logo
FA 10/2023 okolice nauki

Marek Misiak

Po tamtej stronie gwiazd

Po tamtej stronie gwiazd 1

Truizmem jest już chyba stwierdzenie, że współcześnie tożsamości mają formę pakietów, gotowych zestawów rzekomo powiązanych ze sobą poglądów, które można tylko przyjąć w całości albo odrzucić en bloc. Jeśli ktoś jest bardziej złożony, mniej oczywisty, prędzej czy później zetknie się z kimś innym, kto w trakcie rozmowy lub w ramach interakcji w cyberprzestrzeni stwierdzi: „Zaskakuje mnie, że [wstawić nazwę pakietu tożsamościowego], taki jak pan, może sądzić, że…”. Jest to, rzecz jasna, forma mało wyrafinowanego ostracyzmu. Nie każdy jest na niego odporny i wiele osób, obawiając się takiego potraktowania, unika odsłaniania się z niektórymi poglądami wobec wybranych osób lub w wybranych środowiskach.

Naukowiec, zwłaszcza o ugruntowanej pozycji, a szerzej: intelektualista to także tożsamość, zdaniem wielu niekompatybilna z wiarą w osobowego Boga, a już na pewno nie z afiliacją z jakąkolwiek instytucjonalną religią. Marek Artur Abramowicz idzie jednak o krok dalej, nie tylko jasno deklaruje się jako członek Kościoła rzymskokatolickiego, ale też wskazuje, jakie cechy badanego przez niego kosmosu traktuje jako dowody na istnienie Boga. Duża część tych dowodów nie jest niczym nowym, ale zarówno kompetencje naukowe, jak i umiejętności dydaktyczne sprawiają, że prezentuje on je szerzej, a jednocześnie jaśniej i spójniej niż wielu (także utalentowanych) autorów przed nim. Fakt, że czytelnik nie ma tu do czynienia z nowymi argumentami, nie jest żadną wadą, to od prac badawczych wymaga się novelty, a omawiana książka to świadectwo osobistych przemyśleń. To zresztą tylko popkulturowy motyw, że prawdziwy geniusz zawsze wywraca stolik. W jednym z rozdziałów Abramowicz zwięźle wyjaśnia, dlaczego patrzenie w ten sposób na Einsteina jest błędem, niektóre ustalenia starożytnych astronomów (czy raczej myślicieli parających się także astronomią, takich jak Ptolemeusz) są przydatne do dziś. Czymś faktycznie oryginalnym (w pozytywnym sensie) jest natomiast rozdział demaskujący astrologię jako pozbawioną naukowych podstaw – punkt po punkcie, ze wskazaniem na sprzeczności i arbitralność wielu założeń. Autor po prostu nie traktuje swojej tezy jako oczywistej, ale odnosi się do czytelnika poważnie i udowadnia ją.

Książka Abramowicza nie jest usystematyzowanym wywodem, raczej połączeniem eseju i gawędy, zatem relacjom między nauką a wiarą jest bezpośrednio poświęcona tylko część tekstu. Jednak kohezyjnie także wspomnienia autora o krajach, w których mieszkał i które odwiedził, nawet jeśli nie zawsze głębokie i odkrywcze, tworzą całość z rozważaniami o Bogu. Po pierwsze, wielu zwolenników poglądu, że człowiek nowocześnie myślący (cokolwiek to oznacza) nie może być wierzący, chętnie powołuje się na doświadczenia krajów zachodnich. Zdają się sądzić, że każdy, kto mieszkałby dłużej np. w Czechach lub którymś z krajów skandynawskich, na pewno wyrzekłby się przesądów charakterystycznych dla Polski. Tymczasem Abramowicz, profesor uniwersytetów w Opawie i Göteborgu, wymyka się temu schematowi. Po drugie, autor nie próbuje przywdziewać szat mędrca, który na każdy temat ma do powiedzenia coś inspirującego. Można nie zgadzać się z jego (bynajmniej nie konserwatywnymi) poglądami na polskie życie publiczne i rolę w nim Kościoła katolickiego, nie jest to też perspektywa nowa ani – to częste sformułowanie w mediach – „mocna i odważna”. Jest indywidualna i wyrażana bez niedomówień. Stanowi zaproszenie do polemiki, a nie „uderzenie” w kogoś lub coś ani definitywną w tonie wypowiedź o tym, „jak jest”. W fizyce i astrofizyce szczególnie wyraźnie widać, że nauka to ciągłe przybliżanie się, podobnie jak wiara określana jest jako podążanie w prawdzie, ku prawdzie i za prawdą, a nie posiadanie prawdy.

Marek Misiak

Marek Artur ABRAMOWICZ, Między Bogiem a prawdą. Metafizyczne przygody roztargnionego profesora, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.

Wróć