskim. To jest fenomenalna sytuacja, fascynujące wyzwanie. Mamy historyczne doświadczenie, długi proces stałego działania, lepsze i gorsze momenty, jednak ciągłość pracy, fenomenalną przestrzeń, godną świetnie uporządkowanej państwowej lub samorządowej instytucji kultury. No i udało nam się zbudować tutaj zespół ludzi, którzy wiedzą w jakim celu pracujemy.

Nasze działania ułożyliśmy w sześć linii programowych: Ruch, Dźwięk, Kadr, Słowo, Lifestyle i Visual Arts. W ciągu roku w nasze działania aktywnie włącza się około tysiąc studentów. Organizujemy blisko 700 wydarzeń kulturalnych rocznie. Taka jest skala działania Chatki. Zdarza się na przykład, że na spektakl teatru studenckiego jest tak wielu chętnych, że nie wszyscy dostają się na salę. Nie byliśmy przygotowani na takie zainteresowanie, bo jeszcze niedawno to się nie zdarzało. W związku z tym wprowadziliśmy bezpłatne wejściówki. Było dla nas – zespołu, który udało się w Chatce stworzyć – szokujące, że doszliśmy już do tego, że znowu można się nie dostać na spektakl teatru studenckiego. To jest powrót do atmosfery, o której opowiadali mi rodzice.

Notował Piotr Kieraciński

Nasze DNA jest na uczelni 2Pod patronatem medialnym „Forum Akademickiego”

Wróć