logo
FA 10/2023 okolice nauki

Marcelina Smużewska

Trudna sztuka babienia

Trudna sztuka babienia 1

Poród na krześle porodowym. Rycina z poradnika dla akuszerek z XVI wieku. Źródło: historia.org.pl

W 1859 roku utworzono w Instytucie „klasę niższą” dla kobiet wiejskich. Było to związane z brakiem położnych na wsi. Od kursantek nie wymagano umiejętności czytania i pisania. Szkolenie trwało tylko cztery miesiące i kończyło się egzaminem praktycznym. Po nim otrzymywało się tytuł „babki położniczej wiejskiej”.

Sztuka babienia to inaczej wiedza i umiejętności z zakresu położnictwa. Dykcjonarz powszechny chirurgii, medyki i hodowania bydląt… z 1788 roku wyjaśnia: „(…) większa część narodu naszego niewiasty posiadające umiejętności odbierania dzieci nazywa babami. Początku nazwiska tego nie skądinąd zasięgać należy tylko stąd, iż wszystkie oddające się pomaganiu kobietom w pracy rodzenia niewiasty zazwyczaj bywają wieku podeszłego. Od tego jeszcze nazwiska poszło nazwisko sztuki babienia” (s. 166-167). Od zarania dziejów wyglądało to tak, że w rodzeniu kobietom pomagały inne kobiety, a niektóre szczególnie odznaczały się doświadczeniem i wiedzą w tym zakresie. Właśnie te z nich nazywano „babami”. Każda rodząca – czy bogata, czy biedna – bała się cierpienia i powikłań okołoporodowych, a obecność doświadczonych akuszerek miała ten lęk zniwelować. Warto dodać, że nie był to strach absurdalny, ponieważ w drugiej połowie XVIII wieku największą umieralnością charakteryzowały się kobiety w okresie rozrodczym (zwłaszcza te bardzo młode oraz te najstarsze), a na tysiąc noworodków poziom zgonów wynosił od dwustu do trzystu przypadków. Według niektórych danych umierała podczas porodu lub w połogu nawet co dziesiąta kobieta.

Kultura medyczna za króla Stasia

Mimo że wiek XVIII uznawany jest za „wiek rozumu”, w tym czasie w Rzeczpospolitej nie było kompetentnej kadry medycznej. Wielu medyków było w istocie niedouczonymi oszustami, którzy wykorzystywali ludzką naiwność i łatwowierność. Na terenach polskich brakowało profesjonalnych studiów medycznych, więc wiedzę taką mogli nabywać nie najzdolniejsi, a najbogatsi. Żeby studiować medycynę, trzeba było wyjechać za granicę. Na ten niedostatek w systemie szkolnictwa wyższego zwróciła uwagę m.in. Komisja Edukacji Narodowej w swoim raporcie z 1777 roku. W nie lepszej kondycji pozostawały szpitale. Krytykowane były i „baby” za przywiązanie do zabobonu i brak umiejętności medycznych. W tym czasie nadal uznaną praktyką było grzebanie zmarłych w kościołach lub ich podziemiach, co pod względem epidemiologicznym nie było specjalnie bezpieczne. Szczepień jeszcze nie wynaleziono, więc dożycie wieku dorosłego było w pewnym sensie „sukcesem”. W tak niepewnych realiach każdy zamożny człowiek chciał mieć na stałe na swoich usługach przedstawiciela profesji medycznych. Tak było np. na białostockim dworze Branickich. Na marginesie wspomnę, że medyk tych magnatów, o nazwisku Jakub Feliks Michelis, zasłynął między innymi jako założyciel Instytutu Akuszerek i autor podręcznika o porodzie i opiece nad matką i noworodkiem.

