logo
FA 7-8/2024 w stronę historii

Marcelina Smużewska

Kieniewiczowie

Kieniewiczowie 1

Dwór w Dereszewiczach. Źródło: radzima.org

Wybuch wojny zastał liczną rodzinę Kieniewiczów w Dereszewiczach, ale początkowo było spokojnie. Obawiali się bolszewików, ale jednocześnie pojawiła się nadzieja na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Bracia jeździli do Mińska i spotykali się z rodakami. Wszyscy zastanawiali się, jak można się przyczynić do „sprawy”. Majątki ziemiańskie same opodatkowały się na ten cel.

To szlachecka rodzina pochodząca z kresów. W okresie I Rzeczpospolitej zamieszkiwała okolice Nowogródka i Pińska. W XVIII wieku przenieśli się na Polesie do majątku Dereszewicze w powiecie mozyrskim nad rzeką Prypeć. Mimo że znaczną część terenu zajmowały bagna i lasy, dzięki dobremu zarządzaniu majątek świetnie prosperował. Kieniewicze wyrośli na jedną z bardziej zamożnych rodzin na Polesiu. Byli aktywni społecznie i politycznie. Członkowie rodu brali udział we wszystkich zrywach niepodległościowych XIX wieku. Folwark pozostawał w rękach rodziny do traktatu ryskiego. Potem tereny te zostały wcielone do Związku Radzieckiego. Kieniewiczowie musieli uciekać, porzucając zarządzanie folwarkiem. Kariera naukowa okazała się dla nich nowym powołaniem i ścieżką kariery.

Ziemiańscy antenaci

Jeden z przodków Kieniewiczów, Feliks (1802-1863), zaangażował się w powstanie listopadowe. Ukończył studia w Wilnie, a po przedwczesnej śmierci ojca przybył do majątku, by nim gospodarować. Po wybuchu insurekcji jeździł po okolicy i namawiał sąsiadów do przyłączenia się do zrywu. Stanął na czele oddziału mozyrskiego i próbował nawet zdobyć Mozyrz (bez powodzenia). Uczestniczył w obradach szlachty w Warszawie jako poseł. Zagrożony aresztowaniem, wyjechał do Francji. Sympatyzował z Joachimem Lelewelem, a więc miał poglądy demokratyczne, jak na tamte czasy radykalne. Dzięki amnestii wrócił do kraju w 1857 roku, ale w Dereszewiczach gospodarował już jego brat Hieronim (1796-1884), który spłacił udziały brata.

W 1877 roku urodził się wnuk Hieronima, czyli stryjeczny wnuk wspomnianego Feliksa, Antoni Kieniewicz (zm. 1960), który dał się poznać jako przedsiębiorca i działacz społeczny. To jego dotknęło faktyczne wygnanie i konieczność przejścia ze stanu szlacheckiego do inteligencji pracującej. Rodzinny majątek nad Prypecią wspominał jako swoisty raj utracony: „z półokrągłego ganku oraz okien domu przepiękny roztaczał się widok. Na pierwszym planie ładnie prowadzone partery – kwietniki z wielką obfitością róż szlamowych, pachnących tuberoz i barwnych gwoździków. Zaś dalej cudna Prypeć o każdej porze roku, dnia i nocy” (cytat za: Marcinem K. Schirmerem, 2019, Słynne rody, Warszawa, Muza, s. 149, z: Antoniego Kieniewicza, 1989, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, Wrocław, Ossolineum).

Kieniewiczowie 2

Jan Kieniewicz. Źródło: Wikipedia

Życie w Dereszewiczach było spokojne i dostatnie. Pałac zgromadził liczne dzieła sztuki, pamiątki rodzinne i bibliotekę. Był centrum kulturalnym i towarzyskim okolicy. Lasy przyciągały myśliwych z najdalszych zakątków kraju. Podstawą gospodarki folwarku było drewno, które potem spławiano Prypecią i Dnieprem. Służyło później do budowy okrętów. Pod koniec XIX wieku pojawiła się kolej, co dodatkowo uatrakcyjniło teren. Wywóz surowców i płodów rolnych stał się tańszy i szybszy. Na terenie majątku były też tartak, dwie gorzelnie oraz „rektyfikacja”, czyli urządzenia do produkcji spirytusu. Mimo że podczas represji po powstaniach car nakładał różne kary na majątki oraz zamykał kościoły, to jednak Kieniewicze radzili sobie.

