Marek Misiak

Rys. Sławomir Makal
Poprawki dotyczące skrótów w tekście stanowią osobną grupę zmian wprowadzanych przez redaktorów w tekstach naukowych; zwłaszcza w obszerniejszych i/lub wieloautorskich tekstach trudno tu o jasne zasady i konsekwencję, a redaktor musi właśnie tego pilnować. Aby zdefiniować używane w tym tekście pojęcia, należy wskazać, że ‘skrót’ to określenie ogólne obejmujące wszystkie elementy tekstu tego rodzaju, niezależnie od ich typu, a ‘skrótowiec’ lub ‘akronim’ to skrócenie wyrażenia składającego się z dwóch lub więcej słów, niezależnie od sposobu, w jaki zostały skrócone. Sposobów takich jest kilka, w artykule będzie mowa o literowcach (skrótowce literowe składają się z pierwszych liter wyrazów skracanego wyrażenia, z których każda wymawiana jest osobno, jak np. PKP), głoskowcach (również składają się z pierwszych liter skracanego wyrażenia, jednak wymawianych jakby były jednym słowem, np. HIV) i grupowcach (składają się z grupy głosek – najczęściej pierwszych sylab – którymi rozpoczynają się słowa skracanego wyrażenia, i także są wymawiane jak jedno słowo, jak np. Pafawag).
W stosowaniu skrótów kluczowa jest konsekwencja: skrót należy wprowadzić przy pierwszym zastosowaniu danej nazwy lub pojęcia i od tego momentu zawsze go stosować, gdy dana nazwa lub pojęcie pojawiają się po raz kolejny. W niektórych publikacjach stosuje się osobny spis skrótów, ale ma on sens, gdy jest ich tylko kilka i czytelnik może je zapamiętać przed lekturą; w innym wypadku taki spis może być dodatkiem do tekstu, ale zaglądanie do niego za każdym razem przy wielu skrótach jest męczące, gdyż przerywa tok lektury. Stosowanie naprzemiennie skrótu i jego rozwinięcia może sprawiać wrażenie urozmaicenia, ale jest dezorientujące dla czytelnika, o ile nie chodzi o nazwę i skrót powszechnie znane, przynajmniej w danej dziedzinie; wówczas o konieczności zachowania konsekwencji lub nie decyduje albo konwencja edytorska w danym czasopiśmie lub wydawnictwie, albo redaktor (sam lub wspólnie z autorem). Od tej zasady jest jeden ważny wyjątek – w wielu językach (w tym w angielskim) od skrótu (żadnego typu) nie należy zaczynać zdania, chyba że jego rozwinięcie jest bardzo długie albo nie ma możliwości przeformułowania zdania bez uczynienia go sztucznym lub mniej zrozumiałym.
Generalnie skróty należy wyjaśniać. Szereg razy słyszałem już, że „ten skrót jest oczywisty dla specjalistów”, po czym okazywało się, że niekoniecznie tak jest. Być może nie świadczy to dobrze o niektórych czytelnikach publikacji naukowych, ale priorytetem jest jednak zrozumiałość, a nie respektowanie przekonań autorów. Dlatego wiele czasopism i wydawnictw zakłada wyjaśnianie skrótów, a lista tych, przy których nie trzeba tego robić, jest dość krótka (np. DNA, HIV, ONZ, PKP). Konwencja edytorska może też obejmować konieczność posługiwania się pełnymi wersjami lub skrótami zwrotów często używanych w tekście: po polsku np. m.in., tj. czy ok., a po angielsku e.g. (exempli gratia – na przykład), i.e. (id est – to jest) czy i.a. (inter alia – między innymi).
Częstym błędem jest posługiwanie się w tekstach w jednym języku skrótami utworzonymi od słów i nazw w innym języku, ale bez wyjaśnienia, co oznaczają. Rzeczywiście jest wiele zwłaszcza skrótowców, które w wielu językach wyglądają tak samo, nawet jeśli są różnie wymawiane, ale są to np. nazwy powszechnie znanych instytucji i organizacji międzynarodowych. I tak Organizacja Narodów Zjednoczonych ma polski skrót ONZ (pisanie w tekście po polsku UN jest błędem), ale już WHO ma pełną polską nazwę (Światowa Organizacja Zdrowia), ale nie skrót; podobnie jest np. z FBI, CIA czy FIFA. W niektórych przypadkach podejmowano próby wprowadzenia polskiego skrótu, ale zakończyły się one niepowodzeniem. Lansowany w niektórych polskojęzycznych publikacjach skrótowiec SZA nie przyjął się i mówimy Stany Zjednoczone, ale skracamy tę nazwę jako USA (wymawiamy jednak ten skrótowiec „u-es-a”, a nie „juesej”). Jeśli jednak dany skrót jest charakterystyczny tylko dla jednego języka, mechaniczne przenoszenie go do innego może być albo przeoczeniem, albo wynikać z założenia, że dany tekst (np. artykuł naukowy) będą czytać i tak osoby z tego samego kraju, z którego pochodzą autorzy. Obie przyczyny mają jednak taki sam skutek – błąd, gdyż tak użyte skróty są w tekście obcym wtrętem.