Podsumowując, kultura medyczna okresu stanisławowskiego charakteryzowała się brakiem systematycznej edukacji medycznej, wysoką śmiertelnością i zjawiskami depopulacyjnymi, słabą siecią szpitali o niskiej jakości usług, praktycznie nieistniejącą opieką nad rodzącymi i ich potomstwem. Nie było jeszcze wiedzy o mikrobach i szczepionkach, a higiena pozostawała wiele do życzenia. W takich warunkach kluczowe stało się zachowanie „dobrego zdrowia”, jak je opisywali Kochanowski, Morsztyn czy Krasicki. Praktyki medyczne tamtych czasów były mało skuteczne, dlatego skupiano się na profilaktyce. Kluczową dla niej kwestią stał się więc rozsądek (wszak mowa o „wieku rozumu”). W Uwagach o lekarskiej sztuce (1774) pisano, że potrzebne są umiar w jedzeniu i piciu, unikanie nadmiaru alkoholu, duża ilość ruchu na świeżym powietrzu, podniesienie poziomu czystości oraz rzetelne wykonywanie własnej pracy, gdyż ta daje radość i satysfakcję. Ten, kto tak postępuje i zaskarbił sobie boską przychylność, ma szansę na długie i szczęśliwe życie.

Miejsce kobiety w społeczeństwie

W XVIII wieku kobiety zostawały przede wszystkim żonami i matkami. Poza tą drogą był tylko klasztor. Na niewielkim marginesie wolności funkcjonowały jedynie wdowy, ale tylko te zamożne. Od kobiet oczekiwano przede wszystkim uległości, uczynności i skromności. Nie decydowały one zazwyczaj, kto będzie ich partnerem życiowym. Małżeństwo miało charakter transakcji. Kobiety nie były też kształcone jak mężczyźni. Nawet Stanisław Staszic opowiadał się za edukacją kobiet, która ograniczałaby się wyłącznie do spraw rodzinnych. Chciano, by kobiety pozostawały uległe i skupione na rodzinie. Za sukces należy uznać, jeżeli młoda kobieta w XVIII wieku umiała czytać, pisać, liczyć, grać na instrumencie i była wprawiona w pracach gospodarskich. Nadal wierzono w niektórych kręgach w niższość budowy kobiecego ciała, złośliwość charakteru czy wątpliwą moralność, a nadmiar edukacji uważano za szkodliwy dla płci pięknej.

Życie kobiet kręciło się więc wokół rodziny. Żony magnatów i bogatej szlachty zajmowały się nadzorem nad żeńską służbą. Reprezentantki drobnej szlachty same pracowały w swoich domach. Mieszczanki nie tylko prowadziły domy, ale pomagały też w handlu swoim małżonkom. Najwięcej obowiązków miały oczywiście służące i chłopki, które prowadziły swoje domy i pracowały ciężko cały rok, czy to na polu, czy we dworze. Rozrywek kobiety miały niewiele, stąd skupianie się na kwestiach religijnych i rodzinnych. Na miano femme savante – kobiety oczytanej, znającej języki obce i zasady savoir vivre’u – zasługiwało niewiele kobiet w XVIII wieku. Można tu wspomnieć np. Izabelę Czartoryską, Helenę Radziwiłłową, Izabelę Branicką czy Aleksandrę Ogińską, ale to były jedynie chlubne wyjątki.

Jeżeli patrzeć na kobiety przez pryzmat tytułowego zagadnienia, mamy tu do czynienia z położnicą, babą i ewentualnie mamką. W XVIII wieku normą stało się wielokrotne zachodzenie w ciążę (statystycznie nawet dziesięć razy). Bezpłodność postrzegano jako wielkie nieszczęście, gdyż celem i sensem życia każdej kobiety było posiadanie licznego potomstwa. Zadaniem „baby” było rozpoznanie ciąży (odróżnienie oznak pozornych od rzeczywistych), pomaganie przy zwalczaniu dolegliwości ciążowych oraz szczęśliwie przeprowadzenie przez poród. „Baba” powinna być roztropna, wstrzemięźliwa i cierpliwa, o pogodnym usposobieniu i wyrozumiała wobec rodzących. Powinna też mieć drobne i szczupłe ręce z krótko obciętymi paznokciami i bez żadnych ran. Najlepiej jak taka kobieta była w średnimi wieku i miała za sobą osobiste doświadczenie ciąży. Po urodzeniu zadaniem „baby” było zadbanie o noworodka i wykąpanie go. Podczas tej czynności mogła się przyjrzeć, czy dziecko nie ma jakichś trudniej zauważalnych wad. Czasem poród był tak wyczerpujący dla położnicy, że nie była ona w stanie zająć się później swoim dzieckiem. Niekiedy nie pojawiała się laktacja. Wtedy potrzebna była mamka. O wyborze kandydatki decydowało jej zdrowie, usposobienie oraz – last but not least – wygląd piersi. Najlepiej, kiedy mamką zostawała kobieta dosyć młoda, mająca od niedawna laktację (parę miesięcy), a jej piersi (a dokładniej sutki) nie były zbyt duże. Takiej kobiecie można było powierzyć czasowe zastępstwo w opiece nad dzieckiem, ale tylko w sytuacji, gdy dziecko było sierotą lub matka ze wskazanych wyżej powodów nie mogła sama karmić.