Od najmłodszych lat dzieci Kieniewiczów kształciły się w domu. Nie znaczy to, że uczyły się same. Miały licznych prywatnych nauczycieli. Kładziono duży nacisk na naukę języków. Kiedy były gotowe, zdawały egzamin do publicznej szkoły rosyjskiej. Zimę dzieci często spędzały w Warszawie, co było elementem edukacji społecznej i kulturalnej. Wspomniany Antoni Kieniewicz do gimnazjum został wysłany do Petersburga. Ukończył je w 1896 roku i po zdaniu matury wybrał studia w Warszawie. Nie przepadał za Rosją. Studia na Carskim Uniwersytecie Warszawskim ukończył i odbył kilka podróży zagranicznych, co było standardową praktyką dla młodzieńców z rodzin ziemiańskich. Później wrócił do Dereszewicz, gdzie wraz z bratem rozpoczął własne rządy w majątku. Mniej więcej w tym samym czasie wziął sobie za żonę Magdalenę hrabinę Grabowską (1881-1961).

Sukcesy zarządcze na początku XX wieku

W 1902 roku bracia Antoni i Hieronim (1866-1925) wybudowali na terenie majątku fabrykę forniru. Technologia maszynowej produkcji sklejki była dopiero wdrażana, więc gotowy materiał sprzedawał się „na pniu”. Było duże zapotrzebowanie. Przedsiębiorstwo zatrudniało kilkaset osób i było bardzo dochodowe. Interes istniał do 1917 roku. Oprócz forniru produkowano też dyktę i pudełka, które trafiały do Rosji. Bracia założyli jedną z pierwszych na Polesiu mleczarni i produkowali masło. W celu zwiększenia areału upraw wzięli się do osuszania znacznego terenu bagien (3 tys. hektarów). Antoni Kieniewicz był sędzią honorowym w sądzie powiatowym. Powierzano mu też nadzór nad rozdziałem zboża dla najuboższych. Folwark wziął udział w targach rolniczych w 1912 roku. Wystawiono produkty z forniru, różne opakowania i płody rolne. Każdy odwiedzający otrzymał w prezencie fornirowane pudełko z inicjałami HAK (Hieronim i Antoni Kieniewiczowie) z mydełkiem w środku, co można uznać za przejaw nowoczesnego marketingu.

Na przestrzeni lat Antoniemu urodziło się pięciu synów: Hieronim, Józef, Stefan, Kazimierz i Henryk. Wybuch wojny zastał liczną rodzinę Kieniewiczów w Dereszewiczach, ale początkowo było spokojnie. Obawiali się bolszewików, ale jednocześnie pojawiła się nadzieja na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Bracia jeździli do Mińska i spotykali się z rodakami. Wszyscy zastanawiali się, jak można się przyczynić do „sprawy”. Majątki ziemiańskie same opodatkowały się na ten cel. Dereszewicze przeznaczyły na tworzenie wojska polskiego 100 tysięcy rubli. Jednak bolszewicy rośli w siłę, a napady na dwory i ogólna atmosfera wrogości narastały. W 1917 roku rodzina postanowiła opuścić majątek i przenieść się do pobliskiego Mozyrza. Wkrótce i Dereszewicze zostały napadnięte i splądrowane i to przez najbliższych sąsiadów. Szczęśliwie Kieniewiczowie uniknęli smutnego losu wielu polskich ziemian na kresach.

