Leszek Szaruga

Źródło: pixabay
Nasza planeta zdaje się pośród ciał niebieskich jeśli nie jedynym, to dość wyjątkowym obiektem kosmicznym, który w odróżnieniu od niezliczonych gwiazd, planet i wszelkich innych mniej lub bardziej osobliwych tworów w przestrzeni naszego wszechświata jest miejscem wytwarzania w coraz szybszym tempie coraz większej, wciąż się potęgującej ilości informacji. Zastanawiam się czasem – choć myślę, że to może zbyt swawolne – czy ta cecha ma w ogromie kosmosu jakieś znaczenie, a jeśli tak, to jakie? I czym w ogólności jest informacja? A naszły mnie te pytania po lekturze szkicu Stephena W. Hawkinga Życie we wszechświecie, w szczególności zaś po przeczytaniu tego fragmentu: „Wraz z człowiekiem ewolucja osiągnęła etap krytyczny, porównywalny co do ważności z powstaniem DNA. Chodzi o narodziny języka, zwłaszcza pisanego. (…) W ciągu ostatnich 10 tys. lat udokumentowanej historii nie było w ludzkim DNA dostrzegalnych zmian spowodowanych ewolucją. Tymczasem zasób wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie wzrósł niepomiernie. Ludzkie DNA zawiera 3 mld kwasów nukleinowych. Jednak wiele informacji zakodowanych w tych sekwencjach jest zbędnych lub nieaktywnych. Tak więc całość informacji zawartej w naszych genach wynosi prawdopodobnie około 100 mln bitów. (…) Dla porównania – przeciętna powieść może zawierać dwa miliony bitów. (…) Ilość informacji przekazywanych w książkach jest sto tysięcy razy większa niż w DNA. Jeszcze ważniejsze jest, że informacje w książkach można zmieniać i aktualizować o wiele szybciej. Kilka milionów lat zajęła nam ewolucja od małp. W tym czasie użyteczna informacja w naszym DNA zmieniła się prawdopodobnie tylko o kilka milionów bitów. (…) Tymczasem corocznie ukazuje się około 50 tys. nowych tytułów książkowych w języku angielskim, w sumie setki milionów bitów informacji. Oczywiście zdecydowana większość tych informacji to śmieci nieprzydatne żadnej formie życia. Wszakże tempo, w jakim można dodawać użyteczną informację, jest miliony, jeśli nie miliardy razy szybsze niż w przypadku DNA”.
Zastanawia mnie w tym kontekście określenie „zbędna informacja”. Z jakiej perspektywy „zbędna”? I co znaczy stwierdzenie, że może to być informacja „nieprzydatna żadnej formie życia”? Czy rzeczywiście wiemy z całą pewnością, jakie formy życia można by spotkać w przestrzeniach wszechświata? Czy w ogóle nasze pojmowanie, a tym bardziej definiowanie „życia” nie jest zbyt wąskie? Czy można uznać, że niezbywalnym, ale i wystarczającym warunkiem uznania obiektu za „żywy” jest zdolność przekazywania, a tym bardziej pomnażania informacji? Jedno jest pewne: nie bardzo wiemy, jak zdystansować się od dotąd wypracowanych metod i założeń poznawczych. Czy, a jeśli tak, to w jaki sposób potrafimy wziąć w nawias nasz antropocentryzm? Jak na razie jednym z przyjmowanych założeń jest to, które powiada, że wszechświat został spreparowany „pod człowieka” (zasada antropiczna), a i przekonanie o tym, że człowiek jest na samym szczycie stworzonej przez siebie hierarchii bytów, jest trudne do zakwestionowania. Ale też trudna do zakwestionowania jest skłonność do tworzenia takiej hierarchii i podatność na ujmowanie przemian wszechświata w kategoriach jeśli nie postępu, to ewolucji czy rozwoju, bo co do przemiany, to wiemy z pewnością, że następuje nieustannie – jesteśmy w środku jakiegoś procesu, ale jakiego, tego nie wiemy. Ale czy to jedynie możliwa perspektywa, tego nie możemy być pewni.
Pewni natomiast możemy być tego, że mamy obecnie do czynienia z takim przyspieszeniem przemian narzędzi poznawczych, o jakim wcześniej nie mogło być mowy. Chodzi mi tu nie tylko o sprzęt techniczny – czy to służący badaniom kosmicznym lub medycznym, czy to rozpoznający rzeczywistość przestrzeni świata kwantowego – ale także inwazji teorii, zarówno w naukach przyrodniczych, jak w humanistyce. Wszystko to oczywiście skutkuje lawinowym przyrostem informacji, być może już dawno przerastającym możliwość ich spożytkowania – w gruncie rzeczy ludzkość znalazła się w obliczu sytuacji granicznej, której wyrazem może być uświadomienie sobie faktu, że nie wiemy, co wiemy, nie ogarniamy ogromu przyrastającej wciąż wiedzy. Ten „nadmiar” – o ile samo pojęcie nadmiaru ma tu sens – zdaje się grozić chaosem, a w każdym razie może prowadzić do sytuacji porównywalnej z tą, w jakiej znalazł się w znanej balladzie Goethego uczeń czarnoksiężnika. Powrót mistrza przywraca ład. Otwartym pozostaje pytanie, kto lub co może w naszym przypadku przywrócić porządek i czym mianowicie owo przywrócenie porządku miałoby być. Pytania można mnożyć, zaś pobudza do nich narastająca lawina nowin poznawczych czy to z głębi kosmosu, czy z wnętrza planety, nie mówiąc już o tytule wydanej przez Copernicus Center Press książce Sabine Hossenfelder Czy Wszechświat myśli? Z podtytułem dodanym na okładce małym drukiem: I inne ważne pytania nauki. A jeśli wszechświat myśli, wówczas produkuje informacje.
Wróć