Tajniki sztuki

Położna powinna być czujna i spostrzegawcza: „uważać tu każdej odbieraniem dzieci bawiącej się trzeba, nie tylko powierzchowne, lecz i wewnętrzne znaki, z których by poznać mogła prawdziwej macicy krwotok, aby (…) czy niewczesnemu zapobiegła porodowi, krwotok zatrzymała (…) lub niewzruszonym natychmiast i nieustraszonym umysłem poród pomocą sztuki przyspieszyć, i matkę wraz z dziecięciem od śmierci uchronić” (Księga o sztuce babienia, czyli dzieci odbierania autorstwa Rafała Steidele z 1786 roku). Konieczne jest, żeby „baba” poznała specyfikę budowy kobiecego ciała. W ten sposób będzie mogła ocenić, czy poród przebiega prawidłowo, czy nie. Jej zadaniem jest dbanie nie tylko o ciało położnicy, ale też jej psychikę, dlatego tak ważne jest w tym zawodzie pogodne usposobienie. W XVIII wieku powoli zaczynano dostrzegać, jak roznoszą się choroby, dlatego szczególną uwagę zwracano na stan dłoni położnej. Kluczowe, żeby były czyste i bez chorób. Zadaniem położnej było też rozpoznanie powikłanego porodu i wtedy wezwanie lekarza. Nie oczekiwano od akuszerki wykonania cięcia cesarskiego, które i tak w tamtym czasie wykonywano w celu ratowania dziecka, przy zgonie matki. Był to ówcześnie zabieg niezwykle ryzykowny.

W historii sztuki babienia lekarze odnotowywali różne przypadki niezbyt naukowych, a nawet szkodliwych praktyk „bab” (Sztuka babienia ku nieuchronnej dzieci przy porodzie odbywającej się potrzebie a niemniej ku miłemu rodzących pożytkowi krótko i doskonale zebrana przez J.M.C.P. Jakuba Kostrzewskiego wyzwolonych nauk i filozofii Doktora za dokładnym J.C.K.A.M. rozkazem, Lwów 1774). Na przykład jeden z lekarzy był świadkiem, jak położne przywiązały głową do dołu rodzącą, bo dziecko było nieprawidłowo ułożone. Odnotowywano próby siłowego wyciągania dziecka z łona, co kończyło się np. złamaniami lub nawet amputacjami. Słabnącą położnicę zachęcano do picia alkoholu. Na siłę trzymano rodzącą na wznak, choć jej naturalne odruchy szły w stronę pozycji wertykalnej. Nieprawidłowo rozpoznawano etapy porodu. Nie ratowano dzieci, jeżeli te naturalnie nie zaczęły płakać. Większość bab zamiast reanimacji stosowało pieśń i modlitwę. Ze względu na obecność przy porodzie „baby” były często świadkami w procesach o dzieciobójstwo. Przy czym można zauważyć prawidłowość, że winę częściej orzekano w przypadku panien niż kobiet zamężnych. Mimo krytyki, „baby” pomogły przyjść na świat tysiącom dzieci, a ich intuicje często były trafne, choć w nauce niezakorzenione.