W nowej rzeczywistości

W Mozyrzu rodzina spędziła pół roku. Mieli nadzieję, że niepokoje się skończą i wrócą jeszcze do rodzinnego majątku. W 1918 roku na tereny Polesia wkroczyli Niemcy. Przyniosło to krótkotrwałą stabilizację. Antoni wrócił do Dereszewicz i uruchomił ponownie fabrykę forniru. W Niemczech jednak wybuchła rewolucja i żołnierze się wycofali, co oznaczało powrót bolszewików. Kieniewicze ruszyli więc do Warszawy. Byli – jak większość rodzin z kresów – pozbawieni domu i stabilnego źródła dochodu. W 1919 roku rozwijała się ofensywa polska na Wschód. Z tego skwapliwie skorzystał Antoni Kieniewicz. Wrócił do Dereszewicz i zobaczył, że wyprodukowany fornir nie został zniszczony ani skonfiskowany. Za zgodą władz wywiózł produkcję na Zachód, gdzie została sprzedana. Znaczną część zysku przeznaczono na cele społeczne, resztę – by zabezpieczyć byt rodziny. Hieronim jednak nie zainwestował zbyt dobrze i w latach 20. XX zbankrutował, co załamało go do tego stopnia, że odebrał sobie życie.

Antoni Kieniewicz podjął pracę w Ministerstwie Rolnictwa, a potem został dyrektorem spółki eksploatującej lasy na Wołyniu. Praca nie była jakoś szczególnie dobrze płatna, ale robił to, na czym się znał. W 1931 roku przeszedł na emeryturę. Udzielał się w Warszawskim Towarzystwie Dobroczynności, które opiekowało się sierotami i starcami. Prowadził także ufundowane przez rodzinę Towarzystwo Pomocy dla Inteligencji. Podczas II wojny światowej rodzina żyła z wyprzedawania majątku. Podczas powstania warszawskiego zbombardowano ich dom. Po 1945 roku pozbawiono ich ostatniej nieruchomości w Ruszczy. Antoni Kieniewicz dożył 83 lat. Pod koniec życia mieszkał w Krakowie w malutkim mieszkanku razem z dziećmi i wnukami. Swoje wspomnienia zdążył spisać w cytowanej wcześniej pracy.

Pierwsze pokolenie akademików

Kieniewiczowie 3

Stefan Kieniewicz. Źródło: historia.uw.edu.pl

Jeden z synów Antoniego, Stefan (1907-1992), stał się „księciem polskich historyków” (Schirmer 2019: 164). Był badaczem dziejów Polski w XIX wieku. Miał zacięcie literackie. Bardzo dobrze i przystępnie pisał. Propagował rzetelną wiedzę historyczną.

Urodził się we wspominanych już tu wielokrotnie Dereszwiczach. Do dziesiątego roku życia jego dzieciństwo było wręcz sielankowe. W 1917 roku Kieniewicze opuścili rodzinny majątek, o czym też już była mowa. Trafili do Mozyrza, gdzie młody Stefan napisał swoją pierwszą powieść Bezdomni – powieść z czasów rewolucji rosyjskiej. Szczęśliwie rękopis się zachował i został wydany w 2007 roku. Jest to świadectwo zagłady polskich kresów widziane oczami dziecka. Stefan Kieniewicz ukończył warszawskie gimnazjum, potem podjął studia historyczne na Uniwersytecie Poznańskim. Jego mistrzami byli Marceli Handelsman (1882-1945) i Adam Skałkowski (1877-1951). Pod ich wpływem zdecydował się rozpocząć pracę naukową. W 1934 roku obronił doktorat pt. Społeczeństwo polskie w powstaniu poznańskim 1848 roku. Podjął pracę w Archiwum Skarbowym w Warszawie, gdzie znajdowały się dokumenty z okresu Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego. Dzięki temu miał nieograniczony dostęp do zbiorów i mógł prowadzić prace naukowe. W miejscu tym pozostawał zatrudniony aż do powstania warszawskiego.

