Juliusz Gałkowski

Najnowsza książka profesora Pieńkosa dotyczy problemu korespondencji sztuk. To zdanie tylko pozornie wyjaśnia treść książki, bowiem stajemy wobec licznych zagadnień, które omawia autor. Warto jednak zdać sobie sprawę, że jeszcze większa liczba problemów nie została wytłumaczona, a nawet wskazana. Tekst zakłada erudycję i wiedzę czytelnika, co, mimo że stawia nas wobec sporych wyzwań, jednak jest odświeżające. Mamy do czynienia z tekstem, który zamiast powielać znaną wiedzę, prowadzi ku nowym pytaniom i próbom udzielania na nie odpowiedzi.
Zrozumienie, dlaczego zagadnienie powinowactwa sztuk plastycznych i muzyki lub jego braku jest szczególnie doniosłe w okresie kształtowania się nowoczesności, wymaga pojęcia, dlaczego nie ujawniło się jako istotny problem w czasach wcześniejszych. W dziejach sztuki pojawiały się wielokrotnie przedstawienia grających muzykantów, a nawet alegorycznego przedstawiania wszystkich ludzkich zmysłów w jednym obrazie. Niektórzy wielcy mistrzowie pędzla byli także muzykami. Zatem w najbardziej powierzchownej warstwie trudno odnaleźć różnicę pomiędzy sztuką nowożytną a nowoczesną, i ich przedstawieniami muzyki. Istnieje jednak pewne istotne zagadnienie, które wskazuje nie tylko na te rozróżnienia, ale także ukazuje zasadniczą różnicę pomiędzy sztuką nowoczesną i dawniejszą.
W dziewiętnastym stuleciu, a przede wszystkim na przełomie dwudziestego, jednym z istotniejszych problemów artystycznych było poszukiwanie powiązań między sztukami oraz możliwości powstania i wskazania łączącego je tak zwanego „dzieła totalnego”. Samo to pojęcie miało wiele wariantów i mogło być mylące, relacje pomiędzy sztukami są w gruncie rzeczy relacjami między różnymi i właściwie niemożliwymi do pogodzenia sposobami myślenia o sztuce. Należy pamiętać, co bardzo podkreśla Andrzej Pieńkos, że kwestia dotyczy nie tylko sposobu malowania dźwięku, ale także prób ukazania wizualnych impresji za pomocą dźwięku. Relacje pomiędzy muzyką a sztukami plastycznymi są bardzo rozbudowane, widać to wyraźnie na przykładzie Obrazków z wystawy Modesta Musorgskiego, utworu zainspirowanego wystawą obrazów i rysunków, który z kolei zainspirował plastyków, w tym Wassily’ego Kandinsky’ego.
Ową próbę dokonania niemożliwego, czyli zwizualizowania dźwięku, gdyż chodzi nie tylko o muzykę, autor prezentuje w czterech rozdziałach: Głos w obrazie. Klątwa Marsjasza, czyli luźne uwagi o kłopotach sztuki XIX wieku, Próba Félixa Vallottona. Instrumenty muzyczne, znaki ciszy, bezgłośne obrazy, „Jak jakiś potężny poemat…”. Niemożliwy pomnik Beethovena?, Eksperyment egzystencjalny Arnolda Schönberga. Malarstwo zamiast muzyki?
Jest to zbiór odrębnych szkiców, prezentujących związki pomiędzy sztukami wizualnymi a muzyką, obrazem a dźwiękiem. Samo przywołanie satyra Marsjasza i jego losu w tytule pierwszego rozdziału jest dowodem na to, że te związki niekoniecznie muszą przynosić dobre owoce. Figura Marsjasza jest zatem znakiem niemożliwości. Zaś jej najlepszym przykładem jest prezentacja prób stworzenia „idealnego” pomnika Ludwiga van Beethovena. Po wstępie prezentującym historię upamiętniania i przedstawiania Beethovena autor referuje okoliczności i przebieg pokazu prac słynnej grupy rzeźbiarskiej Maxa Klingera podczas wystawy wiedeńskiej Secesji w 1902 roku. Klęska artystyczna zamierzania, opisana w tym rozdziale, ukazuje dobitnie, że próby stworzenia „dzieła totalnego”, nawet jeżeli jej poszczególne części, czy to muzyczne, czy wizualne, są udane, jest skazana na niepowodzenie.
Książka jest ciekawym przyczynkiem do dziejów sztuki nowoczesnej oraz istotnym wkładem w wyjaśnianie zjawiska zwanego „nowoczesnością”. Przyczynkiem istotnym i dlatego godnym polecenia.
Juliusz Gałkowski
Andrzej PIEŃKOS, Odważył się namalować głos. O odwiecznej albo tylko nowoczesnej analogii, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2024.
Wróć