Połóg według XVIII-wiecznych lekarzy był stanem niebezpiecznym i chorobowym, chociażby przez widmo gorączki połogowej. Z jednej strony chodziło o nadwątlone siły fizyczne, ale zawracano też uwagę na „duszę matki”, która była odrętwiała, oszołomiona oraz niezdolna do podejmowania racjonalnych decyzji. Kobieta w połogu była wyjątkowo wrażliwa i zmienna, dlatego należało zadbać o harmonię w jej otoczeniu. Karmić zdrowo, zapewniać dużo wypoczynku, dbać o czyste powietrze w pomieszczeniu. Niektórzy autorzy poradników, jak Jan Różański, postulowali oddzielnie od życia rodzinnego (O staranności koło kobiet od czasu rozwiązania onych aż do końca połogu; tudzież o różnych chorobach, którym przez ten czasu przeciąg podlegają, 1792). Na przykład kwestia chrztu potomka mogła się okazać dla położnicy zbyt stresująca. Przypomina to biblijne oddzielnie Marii po urodzeniu Jezusa, która wróciła na łono rodziny i społeczeństwa po symbolicznym obrzędzie oczyszczenia w świątyni.

Początki instytucjonalizacji

Wiedza wśród „bab” była przekazywana z pokolenia na pokolenie, ze wsi do wsi. Pierwsza wiadomość o „profesjonalnej” opiece nad rodzącą pochodziła z XIII wieku. Zadanie to przypisywano „braciom szpitalnym” lub „duchakom” sprowadzonym z Wiednia w 1203 roku przez biskupa krakowskiego Pełkę. Czasem w majątkach magnackich pojawił się lekarz lub zagraniczna położna, która przeszkalała kilka kobiet ze „sztuki babienia”, jak to miało miejsce w Białymstoku u Branickich czy u księżnej Legnicy i Brzegu – Sybilli Doroty. Pierwsza szkoła położnicza w Europie została założona we Francji w 1640 roku. Na terenach polskich pierwsza taka instytucja powstała we Lwowie w 1773 roku, w ramach Collegium Medicum, a inicjatorką była cesarzowa Maria Teresa. Pierwszym wykładowcą dla akuszerek był Jędrzej Krupiński, który zajęcia prowadził w języku polskim. Kurs trwał pół roku i odbywał się w szpitalu ufundowanym przez cesarza Józefa II. Od 1780 roku – pod groźbą kary – w Krakowie prowadzono także szkolenia, ale dla praktykujących już położnych. Następne szkoły założono w Wilnie, Siemiatyczach, Warszawie, Białymstoku i Poznaniu.

Pierwsza szkoła w Warszawie powstała w 1802 roku w budynku Szpitala Dzieciątka Jezus. Dyrektorem był dr Józef Czekierski. Żeby być przyjętym do szkoły, trzeba było posiadać: umiejętność czytania i pisania, świadectwo moralności oraz nieukończony 40. rok życia. Czas nauki wynosił 4 miesiące i kończył się egzaminem. W latach 1802-1806 przeszkolono tam 112 kobiet. Działalność szkoły przerwała kampania wojsk napoleońskich. W 1809 roku wznowiono działalność Instytutu pod nowym adresem – Rynek Nowego Miasta 315. W czasie każdego kursu kształcono 10 kobiet z Warszawy i 12 pochodzących ze wsi, na koszt rządu. W latach 1809-1818 kursy ukończyło kolejne 217 akuszerek. Warto zauważyć, że kształcenie w Instytucie Położniczym miało formę szkolenia praktycznego. Nie miało określonego programu czy nawet podręcznika. Oczywiście tak wykształcona położna była o wiele bardziej kompetentna niż nieuczona „baba”, ale nadal kwalifikacje te nie były zbyt wysokie.

W 1818 roku Instytut Położniczy stał się integralną częścią Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Pojawiły się wtedy przepisy prawne normujące jego działalność. Do nowej Szkoły Akuszeryjnej przyjmowano mężatki lub wdowy w wieku od 20 do 35 lat, o dobrym stanie zdrowia, umiejące czytać i pisać oraz przedstawiające świadectwo moralności od godnej zaufania osoby (właściciel majątku, proboszcz, sołtys, policjant). Pojawił się też pierwszy podręcznik autorstwa Mikołaja Mianowskiego pt. Nauka sztuki położniczej dla kobiet wydany przez Uniwersytet Wileński w 1818 roku. Do upadku powstania listopadowego nową placówkę ukończyło 465 akuszerek. Szkoła cieszyła się dużym zainteresowaniem. Także kobiety w ciąży chętnie kierowały tam swoje kroki, żeby rodzić pod kierunkiem kompetentnych położnych.