W czasie II wojny światowej działał w konspiracji. Pisał komunikaty i meldunki dla Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Jednocześnie kontynuował prace naukowe, jednak uległy one zniszczeniu w pożodze wojennej, podobnie jak archiwum rodzinne Kieniewiczów. Został ciężko ranny w powstaniu. Po jego upadku trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau, a potem do Wasseralfingen. Po zakończeniu wojny wrócił do kraju i objął katedrę w Instytucie Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Etat był wolny, ponieważ poprzednik, wybitny historyk Oskar Halecki (1891-1973), zdecydował się pozostać na emigracji. Kieniewicz nie sympatyzował z Polską Ludową, ale uważał, że nieważne jaka ta Polska jest, jego powinnością jest mieszkać i pracować w ojczyźnie. Tak pisał w jednym z listów: „zostałem zaś wychowany przez rodziców w tym nastawieniu, że cokolwiek by się myślało o teraźniejszości, nie należy oglądać się wstecz, lecz adaptować się do tego, co jest, jeżeli chce się zachować równowagę wewnętrzną i żyć pożytecznie” (Stefan Kieniewicz – Henryk Wereszycki, Korespondencja z lat 1947-1990. 2013. Kraków: IH PAN).

W 1949 roku Stefan Kieniewicz został profesorem nadzwyczajnym UW. Pracował także w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. W 1965 roku został członkiem korespondentem PAN, a w 1970 roku członkiem rzeczywistym. Przygotowywał hasła do Polskiego Słownika Biograficznego. Przez 40 lat był redaktorem naczelnym „Przeglądu Historycznego”. Hołdował zasadzie sformułowanej przez Pliniusza Starszego „Nulla dies sine linea”.

Stefan Kieniewicz najwięcej pisał o kształtowaniu się i ewolucji narodu i społeczeństwa polskiego w XIX i XX wieku. Dużo uwagi poświęcił powstaniom. Opracowanie pt. Powstanie styczniowe uznawane jest za jego opus magnum. Książka zawiera przegląd imponującej liczby źródeł. Kieniewicz pisze nie tylko o samym przebiegu powstania, ale przedstawia także tło społeczno-historyczne. Miał okazję poznać kilku jeszcze żyjących powstańców w dwudziestoleciu międzywojennym. Inną ważną pracą historyka była Historia Polski 1795-1918. Kieniewicz pisał także o historii Warszawy i Uniwersytetu Warszawskiego. W jesieni życia wracał często myślą do lat dziecięcych spędzonych na kresach. Zredagował wspomnienia ojca, Antoniego Kieniewicza, i sam przygotował historię rodzinnego folwarku Dereszewicze.

W sumie napisał ponad 800 prac naukowych: artykułów, recenzji i książek. Przez lata prowadził seminarium doktoranckie i stał się wychowawcą dla rzeszy współczesnych historyków. Jako badacz znany był z rzetelności i dociekliwości, co nie zawsze było pożądane w Polsce Ludowej. W 1951 roku na konferencji metodologicznej historyków wypowiedział się o potrzebie docierania do prawdy obiektywnej, określił to jako „obowiązek wymierzania sprawiedliwości minionemu światu” (cytat za M. Schirmer, s. 169). Przez całe życie prowadził dziennik, w którym odnotowywał wydarzenia z życia prywatnego i zawodowego. Kieniewicz przyjaźnił się z innym historykiem Henrykiem Wereszyckim (1898-1990), z którym prowadził wieloletnią korespondencję. Listy ukazały się drukiem w 2013 roku. Dają ciekawy wgląd w to, jakie było życie uczonego w Polsce Ludowej. Profesor był propagatorem wiedzy historycznej i uważał ją za nieodłączny element kształtowania tożsamości narodowej.

Zmarł w wieku 85 lat. Mawiał, że miał szczęście robić to, co uwielbiał. Historia była jego wielką pasją. Jak wspominał prof. Jerzy Skowronek (1937-1996), jego wychowanek: „jak niemal każdy prawdziwie wielki uczony był człowiekiem naprawdę skromnym, znającym wartość swojej ukochanej pracy, a zarazem krytycznie oceniającym jej miejsce w nigdy nie zakończonym łańcuchu dokonań ludzkiego umysłu i ducha” (Schrimer 2019: 172).

