logo
FA 4/2024 felietony

Leszek Szaruga

Afryka

Afryka 1

Źródło: Wikipedia

Z biegiem lat, a rozpocząłem już rok 79 obecności, coraz bardziej interesują mnie przestrzenie, których nie znam i już poznać nie zdołam, a które, chcę tego czy nie, stanowią kontekst mego życia. Dotyczy to różnych zjawisk: od fizyki czy mechaniki kwantowej poczynając, poprzez logikę matematyczną, archeologię, kosmologię, po historię i politykę. I choć formalnie jestem liczony w poczet polonistów, to jednak tym, co mnie w literaturze zawsze najbardziej pociągało, jest zwiedzanie kreowanych w niej światów – czy będą to epickie opowieści, czy liryczne powidoki, stąd zresztą jako krytyk literacki czuję się raczej reporterem niż „literaturoznawcą”.

Świat jest taki, jakim go widzę. Inaczej wygląda planeta przedstawiana na globusie szkolnym z północą na górze, południem zaś na dole, a inaczej z kosmosu, gdzie widać ją z różnych perspektyw, co ma znaczenie zarówno dla wyobraźni, jak polityki. W istocie wszystkie te perspektywy są równoprawne. Centrum naszego świata jest we wnętrzu tej kulki dryfującej w przestrzeni Drogi Mlecznej i skazanej na pożarcie przez Słońce, które za kilka miliardów lat zogromnieje, co zasadnym czyni pytanie o możliwość przetrwania – cokolwiek ma ono znaczyć – człowieka lub tego, w co zdoła się on przepoczwarzyć. I choć rozumiem postawy tych wszystkich, którzy, odwołując się do różnych przecież koncepcji religijnych, wierzą w życie pośmiertne w innych, nieznanych nam przestrzeniach, sam jestem tej wiary pozbawiony, co być może jest świadectwem ułomności, lecz zarazem nie pozwala mi pojąć przekonania młodych wyznawców islamu, iż ponosząc śmierć w jakiejś „świętej wojnie”, natychmiast znajdą się w ramionach oczekujących ich w zaświatach dziewic, a przecież takie wyobrażenia, nie tylko w tej kulturze, są dobrą motywacją do czynienia zła, co znamy wszak i z doświadczeń średniowiecznej, chrześcijańskiej Europy.

Warto jednak czasem rozejrzeć się w świecie realnym, dalekim raczej od abstrakcyjnych spekulacji i wciąż zaskakującym dokonującymi się w nim przeobrażeniami. Z tego też właśnie powodu sięgnąłem po wydaną niedawno książkę Dipo Faloyina Afryka to nie państwo opatrzoną podtytułem Pora przełamać stereotypy. Stereotypów nazbierało się sporo, ale w zasadzie nikt już dziś nie odważy się poważnie mówić o „dzikich” tubylcach, choć też określenie „tubylec” nie wydaje się niczego tłumaczyć. Kraje afrykańskie, może poza Egiptem mającym swą ugruntowaną jeszcze w czasach antycznych tożsamość, wciąż poszukują sposobu opowiadania o sobie, ale też należy pamiętać o tym, że ich granice wytyczone zostały w wyniku arbitralnych decyzji kolonizatorów, których raczej nie interesowały ani krajobrazy, w które wkomponowane były przedkolonialne społeczności, ani też owe społeczności, których wspólnoty przecinały wykreślane przy ekierkach linie skazujące je dziś na egzystencję w różnych państwach. Nie jest to zresztą tylko przypadek Afrykanów, wszak znamy to i z Europy, w której Macedończycy żyją w Grecji, Macedonii i Bułgarii, ale też i z Azji, by przywołać los Kurdów.

Ale jednak postkolonialna rzeczywistość Afryki jest kontynentalną osobliwością, której przyszłość stanowi zagadkę istotną dla Europy (przede wszystkim Europy) z wielu powodów, spośród których nie na końcu wspomnieć trzeba o postępujących zmianach klimatycznych inicjujących ruchy migracyjne – wielu ruszy na Północ i będzie to żywioł, nad którym, jak przewidują badacze problemu, nie sposób już dziś zapanować. Niemniej wszyscy stąd nie uciekną, a ci, którzy zostaną, muszą jakoś – wyjąwszy apokalipsę – odnaleźć przyszłość. Jak pisze Faloyin: „Kluczem do kolonializmu było nastawienie ludzi przeciwko sobie, polityka spod znaku dziel i rządź. Panafrykanizm i Rok Powrotu [2019, gdy rząd Ghany wezwał diasporę do powrotu] tymczasem kładą nacisk na konstruktywny kolektywizm, budowanie wspólnej przyszłości, która szanuje i uwzględnia niuanse i różnice”. Jednak czym mianowicie miałby być ów „konstruktywny kolektywizm” i czy rzeczywiście jest kluczem do scalenia pokiereszowanego przez Zachód kontynentu, nie bardzo wiadomo.

Swego czasu Jacek Bocheński w szkicu Niepodległość wśród ludzkości podkreślał: „Skończyły się imperia kolonialne (z wyjątkiem rosyjskiego na dwóch kontynentach), ale to właśnie «biała cywilizacja» dała impuls i kierunek rozwojowi Trzeciego Świata, począwszy od Japonii. Europa nie ma władzy nad resztą kuli ziemskiej, lecz ta reszta, chcąc nie chcąc, naśladuje «białą cywilizację», bo żadnej innej nie może”. To naśladownictwo jednak niekoniecznie musi oznaczać powtarzanie wzorca, ale być może spowoduje jego kreatywną reinterpretację, za sprawą której sam termin „kolektywizm” straci swą mroczną wymowę, a zbliży ku czemuś, co stanowiło w Polsce istotę „karnawału Solidarności” z lat 1980-1981, wówczas zjawiska zdumiewającego dla świata. Być może trzeba się zjednoczyć, by móc się sensownie podzielić. Jedno nie ulega wątpliwości: wyzwania, wobec których stoją Afrykanie, wydają się interesującym problemem dla politologów.

Wróć