Trudna sztuka babienia 2

Cesarskie cięcie przeprowadzone na żywej kobiecie. Miedzioryt z poradnika dla akuszerek z 1679 r. Źródło: historia.org.pl

21 stycznia 1840 roku po raz pierwszy uregulowano prawnie szkolnictwo położnicze. Ustawa określała zadania szkół i ich program oraz długość nauki (2 lata). Kandydatki na położone powinny być w wieku 18-30 lat, cieszyć się dobrym zdrowiem i tak jak uprzednio dostarczyć świadectwo moralności. Zgodnie z ustawą 12 kursantek miało pochodzić ze wsi, a koszt ich nauki brał na siebie rząd. Pozostałe uczennice miały się utrzymywać samodzielnie. Nadzór nad szkołami sprawować miał Główny Inspektor Służby Zdrowia. Obowiązywały dwa podręczniki Podręcznik naukowy dla akuszerek (1842) Ignacego Fijałkowskiego i Zasady położnictwa, czyli nauki i sztuki położniczej, mianowicie dla niewiast temu zawodowi poświęcających się w Warszawie (1851) autorstwa Jakuba Michała Freya, który był m.in. dyrektorem warszawskiej szkoły. W 1859 roku utworzono w Instytucie „klasę niższą” dla kobiet wiejskich. Było to związane z brakiem położnych na wsi. Od kursantek nie wymagano umiejętności czytania i pisania. Szkolenie trwało tylko 4 miesiące i kończyło się egzaminem praktycznym. Po nim otrzymywało się tytuł „babki położniczej wiejskiej”.

Kształcenie położnych zmierzało w kierunku przekazywania wiedzy praktycznej, jak i pogłębiania wiedzy teoretycznej. Wydłużał się okres kształcenia. W programie znalazły się takie zagadnienia jak: higiena, bakteriologia, dezynfekcja, dietetyka, wiedza o chorobach wenerycznych i psychozach, wiedza z zakresu patologii narządów rodnych, opieka nad noworodkiem, informacje o tym jak funkcjonują oddziały położnicze. Nie było już istotne, żeby kandydatka na położną była mężatką lub wdową. Do szkół zaczęto przyjmować całkiem młode kobiety, ale z większą ilością ukończonych klas lub szkół.

Do końca XIX wieku opieka położnicza była na niezadowalającym poziomie. Sytuacja zaczęła się poprawiać dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym. Liczba profesjonalistek z dyplomem zaczęła wzrastać, a kobiety praktykujące jedynie z doświadczenia zaczęły stanowić mniejszość. W 1931 roku minister pracy i opieki społecznej zakazał „babom” asystowania przy porodach pod groźbą grzywny w wysokości 500 zł. Prestiż i samodzielność zawodu położnej zaczęły wzrastać. Wsparły go wyniki badań Michela Odenta z lat 80. XX wieku, który zaobserwował, że sposób, w jaki kobieta przeżywa poród, zależy w dużym stopniu od kompetencji osoby asystującej. Kiedy rodzące wspierają wykwalifikowane akuszerki, zmniejsza się potrzeba interwencji medycznych.

Obecnie obserwujemy trend odwrotny. Kobiety mają dosyć medykalizacji ciąż i zwracają się w stronę porodów domowych i asystencji douli, która – jeśli się zastanowić – jest „babką” XXI wieku. Zadaniem douli jest bowiem dostarczenie niemedycznego wsparcia fizycznego i emocjonalnego dla rodzącej matki. Doula jest asystentką kobiety nie tylko w czasie porodu, ale też może nią być podczas ciąży i po niej (całkiem jak kiedyś „baba”). Żeby być doulą, nie kończy się szkół, ale ma się stosowne „doświadczenie życiowe”, ewentualnie ugruntowane szkoleniami ze środowiska innych douli w duchu filozofii powrotu do natury. Dzięki doulom poród trafia z powrotem do sypialni, do strefy prywatnej kobiety i na łono rodziny. Wygląda więc na to, że historia zatoczyła koło i znów możemy mówić o „sztuce babienia”, choć dziś ten termin musiałby być zmieniony ze względu na poprawność polityczną.

Wróć