Grzegorz Bartosz

Rys. Sławomir Makal
W ostatnich miesiącach, zanim kwestia niefortunnego projektu ustawy o PAN zdominowała dyskusje o polskiej nauce, przedmiotem wielu rozważań była kwestia habilitacji. Grupa naukowców postulowała jej zniesienie; podniosły się jednak także głosy za utrzymaniem habilitacji. Co można jeszcze dodać do listy argumentów przedstawianych w tej dyskusji?
Argument przeciw habilitacji: Wybitne osiągnięcia naukowe, będące w naukach przyrodniczych zwykle wynikiem zbiorowego (także koncepcyjnego) wysiłku, są „niehabilitowalne”. Obowiązująca ustawa mówi (Art. 219 p. 1 ust 2): „Osiągnięcie […] może stanowić część pracy zbiorowej, jeżeli opracowanie wydzielonego zagadnienia jest indywidualnym wkładem osoby ubiegającej się o stopień doktora habilitowanego”. Czy Watson i Crick mogliby uzyskać w Polsce habilitację, przedstawiając jako osiągnięcie stanowiące jego podstawę jedną z najważniejszych prac biologii XX wieku („Nature” 1953), a będące wynikiem wspólnej pracy koncepcyjnej? Obawiam się, że nie, byłby nawet kłopot z zaliczeniem jej do „cyklu powiązanych tematycznie artykułów naukowych” ze względu na przytoczony warunek. Przykład, powiecie Państwo, jest abstrakcyjny, odkrycie tej rangi nam nie grozi (choć właściwie dlaczego?), ale chcę zwrócić uwagę na konieczność wyboru przez habilitanta własnej tematyki, która jest z reguły (tak być nie musi, lecz zwykle jest) tematyką raczej indywidualną, niekoniecznie związaną z główną linią badań jednostki. Perspektywa habilitacji wymusza więc w naukach przyrodniczych partykularyzację tematyki badawczej.
Argument za: Znaczenie habilitacji zależy od punktu, z jakiego na nią patrzymy. Niewątpliwie mamy w Polsce naukę A, B a nawet C. Ten rozkład jakości (w istocie ciągły) niekoniecznie pokrywa się z wynikami kategoryzacji (większość jednostek ma status B+; ministerialna punktoza nauczyła prawie wszystkich należnego zdobywania punktów za publikacje, niekiedy przy pomocy firm wyspecjalizowanych w takich usługach). O ile dla nauki A zniesienie habilitacji nie stanowiłoby większego problemu, to w nauce B i C istnienie habilitacji ciągle stanowi istotny bodziec stymulujący ukierunkowaną aktywność naukową po doktoracie. Ocena wniosków habilitacyjnych pozostawia wprawdzie wiele do życzenia, jednak samo istnienie bariery habilitacji ogranicza choćby możliwości uzyskania puli stanowisk decyzyjnych przez osoby o kiepskim dorobku, ale dużych ambicjach.
Wydaje mi się jednak, że dla polepszenia statusu polskiej nauki kwestia istnienia czy nieistnienia habilitacji ma znaczenie marginalne. Oczywistą główną bolączką stanu polskiej nauki jest niski poziom jej finansowania. Nie chcę tu rozważać kwestii wynagrodzeń pracowników nauki, bo to wymagałoby odrębnego artykułu, ograniczając się do kwestii skromnych funduszy, które mają „podtrzymywać potencjał badawczy”, umożliwiając podstawową działalność naukową. Zwiększenie poziomu finansowania tych działań (gdyby kiedyś miało nastąpić) nie powinno być jednak automatyczne (np. wzrost finansowania każdej jednostki o 100 czy 200%). Istnieją zespoły, które nie mają pomysłu, jak wydać środki na podtrzymanie działalności badawczej; są miejsca, gdzie zakupiona aparatura stoi nierozpakowana bądź nie jest użytkowana przez lata. Zwiększenie poziomu finansowania polskiej nauki (wierzmy, że kiedyś nastąpi) musi być sprzężone z radykalnymi zmianami jej funkcjonowania.
Na całym świecie istnieją lepsze i gorsze ośrodki naukowe. Poziomu badań nie da się polepszyć czy wyrównać administracyjnie. Słuszne jest wspieranie najlepszych, ale czy nie należy też zadbać o to, by znacząco poprawić poziom funkcjonowania tych, które nie należą do czołówki, a które przez swoją liczebność pochłaniają większość środków?
Celowe byłoby rozszerzenie roli funduszy grantowych jako źródła środków na badania w oparciu o otwarte, przejrzyste, uczciwe ogólnokrajowe konkursy, premiujące innowacyjne badania. Konieczne byłoby wprowadzenie rzeczywistych, a nie pozornych konkursów na etaty uczelniane i na tej podstawie zatrudnianie zarówno nowych pracowników, jak i obsadzanie zwalnianych i nowych stanowisk liderów grup badawczych. Taka praktyka stosowana jest w wielu instytutach naukowych, natomiast uczelnie zazwyczaj stosują strategie sukcesji przez osoby z własnego, wsobnego chowu. Ogłaszane konkursy są zazwyczaj pozorne i zasadne jest nieoficjalne pytanie kandydata z innego ośrodka, czy konkurs jest rzeczywisty i czy ma sens składanie kandydatury (bardzo często odpowiedź jest negatywna).