Przykładem sytuacji pierwszego typu jest zastosowanie w anglojęzycznym artykule skrótu akronimu RPA na oznaczenie Republiki Południowej Afryki. Jeśli już musimy posłużyć się skrótem, to w tym języku będzie on brzmiał SA, gdyż po angielsku w skróconej nazwie tego kraju nie ma słowa „republika”, ojczyzna Nelsona Mandeli to po prostu South Africa. Warto też jednak wziąć pod uwagę, że w różnych językach przyjęte może być stosowanie w przypadku danej nazwy lub innego wyrażenia albo skrótu, albo jego rozwinięcia. Po angielsku mówi się i pisze raczej USA, a akronim ten rozwija tylko w bardzo oficjalnych kontekstach (po polsku często natomiast pada nazwa „Stany Zjednoczone”), natomiast Brytyjczyk czy Amerykanin powie raczej „South Africa” niż „es-ej” (warto też wskazać, że po polsku zarówno Południowa Afryka, jak i Afryka Południowa to nazwy części kontynentu, a nie kraju).
Sytuacje typu drugiego dotyczą najczęściej skrótów nazw organizacji i instytucji czy pojęć znanych tylko w jednym języku lub w jednym kraju. Nawet jeśli zakładamy, że również w języku obcym czytać nas będą głównie rodacy, musimy posługiwać się wzorcową odmianą języka, w którym piszemy, bez żadnych koncesji, inaczej powstaje hybryda, która nie będzie poprawna w żadnym języku. Gdy zatem np. w tekście po angielsku używamy skrótu NFZ – zrozumiałego dla prawie każdego dorosłego Polaka – musimy wyjaśnić przy pierwszym jego pojawieniu się, że jest to akronim od nazwy polskiej oraz podać oficjalny angielski odpowiednik pełnej wersji tej nazwy, tj. National Health Fund. Można też wprowadzić wówczas skrót właśnie od tej angielskiej nazwy (tj. NHF) i nim się posługiwać, ale trzeba wcześniej wskazać, że w Polsce używany jest akronim NFZ, gdyż w tym konkretnym przypadku wersja NHF jest bardzo rzadko spotykana. W tekstach anglojęzycznych pojawiają się skróty nazw instytucji pochodzące np. z języka francuskiego (choćby CERN, czyli Conseil européen pour la recherche nucléaire, tj. Europejska Organizacja Badań Jądrowych) lub rosyjskiego (KGB – Комитет государственной безопасности, tj. Komitet Bezpieczeństwa Państwowego), ale są one albo powszechnie znane także poza tym językiem, albo wyjaśniane w tekście. Ta druga nazwa to szczególnie dobry przykład, o ile bowiem nazwy agencji wywiadowczych i kontrwywiadowczych amerykańskich (FBI, CIA) czy radzieckich/rosyjskich (KGB, GRU, FSB) są znane na świecie, o tyle instytucje z innych krajów (np. niemiecki BfV, tj. Urząd Ochrony Konstytucji, czy francuska DGSE, tj. Generalna Dyrekcja Bezpieczeństwa Zewnętrznego), nie są już tak rozpoznawalne i lepiej stosować oryginalny skrót, a pełną nazwę podawać w tłumaczeniu.
Warto mieć przy okazji świadomość, że nieprzemyślane stosowanie skrótów z jednego języka w innym języku może też prowadzić do nieporozumień, gdyż te same akronimy mogą mieć w różnych językach różne znaczenie. W latynoamerykańskich mediach często można napotkać na skrót EU, który nie oznacza jednak anglojęzycznej nazwy Unii Europejskiej (European Union), a USA – po hiszpańsku Estados Unidos (używany jest też akronim EUA – Estados Unidos de America). Unia Europejska ma zaś w tym języku taki sam skrót, jak po polsku, czyli UE (Unión Europea). W niektórych językach redaktorzy świadomie unikali w przeszłości lub unikają do dziś skracania pewnych nazw, aby ten sam skrót nie oznaczał dwóch różnych nazw lub pojęć w tym samym obszarze wiedzy. Dotyczy to np. nazw państw. Do 1961 RPA nosiła nazwę Związku Południowej Afryki. Po polsku nazwa ta była skracana – ZPA – ale po angielsku rzadko, gdyż skrót brzmiał USA (Union of South Africa). Po angielsku ZSRR nazywał się USSR (Union of Soviet Socialist Republics), ale stosowano też akronim od skróconej nazwy Soviet Union (np. naklejki na samochodach zawierały dwie litery – SU); natomiast po francusku funkcjonowała skrócona nazwa (Union soviétique), ale skracano zawsze od nazwy pełnej (URSS, tj. Union des républiques socialistes soviétiques), gdyż skrót od wersji skróconej brzmiałby US (a sami Amerykanie często piszą US zamiast USA, zwłaszcza jeśli akronim stanowi część dłuższej nazwy). Po francusku Stany Zjednoczone to États-Unis, ale stosowany jest skrót angielski USA także dlatego, że akronim od nazwy francuskiej brzmiał EU (czyli tak jak Unia Europejska po angielsku). Może się też oczywiście zdarzyć, że identyczność skrótów jest zamierzona, jak w przypadku WTO – akronim ten oznacza zarówno Światową Organizację Handlu (World Trade Organization), jak i Światową Organizację Toaletową (World Toilet Organization).
Czasem dobrym pomysłem w publikacji po polsku może być podawanie (w tekście głównym lub przypisach) także skrótu angielskiego, jeśli w danej dziedzinie wiele źródeł i tak jest po angielsku i w rezultacie wielu specjalistów, szczególnie młodszych, może być bardziej obeznanych z wersją anglojęzyczną. Widać to np. w książkach i artykułach medycznych, gdzie skrótowi POChP (przewlekła obturacyjna choroba płuc) często towarzyszy COPD (chronic obstructive pulmonary disease), a nazwie „przewklekła choroba nerek” akronim CKD (chronic kidney disease; polski skrót PChN jest dość rzadko spotykany). Generalnie lepiej zakładać, że czytelnik: 1) może nie znać danego skrótu; 2) może znać sam skrót, ale nie pełną nazwę; 3) może znać tylko anglojęzyczny skrót – i po prostu wyjaśniać, co przez co rozumiemy przy pierwszym zastosowaniu danego pojęcia.
Nadmiarem kreatywności można zaś określić wprowadzanie skrótów od nazw organizacji czy pojęć, gdy taki skrót już jest; po prostu nie musi on być literowcem. Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej ma po polsku (i w szeregu innych języków) skrót literowy (RWPG), ale po angielsku używana jest nazwa COMECON (od Council for Mutual Economic Assistance); ponieważ nie jest ona skrótem o jasnej konstrukcji (końcowe –CON nie stanowi skrócenia słowa Assistance) zapisywana jest często tak, jakby sama była nazwą własną (tj. Comecon). W anglojęzycznym piśmiennictwie naukowym i popularnonaukowym można też spotkać literowiec CMEA, ale wyraźnie rzadziej. Oficjalne angielskie nazwy niektórych instytucji mogą nie być też wiernym tłumaczeniem tych oryginalnych i tworzenie skrótu od anglojęzycznej nazwy może być niecelowe, np. Główny Urząd Statystyczny (GUS) to po angielsku Statistics Poland, a akronim SP w wielu językach i tak jest wieloznaczny.
Uważać należy natomiast z wprowadzaniem zbyt wielu skrótów własnego pomysłu, można wówczas nieświadomie albo powielić inny znany już skrót (np. od terminu stosowanego w różnych dziedzinach wiedzy), albo stworzyć akronim budzący humorystyczne lub inne niepożądane skojarzenia w poważnym tekście naukowym. Bywają nawet autorzy, którzy potrafią użyć danego skrótu w jednej publikacji w dwóch znaczeniach i nie zauważyć tego. Lepiej np. nie powielać w tekstach anglojęzycznych akronimów terminów statystycznych, gdyż narzędzia statystyczne stosowane są praktycznie w całej nauce. Skróty takie jak SD (standard deviation, tj. odchylenie standardowe), CI (confidence interval, tj. przedział ufności), SEM (standard error of the mean, tj. standardowy błąd średniej) czy IQR (interquartile range, tj. rozstęp kwartylowy) można uznać za „zajęte” i nie skracać do takiej postaci innych pojęć w naszym tekście, ewentualnie wymyślić skrót będący nie literowcem, a np. grupowcem. W medycynie dotyczy to też akronimów takich jak OD (optical density), MRI (magnetic resonance imaging) czy CT (computed tomography).
Jeśli chodzi o skróty niezamierzenie zabawne, pamiętam autora, dla którego angielski nie był językiem ojczystym (i znał go najwyraźniej tylko w odmianie naukowej), który opracował kwestionariusz o nazwie skracanej jako BOOZE (ang. gorzała). Wspomniane narzędzie badawcze nie służyło do badań nad alkoholizmem czy spożywaniem alkoholu, a autor nie chciał wzbudzać takich skojarzeń – poinformowany o problemie, zmienił nazwę kwestionariusza. Rzecz jasna takich sytuacji nie da się do końca uniknąć, gdyż w jakimś języku dany skrót i tak może znaczyć coś zabawnego, np. norweski koncern naftowo-gazowy nazywa się DNO (Det norske oljeselskap), co po polsku jest o tyle trafne, że wydobywa on te surowce przede wszystkim spod dna morskiego.
Skróty w tekście naukowym mogą uczynić go zwięźlejszym i sprawić, że komunikacja będzie bardziej wydajna (więcej informacji w mniejszej liczbie znaków), trzeba jednak umieć się nimi posłużyć, aby przekaz pozostał także jednoznaczny (najważniejsza jest w tym kontekście konsekwencja). Jeśli miałyby one dodawać do publikacji kolejny poziom egzegezy zamiast upraszczać rozumienie, oznacza to, że stosowane są niewłaściwie.
Wróć