Współcześni kontynuatorzy rodzinnych tradycji

Stefan Kieniewicz miał trójkę potomstwa: Teresę, Antoniego i Jana. Ten ostatni urodził się w 1938 roku w Warszawie i podobnie jak ojciec został historykiem. Najwięcej uwagi poświęcił zagadnieniom ekspansji europejskiej i tworzeniu kolonii. Po 1989 roku był ambasadorem Polski w Hiszpanii. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim i tam też zdobywał kolejne stopnie zawodowe, aż do profesury zwyczajnej. Był kierownikiem Katedry Iberystyki i wicedyrektorem Instytutu Historycznego. Był też tutorem w Collegium Invisible, które wspiera wybitnie zdolnych studentów. W latach 1996-2008 był wicedyrektorem Instytutu Badań Interdyscyplinarnych Artes Liberales. Po przejściu na emeryturę nadal tam wykładał.

Profesor Jan Kieniewicz był „płodny twórczo” niemal tak samo jak ojciec. Do tej pory napisał 570 tekstów, w tym 25 książek. Pisał m.in. o dziejach Indii i Hiszpanii czasów nowożytnych. Spod jego pióra wyszły też studia porównawcze nad dziejami cywilizacji. Prowadził wykłady na polskich i zagranicznych uczelniach. W okresie transformacji zaangażował się politycznie. Należał do „Solidarności”. Wspólnie z aktorem Jerzym Zelnikiem organizował msze za Ojczyznę, które odbywały się na Żoliborzu. Był też propagatorem abstynencji i jednym z inicjatorów Bractwa Trzeźwości. W 1990 roku zaangażował się w wybory samorządowe. Zorganizował Komitet Obywatelski, który zdobył większość mandatów. Do polityki samorządowej się jednak szybko zniechęcił i rozwiązał stworzone wcześniej struktury. Jan Kieniewicz był ambasadorem w Hiszpanii w latach 1990-1994. W efekcie zdobytych doświadczeń i obserwacji napisał książkę Hiszpania w zwierciadle Polski. Porównywała ona procesy transformacyjne w obu państwach. Uznał, że Hiszpanie lepiej wykorzystali swoją szansę niż Polacy.

Jan Kieniewicz ma jednego syna Leszka (ur. 1959), który także studiował historię. Potomek może się też pochwalić stopniem doktora. Wiele lat pracował jako dyrektor Biura Zagranicznego Senatu RP. Napisał książkę pt. Senat za Stefana Batorego. W 2009 pojechał do Dereszewicz jako pierwszy z Kieniewiczów od niemal stu lat. Swoje wrażenia z pobytu opisał w kwartalniku „Echa Polesia”. Niestety nic nie zostało z rodzinnego majątku, jedynie fundamenty rodzinnej kaplicy. Tam, gdzie stał dwór, było boisko do piłki nożnej. Leszek Kieniewicz był mężem Agaty Młynarskiej, z którą ma dwóch synów: Stanisława i Tadeusza.

Bratankiem Jana Kieniewicza jest ksiądz doktor habilitowany Piotr Kieniewicz (ur. 1967). Jest zakonnikiem i pracuje w Zgromadzeniu Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Doktorat i habilitacja dotyczyły teologii moralnej. Piotr Kieniewicz był też rektorem Wyższego Seminarium Księży Marianów w Lublinie. Od 2011 roku był kapłanem w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej. Tam też pracował w Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym. Od 2017 roku był sekretarzem polskiej prowincji Zgromadzenia Marianów. Zajmuje się bioetyką. Co ciekawe, ojciec Piotra Kieniewicza, Antoni Kieniewicz (1941-2022), też był osobą duchowną. Po stracie żony przyjął święcenia kapłańskie. Pierwszą mszę świętą odprawił razem ze swoim synem Piotrem, co jest raczej nietypową sytuacją w Kościele Katolickim.

* * *

Teoretycznie nie ma nic niezwykłego w tym, że syn lub córka dziedziczy zawód ojca. Często dzieje się tak w przypadku rzemieślników, przedsiębiorców. Zdarzają się też klany lekarskie lub prawnicze. Rzadko się jednak zdarza, żeby aż tyle pokoleń po sobie wybierało tę samą ścieżkę kariery, w tej samej dziedzinie wiedzy i do tego z tak licznymi sukcesami.

Wróć