Niektóre instytucje wprowadziły wymóg podoktorskiego stażu zagranicznego jako warunku stałego zatrudnienia. Pokrywało się to z pierwotnie sformułowanym wymogiem stażu jako warunku habilitacji. Warunek ten został stopniowo złagodzony do granic absurdu (kilkudniowy pobyt po konferencji czy wspólna publikacja z ośrodkiem zagranicznym uznawane są za spełnienie tego wymogu przez niektóre komisje habilitacyjne). A przecież wymóg jest w moim przekonaniu głęboko uzasadniony. Wprawdzie obecnie nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, by być nawet w codziennym kontakcie z kolegami pracującymi w Stanach Zjednoczonych czy Australii, jednak przebywanie w innym, dobrym środowisku naukowym daje coś więcej: rozszerzenie horyzontów myślowych, przekonanie się (a możliwe jest to w ramach dłuższego pobytu), że praca naukowa polega na czymś więcej niż obecność w pracy między dziesiątą a czternastą, by poplotkować przy kolejnych kawach i odbyć zajęcia dydaktyczne, że pracuje się przez wiele miesięcy, zwykle we współpracy z innymi ośrodkami, na dobre publikacje, że okresowo krytycznie dyskutuje się postęp badań własnych zespołu i aktualne prace związane z badanym zagadnieniem, że punktoza nie jest naczelnym kryterium działalności zawodowej.
Nieporozumieniem wydaje się istnienie armii wykładowców i starszych wykładowców niemających obowiązku uczestnictwa w pracy badawczej. Przekazywanie przez lata stanu wiedzy z momentu ostatniego osobistego kontaktu z nauką nie służy jakości nauczania. Bardziej celowa wydaje się stosowana w niektórych krajach zasada płynnego regulowania stosunku pomiędzy pracą badawczą a pracą dydaktyczną, zależnie od predyspozycji i osiągnięć na obu polach, z reguły w kierunku pracy dydaktycznej w miarę upływu czasu, ale bez ograniczenia do niej.
Konieczność odejścia od punktozy, szczególnie w obowiązującej obecnie postaci, wydaje się oczywista. Obecny system porównać można do systemu oceniania piłkarzy na podstawie liczby kroków zrobionych na boisku. System ten jest oczywiście obiektywny, chodzi jednak o coś innego – o strzelenie gola (wniesienie cennego wkładu do nauki), który może, ale nie musi korelować z liczbą poczynionych kroków.
Pomocny mógłby być w takiej ocenie system oceny jednostek naukowych wzorowany na systemie oceny instytutów PAN przez działające przy poszczególnych wydziałach PAN rady kuratorów. Komisje rady kuratorów nie mają wprawdzie uprawnień do kategoryzacji, ale analizują osiągnięcia instytutów i ich słabe punkty, strukturę kadry naukowej, współpracę międzynarodową, atmosferę pracy i inne aspekty, formułując zalecenia i oceniając ich realizację przy następnej wizycie. W skrajnych przypadkach formułowane są wnioski o rozwiązanie lub fuzję instytutów. Czy nie można byłoby analogicznej ocenie merytorycznej, komplementarnej do oceny punktowej, poddać wydziałów uczelni? Dydaktyka prowadzona na uczelniach podlega ocenie Państwowej Komisji Akredytacyjnej; dlaczego ocena działalności naukowej ma być oparta wyłącznie na punktozie? Kompetentna ocena merytoryczna badań, wskazania, które kierunki badań rokują, a których nie warto rozwijać, jaką politykę kadrową prowadzić – z pewnością byłaby pomocna. W komisjach oceniających mogliby także uczestniczyć członkowie PAN i PAU, służąc swoją wiedzą, doświadczeniem i dbałością o obiektywność ocen; takie rozwiązanie dałoby tym instytucjom nowe pole aktywności.
No dobrze, ale co z habilitacją? W obecnej sytuacji, charakteryzującej się mniejszościowym udziałem ilościowym nauki A, jej zniesienie wydaje się przedwczesne. Co więcej, konieczne jest podniesienie jakości oceny wniosków habilitacyjnych. Obowiązujący system losowania recenzentów zwiększa szanse bezstronności oceny, jednak zmniejsza szanse oceny maksymalnie kompetentnej. Czy nie byłoby celowe umożliwienie wyrażania opinii o wniosku habilitacyjnym wszystkim zainteresowanym na zasadzie otwartych recenzji? Opinie te nie musiałyby być wiążące dla komisji habilitacyjnej, ale byłyby pomocne w ocenie. Nie wątpię, że istnieje wiele pomysłów w kwestii habilitacji i funkcjonowania polskiej nauki; dobrze byłoby, aby szeroka dyskusja poprzedziła nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce, a najcelniejsze postulaty tej dyskusji znalazły odbicie w nowej wersji ustawy.
Prof. dr hab. Grzegorz Bartosz, biofizyk, pracownik Katedry Biofizyki Molekularnej na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego